Gnom IV RP

Istocie, której podłość
Osiągnęła szczyty,
Żeby się rozmnażać,
Nie trzeba kobity.
/Roland Topor/
Jarosław Kaczyński wiedział. Domyślał się już wprawdzie przed rokiem ‘80, że Wałęsa jest agentem, ale trzymał twardo buźkę na kłódkę. Potem też ją trzymał. I w trakcie Okrągłego Stołu, kiedy jego brat przechadzał się z Wałęsą pod rękę - też milczał. I kiedy brat siedział przy zastawionym suto stole, razem z Lucyferem - Michnikiem i Rokitą - Kiszczakiem - też zamilczał…
Nie śmiał nic powiedzieć, kiedy Wałęsa stanął do wyborów prezydenckich w roku 1990. I nawet kiedy, jak twierdził wczoraj w porannej audycji radiowej, minister Milczanowski pokazał mu te “porażające” dokumenty (oczywiście oryginały - sic!) - dalej nie puścił pary…
I tak można by mnożyć daty i sytuacje, kiedy Jarosław Kaczyński, przez prawie 30. lat miał szansę na wykazanie się patriotyczną, obywatelską postawą. Jednak nie - on wolał żyć z tą wielką tajemnicą, skrywaną i pielęgnowaną, która musiała go tłamsić, drążyć, niby robak…
I nagle mógł odetchnąć, bo zrozumiał, pod wpływem zapewne impulsu, że może zrzucić to jarzmo, ze swego steranego ciężką pracą dla Narodu karku…
I my, obywatele, mamy w to wierzyć… Dla podniesienia swej wiarygodności Jarosław Kaczyński jest gotów przysiąść na Wielką Księgę. Mam nadzieję, że to chodzi o Pismo Święte, a nie o wybór dzieł Lenina, z którego czerpał mądrości i cytaty jego brat pisząc doktorat…
Już mnie nie interesuje, czy Lech Wałęsa był “Bolkiem”, czy tylko może Lolkiem. Nie ma to dla mnie kompletnie żadnego znaczenia.
Ale każdy powinien sobie postawić to pytanie;
Dlaczego i dla jakich celów trwa atak na niego? Dlaczego tak zależy niektórym grupom politycznym, aby zdezawuować postać byłego prezydenta?
Czy chodzi tu o wyjaśnienie wszystkiego, o prawdę historyczną - czy może jednak o napisanie historii na nowo? Czy książka IPN, wydana bez krytycznej oceny ludzi, którzy byli przez lata towarzyszami Wałęsy, ma wartość historiograficzną, naukową - czy jest tylko publicystycznym atakiem i narzędziem politycznym?
“Określone środowiska”, używając dawnego języka, próbują zanegować nie tylko umowę Okrągłego Stołu, ale również prawie 20 lat polskiej demokracji. Chcą udowodnić, za pomocą zniszczenia tego symbolu “Solidarności”, że III RP był zbudowana przez agentów i dla agentów. Co w związku z tym z polskim parlamentaryzmem, też był on tworem agentury? Polskie uczestnictwo w NATO i Unii Europejskiej to gra agenturalna? Paranoja…
Genetyczni patrioci IV RP próbują zohydzić Polskę i państwo lat demokracji, na pewno najlepszy okres w historii Polski. Jedność Polaków, jak została zbudowana, jest poddawana manipulacji i zawłaszczaniu. Po wyborach 2007 roku myślano, że wszystko to odchodzi w niebyt, że przyszłość jest celem Polaków. Okazuje się, że demony jednak nie rezygnują. I próbują zatruwać społeczeństwo.
Problem jest tylko taki, że nawet jeżeli się okaże, że TW “Bolek” to Wałęsa - to i tak nikt mu nie zabierze Sierpnia ‘80, Okrągłego Stołu, prezydentury, nagrody Nobla i miejsca w historii.
A o gnomach - za lat 50. już nikt nie będzie pamiętał…
Azrael
Brzydkie słowo - establishment

Od samego początku, od kiedy stało się jasne, że książka o Lechu Wałęsie ujrzy światło dzienne, odbierano ją, pomimo usilnych starań jej zwolenników, jako atak nie tylko na przywódcę “Solidarności”. Biorąc pod uwagę nazwiska i funkcje, poza naukowe jej autorów - spodziewano się, że na interpretacji faktów, dokumentów nie poprzestaną. I zgadza się to całkowicie.
Osnową materiału książki są dokumenty SB (a raczej ich kopie) z lat ‘70, oraz różnego rodzaju katalogi. I oczywiście - bezkrytycznie analizowane. A raczej - nie analizowane, lecz będące składnikiem aktu oskarżenia.
Daje się również zauważyć w niej nierównowagę, polegającą na tym, że dobrze i szeroko potraktowane są czasy pierwszej połowy lat ‘70, domniemanej współpracy Lecha Wałęsy ze służbą SB, dużo słabiej czasy wybuchu “Solidarności” i lat ‘80 - i następnie znów autorzy skupiają się na latach prezydentury Wałęsy. Dlaczego?
To proste; Cała książka jest po prostu jednym aktem oskarżenia, skierowanym nie tylko wobec Lecha Wałęsy, ale głównie w stronę Okrągłego Stołu i III RP. Mechanizm, a właściwie manipulacja jest prosta; Uwikłany Lech Wałęsa miał doprowadzić do obrad i “układu” strony komunistycznej z koncesjonowaną opozycją, a potwierdzeniem tego jest obalenie “pierwszego patriotycznego rządu” Jana Olszewskiego.
Ktoś może powiedzieć - to uproszczenie i trywializacja książki. Tak, ale w marketingu politycznym nie chodzi o skomplikowane przekazanie treści, lecz o trafienie do odbiorcy jak najłatwiejszymi metodami, łatwymi sygnałami.
Prawo i Sprawiedliwość, Jarosław Kaczyński do perfekcji opanowali ten schemat;
Dziś, jak zwykle w nagranym wcześniej i zmontowanym wywiadzie dla porannych “Sygnałów Dnia” Jarosław Kaczyński powiedział;
Ci ludzie, którzy dzisiaj są na pierwszej linii obrony [Wałęsy], przynajmniej niektórzy z nich, od czci i wiary odsądzali Wałęsę w 90–91 roku. Z tym, że raczej w dziewięćdziesiątym, jak już został prezydentem, to im troszkę przeszło. To zresztą bardzo charakterystyczne dla tej grupy. Natomiast to wskazuje, o co naprawdę chodzi i to jest tutaj najistotniejsze. Chodzi o obronę establishmentu, o obronę sytuacji społecznej w tych wyższych częściach hierarchii społecznej, na wyższych piętrach hierarchii społecznej, sytuację ukształtowaną w ciągu ostatnich kilkunastu lat, sytuację, której jedną z podstaw jest kłamstwo, kłamstwo takie można powiedzieć radykalne kłamstwo, które odrzuca rzeczywistość i tę sprzed 89 roku w jej prawdziwym kształcie, jak i tę rzeczywistość po roku 89. I ta książka jest ciosem w ten obraz, obraz, który służy establishmentowi i stąd ta wściekła obrona.
I to wskazuje, jak, kto i dla jakich celów wykorzysta sobie tą pozycję.
Andrzej Celiński w jednym z porannych wywiadów radiowych powiedział, że nawet nie chce mu się myśleć o tym, że cała ta hucpa jest implikowana zamówieniem politycznym środowiska Kaczyńskich. Ale jak słucha ludzi z tego kręgu, takich jak Gosiewski, to mu się chce rzygać.
Wyjątkowo te nieeleganckie słowa pasują do sytuacji. Rzeczywiście - za książką o Wałęsie stoją pokraczni, mali mentalnie i miałcy intelektualnie ludzie. Dla nich odzyskanie przez Polskę suwerenności, bezkrwawy przebieg transformacji, obalenie komunizmu nie ma znaczenia. Oni są PONIŻEJ tego.
Tak, do establishmentu i do zdolności sprawowania władzy, jak i do miejsca w historii trzeba dojrzeć. Oni nie mają na to szans.
Azrael
4 czerwca - zwycięstwo demokracji

Ten dzień jest mi bliski… głównie dzięki nowoczesnym technikom komunikacji, internetowi, Wiki i systemowi blogowemu. Sam osobiście nie widzę tej dacie nic magicznego, będąc zawsze niezależny od różnych wpływów - dla mnie to był tylko pewien etap rozwoju państwa.
Dzień 4 czerwca 1989 roku nie był końcem komunizmu, jak by to chciała widzieć egzaltowana aktorka, był tylko zwieńczeniem procesu społecznego, gdzie układ rządzących, niekoniecznie ideowych komunistów, stwierdził, że nie da się dalej trzymać kraju na pustych butlach tlenowych i trzeba się podzielić władzą. A że społeczeństwo okazało się inteligentniejsze niż aparat - skończyło się to tym, aż na pierwszym posiedzeniu KC PZPR po wyborach panowała grobowa cisza…
Komunizm, czyli idea sprawiedliwości społecznej, zakończył się w Polsce w roku 1956, w dniu śmierci robotników Poznania. Potem był Gdańsk, Radom, Sierpień ‘80, stan wojenny, Okrągły Stół - i to są daty ważne dla polskiej historii.
Dla innych, tych, dla których wszystko jest praktyką ich teorii spisku - 4 czerwca to dzień, w którym został obalony “najlepszy rząd porozbiorowy”, czyli rząd Jana Olszewskiego. To takie małe święto państwowe, które z czasem urośnie do dnia martyrologii byłego premiera i Antoniego Macierewicza. A w rzeczywistości - jest to dzień klęski nieudanego pomysłu lustracji, także dzień, w którym umarł system polityczny oparty o teorie spisku.
Alternatywny świat Jarosława K.

To, że Jarosław Kaczyński i jego zwolennicy żyją w świecie iluzji, spisków i negacji wszystkiego, co nie powstało w głowie Genialnego Stratega - to jest wiadome od dawna. Brak poczucia rzeczywistości i odbieranie tego, co się wokół dzieje, jako prostej ekstrapolacji spisku Okrągłego Stołu i wpływu michnikowszczyzny na Polskę, jest stałym, lejtmotywem wypowiedzi szefa PiS. Jest on w tych fobiach wspomagany nie tylko przez swoich współpracowników - ale również przez układ mediów, tak zwany Salon IV RP, składający się z “Rzeczpospolitej”, “Gazety Polskiej”, “Nowego Państwa”, portalu blogerskiego, kiedyś niezależnego, Salon24.pl i mediów publicznych.
Warto przeglądać te gazety, oglądać programy Sakiewicza, czy Ziemkiewicza, czytać “niezależnych” blogerów, mających swe biurka w redakcjach wspomnianych mediów - aby zrozumieć, że ten układ napędza sam siebie i karmi Kaczyńskiego wiedzą tajemną, którą on następnie filtruje przez swoje chore poglądy - i sprzedaje kłamstwa jako nowe teorie polityczne.
Lemingi górą!

Fenomen zwycięstwa Donalda Tuska i jego formacji w wyborach parlamentarnych w 2007 roku został mniej więcej zdiagnozowany. Oczywiście, te diagnozy są różne, w zależności od tego, po której stronie pan socjolog, politolog – czasem fachowiec, a częściej tylko domorosły – siedzi. Czy po stronie wygranych, przegranych – czy poza układem (tfu!) politycznym.
I tak zwolennicy Prawa i Sprawiedliwości widzą źródło swojej porażki w kontrofensywie właśnie układu politycznego III RP, wspomaganego nieprzychylnymi mediami i mitycznym udziałem – manipulacją służb specjalnych, ze szczególnym naciskiem na WSI. Znany publicysta post upeerowski, Stanisław Michalkiewicz nazywa to z rosyjskiego „razwiedką”, nie zdając sobie chyba sprawy, że użycie tego sformułowania w jego felietonach (a jest prawie w każdym) świadczy o tym, że jego podświadomość jest przesiąknięta sowieckim sposobem pojmowania rzeczywistości, jako spisku wszechogarniającego i wszechobecnego.
Zwycięzcy chętnie by widzieli laur zwycięstwa jako zwieńczenie swojej doskonałości politycznej i planu, który uwiódł elektorat, gdzie znaki i programy nowoczesnego i odnowionego państwa XXI wieku w Unii Europejskiej zostały zaakceptowane bezwarunkowo. Ładny premier, ładna partia, ładny program, polityka miłości i wszystko jasne – i dążymy ku nowoczesnemu państwu w Unii Europejskiej.
Kto po “Genialnym Strategu”?

Kilka ostatnich sytuacji politycznych, w Sejmie i poza nim wskazuje, że Prawo i Sprawiedliwość straciło to, co najważniejsze – integralność organizacyjną oraz niczym nie zmąconą wiarę w Jarosława Kaczyńskiego.
Jeden z dziennikarzy zapytał mnie o osobowości polityczne na polskiej scence politycznej. I oczywiście, musiało to zahaczyć o szefa PiS.
Zastanowiłem się, kiedy skończyła się charyzma i siła tego polityka? Nie tylko dla tych, którzy stoją po przeciwnej stronie barykady politycznej – ale również dla jego zwolenników. I stwierdziłem, że tym przełomowym momentem, kiedy padł mit niepokonanego – była wcale nie przegrana kampania wyborcza – ale, jak to często bywa – jeden moment. Był to wieczór debaty telewizyjnej z Donaldem Tuskiem – kiedy jego mit polemisty i twardziela upadł.
Od tego dnia nie widziałem już ani jednego wystąpienia Jarosława Kaczyńskiego, godnego zapamiętania, nie było ani jednego wywiadu radiowego i prasowego, w którym słyszelibyśmy wizjonerskiego, pełnego pasji i zdecydowania wodza.
To zostało też widoczne wewnątrz jego partii, w systemie zarządzania, kreowania i wytyczania drogi. I konflikty zaczęły się mnożyć.
Podtopiony delfin

O Zbigniewie Ziobro od dawna mówi się per „delfin”. Nie ssak morski, obdarzony inteligencją i ciepłym charakterem, których temu niedokończonemu prokuratorowi brak – lecz następca tronu Jarosława Kaczyńskiego i jego brata, hologramu z Pałacu Namiestnikowskiego.
Cała sprawa zamieszania wokół wyborów szefa Prawa i Sprawiedliwości w Małopolsce i „wycięcia” Zbigniewa Wassermanna przez zwolenników byłego ministra sprawiedliwości nie warta byłby nie tylko mszy, ale nawet zdrowaśki, gdyby nie to, że oddaje ona stan wewnętrzny partii i stosunki w niej panujące.
Ziobro odstrzelił swojego największego wroga Zbigniewa Wassermanna – prawie natychmiast został oskarżony przez Jarosława Kaczyńskiego szefa partii o „szkodnictwo”. To pierwsza taka sytuacja, gdy k Kaczyński publicznie i jednoznacznie karci swego przybocznego z Krakowa za zbyt duże ambicje. Jak usłużni przeciwnicy Ziobry donoszą – Rada Polityczna skończyła się ostrą wypowiedzią Kaczyńskiego i SAMOKRYTYKĄ byłefo ministra.
W PiS panują zdrowe zasady demokracji – w starym dobrym stylu – centralizmu demokratycznego. Pan Kaczyński wybiera kandydatów – a „teren” ich demokratycznie zatwierdza – najchętniej przez aplauz i zaakceptowanie…
Egzegeza wywiadu Potwora

Nad wywiadami Jarosława Kaczyńskiego trzeba się zawsze pochylić. Nie tylko dlatego, że jest to szef największej partii opozycyjnej, oraz były premier - ale również z tego powodu, że z tych wywiadów (nagrywanych – a nie na żywo, co każdy może zauważyć) wyziera prawdziwszy obraz tego człowiek, niż z jego oficjalnych wystąpień, czy wywiadów dla prasy.
Rozmowy z „Sygnałami Dnia” są zawsze prowadzone przez Jacka Karnowskiego, który już opracował na tyle technikę pytań, że Kaczyński czuje się przy nim odprężony i odkrywa swoje prawdziw “Ja”.
No i jeszcze jedno – analizy najlepiej dokonywać dwutorowo – słuchając Kaczyńskiego i czytając stenogram.
Kiedyś już zrobiłem taką analizę, prawie dokładnie rok temu, tytułując to „Wtorkowym seansem nienawiści”. Od tego czasu Kaczyński lekko może złagodniał – co nie oznacza, że nie słychać jego psychopatologii.
No to jedziemy. Pogrubienia pochodzą ode mnie. Tytuł od słynnych już słów Donalda Tuska - „Potwór dzwoni”, wypowiedzianych w Juracie.
Poszedł Jarek na jarmarek…

Osobiście nie jestem zwolennikiem zmuszania ludzi do brania udziału w wyborach ani też znacznych ułatwień jeśli chodzi o oddawanie głosu. Akt głosowania powinien być według mnie czynnością poważną, świadomą, wymagającą pewnej fatygi. Nie jestem entuzjastą tego, żeby sobie młody człowiek siedział przed komputerem, oglądał filmiki, pornografię, pociągał z butelki z piwem i zagłosował, gdy mu przyjdzie na to ochota. Zwolennicy głosowania przez Internet chcą tę powagę odebrać. Dlaczego? Wiadomo, kto ma przewagę w Internecie i kto się nim posługuje. Tą grupą najłatwiej manipulować, sugerować na kogo ma zagłosować.
Jak namówić do pójścia do wyborów, tych, zwłaszcza mieszkańców prowincji, którzy na nie regularnie nie chodzą, tego nie wiem. O ile mi wiadomo, żaden socjolog nie dał do tej pory odpowiedzi na pytanie, dlaczego w wolnej Polsce – w której mamy społeczeństwo nieporównanie lepiej wykształcone niż w II Rzeczpospolitej - frekwencja jest niższa niż przed wojną, w tych czasach, kiedy wybory były jeszcze mniej więcej demokratyczne. W moim prywatnym przekonaniu, przed wojną, w ramach tradycyjnej kultury istniało wiele kanałów komunikacyjnych, które nawet tym często bardzo prostym ludziom były w stanie coś przekazać. Na przykład przemówienia na jarmarku były takim kanałem informacyjnym. Teraz one już nie istnieją.
Proszę spokojnie – to co widzicie na górze, nie jest żadnym mottem, ani bynajmniej moją dewizą. Jest to tylko kolejny wykwit intelektu Pana Prezesa Kaczyńskiego, inteligenta z Żoliborza, byłego premiera europejskiego kraju, może nie do końca jeszcze nowoczesnego – ale dynamicznie się rozwijającego.
To Tusk ukazał nagość króla

Ostatnie badania opinii publicznej, ogłoszone przez prawicową i sprzyjającą Prawu i Sprawiedliwości gazetę „Rzeczpospolita”, są dla tej formacji miażdżące. Miażdżące w wartościach bezwzględnych, jak w porównaniu z wynikami wyborów z 2007 roku.
16% poparcia społecznego, przy trzykrotnie lepszym wyniku dla Platformy Obywatelskiej – to już nawet nie dzwonek alarmowy dla Jarosława Kaczyńskiego – to jest potężny odgłos bijących dzwonów.
Jak to się dzieje, że partia, która jest u steru rządów, na której spoczywa odpowiedzialność, która przeżyła w ciągu ostatnich kilkunastu tygodni ostre niepokoje społeczne – nie traci, a wręcz zyskuje? Co jest powodem tego, że Donald Tusk dalej trzyma sztywne poparcie dla siebie i swojej ekipy?
Według mnie wynika to ze słabości i katastrofalnej działalności opozycji.
Lewicą i Demokratami nie będę się tu zajmował. Ona w tym składzie, w tej konfiguracji i pod tym kierownictwem, jest na dziś praktycznie trupem politycznym. Jeżeli nie pracuje Sejm – to Olejniczka i Napieralskiego praktycznie nie ma. Jest widoczny Marek Borowski. Ale generalnie – ani nie ma pomysłu na opozycje, ani nie ma pomysłu na przewalczenie własnej, wewnętrznej niemożności.
Z PiS jest jeszcze gorzej. I w wymiarze wewnętrznym i własnej polityki – polityki opozycyjnej.
„Rodzina” Jarosława Kaczyńskiego

Mecenas Leszek Piotrowski, w wywiadzie dla dzisiejszej „Gazety Wyborczej” ujawnia informacje na temat zeznań, jakie składali Jarosław Kaczyński i Zbigniew Ziobro, w prokuraturze łódzkiej. Oczywiście chodzi o zeznania w sprawie zbadania i ujawnienia okoliczności śmierci Barbary Blidy.
Prezes Prawa i Sprawiedliwości przyznał podczas przesłuchania przed łódzką prokuraturą, że od lutego do kwietnia 2007 roku w jego kancelarii odbyło się pięć narad, na których omawiano najważniejsze śledztwa w kraju. Zwoływał je telefonicznie, nie wykorzystując pracowników sekretariatu – powiedział mecenas Piotrowski.
Brali w nich udział, obok wyżej wspomnianych, również szef ABW, Bogdan Święczkowski, prokurator Engelking, minister Janusz Kaczmarek, prokuratorzy katowiccy.
Okazuje się, że spotkania były na tyle tajne, że nie ma z nich stenogramów, ani nagrań co przyznali zeznający świadkowie Kaczyński i Ziobro.
Leszek Piotrowski twierdzi, że według samych zeznających, Kaczyński otrzymywał informacje tylko takie, które miały uprawdopodobnić i legitymizować działania wobec Barbary Blidy.
Najbardziej szokujące jest jednak stwierdzenie mecenasa Piotrowskiego, że te nieformalne spotkania mogą świadczyć, że na szczycie władzy działała zorganizowana grupa przestępcza, coś w rodzaju grupy mafijnej, podejmując decyzje o „mordach politycznych”, niczym don Vito Corleone i jego doradcy…
Umizgi Jarosława Kaczyńskiego do inteligenta

Nie czekałem, ale się doczekałem.
Jarosław Kaczyński rozpoczął odzyskiwanie inteligencji, próbując przedstawić coś na kształt programu, a może idei, coś na kształt programu walki o dusze… a wyszło – jak zwykle. I tego się spodziewałem. Znów mogłem się poczuć jak za dawanych, dobrych lat, czyli jak za czasów towarzysza „Wiesława”, dla którego inteligencja nie była pojęciem klasowym, bo pojęcie walki klas wykluczało taką klasyfikację, lecz była „warstwą”, w ramach zjednoczonego, ludowego społeczeństwa.
Zanim przystąpiłem do tej krótkiej analizy, postanowiłem sobie przypomnieć, jak kształtuje się poparcie dla towarzysza… pardon, Pana Kaczyńskiego, wśród inteligencji.
Biorąc pod uwagę wyniki ostatnich wyborów i przyjmując, że inteligencja to ludzie wykształceni, dobrze sytuowani, młodzi i w średnim wieku, mieszkańcy miast – czyli kształtująca się klasa średnia – otrzymałem dane, że Platforma Obywatelska wygrała w tym środowisku z PiS mniej więcej 2 : 1. Dodając do tego głosy oddane ma LiD – porażka PiS jest jeszcze bardziej znacząca. A sam wynik wyborczy PiS wśród inteligencji jest poniżej całościowego wyniku tego ugrupowania – i to dość znacznie.
Oznacza to ni mniej, ni więcej, że Prawo i Sprawiedliwość nie jest partią inteligencji.
Te uwagi należy uzupełnić o wiedzę na temat aktualnego stanu partii. Jest ona, jak ktoś ładnie napisał, partią monolitu. Partią jedności, partią jednej myśli. Ja bym to określił – partią jedynej słusznej myśli swojego wodza. Ostatnie wolne myśli inteligenta w tej partii, siedzą w ostatnim rzędzie ławy sejmowej, pod postacią Ludwika Dorna. Nie ma konserwatystów, nie ma nurtu liberalnego, nie ma żadnego nurtu ideowego w tej partii – jest tylko „ferment intelektualny”, emanujący z głów Brudzińskiego, Gosiewskiego, Putry, czy niepokojąco szybko upodabniającego się do reszty towarzystwa, młodego Mariusza Kamińskiego.
Przejdźmy do dostępnego nam materiału z konferencji “Polska inteligencja a życie publiczne po wyborach 2007″, zorganizowanej przez profesora Ryszarda Legutkę, w warszawskiej Akademii Muzycznej.
Zybertowicz niecnota

Prawo i Sprawiedliwość w ramach „odzyskiwania” inteligencji wielkomiejskiej będzie zapewne sięgało po swoje kadry intelektualne. Piszę – zapewne – bo nie jestem do końca przekonany, czy Jarosław Kaczyński będzie potrzebował wsparcia intelektualnego. Wszak nie tylko genialnym strategiem jest – ale i wielkim myślicielem. Zupełnie jak Lenin…
Czytam ja sobie często dość propisowskich myślicieli i przyznam się szczerze (całkowicie bez ironii), że obcowanie z tekstami Szlachty, Gawina, Cichockiego czy nawet Legutki – bywa niezłą rozrywką i rozgrywką intelektualną. Gorzej już jest z Krasnodębskim. Ale cóż, i tak Jarosław Kaczyński oparł swój program tak zwanej IV RP na przemyśleniach z lat swojego „Sulejówka”, rozmowach z wiernym Dornem i lustrem (czytaj: bratem) a nie na analizie pism innych – w założeniach – gorszych I dostaliśmy zlepek idei narodowo – gaullistowskich w sosie populizmu.
Jednym z tych, których jednak Kaczyński słuchał – był zapewne Andrzej Zybertowicz. To on dał Kaczyńskiemu „mięso” jego projektu, coś, co go napędzało, co było osnową projektu zmiany państwa – czyli walki z układem.
Zu Befehl, Herr Kacynski!

Jarosław Kaczyński ma wielu wrogów. Tak to już jest z ludźmi wielkimi. ONI zawsze mają wielu wrogów. I wśród tych wrogów na drugim miejscu są media. Kto na pierwszym – nie muszę przypominać, mam nadzieję…
W trakcie Parteitagu w grudniu ubiegłego roku, pan były premier za porażkę swojej wielkiej partii winił media.
Bo to media przekonały w 2005 roku Donalda Tuska aby nie zakładał z PiS koalicji i nie tworzył wyśnionej przez uciskany lud IV RP. W związku z tym – w myśl znanego nam hasła „mniejszego zła” i moralnego serwilizmu – trzeba było zawrzeć koalicję z LPR i Samoobroną. I to wstrętne media naigrawają się z kochanego braciszka, nie mówiąc o tych „ścierwojadach” (by Dorn) z kamerami i aparatami, którzy tak źle kamerują hologram Jarosława Kaczyńskiego z Pałacu Namiestnikowskiego, że zawsze ma uśmiech człowieka z pogranicza…
Jarosław Kaczyński dobrze się czuje tylko chyba w towarzystwie Jacka Karnowskiego, który wizytował go zawsze w poniedziałek wieczorem, aby nadać „na żywo” wywiad z Jarosławem Mądrym we wtorek, w „Sygnałach dnia”. Ponoć Jacek przyjeżdżał z Michałem – bo tylko wtedy Jarosław się otwierał, widząc bliźniaków równie udanych…
Dziś w ramach odzyskiwania zaufania mediów, Kaczyński znów podjął zadanie zbliżenia się do nich. Takie freundliche Anneaherung.
Rano radio RMF FM, jak wszyscy genetyczni patrioci wiedzą – radiostacja niemiecka, z korzeniami żydowskimi – podało, że były premier podpisał dokument o zagłuszaniu telefonów pielęgniarek w trakcie czerwcowego strajku, okupujących Kancelarię w Alejach Ujazdowskich. Czyli podpisał Befehl, dla BOR o podjęcie stosownych działań.
Wszystko mogłoby być cacy – choć nie wiadomo po cholerę takie działania były potrzebne w ogóle – gdyby nie to, że po pierwsze – mówiono że takie działania w ogóle nie miały miejsca – po drugie – kwit o wykonaniu Befehl został podpisany ostatniego dnia okupacji kancelarii…Zagłuszarki pracowały 7 dni na wariackich papierach – lub inaczej – na gębę. Zresztą inne doniesienia mówią, że krąg osób, które widziały o zagłuszaniu = jest szerszy – i obejmuje między innymi osobistą ochronę Kaczyńskiego – Jolantę Szczypińską – i byłego wiceministra zdrowia - Piechę
Na konferencji w Nowym Sączu (Pressekonferenz) dziennikarze poprosili pana przewodniczącego o ustosunkowanie się do tej sprawy. Usłyszeli na to;
“Ja bym bardzo prosił radia, w szczególności niemieckie, by nie prowadziły kampanii zmierzającej do tego, aby odwracać uwagę od ważnych spraw, a zajmować się jakimiś bzdurami, zupełnie drobnymi wydarzeniami”
[...]
“to powinno dotyczyć wszystkich mediów, ale media niemieckie (…) powinny być tutaj szczególnie ostrożne, bo zawsze mogą być posądzone o wtrącanie się do polskich spraw wewnętrznych, o interwencje w polskie sprawy wewnętrzne”.
Rzeczywiście – są ważniejsze sprawy do wyjaśnienia – co nie oznacza, że nie można się spytać byłego szefa rządu, którego naczelną zasadą była uczciwość i prawdomówność – dlaczego mijał się, delikatnie mówiąc z prawdą? (Wahrheit).
Kaczyński uważa od dawna, że dziennikarze są poddawani presji i zniewoleni. Ciekawe, że jakoś nie protestował głośno, kiedy tuż przed oddaniem władzy jego ludzie z Ministerstwa Skarbu próbowali karkołomnie „opchnąć” resztę udziałów PressPubliki, wydawcy między innymi „Rzeczpospolitej”, Angolom…
Oczywiście – sprawa z punktu widzenia działania państwa (szczególnie w zderzeniu z działaniami Mariusza Kamińskiego, Bogdana Święczkowskiego czy Zbigniewa Ziobro) to pryszcz. Ale pokazuje, jak chory, zgniły i podły był tamten układ. A podłość zaczynała się na samej górze.
Azrael
Panie Kaczyński – inteligencja Panu już dziękuje…

Jarosław Kaczyński ponownie wczoraj zakomunikował, że PiS rozpoczyna KAMPANIĘ o przekonanie inteligencji do tej partii. “PiS to formacja w gruncie rzeczy inteligencka” – powiedział inteligent z warszawskiego Żoliborza, którego rodzinnym domem jest willa, nadana jego ojcu, Rajmundowi, przez władze komunistyczne.
Spyta się ktoś – dlaczego wypominam tą willę byłemu Panu Premierowi, nie mówiąc już o ojcu?
Otóż Jarosław Kaczyński wczoraj powiedział jeszcze kilka ciekawych zdań, skierowanych pod adresem Bogdana Klicha, ministra obrony. W nawiązaniu do konfliktu telefonicznego po katastrofie pod Mirosławcem, Kaczyński, ten kulturowy inteligent z Żoliborza, łaskaw był stwierdzić;
Mamy do czynienia z deficytem kulturowym. Żeby rządzić, trzeba być człowiekiem na pewnym poziomie kulturowym
[...]
- Mówię nie o złej woli, ale o pewnym typie kultury. Nie każdy może być ministrem obrony, nie każdy może rządzić. Ktoś jest dobrze wychowany, a ktoś nie. Jak wywodzi się z pewnego środowiska, to trudno mu być dobrze wychowanym. Ci ludzie nie nadają się do wypełniania swoich funkcji.
Jestem, jako inteligent z Żoliborza właśnie, dość już uodporniony na wypowiedzi Jarosław Kaczyńskiego.
Ale takiego skrajnego chamstwa, nie tylko politycznego, i pogardy dla adwersarzy – bo wiadomo, że nie chodzi tu tylko o Bogdana Klicha, lecz również o Donalda Tuska, pod adresem którego również padały podobne inwektywy – nie spotyka się na co dzień. I mówi to ktoś, kto zawdzięcza znośne warunki mieszkaniowe i życiowe ojcu, który w latach 50. wysługiwał się komunistom!
Ktoś, kto nie może się powstrzymać od tego rodzaju uwag i prostackich tekstów – jednocześnie chce „odzyskiwać” inteligencję…












