Alternatywny świat Jarosława K.

To, że Jarosław Kaczyński i jego zwolennicy żyją w świecie iluzji, spisków i negacji wszystkiego, co nie powstało w głowie Genialnego Stratega - to jest wiadome od dawna. Brak poczucia rzeczywistości i odbieranie tego, co się wokół dzieje, jako prostej ekstrapolacji spisku Okrągłego Stołu i wpływu michnikowszczyzny na Polskę, jest stałym, lejtmotywem wypowiedzi szefa PiS. Jest on w tych fobiach wspomagany nie tylko przez swoich współpracowników - ale również przez układ mediów, tak zwany Salon IV RP, składający się z “Rzeczpospolitej”, “Gazety Polskiej”, “Nowego Państwa”, portalu blogerskiego, kiedyś niezależnego, Salon24.pl i mediów publicznych.
Warto przeglądać te gazety, oglądać programy Sakiewicza, czy Ziemkiewicza, czytać “niezależnych” blogerów, mających swe biurka w redakcjach wspomnianych mediów - aby zrozumieć, że ten układ napędza sam siebie i karmi Kaczyńskiego wiedzą tajemną, którą on następnie filtruje przez swoje chore poglądy - i sprzedaje kłamstwa jako nowe teorie polityczne.
Rodzinny interes

Nie zwrócono specjalnej uwagi na słowa Lecha Kaczyńskiego, który powiedział w wywiadzie radiowym, że to on kazała wyrzucić Kazimierza Marcinkiewicza ze stanowiska premiera rządu. Nie zwrócono również uwagi na to, co było motywem tego rodzaju NACISKÓW , z jego strony. Potem wprawdzie stwierdził, że to był tylko skrót myślowy - ale nie zmienia to kontekstu i wagi jego słów.
Otóż nie interes państwa, społeczeństwa, nawet nie interes formacji politycznej, z którą już właściwie oficjalnie się Lech Kaczyński utożsamia - lecz po prostu interes jego i jego brata.
W dniu wręczenia dymisji Marcinkiewiczowi i on i jego brat wypowiadali się o nim jak z największą atencją - wczoraj się okazało, że powodem głównym dymisji nie była jego nędzna praca - lecz to, że nie bronił Jarosława przed krytyką.
Lech Kaczyński twierdzi, że nie zlecał ani nawet nie prosił służb specjalnych o inwigilowanie Marcinkiewicza. Można być tego właściwie pewnym - bo podejrzewam, że Witold Marczuk, ówczesny szef ABW sam z siebie donosił usłużnie co trzeba. Lech Kaczyński posługuje się w swoje działalności skrótami - nie tylko myślowymi - lecz zarówno on, jak i jego brat są przyzwyczajeni do prowadzenia konsultacji poza oficjalną procedurą. Tak przynajmniej twierdzą rozmówcy Michała Majewskiego i Pawła Reszki, redaktorów “Dziennika”, którzy zebrali te informacje od byłych i obecnych pracowników Kancelarii Prezydenta.
Kto po “Genialnym Strategu”?

Kilka ostatnich sytuacji politycznych, w Sejmie i poza nim wskazuje, że Prawo i Sprawiedliwość straciło to, co najważniejsze – integralność organizacyjną oraz niczym nie zmąconą wiarę w Jarosława Kaczyńskiego.
Jeden z dziennikarzy zapytał mnie o osobowości polityczne na polskiej scence politycznej. I oczywiście, musiało to zahaczyć o szefa PiS.
Zastanowiłem się, kiedy skończyła się charyzma i siła tego polityka? Nie tylko dla tych, którzy stoją po przeciwnej stronie barykady politycznej – ale również dla jego zwolenników. I stwierdziłem, że tym przełomowym momentem, kiedy padł mit niepokonanego – była wcale nie przegrana kampania wyborcza – ale, jak to często bywa – jeden moment. Był to wieczór debaty telewizyjnej z Donaldem Tuskiem – kiedy jego mit polemisty i twardziela upadł.
Od tego dnia nie widziałem już ani jednego wystąpienia Jarosława Kaczyńskiego, godnego zapamiętania, nie było ani jednego wywiadu radiowego i prasowego, w którym słyszelibyśmy wizjonerskiego, pełnego pasji i zdecydowania wodza.
To zostało też widoczne wewnątrz jego partii, w systemie zarządzania, kreowania i wytyczania drogi. I konflikty zaczęły się mnożyć.
Egzegeza wywiadu Potwora

Nad wywiadami Jarosława Kaczyńskiego trzeba się zawsze pochylić. Nie tylko dlatego, że jest to szef największej partii opozycyjnej, oraz były premier - ale również z tego powodu, że z tych wywiadów (nagrywanych – a nie na żywo, co każdy może zauważyć) wyziera prawdziwszy obraz tego człowiek, niż z jego oficjalnych wystąpień, czy wywiadów dla prasy.
Rozmowy z „Sygnałami Dnia” są zawsze prowadzone przez Jacka Karnowskiego, który już opracował na tyle technikę pytań, że Kaczyński czuje się przy nim odprężony i odkrywa swoje prawdziw “Ja”.
No i jeszcze jedno – analizy najlepiej dokonywać dwutorowo – słuchając Kaczyńskiego i czytając stenogram.
Kiedyś już zrobiłem taką analizę, prawie dokładnie rok temu, tytułując to „Wtorkowym seansem nienawiści”. Od tego czasu Kaczyński lekko może złagodniał – co nie oznacza, że nie słychać jego psychopatologii.
No to jedziemy. Pogrubienia pochodzą ode mnie. Tytuł od słynnych już słów Donalda Tuska - „Potwór dzwoni”, wypowiedzianych w Juracie.
Kocham cię jak… Europę

Pozwoliłem sobie zaadaptować ten tytuł piosenki zespołu “Kobranocka” (w oryginale - „Kocham Cię jak Irlandię”), bo jakoś tak pasuje do dzisiejszego dnia, jego zakończenia w Sejmie. 384 za, 68 przeciw, lub wstrzymujących się. Dobry wynik i można by rzeczywiście wznieść okrzyk radości, gdyby nie ale… no, właśnie, gdyby nie gry i zabawy Jarosława Kaczyńskiego, realizowane przez niespełna ostatni miesiąc.
Jeżeli biegamy po boisku w błocku i wygrywamy – to idąc na dekorację biją nam brawo. Ale po takich zapasach w błocku i z krowimi plackami, jakie nam Kaczyński et consortes zafundowali – smrodzik się będzie ciągnął smugą długo…Kryzys, który został wywołany dla doraźnych celów politycznych – ma nie tylko dla Polski, ale i całej Unii Europejskiej poważne reperkusje.
Kryzys, jak wywołał Kaczyński miał pokazać, na kogo i jak długo może liczyć Kaczyński. Miał on skonsolidować jego partię, wokół kolejnego kryzysu. Niewątpliwie pod uwagę brane były wiatry wiejące od kilku miesięcy od strony Torunia, błyskawice i pomruki burzy, które były wizją nowej partii narodowo – katolickiej. Nie spodziewał się jednak chyba Kaczyński jednak aż tak gwałtownej reakcji. Ostatnie kilka dni to była już istna nawałnica i słowa, jakich pod adresem Jarosława Kaczyńskiego jeszcze nie słyszeliśmy. I dla niego największym problemem jest nie to, że poniósł porażkę – bo ona była wkalkulowana w działania – ale tych 68 posłów z jego klubu, którzy po raz pierwszy tak wyraźnie dali sygnał, że nieomylność, strategia „szefa” i jedność partii to nie są rzeczy najważniejsze.
Po drodze mieliśmy jeszcze kompromitację brata – której „sukces” na plażach Juraty nie przysłoni.
Sama ratyfikacja (która jest już formalną uroczystością) jest dla Polski oczywiście ważna – i korzystna. Zacieśniamy kontakty, wbrew opiniom – jesteśmy już w klubie najważniejszych. Polska ma szansę znów stać się liderem tej części Europy, liderem krajów umownie „nowych” w Unii. Zależy to od wielu czynników – w tym dobrych relacji i z Rosją… i Stanami Zjednoczonymi. Warto ostro grać – ale nie tak jak poprzedni rząd – tylko z pełną świadomością, kto dla nas powinien być partnerem i komu powinniśmy pomagać. Pokazała to między innymi dobra wizyta Tuska na Ukrainie.
Na koniec dwa smaczki;
Mój ulubiony, nadworny „politolog” PiS, Marek Migalski na gorąco, w TVN24 tak skomentował dzisiejsze obrady (nie cytuję dosłownie), że „walka podjęta przez Jarosława Kaczyńskiego miała na celu zwycięstwo, przez poniesienie jak najmniejszej porażki”, a w ogóle miała służyć promocji i wzmocnieniu pozycji jego brata…
Migalski już wielokrotni dawał popisy politycznych łamańców – ale tym razem przekroczył za jednym zamachem i Rubikon dzielący naukowca od propagandzisty i Himalaje cynizmu. Cynizmy jego szefa in spe.
I drugi smaczek; Posłanka Sobecka z trybuny sejmowej, ze wzrokiem czarownicy powiedziała, że dziś dzień urodzin Judasza… wymownie patrząc na posłów PO. Nie wie biedaczka, że w Rosji ten dzień jest zwany też dniem durnia…
A na durnia wyszedł w tym wszystkim jej, zapewne już niedługo, szef w Sejmie. I ten drugi, najważniejszy – też…
Azrael
Samobójstwo przez uduszenie

Rząd Platformy Obywatelskiej i PSL ma czas. Dużo czasu, na to, aby Traktat Lizboński został ratyfikowany – do 1 stycznia 2009 roku – a może nawet dłużej, jeżeli komisarze unijni znajdą jakiś polityczny „myk”, aby ten termin przedłużyć. A w tym czasie będzie sobie działała Nicea, ale bez nas, bo nikt z nami nie będzie chciał wchodzić w układy. Polska będzie izolowana w decyzjach, setki milionów, a może i miliardy euro będą sobie płynęły w inne regiony, pies z kulawą nogą nie będzie się interesował, aby na przykład coś popuścić rolnikom, bezpieczeństwo energetyczne pójdzie w kąt, Ukraina za swojego ambasadora do Unii wybierze Czechów.
Valdas Adamkus, największy przyjaciel Lecha Kaczyńskiego, już dziś powiedział do francuskich dziennikarzy, że jego nieduży przyjaciel z Polski się wygłupia…
Ostatnio modne jest powiedzenie, kierowane w stronę Jarosława Kaczyńskiego, że ten strzela sobie w stopę. Strzela stale i to seriami, właściwie powinien już być po amputacjach obu nóg. Mnie to jednak bardziej przypomina próbę postrzelenia z łuku swojego brata i siebie jednocześnie albo długie duszenie swojej partii, brata – prezydenta i siebie samego.
Jak rozbić sobie głowę

To może i jest metoda, na polityczne samobójstwo – rozbić sobie głowę o mur, jaki się samemu zbudowało.
Prawi i Sprawiedliwi wyszli ze swoją propozycją ustawy o ratyfikacji Traktatu Lizbońskiego dokładnie na dzień przed pierwszym czytaniem w Sejmie. I proszę nie wmawiać, że protest narastał w partii i środowisku od jakiego czasu i był wynikiem wcześniejszej uchwały PO o możliwości powrotu zapisów o Karcie Praw Podstawowych.
Działania Jarosława Kaczyńskiego były skutkiem gwałtownie spadającego poparcia. Jest pewna bariera sondażowa, spadnięcie poniżej której może wywołać efekt synergii – następuję połączenie różnych czynników, które w efekcie się wzmacniają – w tym przypadku dając dalszy pogłębiający się efekt. Dla PiS ten wskaźnik wynosi, według mnie – 20%. Obok spadku w sondażach – zapewne mamy do czynienia z pękaniem spójności w samej partii, następnie czynnik zagrożenia wewnętrznego , czyli możliwość powołania nowej partii, pod patronatem Tadeusza Rydzyka – i zostało to uzupełnione o katalizator – czyli decyzję Jarosława Kaczyńskiego o wolcie politycznej.
Referendum czy wybory?

Nie byłem do tej pory zwolennikiem referendum na temat przyjęcie, bądź odrzucenie Traktatu Lizbońskiego.
Zapis na temat ratyfikacji tego rodzaju umów międzynarodowych w Konstytucji RP jest jasny, Polacy w 2003 roku wyraźnie opowiedzieli się w referendum unijnym, za Polską w rodzinie europejskiej. Poparcie dla naszego uczestnictwa w Unii – stale rośnie, wynosi ponad 80%, a w Sejmie znalazły się partie, które popierają, przynajmniej tak do tej pory było, nasze uczestnictwo UE. Pozostałe siły polityczne, które w integracji europejskiej widziały zło, które zresztą przed wyborami opierały swoją kampanię również na negacji naszego uczestnictwa w Wspólnocie – zostały odrzucone przez społeczeństwo. Zarówno więc z punktu widzenie prawa, praw demokracji i pragmatyki politycznej – referendum nie broniło się w żaden sposób, jakby głośno Zawisza z Jurkiem, Górskim i Giertychem nie krzyczeli.
Dla porządku – choć pewnie wszyscy zainteresowani pamiętają;
Patrioci! Kaczyńscy Was zdradzili!

Przyszedł czas, że ktoś musi powiedzieć prawdę. Nie mówią jej politycy – bo się boją, o wyniki, o sondaże, o poparcie wyborców, tego, że zostaną zlinczowani w swoich okręgach. Nie powiedzą Wam tego też dziennikarze – bo, wiadomo – albo idą na pasku zachodnich wydawców, oczywiście najczęściej niemieckich (sic!) albo – pracują w mediach postkomunistycznych i opanowanych przez WSI (wiadomo – xxx24 i te inne). Dlaczego patriotyczne media - czyli ostatnia wolna „Gazeta Polska” nie pisze – nie mogę zrozumieć.
Dzisiejsza zabawa w Sejmie była emocjonująca i Lech Kaczyński nawet się włączył w to kółko graniaste – ale to była zabawa sobie – a muzom. Bo naprawdę nie ma znaczenie, co i jak zostanie zapisane w ustawie ratyfikacyjnej Traktat Lizboński.
Oto naga prawda, którą ktoś musi Wam powiedzieć – i spływa ten obowiązek na anonimowego blogera.
Kaczyński: Z otwartą przyłbicą ku zagładzie

Możemy być wdzięczni Jarosławowi Kaczyńskiemu – wreszcie odkrył swoje prawdziwe motywy działania, wreszcie przestał udawać, że jego działania polityczne są podyktowane interesem państwa i jego obywateli, że działa w imieniu Polski i jej wizerunku, że to co zostało ustalone i podpisane przez Prezydenta RP, jego brata, ma dla niego wartość.
Jeszcze wczoraj Prawo i Sprawiedliwość nie mówiło o zerwaniu umowy traktatowej, tylko o uzupełnieniu wniosku ustawy o jego ratyfikacji, o zapisy, że polska Konstytucja jest najwyższym prawem w Polsce, a Traktat Lizboński nie daje podstaw do tego, by w ramach UE były podejmowane jakiekolwiek działania uszczuplające suwerenność państw członkowskich. Oznaczało to de facto złożenie własnego wniosku, od którego Kaczyński uzależniał zgodę na ratyfikację TL.
Dziś już wiemy, po porannej konferencji prezesa PiS, że jeżeli jego wniosek nie przejdzie – klub PiS zagłosuje PRZECIWKO ratyfikacji traktatu w obecnej formule.
Poszedł Jarek na jarmarek…

Osobiście nie jestem zwolennikiem zmuszania ludzi do brania udziału w wyborach ani też znacznych ułatwień jeśli chodzi o oddawanie głosu. Akt głosowania powinien być według mnie czynnością poważną, świadomą, wymagającą pewnej fatygi. Nie jestem entuzjastą tego, żeby sobie młody człowiek siedział przed komputerem, oglądał filmiki, pornografię, pociągał z butelki z piwem i zagłosował, gdy mu przyjdzie na to ochota. Zwolennicy głosowania przez Internet chcą tę powagę odebrać. Dlaczego? Wiadomo, kto ma przewagę w Internecie i kto się nim posługuje. Tą grupą najłatwiej manipulować, sugerować na kogo ma zagłosować.
Jak namówić do pójścia do wyborów, tych, zwłaszcza mieszkańców prowincji, którzy na nie regularnie nie chodzą, tego nie wiem. O ile mi wiadomo, żaden socjolog nie dał do tej pory odpowiedzi na pytanie, dlaczego w wolnej Polsce – w której mamy społeczeństwo nieporównanie lepiej wykształcone niż w II Rzeczpospolitej - frekwencja jest niższa niż przed wojną, w tych czasach, kiedy wybory były jeszcze mniej więcej demokratyczne. W moim prywatnym przekonaniu, przed wojną, w ramach tradycyjnej kultury istniało wiele kanałów komunikacyjnych, które nawet tym często bardzo prostym ludziom były w stanie coś przekazać. Na przykład przemówienia na jarmarku były takim kanałem informacyjnym. Teraz one już nie istnieją.
Proszę spokojnie – to co widzicie na górze, nie jest żadnym mottem, ani bynajmniej moją dewizą. Jest to tylko kolejny wykwit intelektu Pana Prezesa Kaczyńskiego, inteligenta z Żoliborza, byłego premiera europejskiego kraju, może nie do końca jeszcze nowoczesnego – ale dynamicznie się rozwijającego.
To Tusk ukazał nagość króla

Ostatnie badania opinii publicznej, ogłoszone przez prawicową i sprzyjającą Prawu i Sprawiedliwości gazetę „Rzeczpospolita”, są dla tej formacji miażdżące. Miażdżące w wartościach bezwzględnych, jak w porównaniu z wynikami wyborów z 2007 roku.
16% poparcia społecznego, przy trzykrotnie lepszym wyniku dla Platformy Obywatelskiej – to już nawet nie dzwonek alarmowy dla Jarosława Kaczyńskiego – to jest potężny odgłos bijących dzwonów.
Jak to się dzieje, że partia, która jest u steru rządów, na której spoczywa odpowiedzialność, która przeżyła w ciągu ostatnich kilkunastu tygodni ostre niepokoje społeczne – nie traci, a wręcz zyskuje? Co jest powodem tego, że Donald Tusk dalej trzyma sztywne poparcie dla siebie i swojej ekipy?
Według mnie wynika to ze słabości i katastrofalnej działalności opozycji.
Lewicą i Demokratami nie będę się tu zajmował. Ona w tym składzie, w tej konfiguracji i pod tym kierownictwem, jest na dziś praktycznie trupem politycznym. Jeżeli nie pracuje Sejm – to Olejniczka i Napieralskiego praktycznie nie ma. Jest widoczny Marek Borowski. Ale generalnie – ani nie ma pomysłu na opozycje, ani nie ma pomysłu na przewalczenie własnej, wewnętrznej niemożności.
Z PiS jest jeszcze gorzej. I w wymiarze wewnętrznym i własnej polityki – polityki opozycyjnej.
„Rodzina” Jarosława Kaczyńskiego

Mecenas Leszek Piotrowski, w wywiadzie dla dzisiejszej „Gazety Wyborczej” ujawnia informacje na temat zeznań, jakie składali Jarosław Kaczyński i Zbigniew Ziobro, w prokuraturze łódzkiej. Oczywiście chodzi o zeznania w sprawie zbadania i ujawnienia okoliczności śmierci Barbary Blidy.
Prezes Prawa i Sprawiedliwości przyznał podczas przesłuchania przed łódzką prokuraturą, że od lutego do kwietnia 2007 roku w jego kancelarii odbyło się pięć narad, na których omawiano najważniejsze śledztwa w kraju. Zwoływał je telefonicznie, nie wykorzystując pracowników sekretariatu – powiedział mecenas Piotrowski.
Brali w nich udział, obok wyżej wspomnianych, również szef ABW, Bogdan Święczkowski, prokurator Engelking, minister Janusz Kaczmarek, prokuratorzy katowiccy.
Okazuje się, że spotkania były na tyle tajne, że nie ma z nich stenogramów, ani nagrań co przyznali zeznający świadkowie Kaczyński i Ziobro.
Leszek Piotrowski twierdzi, że według samych zeznających, Kaczyński otrzymywał informacje tylko takie, które miały uprawdopodobnić i legitymizować działania wobec Barbary Blidy.
Najbardziej szokujące jest jednak stwierdzenie mecenasa Piotrowskiego, że te nieformalne spotkania mogą świadczyć, że na szczycie władzy działała zorganizowana grupa przestępcza, coś w rodzaju grupy mafijnej, podejmując decyzje o „mordach politycznych”, niczym don Vito Corleone i jego doradcy…
Umizgi Jarosława Kaczyńskiego do inteligenta

Nie czekałem, ale się doczekałem.
Jarosław Kaczyński rozpoczął odzyskiwanie inteligencji, próbując przedstawić coś na kształt programu, a może idei, coś na kształt programu walki o dusze… a wyszło – jak zwykle. I tego się spodziewałem. Znów mogłem się poczuć jak za dawanych, dobrych lat, czyli jak za czasów towarzysza „Wiesława”, dla którego inteligencja nie była pojęciem klasowym, bo pojęcie walki klas wykluczało taką klasyfikację, lecz była „warstwą”, w ramach zjednoczonego, ludowego społeczeństwa.
Zanim przystąpiłem do tej krótkiej analizy, postanowiłem sobie przypomnieć, jak kształtuje się poparcie dla towarzysza… pardon, Pana Kaczyńskiego, wśród inteligencji.
Biorąc pod uwagę wyniki ostatnich wyborów i przyjmując, że inteligencja to ludzie wykształceni, dobrze sytuowani, młodzi i w średnim wieku, mieszkańcy miast – czyli kształtująca się klasa średnia – otrzymałem dane, że Platforma Obywatelska wygrała w tym środowisku z PiS mniej więcej 2 : 1. Dodając do tego głosy oddane ma LiD – porażka PiS jest jeszcze bardziej znacząca. A sam wynik wyborczy PiS wśród inteligencji jest poniżej całościowego wyniku tego ugrupowania – i to dość znacznie.
Oznacza to ni mniej, ni więcej, że Prawo i Sprawiedliwość nie jest partią inteligencji.
Te uwagi należy uzupełnić o wiedzę na temat aktualnego stanu partii. Jest ona, jak ktoś ładnie napisał, partią monolitu. Partią jedności, partią jednej myśli. Ja bym to określił – partią jedynej słusznej myśli swojego wodza. Ostatnie wolne myśli inteligenta w tej partii, siedzą w ostatnim rzędzie ławy sejmowej, pod postacią Ludwika Dorna. Nie ma konserwatystów, nie ma nurtu liberalnego, nie ma żadnego nurtu ideowego w tej partii – jest tylko „ferment intelektualny”, emanujący z głów Brudzińskiego, Gosiewskiego, Putry, czy niepokojąco szybko upodabniającego się do reszty towarzystwa, młodego Mariusza Kamińskiego.
Przejdźmy do dostępnego nam materiału z konferencji “Polska inteligencja a życie publiczne po wyborach 2007″, zorganizowanej przez profesora Ryszarda Legutkę, w warszawskiej Akademii Muzycznej.
Zu Befehl, Herr Kacynski!

Jarosław Kaczyński ma wielu wrogów. Tak to już jest z ludźmi wielkimi. ONI zawsze mają wielu wrogów. I wśród tych wrogów na drugim miejscu są media. Kto na pierwszym – nie muszę przypominać, mam nadzieję…
W trakcie Parteitagu w grudniu ubiegłego roku, pan były premier za porażkę swojej wielkiej partii winił media.
Bo to media przekonały w 2005 roku Donalda Tuska aby nie zakładał z PiS koalicji i nie tworzył wyśnionej przez uciskany lud IV RP. W związku z tym – w myśl znanego nam hasła „mniejszego zła” i moralnego serwilizmu – trzeba było zawrzeć koalicję z LPR i Samoobroną. I to wstrętne media naigrawają się z kochanego braciszka, nie mówiąc o tych „ścierwojadach” (by Dorn) z kamerami i aparatami, którzy tak źle kamerują hologram Jarosława Kaczyńskiego z Pałacu Namiestnikowskiego, że zawsze ma uśmiech człowieka z pogranicza…
Jarosław Kaczyński dobrze się czuje tylko chyba w towarzystwie Jacka Karnowskiego, który wizytował go zawsze w poniedziałek wieczorem, aby nadać „na żywo” wywiad z Jarosławem Mądrym we wtorek, w „Sygnałach dnia”. Ponoć Jacek przyjeżdżał z Michałem – bo tylko wtedy Jarosław się otwierał, widząc bliźniaków równie udanych…
Dziś w ramach odzyskiwania zaufania mediów, Kaczyński znów podjął zadanie zbliżenia się do nich. Takie freundliche Anneaherung.
Rano radio RMF FM, jak wszyscy genetyczni patrioci wiedzą – radiostacja niemiecka, z korzeniami żydowskimi – podało, że były premier podpisał dokument o zagłuszaniu telefonów pielęgniarek w trakcie czerwcowego strajku, okupujących Kancelarię w Alejach Ujazdowskich. Czyli podpisał Befehl, dla BOR o podjęcie stosownych działań.
Wszystko mogłoby być cacy – choć nie wiadomo po cholerę takie działania były potrzebne w ogóle – gdyby nie to, że po pierwsze – mówiono że takie działania w ogóle nie miały miejsca – po drugie – kwit o wykonaniu Befehl został podpisany ostatniego dnia okupacji kancelarii…Zagłuszarki pracowały 7 dni na wariackich papierach – lub inaczej – na gębę. Zresztą inne doniesienia mówią, że krąg osób, które widziały o zagłuszaniu = jest szerszy – i obejmuje między innymi osobistą ochronę Kaczyńskiego – Jolantę Szczypińską – i byłego wiceministra zdrowia - Piechę
Na konferencji w Nowym Sączu (Pressekonferenz) dziennikarze poprosili pana przewodniczącego o ustosunkowanie się do tej sprawy. Usłyszeli na to;
“Ja bym bardzo prosił radia, w szczególności niemieckie, by nie prowadziły kampanii zmierzającej do tego, aby odwracać uwagę od ważnych spraw, a zajmować się jakimiś bzdurami, zupełnie drobnymi wydarzeniami”
[...]
“to powinno dotyczyć wszystkich mediów, ale media niemieckie (…) powinny być tutaj szczególnie ostrożne, bo zawsze mogą być posądzone o wtrącanie się do polskich spraw wewnętrznych, o interwencje w polskie sprawy wewnętrzne”.
Rzeczywiście – są ważniejsze sprawy do wyjaśnienia – co nie oznacza, że nie można się spytać byłego szefa rządu, którego naczelną zasadą była uczciwość i prawdomówność – dlaczego mijał się, delikatnie mówiąc z prawdą? (Wahrheit).
Kaczyński uważa od dawna, że dziennikarze są poddawani presji i zniewoleni. Ciekawe, że jakoś nie protestował głośno, kiedy tuż przed oddaniem władzy jego ludzie z Ministerstwa Skarbu próbowali karkołomnie „opchnąć” resztę udziałów PressPubliki, wydawcy między innymi „Rzeczpospolitej”, Angolom…
Oczywiście – sprawa z punktu widzenia działania państwa (szczególnie w zderzeniu z działaniami Mariusza Kamińskiego, Bogdana Święczkowskiego czy Zbigniewa Ziobro) to pryszcz. Ale pokazuje, jak chory, zgniły i podły był tamten układ. A podłość zaczynała się na samej górze.
Azrael












