Archive for the ‘demokracja’ Category
Honorowa dymisja

Jan Krzysztof Bielecki, kiedyś premier rządu polskiego, dziś finansista, w porannym programie stacji newsowej TVN24 stwierdził, że podanie się do dymisji jest sprawą honorową, w sytuacji, kiedy istnieją ku temu przesłanki. Z te przesłanki uznał to, że osoba sprawująca urząd publiczny musi spełniać pewne kryteria uczciwości i moralności, i ich naruszenie powoduje u ludzi honoru konieczność i wewnętrzny nakaz pewnych zachowań. Jego wypowiedź dotyczyła zarządu Polskiego Związku Piłki Nożnej. Nie będę się do tego odnosił, bo kwestie honoru w tym środowisku są od dawna na bardzo niskim poziomie tabeli priorytetów.
Temat tak zwanej “honorowej dymisji” był przywoływany wielokrotnie w polskiej polityce. Polskim zachowaniom, gdzie na przykład minister nie brał odpowiedzialności za czyny swoich podwładnych, przeciwstawiano zwyczaje brytyjskie, gdzie każde takie sprawy automatycznie kończą się dymisją członka rządu. Tak jest również w kwestiach obyczajowych, nie mówiąc o korupcji. To jednak zrozumiałe, ponieważ członkowie rządu brytyjskiego żyją w demokracji od lat, poza tym są absolwentami Oxford, Cambridge albo chociaż University of London.
Umowa społeczna, a proces Wojciecha Jaruzelskiego

Proces Wojciecha Jaruzelskiego i innych członków Wojskowej Rady Ocalenia Narodowego, a także członków ówczesnych władz partyjnych, wzbudza w mediach dość skrajne komentarze. Zarówno zwolennicy, jak i przeciwnicy sądzenia generała, wychodzą z różnych przesłanek. I najczęściej, co jest już polską specyfiką rozpatrywania historii najnowszej, próbują odnieść proces do teraźniejszości.
Zrozumienie motywacji działań uczestników stanu wojennego (jego sprawców, uczestników dobrowolnych, mimowolnych… i przymusowych), jest odsuwane na bok. Przyczyną tego jest to, że obie strony, rozpatrują sprawę, jako element nie tyle samej historii, lecz tak zwanej polityki historycznej, swego rodzaju boju o pamięć. To rzecz, która w skrzywionej formie została nam w życiu społecznym po tak zwanej IV RP.
Proces Jaruzelskiego - przyczynek do historii

Wiele już napisano o procesie Wojciecha Jaruzelskiego - procesie politycznym. Jest ciekawe, ale osąd samego procesu wcale nie idzie po linii polityczno - ideologicznej, ale co raz częściej linią podziału jest świadomość tamtych czasów, wynikająca z wieku i doświadczeń, a także umiejętności racjonalnego zrozumienia uwarunkowań, w jakich działali wszyscy uczestnicy tamtych wydarzeń.
Z zasady omijam już w tej chwili opinie młodych hunwejbinów politycznych, takich, co mają 30 lat, są oczytani w literaturze ideologicznej swojej formacji, a wiedza od uczestników tamtych czasów jest najczęściej jednostronna. Bardziej mnie przekonuje opinia ludzi, z różnych stron barykady roku 1981, którzy potrafili się wznieść ponad podziały i zweryfikować poglądy na podstawie dyskusji i materiałów historycznych. Dyskusji, w której słucha się głosów adwersarzy.
Dlatego właśnie ludzie, którzy tamte czasy przeżyli świadomie, a w nowej Polsce potrafili się odnaleźć i czują się z nią związani, a także są wstanie zrozumieć motywacje ludzkie - wiedzą, że proces Jaruzelskiego ma charakter czysto polityczny, a akt oskarżenia, oparty o przepis kodeksu karnego, mówiący o kierowaniu związkiem zbrojnym, ma znamiona zemsty.
Wojciech Jaruzelski to doskonale zrozumiał, wie, że znalazł się na sali sądowej po to, aby dokonano na nim - a także na tych, którzy w 1989 roku zawarli z nim pakt społeczny dla nowej Polski - zemsty politycznej.
Proces Wojskowej Rady Ocalenia Narodowego nie jest procesem, za którym stoi opozycja z lat 70 i 80 ubiegłego wieku, jak nie jest również procesem, który legitymuje majestat państwa. Jest to proces realizowany z inicjatywy wąskiej grupy politycznej, która obecnie ma swoje przyczółki w IPN i która wykorzystuje aparat tej instytucji dla własnych celów politycznych. Dziwne, że Platforma Obywatelska nie potrafi w tej sprawie zająć stanowiska racjonalnego i zdecydowanego.
O co chodzi w procesie generała Jaruzelskiego?

Dziś faktycznie zaczął się proces generała Wojciecha Jaruzelskiego przed warszawskim Sądem Okręgowym. Dziś, bo odczytanie aktu oskarżenia, sporządzonego przez śledczych Instytutu Pamięci Narodowej, przeszło praktycznie bez echa.
Na ławie oskarżonych zasiadają też inni generałowie i oficjele władz PRL. Ale i tak proces dotyczy głównego przywódcy stanu wojennego, Wojciecha Jaruzelskiego. To on został postawiony przed sądem, postawiony przez tych, którzy z nim w roku 1989 zawarli pakt Okrągłego Stołu.
Można się zżymać na takie przedstawienie sprawy - jak to, przecież sprawa dotyczy przestępstwa z określonego paragrafu kodeksu karnego (przestępstwo z art. 258 § 1. i § 3 kk. - założenie, udział i kierowanie grupą lub związkiem o charakterze zbrojnym, mającym na celu popełnienie przestępstwa). Tak - znaleziono artykuł karny na generała - nie dlatego jednak, że faktycznie tego rodzaju przestępstwo zostało popełnione, lecz z powodu, że mocodawcy skarżących nie byli wstanie znaleźć innego paragrafu, aby ten proces POLITYCZNY mógł zostać przeprowadzony.
Słuchałem kilka dni temu aktu oskarżenia i słuchałem również dziś obrony generała. Refleksja, na gorąco, jest taka, że Wojciech Jaruzelski, pomimo swoich 84 lat jest w pełni świadomy tego, dlaczego stanął przed sądem i o co idzie gra - natomiast wielki i jednoznacznie ukierunkowany na rozliczenia przeszłości aparat IPN jest do procesu przygotowany słabo. Chaotyczny, niespójny i pozbawiony argumentów akt oskarżenia, napisany po łebkach - z drugiej strony natomiast klarowny wykład polityczno - społeczny. I tak będzie, jak sądzę, toczył się ten proces, gdzie z jednej strony amatorzy prawa i historii będą się starali wykazać, że Wojciech Jaruzelski dowodził związkiem przestępczym (armią?), która zamierzał zniewolić i zastraszyć naród, z drugiej strony generał będzie chciał udowodnić swoje racje polityczne i bezalternatywność swoich decyzji i działań.
Koniec McCaina

Polscy komentatorzy amerykańskiej kampanii wyborczej boją się jeszcze napisać i powiedzieć tego, co widać już gołym okiem i co już jest praktycznie nieodwracalne - dziś, na 5 tygodni przed wyborami decyzje już zapadły - następnym prezydentem Stanów Zjednoczonych zostanie czarnoskóry demokrata, ze stanu Illinois - Barack Obama. I to prawdopodobnie zostanie wybrany ogromną, jak na amerykańskie warunki, większością głosów elektorskich.
Okazuje się, że klucze do wygrania amerykańskich wyborów nie leżą, jak by się to jeszcze wydawało miesiąc temu, w Iraku, czy w staraniach o określony krąg wyborców - w tym wypadku, dla Johna McCaina, wyborców konserwatywnych - lecz znajdują się na Wall Street. To krach finansowy - bo to już nie jest kryzys, lecz początek krachu i przewartościowania rynku i zasad funkcjonowania amerykańskiej gospodarki - jest przyczyną porażki republikańskiego kandydata. Można śmiało powiedzieć, że wynik wyborczy jest wykładnią działań administracji George’a W. Busha, a jeszcze bardziej byłego szefa rady gubernatorów FED - Alana Greenspana. To jego polityka monetarna, pompowanie pieniądza, spowodowało nagromadzenie się tendencji spekulacyjnych i nadmiar pieniądza, który znalazł ujście w złych kredytach. Można chyba napisać, że to on jest grabarzem systemu banków inwestycyjnych i hipotecznych.
John McCain miał swoje apogeum w trakcie konwencji Partii Republikańskiej w Minneapolis, na początku września. Tam ukazała się światu jego tajna broń, Sarach Palin, republikańska siła, która miała być przeciwwagą dla czarnego demokraty. Miała zabrać głosy kobiet, konserwatystów i jednocześnie dać białym Amerykanom poczucie, że wszystko jeszcze w USA zależy od nich. Niestety, okazało się, że pani Palin jest nie tylko ignorantką w sprawach międzynarodowych, co wykazały wywiady dla stacji telewizyjnych (słynne już zdania o Putinie, który ma się pochylać nad Alaską, której gubernatorem była Palin), ale również ciągną się za nią afery, małe szwindelki z kasą za “służbowe podróże” do domu, czy po prostu, znany z polskich realiów, nepotyzm. I tak oblicze pani Palin, obleczone w klasyczne, rogowe okulary, zamiast wzbudzać poczucie pewności, stateczności - budzi nerwowe reakcje, nawet wśród republikanów, a sama pani kandydat na wiceprezydenta okazała się gotowym materiałem dla programów satyrycznych, ze słynnym Saturday Night Live, stacji NBC, na czele. Po krótkim zauroczeniu panią senator, na czele określeń jej zdolności jest słowo “ignorancja”, a za nim idą takie określenia, jak mściwość, nepotyzm i kłamstwo. To, co wyglądało na błyskotliwy ruch, nominacja, która miała przechwycić głosy młodych i kobiet, a także zaktywizować głosy tradycjonalistów - okazało się kulą u nogi McCaina.
To jeden z trzech elementów porażki republikańskiego kandydata.
Stowarzyszenie “Polska XXI” nie jest żadną alternatywą

W polskiej demokracji, która osiągnęła już poziom mediokracji, gdzie to dziennikarze i komentatorzy kreują byty ich znaczenie na polskiej “estradzie politycznej”, warto się przyjrzeć, jaki jest odbiór danych wydarzeń. Jeżeli by tą miarą oceniać sobotnie spotkanie Ruchu Obywatelskiego “Polska XXI” - to znaczenie i perspektywy nowej inicjatywy są raczej mizerne.
Już w kwietniu, kiedy powołano portal internetowy “Polska XXI” zastanawiałem się, po co powstał ten twór, co ma nowego i konstruktywnego wprowadzić na polską scenę polityczną, jakie świeże myśli i rozwiązania się urodzą w tym światłym gronie?
Nazwiska były przednie – Jan Maria Rokita, chodzący w glorii człowieka, który o państwie wie wszystko, jest wizjonerem, intelektualistą, i do tego jeszcze z Krakowa…Kazimierz M Ujazdowski, który jeszcze wprawdzie młody, ale sukcesów i partii, w których były, że ho, ho (doliczyłem się ośmiu, wprawdzie nie tyle, co JMR, ale zawsze…), Rafał Dutkiewicz, ponoć znakomity samorządowiec i administrator, i Rafał Matyja, oryginalny politolog, autor hasła o tak zwanej IV RP, która już, na szczęście, jest już niechlubną historią.
Polskie partie polityczne nie mają zwyczaju korzystania z zaplecza intelektualnego, z programów. Doświadczył tego zresztą sam Jan Maria Rokita, którego ceglaste opracowania nigdy w jego macierzystej partii, Platformie Obywatelskiej nie zostały poddane poważnej dyskusji. Polskim partiom politycznym potrzebni są spin doktorzy, ludzie od wizerunku i marketingu politycznego – a nie myśliciele i wizjonerzy. Tym bardziej więc ugrupowanie samych intelektualistów nie ma wielkiej szansy na sukces “rynkowy”.
Gruba kreska i rozliczenia

Gruba kreska… chyba najbardziej znane hasło polityczne III RP. Sformułowanie to, wygłoszone w expose premiera Tadeusza Mazowieckiego, w roku 1989, było przedmiotem manipulacji, ataków politycznych i nieporozumień.
W swojej wersji oryginalnej brzmiało ono tak;
“Rząd, który utworzę, nie ponosi odpowiedzialności za hipotekę, którą dziedziczy. Ma ona jednak wpływ na okoliczności, w których przychodzi nam działać. Przeszłość odkreślamy grubą linią. Odpowiadać będziemy jedynie za to, co uczyniliśmy, by wydobyć Polskę z obecnego stanu załamania.”
Dotyczyło ono tylko tego, że rząd powołany przez Mazowieckiego nie jest kontynuatorem linii państwa komunistycznego… Inne znaczeni tych zdań było takie, że wszyscy, którzy podpisali się pod umową społeczną Okrągłego Stołu, mieli znaleźć w wolnej Polsce możliwość życia i działania.
Słowa Mazowieckiego były później (i są dalej) przedmiotem manipulacji. Zaczął Lech Wałęsa, który na doraźne potrzeby kampanii prezydenckiej, oskarżył premiera Mazowieckiego o niechęć do rozliczeń, dekomunizacji, lustracji i akceptację działania byłych komunistów w sferach polityki i gospodarki.
I do dziś, to sformułowanie niesłusznie, przypisywane jest zwolennikom pobłażania między innymi działaczom służb bezpieczeństwa PRL.
Sprawiedliwość, czy odwet?

Nic w Polsce nie może zostać poddane racjonalnej i rzeczowej ocenie, a nawet jeżeli się próbuje to zrobić - to i tak za chwilę wchodzi to w polityczny obieg i staje się elementem rozgrywek politycznych. I tak jest ze sprawą emerytur dla byłych funkcjonariuszy aparatu represji, do których dołączono ostatnio także członków Wojskowej Rady Ocalenia Narodowego (WRON).
Platforma Obywatelska nie tylko weszła w populistyczne buty PiS, lecz je nawet wypastowała i chwacko w nich maszeruje, pokazując je zwolennikom konkurencyjnej partii - o, patrzcie, na nas też one dobrze leżą!
Wypowiedzi Donalda Tuska o kastracji, i obecne ściganie wszystkich, którzy otarli się o służby bezpieczeństwa PRL, a także podejmowali decyzje na temat wprowadzenia stanu wojennego jest tego przykładem.
Wielu zwolenników radykalnych działań, patrzy na te propozycje z aprobatą. Nareszcie dokona się sprawiedliwość społeczna! Tylko, czym jest sprawiedliwość społeczna? Może w tym przypadku nie mamy do czynienia ze sprawiedliwością społeczną, lecz po prostu ze sprawiedliwością ludową, rozumianą jako biblijne “ząb za ząb”? Czy może jednak warto by rozpatrywać sprawę w kategoriach sprawiedliwości historycznej?
Zwolennicy odebrania przywilejów esbekom idą nie w kierunku zrównania ich uposażeń do rozsądnego poziomu, adekwatnego do wynagrodzeń innych, lecz do zbudowania systemy represji, przy pomocy instrumentów prawa i państwa. I chcą stosować odpowiedzialność zbiorową, en bloc, dla wszystkich. Państwo i prawo ma służyć do realizacji zemsty, a jednocześnie, do realizacji zadania politycznego - odebrania wyborców Prawu i Sprawiedliwości.
Oglądałem wczoraj i słuchałem wczoraj wypowiedzi wicemarszałka Senatu, Zbigniewa Romaszewskiego, który tłumaczył sprawiedliwością społeczną konieczność odebrania emerytur esbekom. I przypomniałem sobie, jak na początku kadencji tego parlamentu tenże Romaszewski żebrał o stanowisko, bo wiążą się z nim większe pieniądze i samochód.
Słuchając jego i innych działaczy opozycyjnych, zastanawiam się, czy przypadkiem nie zapomnieli oni, o co i dlaczego walczyli. I czy nie widzą, że próba użycia państwa i prawa do rewanżu niebezpiecznie zbliża ich do systemu wartości funkcjonariuszy SB.
Jest całkowicie dla mnie jasne, że proponowane regulacje zostaną zaskarżone do Trybunału Konstytucyjnego, a przy tym próba zakwestionowania praw nabytych skończy się pozwami przed polskimi sądami, a także przesłaniem pozwów przeciwko państwu do Trybunału Sprawiedliwości w Strasburgu.
Zwyczajne prawdy musiał przypomnieć zwolennikom radykalnych działań wobec funkcjonariuszy SB i politykom Jerzy Urban, redaktor naczelny tygodnika “NIE”, który wprost powiedział w programie Moniki Olejnik, że pomysły PO są już nie tylko populistyczne, lecz wprost skierowane do motłochu.
Nie wzrusza mnie postać Wojciecha Jaruzelskiego na sali sądowej - on sobie doskonale da radę i nie potrzebuje współczucia. Nie wzrusza mnie los esbeków - ponieważ oni wiedzieli, w czym i dlaczego uczestniczą. Tak samo jak świadomi działacze opozycji wiedzieli, na jakie ryzyko się decydują.
Nie mogę jednak przejść do porządku dziennego nad faktem, że porozumienia społeczne, takie, jak Okrągły Stół, czy prawne decyzje, jak weryfikacje funkcjonariuszy SB po woku 1989, są w tej chwili kwestionowane.
Azrael
Wykastrować polityków

Od samego początku, czyli od ujawnienia stosunków kazirodczych ojca z córką, w podlaskim, dyskusja na ten temat jest na żenująco niskim pułapie. Dotyczy to zarówno zagadnień moralnych, jak i prawnych. O politycznych nie mówiąc - ale one zawsze są w Polsce na takim poziomie.
Na samym początku warto zauważyć, że prawie całkowitym milczeniem pomija się w tej sprawie problem ofiar. Nie usłyszałem praktycznie z żadnych ust wypowiedzi, jak państwo chce ofiarom przemocy pomóc, w sensie medycznym, psychologicznym, prawnym. Jestem całkowicie przekonany, że rodzina z Grodziska, po ucichnięciu wrzawy medialnej, będzie zostawiona sama sobie. Będzie musiała wrócić w to miejsce, gdzie mieszkała, bez jakiegokolwiek wsparcia . Tak jak się dzieje z ofiarami klęsk żywiołowych, katastrof, którym wszyscy pomagają… do momentu kiedy kamery i mikrofony nie zostaną odwrócone w stronę innej, ciekawej, newsowej sprawy…
Trzech bezrobotnych

Co raz więcej młodzieży gimnazjalnej i licealnej rezygnuje z uczęszczania na lekcje religii. W dużych miastach jest to już nawet 50% uczniów, są przypadki, że całe klasy rezygnują z zajęć. Okazuje się, że agresywna promocja Kościoła Katolickiego z jednej strony i informowanie o tym, jaka jest rola tej instytucji w życiu społecznym, z drugiej - robi swoje. Ci, którzy za lat 10, 15 wejdą w życie społeczne i polityczne - już dziś zaczynają kształtować własną świadomość. Świadomość, że mają prawo wolności wyboru.
Dwie sprawy ostatnio są dość otwarcie dyskutowane. Pierwsza, to zwrot majątków KK, a właściwie - interesy, jakie Kościół na tym robi. Lewica składa w tym tygodniu do Trybunału Konstytucyjnego wniosek o
zbadanie zgodności z Konstytucją RP ustawy o stosunku państwa do Kościoła katolickiego, zwłaszcza tych przepisów, które dotyczą działalności Komisji Majątkowej. Chodzi o tryb przyznawania majątków Skarbu Państwa - i brak możliwości odwołania. Warto tu przypomnieć jeden z postulatów laickich Polskiego Stowarzyszenie Racjonalistów;
11. Zakończenie procesu zwrotu nieruchomości związkom wyznaniowym na dotychczasowych uprzywilejowanych zasadach, dopuszczenie jedynie sądowego trybu dochodzenia roszczeń. Likwidacja tzw. komisji majątkowych oraz zniesienie tzw. postępowania regulacyjnego jako sprzecznego z prawem do sprawiedliwego i rzetelnego procesu sądowego w sprawach cywilnych.
Druga sprawa to działania Jerzego Kropiwnickiego, prezydenta Łodzi i społecznej inicjatywy przywrócenia święta Trzech Króli jak dnia wolnego odo pracy. Posłowie PO są w kropce, ponieważ zdają sobie sprawę z trudności, jakie z tego mogą wyniknąć. Z jednej strony - nacisk Kościoła na wprowadzenie tego święta, a Platforma jest równie spolegliwa uległa wobec hierarchów, jak PiS - z drugiej strony - czynniki prawne i ekonomiczne przemawiają za uchyleniem się od głosowania tego pomysłu. A najważniejszy jest dla obywateli i wyborców to, czy liberalna partia będzie przestrzegała laickości państwa i jego rozdziału od Kościoła - nie mówiąc o prawach innowierców.
Jeżeli koalicja przegłosuje ten wniosek - to nie dość, że zostanie potwierdzone uprzywilejowanie jednej religii, ale dodatkowo zostanie zakwestionowany konkordat i Konstytucja. Tak to Kościół, przy pomocy polityków, coraz głębiej chce wchodzić w struktury państwa.
Są oczywiście jeszcze czynniki ekonomiczne. Krótki rzut oka na kalendarz pokazuje, że można sobie “zmostkować” Święta Bożego Narodzenia, Sylwestra i Trzech Króli pięciodniowym urlopem - i mamy dwa tygodnie bez pracy. Jak ekonomiści szacunkowo podają - wolny 6. stycznia to około 4 mld złotych strat dla gospodarki. Ile możemy stracić, kiedy inwestor się zorientuje, że w innym kraju te dwa tygodnie pracy przekłada się na jego zysk - nie jesteśmy wstanie obliczyć.
Przy okazji tej sprawy próbuje się społeczeństwu podlizać lewica, które w imię “obrony przywilejów pracowniczych”, nie wyklucza głosowania za wnioskiem o kolejny wolny dzień.
Nie wiem jak dla innych - dla mnie synonimem obrony przywilejów jest walka o uzasadnione wynagrodzenie pracobiorców - a nie wspieranie poronionych pomysłów, które mogą doprowadzić do osłabienia gospodarki i de facto - do zmniejszenie liczby miejsc pracy. Szkoda, że takie myślenie kategoriami poza ekonomicznymi i populistycznymi dalej pokutuje po tej stronie sceny politycznej.
Azrael
Zwycięstwo Rospudy

NSA podjął dziś ostateczną decyzję, że obwodnica przez Dolinę Rospudy zostanie wstrzymana. Uznał w ten sposób, że decyzje rządu Jarosława Kaczyńskiego,a głównie ministra ochrony środowiska, Jana Szyszko, byłyieprawidłowe. Sąd orzekł, że naruszono przepisy administracyjne, przepisy prawa polskiego i unijnego.
Winę za to ponoszą urzędnicy, Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad, wytyczając drogę przez obszary “Natura 2000″. Ale główną winę ponosi Jarosław Kaczyński, który dla celów politycznych doprowadził do zatrzymania procedur administracyjnych i zamiast szybko podjąć decyzje dostosowujące przebieg drogi do wskazań Unii Europejskiej - mamił mieszkańców Augustowa, że sprawę się uda załatwić. Dla celów politycznych postanowił wejść w konflikt z Komisją Europejską. W lutym 2007 roku podjął decyzję o przeprowadzeniu, przy okazji wyborów uzupełniających do sejmiku województwa podlaskiego, referendum lokalnego, czy droga ma przebiegać przez dolinę.
Referendum, co dobitnie wykazywał Ryszard Kalisz, było niezgodne z prawem, ponieważ budowa drogi jest inwestycją całego rządu i dotyczy całego kraju. Podobna opinię, choć wynikającą z innych przesłanek – wyraził profesor Piotr Winczorek z UW. Stwierdził on, że nie można przeprowadzić referendum w sprawie niezgodnej z prawem nadrzędnym – czyli prawem UE.
Saakaszwili już nie jest pieszczochem

Oczy powoli się otwierają. Komentatorzy i politycy zachodni już nie traktują prezydenta Micheila Saakaszwilego jako pełnoprawnego przedstawiciela Gruzji. I już nawet nie jest dla Amerykanów “naszym sukinsynem” na Kaukazie. Im więcej doniesień niezależnych obserwatorów z NATO i OBWE - tym obraz skrzywdzonego i sprowokowanego przez Rosjan Saakaszwilego staje się mniej prawdopodobny.
Eksperci doszli do wniosku, że Gruzja przekroczyła granice obrony koniecznej i dokonała agresji na stolicę Osetii Południowej. Wojska zostały postawione w stan gotowości bojowej już 7 sierpnia rano - a atak był przygotowywany dużo wcześniej. Wbrew doniesieniom strony gruzińskiej - Rosjanie weszli do Osetii Południowej tunelem Roki dopiero 8 sierpnia, w godzinach południowych. Więcej - obserwatorzy OBWE potwierdzili, że przygotowania gruzińskie trwały już od lipca.
Nepotyzm - norma polityczna

Burza, jak się rozpętała wokół ujawnionych form nepotyzmu w spółkach kontrolowanych przez PSL, jest tak naprawdę sztucznym zamętem. Nepotyzm był, jest i będzie w polskiej polityce jeszcze długo, tak długo, jak politycy nie będą rzetelnie rozliczani przez wyborców ze swojej działalności. A będzie to tak długo, jak długo w Polsce będzie panował obowiązujący system wyborów proporcjonalnych, skorelowany z panującym systemem finansowania partii politycznych z budżetu. Czyli jak długo? Tak długo, dopóki partia polityczna, będąca u władzy, zgodzi się dobrowolnie na jej oddanie i oddanie wpływów, godząc się na radykalne zmiany.
Oczywiście, nepotyzm polski nie jest cechą immanentną dla polskiej formy demokracji. To rzecz, która się ciągnie za polską polityką z czasów realnego socjalizmu, gdzie bezideowa partia aparatu, PZPR i jej ubezwłasnowolnieni satelici, ZSL i SD (ukłony dla Janusza Korwin Mikkego…) opierała się właśnie na nepotyzmie, z pokolenie na pokolenie i na poplecznictwie. Potem naturalnie te cechy przeszły do polskiej demokracji, ponieważ, polskie elity mają korzenie w socjalizmie, jeżeli nie wprost, to przynajmniej mentalnie (ukłony dla Jarosława Kaczyńskiego…).
Stara kobieta i normalny mężczyzna

Gdyby sprawa nie dotyczyła rzeczy ważnych, dla Polski, jej historii i całego społeczeństwa - można by spokojnie, z pobłażliwością patrzeć, jak grupa frustratów i przegranych kompromituje się po raz kolejny.
Konferencja w 30. rocznicę powołania Wolnych Związków Zawodowych Wybrzeża, to właśnie taka impreza, na której widać, jak można sobie samemu udowodnić, że się nie nadaje do życia społecznego.
Impreza tylko formalnie jest z organizowana przez Annę Walentynowicz, faktycznie jej organizatorem jest aparat partyjny Prawa i Sprawiedliwości. Patronem był Lech Kaczyński, ale w rezultacie stchórzył i na samej konferencji się nie pojawił. Nie oznacza to jednak tego, że moralnie nie jest on za nią odpowiedzialny.
Konferencję prowadził Antoni Macierewicz, co zaowocowało w uchwale konferencji stwierdzeniem, że wolne związki zawodowe Wybrzeża już wtedy wiedziały, że nie walczą o prawa pracownicze - lecz o wolną Polskę - a ich dążenia najlepiej oddaje pisowskie hasło o IV Rzeczpospolitej i Solidarnej Polsce. To najlepiej oddaje atmosferę jak panowała na tym sabacie.
Przy niedzieli - postulaty laickie
Nie jestem członkiem Polskiego Stowarzyszenia Racjonalistów, jako człowiek, który nie za bardzo lubi zrzeszanie się i różnego rodzaju organizacje. Jednak darzę tę organizację zaufaniem, a jej działalność i publicystkę portalu Racjonalista.pl traktuję jako jedną z najbardziej wartościowych rzeczy polskiej przestrzeni społecznej.
PSR opublikowało ostatnio listę Postulatów Laickich, jako apel do polityków. PSR zwraca w nich uwagę na nieproporcjonalny - i w wielu wypadkach, niezgodny z prawem, Konstytucją RP - udział Kościoła Katolickiego w życiu społecznym, politycznym i przede wszystkim - zazębianie się sfery kościelnej z instytucjami państwa świeckiego.
Ten katalog wniosków i postulatów powinien dotrzeć nie tylko do polityków, ale również do wszystkich obywateli. Wielu z nich nie zdaje sobie sprawy, jak głęboki jest wpływ KK na życie codzienne obywateli i jak nieuprawnione i są działania polityków, którzy się na to godzą. Dlatego polecam te postulaty pod rozwagę - i proszę o ich powielanie i przekazywanie dalej - dla własnego i o ogółu społeczeństwa dobra.
Azrael
——————————————————————————————————————-










