Kamiński na widelcu

Ładnie zagrywka pod Mariusza Kamińskiego. Ewidentnie widać, że wszystko się składa w logiczną całość, co zresztą potwierdził zresztą sam premier Donald Tusk, który w krótkim komentarzu powiedział, że o roli służby FBI w zatrzymaniu posłanki Sawickiej wiedział od pewnego czasu.
Wczoraj do prasy przedostała się informacja, że poseł demokratów.pl, mecenas Jan Widacki przygotował nowy projekt ustawy o Centralnym Biurze Antykorupcyjnym - i jest na niego zgoda i współdziałanie koalicji rządowej i opozycji (no, oczywiście tylko lewicy…). Projekt zakłada podporządkowanie CBA ministrowi SW, co stawia tą formację w jednym szeregu z innymi. Ogranicza on również jej kompetencje tylko do ścigania korupcji i ustanawia sądową kontrolę nad jej działaniami, jak również ściśle określa zakres jej współdziałania z innymi służbami. Przestaje więc CBA być policją jednego człowieka - a staje się organem rządu. Mam nadzieję, że również zakres kontroli parlamentu zostanie rozszerzony.
Wczoraj projekt - dziś bomba z “Gazety Wyborczej” o tym, że do zatrzymania Beaty Sawickiej, w znanej aferze korupcyjnej, która została wykryta i nagłośniona tuż przed wyborami w roku 2007, wykorzystano Federalne Biuro Śledcze USA (FBI). I to w sposób aktywny - bo jak się okazuje, jej funkcjonariusze nie tylko przygotowywali materiały i dokumenty legalizacyjne (tak zwane “powiastki”), które miały uwiarygodnić działania agenta CBA (tego, w którym się Sawicka zadurzyła…), ale również, jak stwierdził drugi oskarżony w tej sprawie, burmistrz Helu, Mirosław Wądołowski - brali w niej czynny udział. Udawał amerykańskiego biznesmena, zainteresowanego inwestycjami w nieruchomości na Półwyspie Helskim.
Sprawa jest prosta jak drut;. W ustawie o CBA jest wyraźnie zapisane, że służba ta ma prawo do współpracy z organizacjami międzynarodowymi. FBI taką nie jest - jest to organ państwowy Stanów Zjednoczonych. Do tego, jak podali informatorzy “Gazety Wyborczej” i “Radia Zet” - Amerykanie byli przekonani, że biorą udział w “imprezie” czysto kryminalnej - a nie zabawach politycznych harcerza Kamińskiego. I są już obrażeni, bo poczuli się wykorzystani jak… no, zastosuję autocenzurę….
Na szczęście, tego rodzaju spraw już się “wyprać” w papierach nie da, są to rzeczy, które wyszły już poza CBA, i to prawdopodobnie jest hak, na którym kariera Mariusza Kamińskiego zawiśnie.
Kamińskiego usiłowała zwolnić Julia Pitera, dość nieudolnie przygotowanym raportem z jego poprzedniej działalności - nie udało się to. Donald Tusk w styczniu tego roku postanowił, że tego wybitnego specjalistę od rzucania jajek i zadym na ulicach, zachowa na stanowisku, uznając, że nie jest on zagrożeniem ani dla obecnego rządu, ani dla ładu prawnego w Polsce. Został z niego taki papierowy tygrys, z wyrwanymi zębami. Do tego ślepy i głuchy. Bez pomocy innych służb, nad którymi pieczę przejęła nowa ekipa – CBŚ, ABW czy prokuratura – CBA jest jak małe, pijane dziecko we mgle. Każdy krok jej funkcjonariuszy, każda akcja i każda decyzja samego Kamińskiego – są bacznie obserwowane. Kamiński został więźniem własnego stanowiska. Poczekano i doczekano się instrumentów prawnych, a także sprawy, którą można Kamińskiego załatwić. Kamiński ma na karku dwie komisje sejmowe – ds. Barbary Blidy (w mniejszym zakresie) i tak zwaną komisję ds „nacisków”.Być może cała sprawa polega również na tym, aby Kamiński się “otworzył” i zaczął mówić, jak to naprawdę było ze sprawą prowokacji w Ministerstwie Rolnictwa, czy może w trakcie narad u Jarosława Kaczyńskiego.
Ale wygląda na to, że raczej tygodnie, a może dni jego funkcjonowania są policzone…
Azrael
Epistolograficzne kuriozum

Mogłoby się wydawać, że pisanie listów protestacyjnych, w obronie i przeciwko, to już tylko domena takich jak Fundacja Helsińska, Amnesty International, różnych alterglobalistów, antyglobalistów – słowem – lewackich i anarchistycznych firm.
Otóż nic podobnego.
Jak donosi „Rzeczpospolita”, gazeta codzienna, która jest tak bardzo na prawo, że biurka na Prostej wiszą ZA prawą ścianą redakcji, grono intelektualistów (sic!) napisało list, skierowany do premiera RP, Donalda Tuska, w obronie szefa CBA, Mariusza Kamińskiego.
Kogóż tam nie mamy?
Jest Marek Nowakowski, pisarz, wybitny publicysta od programu „Warto kłamać”..,ups, „Warto rozmawiać”, niejaka Halina Herbert-Zebrowska, siostra Zbigniewa (wygląda, że jedyna zasługa), mamy Andrzeja Gelberga, znanego z tego, że położył „Tysola”, a potem usiłował załatwić Miejskie Przedsiębiorstwo Taksówkowe w Warszawie, Piotr Andrzejewski, senator, Tomasz Bury - krytyk, dziennikarz Maziarski, Jarosław Rymkiewicz (ten od dupy żubra, co ją miał Kaczyński ugryźć), czy były lustrator, Bogusław Nizieński. Mamy jeszcze Anitę Gargas, senatora Romaszewskiego. Jakby na nich nie spojrzeć - wielu czynem, myślę, piórem i sercem bijącym Jarosławowi, wspierali wodza i jego projekt tak zwanej IV RP. “Kremówka” intelektualna…
To już kiedys było…
Po dzisiejszej informacji na temat rozporządzenia byłego premiera o niszczeniu dokumentów, oraz odgłosach, jakie dochodzą z ABW, CBA i innych służb, tak jakoś mi się skojarzyło…
Azrael
Być jak Joseph Fouche

Jarosław Kaczyński, dziś w wywiadzie udzielonym gazecie „Rzeczpospolita”;
Sądzę też, że zaszkodziła nam sprawa Beaty Sawickiej. Trzeba było dać sobie z tym spokój. Ale Mariusz Kamiński sądził, że jeśli ujawni kulisy akcji CBA już po wyborach, to nikt tego nie usłyszy.
Art. 7., pkt 4. Ustawy o CBA z czerwca 2006 roku;
Szef CBA lub jego zastępca nie może być członkiem partii politycznej ani uczestniczyć w działalności tej partii lub na jej rzecz.
Antoni Mężydło, 16 września 2007 roku;
Centralne Biuro Antykorupcyjne próbowało mnie zwerbować na agenta - powiedział w TVN 24 były poseł PiS a obecnie kandydat Platformy, Antoni Mężydło. - Oficer mówił, że najlepiej by było, gdybym ja ewentualnie nagrał kilka rozmów, nawet mówił mi, kogo tam powinienem nagrać – dodał.
Art 26., pkt 1. tejże samej ustawy;
CBA nie może przy wykonywaniu swoich zadań korzystać z tajnej współpracy
1.Posłów i senatorów
I dalej, dzieje najnowsze;
Jak podaje na swojej stronie internetowej magazyn „Newsweek” były minister sportu Tomasz Lipiec został zatrzymany przez Centralne Biuro Antykorupcyjne, pod zarzutem korupcji. Doniesienia potwierdza szef gabinetu szefa CBA Tomasz Frątczak.
Mariusz Kamiński, postać na poziomie pozostałych działaczy Prawa i Sprawiedliwości, człowiek, który nadaję się tylko do rzucania jajkami na ulicach, stał prze 1,5 roku na czele policji politycznej tak zwanej IV RP.
Skończy gorzej niż jego protoplasta, potężny minister policji Cesarstwa, który już w 1809 roku prowadził konszachty z rojalistami i marszałkiem Wellingtonem. Potem, po Waterloo, wkradł się w łaski Ludwika XVIII i był znów ministrem policji… ale umarł na zesłaniu, w niesławie i zapomnieniu.
Rząd Donalda Tuska zamierza powołać komisję do spraw działalności CBA. I dobrze, jak najszybciej, ale to indywiduum należy odsunąć i izolować jak najszybciej – chyba, że zacznie mówić o powiązaniach ze swoim szefem. A patrząc na jego twarz – stać go na to…
Fouche przeszedł do historii jako zręczny polityk i manipulator. Kamiński będzie znany z nieudolności w sprawach Leppera, Kaczmarka, Sawickiej i doktora Garlickiego. Kamiński, zatrzymując Lipca, chce pokazać, że może być przydatny każdej władzy – jak dz*… do wynajęcia. Nic z tego!
Zadaniem PO i Donalda Tuska jest uzdrowienie państwa. Ale przedtem trzeba wymieść śmieci. Jeszcze paru pozostało…
Azrael
Psychomanipulacja społeczna

Przy okazji eksmisji byłych zakonnic, betanek z klasztoru w Kazimierzu nad Wisła, przesłuchujący je prokuratorzy stwierdzają, że najprawdopodobniej zostały one poddane praniu mózgów, naukowo – psychomanipulacji. Taką manipulację, która ma związać psychicznie i emocjonalne człowieka z osobą dokonującą ingerencji w psychikę, odwrócić tok myślenia i postrzegania świata, zniewolić emocjonalnie i podporządkować. Człowiek poddany takiej manipulacji zaczyna wyznawać inny system wartości, postrzegać świat przez pryzmat swojego manipulatora. Otoczenie jawi się wrogo, ludzie z poza układu grupy - stają się domniemanym zagrożeniem.
A czy my, przynajmniej część z nas nie jesteśmy poddawani permanentnej psychomanipulacji, gdzie wmawia nam się, że „czarne nie jest czarne – a białe, białym”…?
Ośrodek Badania Opinani Publicznej podał wczoraj ciekawe wyniki badań;
Kadry i informacja

Stary stalinowski slogan, że kadry decydują o wszystkim, w XXI wieku, w dobie elektroniki, informatyki i Internetu można śmiało uzupełnić o drobne słowa ”i informacja”. Jeżeli do tego dodamy jeszcze przemożną chęć kontroli i inwigilacji – mamy komplet – komplet groźny dla wszystkich.
„GW” dzisiejsza doniosła, że premier Kaczyński wydał rozporządzenie na mocy którego Centralne Biuro Antykorupcyjne zyska, jako jedyna służba specjalna, dostęp do danych Zakładu Ubezpieczeń Społecznych.. Specjalne, sztywne, łącze umożliwi CBA pobieranie dowolnych danych zapisanych w bazie – czyli praktycznie wszystkich danych o dorosłych obywatelach Polski. Oczywiście - bez kontroli samego ZUS. Jest to liczna ponad 25 mln obywateli.
CBA – przypomnijmy – jest to jedyna służbą specjalna wyjęta praktycznie z pod kontroli Sejmu. Zależna jedynie od decyzji i widzimisię Jarosława Kaczyńskiego.
Baza ZUS zawiera nie tylko podstawowe dane, takie jak imię, nazwisko i adres, ale też informacje o przebiegu pracy ubezpieczonego, zwolnienia lekarskie, świadczenia, jakie pobiera z ZUS. Czyli również dane tak zwane wrażliwe, mogące być przedmiotem różnorodnej analizy. Przypomnijmy – numer statystyczny choroby może mówić więcej o człowieku, niż rozmowa z nim samym…
ZUS nie będzie miał praktycznie żadnej kontroli nad tym, jakie dane będą ściągane z jego serwerów – otrzyma post factum tylko płyty z informacjami, co zostało w danym okresie ściągnięte z serwerów. Wynika to wyraźnie z korespondencji pomiędzy dyrektorem Seweryniakiem, odpowiedzialnym za ten problem w ZUS – a CBA.
Każdy, kto śledzi rozwój informatyki – nawet nie musi popuszczać wodzy fantazji. CBA mając dostęp do tego rodzaju danych, a także do innych (PESEL, systemy telekomunikacyjne, dane zbierane przez inne służby specjalne) jest wstanie praktycznie zapanować nad każdą sferą życia każdego człowieka. Już stosowane systemy controllingu elektronicznego plus informatyczne narzędzia heurystyczne – to broń w rękach władzy potężniejszą niż same służby…
Dodajmy do tego psychopatyczną osobowość rządzących – i „1984” to tylko bajeczka do poduszki w porównaniu z tym co może przynieść rzeczywistość.
A jak jest możliwość skorzystania z takich danych – to i cel zostanie wymyślony….
Azrael
Komisje? Natychmiast!

Początkowo na pomysły LiD-u i PO o powołaniu komisji sejmowych ds. wyjaśnienia sprawy śmierci posłanki Barbary Blidy oraz akcji Centralnego Biura Antykorupcyjnego w ministerstwie rolnictwa – krzywiłem się, nie wyrażając aprobaty.
Teraz, przed wyborami, kiedy jest taka zadyma, kiedy za moment jest kampania wyborcza…
Prokuratura w rękach PiS, aparat represji (zwany dla niepoznaki służbami bezpieczeństwa państwa) pod kontrolą Zbigniewa Ziobro… będzie się wszystko ślimaczyło, nikt nie będzie miał głowy, można się także spodziewać obstrukcji ze strony polityków i funkcjonariuszy Prawa i Sprawiedliwości.
Lecz dziś doznałem iluminacji.
Podzwonne dla Zbigniewa Ziobry

Przez dłuższy czas przewijały się na poboczach komentarzy politycznych opinie, że Zbigniew Ziobro to człowiek, mogący kandydować do najwyższego stanowiska w Państwie. Prezydentury.
Mówiło się, że jego zdolności, energia, medialność predestynują go do ubiegania się o fotel w Pałacu Namiestnikowskim. Media zamieszczały także informacje, jakoby Ziobro miał być pierwszym kandydatem do premierostwa w 2005 roku, przed Kazimierzem Marcinkiewiczem. Dodatkowo jeszcze okazuje się, że wyniki sondaży popularności i ocen jego działalności lokowały go na samej górze list.
Wysoko nad Jarosławem i Lechem Kaczyńskimi…
Ziobro, biorąc pod uwagę zakres kompetencji – jest najpotężniejszym członkiem rządu. I jak się okazuje w ostatnich dniach – groźnym i bezwzględnym wobec innych członków gabinetu – być może także dla Jarosława Kaczyńskiego. System wpływów, inwigilacja, podsłuchy, gromadzenie kwitów – a także zastraszanie, pomówienia - to jego narzędzia uprawiania polityki i realizowania władzy.
Drzwi do lasu

W dniu 6 sierpnia 2007 roku, na życzenie prezesa największej partii opozycyjnej polskiego parlamentu, doszło do spotkania z jego ekscelencją, Prezydentem RP, Lechem A. Kaczyńskim.
Tematem spotkania była napięta sytuacja na polskiej scenie politycznej. Prezydent, jako bezstronny obserwator, podjął się mediacji pomiędzy poszczególnymi siłami politycznymi kraju.
Po szczerej wymianie opinii…etc., etc. ….
Tak by to brzmiało w normalnym kraju, tak powinien wyglądać komunikat prasowy.
A u nas? Wszyscy się zastanawiają, co się za tymi drzwiami stało. Nie co zostało ustalone w interesie Polski, jaki jest program, jakie jest wiążące porozumienie – lecz – kto kogo… kto kogo wydudkał, kto jest sprytniejszy – klan braci, czy Donald Tusk… a może – CBA i służby dalej będą rozdawać karty?
Panowie usiedli naprzeciw siebie, opróżnili, jak donoszą media, cztery butelki (marnego) wina, uśmiechali się do siebie i coś ustalili. Uśmiechali się – ale nie czarujmy się – obaj na kolanach mieli odbezpieczone lupary…
A może nowa Bereza Kartuska?

Kaczyński Ważniejszy coraz słabiej daje sobie radę ze swoimi oponentami. Właściwie – ma już samych oponentów, bo jego „sojusznicy”, czyli Roman Giertych i Andrzej Lepper są bardziej zajadli niż Donald Tusk a nawet Stefan „Owadek” Niesiołowski. Rzucają kłody pod nogi „IV RP”, kwestionują nieomylność Wielkiego Stratega, kontestują, jątrzą.
Jarosław Kaczyński niejednokrotnie dawał przykłady, że dla realizacji swoich planów „wzmocnienia państwa”, odnowy moralnej, oczyszczenia, itd., itd., gotów jest użyć każdych środków. Od czysto werbalnych, sformułowań deprecjonujących osiągnięcia ostatnich 18 lat wolnej Polski, poprzez instrumentalne wykorzystanie prawa, na wykorzystaniu aparatu represji i ścigania dla celów politycznych kończąc.
Epistolografia polityczna czyli inaczej kłamstwo pospolite

Czytają listy, szczególnie te między przestępcami (albo politykami…) warto się zawsze zastanowić nad prawdziwym kontekstem sprawy. Czyli inaczej – czytać pomiędzy wierszami.
Pomijam jakość literacka pisma Jarosława Kaczyńskiego do Andrzeja Leppera i Romana Giertycha.. Nie są to listy Kafki, Iwaszkiewicza, czy nawet Churchilla. Ważny jest kontekst. A on dopiero daje pełnię obrazu.
Pomijam „oczywistą prawdę”, że obecna pozycja Leppera i jego partii to zasługa samego Kaczyńskiego. Pomijam fakt, że moralna odnowa tak zwanej IV RP miała się realizować we współpracy z przestępcą. Sam były wicepremier jest mi równie obrzydliwy jak jego były szef…
Rzut bumerangiem

W polskiej rzeczywistości tak się utarło, że każda nowa ekipa próbuje kształtować przestrzeń polityczną wokół siebie jak najwygodniej i jak najlepiej… nie, oczywiście że nie z punktu widzenia dobra państwa i obywatela – lecz głównie swojej pozycji i swoich interesów.
Nie jestem tak naiwny, aby twierdzić, że wszystkie decyzje prywatyzacyjne były całkowicie zgodne z interesem państwa. Czasem przeważał interes prywatny inwestora – może nawet o charakterze korupcyjnym – czasem interes załogi czy grupy zawodowej był na pierwszym miejscu. Bo na przykład – górnictwo – czy ono nie powinni być już dawno skomercjalizowane? A czy program NFI na pewno był dla wszystkich jednakowo korzystny?
Obecna ekipa nie pozostaje w tyle za innymi – i też tak kształtuje prawo, instytucje i procedury, aby odpowiadało jej interesom. Tylko jedno ją wyróżnia – robi to tak nieudolnie, że nie tylko nie rozwiązuje żadnych problemów – lecz szkodzi państwu – a przede wszystkim - sobie.












