Archiwum dla kwiecień 2009
Casanova z IPN, lub pan z teczką

Ostatnio w polskim życiu politycznym mieliśmy dwie afery o podłożu seksualnym. Obie dość przaśne, żeby nie powiedzieć, wulgarne. Jedna to afera w “Samoobronie”, z udziałem Andrzeja Leppera i Stanisława Łyżwińskiego. Druga natomiast to afera w magistracie olsztyńskim, z udziałem prezydenta Małkowskiego. Obie nie warte opisywania, strzępienia piór, bo tak naprawdę chodziło w tym o zwykłe wykorzystanie seksualne, na podstawie zależności służbowych.
Tym razem mamy do czynienia z czymś bardziej wysublimowanym. Oto Prezes Instytutu Pamięci Narodowej, Janusz Kurtyka, ponoć uzależnił i wykorzystał seksualnie Katarzynę Hejke, z-cę redaktora naczelnego “Gazety Polskiej”. Wabikiem miały być… teczki instytutu na czele którego Kurtyka stoi. Teczki te z kolei pozwoliły pani Hejke zabłysnąć na firmamencie dziennikarskim serią znakomitych artykułów śledczych. Jednym słowem – prezes donosił (teczki), a panie Hejke je śledziła… Nie wiemy tylko, czy po akcie miłosnym, czy przed.
I wszystko zostałoby pomiędzy namiętnymi kochankami, gdyby nie to, że Pani Hejke wolną nie była. Pan mąż, profesor łódzkiej filmówki, Krzysztof Hejke, dowiedział się o sprawie, zabezpieczył dowody, i to nie tylko dowody zdrady żony, ale również materiały wabika pana prezesa, pod postacią dokumentów IPN i w stosownym momencie zareagował. Zrobił to z grubej rury, pisząc list do Prezydenta RP (z odpisem do Marszałka Sejmu i szefa Kolegium IPN). Impulsem dla tego listu było przyznanie przez Lecha Kaczyńskiego wysokiego odznaczenia dla prezesa Kurtyki, za dobrą pracę, ale i za niezłomną i szlachetną postawę. Oto fragment tego listu, który ma właściwie już w tej chwili formę listu otwartego;
Strach i obrzydzenie

Jest. Jest epidemia grypy – tym razem świńskiej. Nie w Polsce, tylko hen, w Meksyku i USA, ale zawsze coś. Są zdjęcia filmowe ludzi w maseczkach, są przekazy od korespondentów, jest mrożące krew słowo – pandemia. Nieznane, pewnie groźne, można go odmieniać w różnych kontekstach, a najlepiej porównując ze słynną “hiszpanką”, która uśmierciła 40.000.000 ludzi. Tyle jeszcze nie mamy, tylko 150, no i daleko – w Meksyku. A w Stanach – nic… jest niby szkoła na Queens w New York, kilkaset dzieciaków, ale nikt nie umiera… o, wreszcie jest! Dziecko…
Ale za to w Europie nic… jakieś pojedyncze sztuki, w Niemczech, Hiszpanii. A w Polsce jeszcze gorzej. Stoją biedni reporterzy na lotniskach i przed dwoma szpitalami – i nic…
Obgrano już wszystkie służby medyczne, od minister Ewy Kopacz zaczynając, na laborantkach kończąc – na próżno – te biedne 3 osoby, które leżały w szpitalach okazują się zdrowe. Jeszcze jest szansa, że próbki coś pokażą… to dziennikarze jeżdżą za próbkami,… i też, cholera, nic…
Na dodatek zza Oceanu dochodzą głosy, że procent zgonów spada, zachorowań też, próba podgrzania tematu nic nie daje… strach zaczyna reporterom zaglądać w oczy…nic z tego nie będzie…
No, ale jest inny temat, przecież; Można śledzić po świecie samolot z trupem polskiego geologa, leci, nie leci, przyleci dziś, jutro… i znów, cholera, przyleciał o 6.00 – nie można było transmisji bezpośredniej zrobić… co za nietakt.
To rzucimy siły do Białegostoku – proces polskiego potwora, polskiego Fritzla. Też temat, można córkę przepytać, można zajrzeć jej w oczy…
Kilka dni temu profesor Czapiński wezwał media do zaprzestania epatowania idiotycznymi newsami i tytułami na temat epidemii, gdzie 150 osób porównuje się do hekatomby epidemii z czasów I WŚ. Stwierdził, że jest pewna granica przyzwoitości, gdzie pogoń za zyskiem powinna się zatrzymać, w przypadku epidemii – granica wywołania paniki społecznej. Zauważył, że żerowanie na krwi, przemocy i patologiach to rzecz niegodna. Problem jest tylko taki, że dla mediów, szczególnie elektronicznych, takiej granicy nie ma.
Pamiętamy, jak w przypadku wypadku pod Grenoble, katastrofy w “Halembie”, wypadku CASA-y po Mierosławcem zachowywała się telewizja. Powstał wtedy kult medialny śmierci. Były nie kończące się wywiady,migawki, relacje z konferencji prasowych, msze święte. W przypadku zboczeńca z Podlasia rodzina został poddana zmasowanemu atakowi, łącznie z nachodzeniem w domu i przekupywaniem małoletniego brata ofiary, aby coś powiedział do kamery. No bo to przecież był polski hit… A do tego więcej niż żenujące przepychanki polityków…
Z coraz większym obrzydzeniem patrzę w ekran telewizora…
Azrael
Stary, dobry Jaro…

Dziennik “Fakt” (tak, tak, trzeba się od czasu do czasu ubabrać…) zamieścił wywiad z Jarosławem Kaczyńskim, pod tytułem “PiS jest jak niezatapialny transatlantyk”. Poza pretensjonalnym tytułem, ale są to słowa samego Jarosława Kaczyńskiego, aż dwukrotnie mnie on zadziwił;
Pierwsze zdziwienie moje polegało na tym, że wywiad prowadzony był przez Łukasza Warzechę – i jest prowadzony w świetnym stylu. Jak wiadomo, nie cenię tego dziennikarza za bardzo, co i tak jest eufemizmem, ale tu stwierdzam jednoznacznie – pytania są ostre, wywiad jest zrobiony na siedząco, a nie na klęczkach, co było domeną Jacka Karnowskiego. I tu drugie zdziwienie – popatrzyłem na datę – tak – to jest wywiad aktualny, z przed kilku dni. A czytają go, mógłbym przysiąść, że to wywiad z czasów rządów PiS, kiedy to wspomniany Karnowski prowadził z Kaczyńskim tak zwane “wtorki nienawiści” w programie “Sygnały dnia” w PR I…
I właśnie dlatego, czytając ten wywiad uważnie, doszedłem do wniosku, że możemy się uspokoić; Jarosław Kaczyński, biorąc pod uwagę jego poglądy na otaczający go świat, politykę, media, Platformę Obywatelską jest dalej tym samym, dobrze znanym politycznym dewiantem, który prowadzi swoją formację pewną ręką ku przepaści.
Pod koniec zeszłego roku wydawało się, że PiS i jej szef się zmieniają. Narady i praca twórcza w willi brata w Magdalence, próby konstruktywnej zmiany programu, ułagodzenie stylu, spokojny, niekonfrontacyjny kongres partii w Krakowie. Spin doctorzy również starali się zmienić samego prezesa. Przebrano go w nowy garnitur, uczesano, popracowano nad pracą rąk, tak, aby nie wyglądał na mównicy jak podstarzały pingwin. Jednym słowem i partia i jej szef przeszli daleko idący lifting.
Teraz, przy okazji kampanii wyborczej wszystko wróciło do starej dobrej formy;
Dziękuję, doktorze Migalski!

Kampania wyborcza do Parlamentu Europejskiego w pełni. Powtórzę – do PE, a nie do polskiego Sejmu i Senatu. To ważne rozróżnienie.
Jak zwykle, jak przy poprzednich tego rodzaju sytuacjach, rozpoczął go PiS, jak poprzednio – spotami reklamowymi. I jak zwykle – udanymi. Pierwszy został już w części zaskarżony i uchylony, co będzie kosztowało partię Jarosława Kaczyńskiego ponad 100.000 złotych i przeprosiny wprime time stacji telewizyjnych. Drugi mieliśmy okazję zobaczyć dziś.
Janusz Palikot, jako bohater reklamówki dłubie w nosie, wymachuje penisem, wywala jęzora, a wszystko w takt muzyki “Ody do radości”, hymnu Unii Europejskiej, i okraszone komentarzem. Do tego uwagi osobiste wobec samego Palikota o emerytach i studentach, którzy płacą na kampanię posła.
Film jest sprawny, dobrze zgrany i ma nawet humor, o ile lubi się humor made in PiS, taki bardziej dla wyborców tej partii – bardziej kloaczny. Z tym, że reklamówka ma być skierowana w stronę wyborców Platformy Obywatelskiej…
I tu mamy kilka problemów; Pierwszym z nich jest to, że ta reklamówka nie przekona do niczego wyborców PO, a już na pewno nie do zmiany orientacji partyjnej. Choćby właśnie przez ten kloaczny typ humoru. Po drugie – Janusz Palikot w wyborach nie startuje i to wcale nie on jest twarzą kampanii. Zderzenie go w ostatnich scenach reklamówki z Danuta Huebner, czy Jerzym Buzkiem jest zabiegiem chybionym. W związku z tym post reklamowy ma znaczenie – ale dla wyborców PO i lewicy. Ci z PiS zapewne rechocą – pozostali uśmiechają się z politowaniem i zażenowaniem.
Impreza na UW
Jutro na UW odbędzie się następująca impreza – wykład i panel;
————————————
Wykład: Blogi internetowe jako współczesna Agora. Równość autorytetów i osób anonimowych?
Drugi wykład otwarty organizowany w ramach Obserwatorium Wolności Mediów przez Helsińską Fundację Praw Człowieka oraz Zakład Praw Człowieka UW pt. Blogi internetowe jako współczesna Agora. Równość autorytetów i osób anonimowych? wygłosi prof. Wojciech Sadurski.
Termin:28 kwietnia 2009 r., godz. 18.30 – 20.30
Miejsce:audytorium Starej Biblioteki UW, ul. Krakowskie Przedmieście
Prof. Wojciech Sadurski jest profesorem Uniwersytetu w Sydney oraz profesorem Wydziału Prawa w Europejskim Instytucie Uniwersyteckim we Florencji. Jest publicystą, autorem licznych książek na temat demokracji, praw człowieka, zasady równości wobec prawa, legitymizacji władzy, funkcjonowania sądów konstytucyjnych i wolności słowa. Aktywnie prowadzi blog w Salonie 24 (http://wojciechsadurski.salon24.pl)
W charakterze komentatorów wystąpią:
Dr Jarosław Milewski- Zastępca Dyrektora Instytutu Społecznej Psychologii Internetu i Komunikacji w Szkole Wyższej Psychologii Społecznej w Warszawie, członek-założyciel polskiego oddziału Project Management
Institute (PMI), współtwórca i koordynator techniczny badania “Diagnoza Internetu 2009″, główny autor internetowej platformy badawczej HouseLab.eu.
“Galopujący Major” – jeden z najbardziej znanych i najaktywniejszych anonimowych bloggerów w Salonie24 (www.salon24.pl), autor ponad 1.000 wpisów i 8.600 komentarzy. Jego blog – Tyle wiemy o sobie, ile nas sprawdzono (http://galopujacymajor.salon24.pl) został odwiedzony przez ponad 840 tys. internautów.Doktorant prawa.
——————————————
Zapraszam na nią – Wasz ulubiony bloger też się tam pojawi.
Azrael
Mały jubileusz
Zajrzałem w “papiery” bloga i przypomniało mi się, że wczoraj, 26 kwietnia, minęła trzecia rocznica, od kiedy piszę… Wprawdzie “licznik” zaczyna się od 16 maja, ale jak pamiętam pierwszych kilka rzeczy wyciąłem, potem miałem przerwę.
Motywacje mojego pisania są chyba moim czytelnikom dość powszechnie znane, w związku z tym nie będę ich opisywał po raz kolejny. Jedno zwycięstwo zostało osiągnięte w roku 2007, następne będzie w 2010, ostateczne rok później, chyba że kabaret z Nowogrodzkiej rozleci się szybciej.
Bilans to ponad 1.700 notek, 21.100 komentarzy i ponad 1.400.000 UU, czyli unikalnych odwiedzających. I trochę popularności. A wszystko dzięki wiernym czytelnikom…
Jak wiecie, piszę o sprawach różnych, z przewagą znaczną polskiej polityki, spraw Kościoła, mniej o polityce zagranicznej. I to się pewnie już nie zmieni do śmierci… bloga.
Zamieszczam swoje notki w różnych miejscach, w tym na portalach dziennikarskich, i to tych najlepszych w sieci, ale zasada jest jedna – premiera jest zawsze tu, na moim blogu domowym, bo on jest najważniejszy, tak jak ważni są moi stali “fani”.
Pozdrawiam i życzmy sobie dalszych wspólnych sukcesów.
Azrael
Barbara Blida – pamiętamy…
25 kwietnia minęła druga rocznica tragicznej śmierci byłej posłanki SLD i działaczki Śląska, Barbary Blidy. Już druga rocznica, ale niewielu z tych, co chcą wyjaśnienia tej sprawy o niej zapomniało.
W wieczór śmierci posłanki napisałem ad hoc tekst – analizę sprawy śmierci posłanki, tytułując go – “Winnym śmierci Barbary Blidy jest Zbigniew Ziobro”. Ani przez jeden dzień nie miałem wątpliwości, że mam rację, a każda sprawa, każda informacja, i co najważniejsze – prace specjalnej komisji sejmowej, kierowanej przez Ryszarda Kalisza tylko nas przybliżają do wyjaśnienia tej sprawy i potwierdzenia winy – nie tylko politycznej – Zbigniewa Ziobro. Winy, która rzuca cień na jego szefa, Jarosława Kaczyńskiego, na rząd PiS – LPR – Samoobrony, a przede wszystkim na patologię polityczną, jaką była tak zwana IV RP.
Zbigniew Ziobro ponosi nie tylko odpowiedzialność polityczną, ale jako członek rządu ponosi odpowiedzialność za inspirację działań prokuratury i ABW. Ciąg przyczynowo – skutkowy, droga decyzyjna prowadzi nie od oddziału ABW i prokuratury katowickiej do góry – do ministerstwa sprawiedliwości i kancelarii ówczesnego premiera – lecz odwrotnie – od gabinetów Jarosława Kaczyńskiego i Zbigniewa Ziobro w dół. Tuż po śmierci Barbary Blidy uważałem, że osobą również zamieszaną w sprawę jest Zbigniew Wassermann, koordynator służb specjalnych rządu Kaczyńskiego. Dziś już wyraźnie widać, że Ziobro, poza plecami Wassermanna, zawarł nieformalny układ z szefem ABW, Bogdanem Święczkowskim, swoim prokuratorskim kolegą, w tej sprawie (nieformalny – ale za wiedzą premiera), aby wykorzystać Barbarę Blidę jako „wyjście” na polityków lewicy – i powiązania ich z mafią węglową. I to właśnie były szef ABW będzie drugim, głównym oskarżonym w tej sprawie – obok szefów prokuratury okręgowej w Katowicach, którzy realizowali plan działań Ziobry. Trzeci główny oskarżony – to będzie Grzegorz Ocieczek – szef delegatury katowickiej ABW, który realizował działania w terenie.
Przyglądam się tej sprawie nieustannie, śledzę wszystkie doniesienia i wątki – i coraz bardziej słowo „mafia polityczna” jest adekwatne do działań grupy polityków i urzędników PiS w tej sprawie. Mówił o tym pełnomocnik rodziny Blidów, mecenas Leszek Piotrowski, mówią i piszą o tym już otwarcie publicyści i politycy.
Pod adresem prokuratury łódzkiej i komisji Kalisza padają zarzuty opieszałości. Nie zgadzam się z nimi. Ilość materiałów, a także opór materii, czyli prokuratorów, oraz funkcjonariuszy ABW – a także zwykły strach tych ludzi, każą pracować systematycznie, bez rozgłosu i bez hucpy politycznej, jaką chciała uczynić z prac komisji posłanka PiS, Beata Kempa, w czasie śmierci Barbary Blidy zastępczyni Zbigniewa Ziobro.
Dają się zauważyć dwie tendencje w tej sprawie;
Zapiski zza Atlantyku – 26 kwietnia

Dlaczego uważa się nas za antysemitów?
W The New York Times ukazał się artykuł pt. „Polska w poszukiwaniu własnej duszy”. Ciekawy tytuł, ciekawy temat. Artykuł porusza kwestie polsko-żydowską. Autor artykułu na podstawie filmu pt. „Opór” spróbował przedstawić relacje pomiędzy Polakami, a osobami wyznania żydowskiego. Film ten opowiada historie braci Bielski, którzy w lasach na Białorusi walczyli przeciwko Nazistom. Michael Kimmelman, autor tego artykułu, podszedł do to tematu inaczej niż myślałam. Zazwyczaj jest to bezlitosna krytyka Polaków. Natomiast, Michael Kimmelman, skoncentrował się nie na tym jak Amerykanie odebrali ten film, ale na tym jak my Polacy go odebraliśmy. Kimmelman wspomniał Gazetę Wyborczą, która w recenzji filmu poddała pod dyskusję finansowe motywy braci Bielskich oraz uznała film i publikacje książki jako niezgodną z faktami. Autor podkreślił, że film zniknął z polskich kin bardzo szybko, a Polscy krytycy zastanawiali się kiedy to wreszcie Hollywoodzcy producenci pokażą Polskich partyzantów jako bohaterów, a Polaków nie jako antysemitów?
Hollywood nie jest zainteresowany Polskimi partyzantami. Sprawa polska jest mało znana. Ameryka jest obsesyjna jeśli chodzi o mord na społeczności żydowskiej. Problem jest w tym, że filmy zrobione przez Hollywood to filmy ukazujące Polaków jako tych, którzy stali obojętnie, kiedy miliony ludzi było mordowanych.
Czy my Polacy musimy czekać na Hollywood, aby zrobić film o tym kim byli Polacy podczas Drugiej Wojny Światowej? Wajda zrobił film o Katyniu. Ale film nie był wystarczająco dobry, nie przedstawił tego tematu w taki sposób aby osoba, która tym tematem nie żyje i nie oddycha, miała możliwość go zrozumienia. To jest w naszym interesie, aby zrobić film ważny dla Polaków, aby inni mogli go zrozumieć i zobaczyć co się działo w Polsce. Polański w „Pianiście” to zrobił. Pokazał zło i dobro u Niemców, Polaków oraz Żydów. Granica pomiędzy dobrem i złem jest elastyczna. Dobrze by było spojrzeć na temat Polacy – Żydzi z boku i postarać się zrozumieć ta druga stronę. Jak mam wytłumaczyć Amerykanom, że my Polacy tez byliśmy ofiarami wojny, czy sytuacji politycznej? W jaki sposób mam im wytłumaczyć, że miliony Polaków poniosło śmierć, kiedy na ekranie TV Polak to antysemita? Mogę mówić o początku wojny, obozach, powstaniu, Katyniu, ale czy cokolwiek może być porównane z tym co działo się w getcie żydowskim oraz fakt, że tylko bycie Żydem oznaczało śmierć? Czytaj resztę wpisu »
“Hardcore Negotiators” znów w akcji

Polska polityka zdominowana jest przez sprawy trzeciorzędne. Happeningi Palikota, obrażanie się Lecha Kaczyńskiego za nie taki, jak trzeba formularz zaproszenia na konferencję, spory o rzeczy wizerunkowe. Problem tworzy się wtedy, kiedy okazuje się, że te spory niszczą nasz wizerunek za granicą, jak to było już wielokrotnie ze sprawą konfliktu na linii premier – prezydent.
Sprawa Anny Fotygi do takich należy, ponieważ jej nominacja i ewentualne objęcie stanowiska w ONZ nie zakończy problemów. Wprawdzie organizacja ta systematycznie traci na znaczeniu, ale nie zapomnijmy, że Fotyga będzie w Stanach Zjednoczonych i będzie miała do czynienia z amerykańską administracją i amerykańskim establishmentem politycznym. Jeżeli zgodnie z zapowiedzią nie będzie realizowała tak dla niej niepasującej polskiej polityki zagranicznej, tej rządowej, lecz politykę swego faktycznego zwierzchnika, Lecha Kaczyńskiego, to Radosław Sikorski będzie miał tych problemów jeszcze więcej.
Sikorski i premier Donald Tusk są sami sobie winni. “Koń, jaki jest”, znany i oceniany był nie od dziś. Jej nominacja była efektem czystej korupcji politycznej – stanowisko dla Fotygi za inne podpisy prezydenta pod nominacjami ambasadorskimi. Piwo do wypicia jest w związku z tym postawione przed nimi.
Co do samej Anny Fotygi, jej zasługi i kompetencje są znane powszechnie.
Proste pytania, haniebne pytania

Michał Karnowski w wywiadzie z Erykiem Mistewiczem, dla “Dziennika” ( “To już nie polityka, ale budowanie narracji”, niedziela, 12 kwietnia), zadaje znanemu specjaliście od marketingu i strategii politycznych szereg pytań. Ale jak to u Karnowskiego bywa – pytania są dość powierzchowne, rozstrzelone po rożnych zagadnieniach bieżących, politycznych, i tak naprawdę artykuł nie przynosi ciekawej wiedzy, informacji. To zresztą jest ostatnio normalnym zjawiskiem, bo klasa frontmanów tej gazety spada dramatycznie. A szkoda, bo od Eryka Mistewicza można się wiele dowiedzieć, gdyby ktoś go chciał popytać o rzeczy ważne…
Ale jedno pytanie, a właściwie stwierdzenia, dość mocno mnie zbulwersowało. Otóż Karnowski mówi;
[W Polsce]Nie ma poczucia wstydu, nie ma poczucia, że są pytania, których nie można zadać. Nie ma poczucia, że pewne opowieści są zbyt haniebne, a inne dopuszczalne. Doskonałym przykładem jest kariera Palikota. Jak go znaliśmy rok temu, wydawało się, że dalej pójść nie można, a on poszedł o sto kroków dalej.
Ciekawe stwierdzenie, ale ciekawe dla mnie jest dlaczego odniósł się w nim pan redaktor tylko do Janusza Palikota? Czy stwierdzenie to nie powinno mieść dużo szerszego kontekstu?
W Polsce panuje, już od dawna, zwyczaj zadawania pytań nie w formie otwierającej dyskusję, ale ją zamykającej, lub nawet pytań, które mają tylko potwierdzić zawartą w nim tezę. Pytań, na które pytający zna odpowiedź (lub tak mu się przynajmniej zdaje, że zna). Jeżeli odpowiedź mija się z oczekiwaniami pytającego, to najczęściej ten uważa, że został niecnie oszukany.
Prawo do pytań ma każdy. Nie ma pytań hańbiących, są za to pytania źle postawione. I tak, jak Janusz Palikot zadaje pytanie, czy prawdą są pogłoski, że Lech Kaczyński nadużywa alkoholu i ma to wpływ na jego stan zdrowia, to to pytanie przestaje być niestosowne w momencie, kiedy jego adresat notorycznie uchyla się od odpowiedzi. Palikot powinien pytać dalej, dlaczego Lech Kaczyński uchyla się od odpowiedzi, czy nie oznacza to przypadkiem, że ma coś do ukrycia?
Życzenia
Moi Przyjaciele,
Życzę Wam spokojnych, radosnych i pogodnych Świąt Wielkanocnych w gronie rodziny i znajomych, przy pięknej pogodzie i dobrze zastawionym stole. Oby ta atmosfera rodziny i spokoju mogła nam towarzyszyć zawsze, a rzeczywistość do niej się dostroiła…

Azrael
Sztandar IPN kirem ozdobiony…

Jan Żaryn łaskaw był w środę oznajmić, omamiony podstępnym pytaniem dziennikarza radia TOK FM (koncern Agora, Adam Michnik, żeby nie było niedomówień…), że “Jest pewna zaszłość, która zdarzyła się za czasów prof. Leona Kieresa [...] Wałęsa otrzymał wtedy status pokrzywdzonego. Otrzymał go w sytuacji niewyjaśnionej, jeśli chodzi o życiorys. W kontekście obowiązującej wówczas ustawy status pokrzywdzonego mogli otrzymać tylko ci, wobec których nie było żadnego śladu, który wskazywałby, że w jakimś okresie życia dana osoba była zarejestrowana jako tajny współpracownik”. Powiedział to nie tylko jako historyk, ale przede wszystkim jako funkcjonariusz państwa,
No i skończyło się tak, jak wiemy, a jak w czarnych snach zwolennicy lobby lustracyjno-rozliczeniowego nie przewidywali. Chorąży hufca IPN, prezes Janusz Kurtyka, Wielki Strażnik Teczek zwolnił pana Żaryna z funkcji, a do tego w komunikacie, jak został wydany, poza suchą sentencją, że tenże został zwolniony za wypowiedź pod adresem Lecha Wałęsy, nie znalazło się nic o wielkim wkładzie w prace Instytutu, zasługach, poświęceniu, odwadze… a przecież 48 godzin wcześniej właśnie za to bezprzykładne Bohaterstwo otrzymał “w klapę” od Lech Kaczyńskiego…
I teraz nie bardzo wiadomo, co z tym Kurtyką dalej robić. Lustratorzy i rozliczacze nie wiedzą – nasz ci on,czy już agorowo – tevaenowski? Przeszedł na ciemną stronę walteryzmu i michnikowszczyzny, czy poświęcił druha dla ratowania IPN? Po cichu, w zakamarkach Ciemnogrodu pisze i mówi się, że skrewił i po prostu tak zwany “dupochron” dla siebie założył, zwalniając Żaryna, ale głośno i dobitnie pisać tego nie można. I tak z ideowca lustracji i Nowej Prawdy Historycznej ostał się jedynieroztrzęsiony, trzymający się biureczka koniunkturalista…I na nic wezwania prezydenta wirtualnej IV RP, Lecha Kaczyńskiego, “odważni bądźcie” – nie są….
Żaryn nie pełnił w IPN funkcji nic nieznaczącej – na stanowisku szefa Biura Edukacji Publicznej pełnił ważną rolę propagandzisty i reżysera planów budowy nowej historii, zresztą specjalnie nie ukrywa, że czuje się postawiony na froncie walki o “wizję historii”. Nie o prawdę, lecz o wizję. I gdyby nie “złe siły”, które atakują IPN, misja byłaby kontynuowana. A projekt zmian, jakie chce wprowadzić rząd w IPN, w formie ustawy, nazywa bolszewickimi wzorami.
Pojawiają się opinię, że zmiana ustawy o IPN to zły pomysł, ponieważ nie należy w celach politycznych zmieniać kierownictwa niezależnej instytucji i to zła praktyka w demokracji. Słuszny pogląd w założeniu, pod warunkiem, że dotyczy to instytucji, która w pełni jest demokratyczna nie poddaje się politycznym naciskom i “wiatrowi ideologicznemu”. IPN taki nie jest i należy go przekształcić, nie naruszając prawdziwych wartości naukowych, ale za to kastrując go z policjantów myśli i zwykłych oszołomów.
Można też przeczytać i usłyszeć, że PO chce zmienić ustawę, działając pod wpływem lobby antylustracyjnego, obawiającego się ujawnienia tajemnic, jakie IPN lada chwila może ujawnić. Dotyczy to ponoć działań WSI i ich powiązań z ludźmi piastującymi wysokie stanowiska polityczne i biznesowe, także w mediach. Przez cienką siatkę aluzji można odczytać, że chodzi ponoć o TVN, a także polityków PO.
Problem tylko jest taki, czego zwolennicy spisków już nie chcą dopowiedzieć, że ten problem dotyka najbardziej polityków tak zwanej prawicy. I to, że materiały dotyczące wpływy agentury wojskowej na takie podmioty, jak Fundacja „Wola”, Fundacja Prasowa “Solidarność”, spółka “Telegraf”, były dużo większe, niż na inne spółki, w tym również nomenklaturowe spółki postkomunistyczne. Warto mieć to na uwadze.
Zbiór zastrzeżony IPN to coś, przy czym mityczna puszka Pandory wypełniona była nektarem…
Azrael
Dezintegracja Prawa i Sprawiedliwości

Zwolennicy Prawa i Sprawiedliwości jeszcze za czasów rządów tej partii wieszczyli, że ich konkurent, Platforma Obywatelska lada moment, już za tydzień, za miesiąc rozpadnie się, a odłamki zostaną wchłonięte przez jedynie słuszną partię prawicy. Nic takiego się nie stało, PO się nie rozpadła, bo za takowe nie można uznać odejścia Jana Marii Rokity. Potem, już po wygranych wyborach PiS, przeszedłszy do opozycji, ustawił się na pozycji krytyka i oczekującego. Oczekującego, że lada moment, lada chwila PO zacznie słabnąć w sondażach, społeczeństwo “przejrzy na oczy” i zwróci się ku Jarosławowi Kaczyńskiemu, zbawicielowi. I tak mija miesiąc za miesiącem, lato po wiośnie, potem jesień, zima i znów wiosna… a sondaże jak stały, tak stoją. Nawet kryzys nie przygnał wyborców znów w ramiona PiS. A jak najnowsze badania instytucji badawczych pokazują, PO stoi twardo pomiędzy 50, a 55%, a PiS traci na rzecz SLD, które oscyluje teraz wokół 10% społecznego poparcia. I to musi budzić frustracje, nie tylko zwolenników partii, ale również jej członków, jak i samego Jarosława Kaczyńskiego.
Kierownictwo PiS podejmowało różnie kroki, mające zmienić oblicze partii, samego Jarosława Kaczyńskiego, ocieplające wizerunek i pokazujące, że nie jest to partia oszołomów, obciachu, antyinteligentów i skostniałego populizmu. Mieliśmy już prawie wszystkie działania z dziedziny politycznego PR. “Programy” dla inteligencji, umizgi do młodzieży, chwyty reklamowe z trzema gracjami, pieczołowicie rewitalizowanymi, nowe szaty i fryzurę Jarosława Kaczyńskiego, szkolenia PR, zakończenie bojkotu TVN i TVN24, politykę pokoju…naprawdę, specjaliści od kreowania wizerunku robili wszystko, aby PiS został odczytany na nowo. I nic.
A jest to tak proste, jak tylko może być jasna świadomość kogoś, kto stoi z boku. Największym obciążeniem dla tej partii są jej przywódcy – bracia Jarosław i Lech Kaczyński. To oni są tymi, którzy jednocześnie zapewniając integralność partii, są postaciami, które odstręczają do niej wyborców. Obaj są na czele rankingu polityków, co do których wyborcy nie mają zaufania i których nie lubią. I nie jest to żaden trend, który można odwrócić, lecz podobnie, jak stała pozycja w sondażach partii, jest to sytuacja constans. A wspomniane powyżej działania politycznego PR tylko utwierdzają wyborców w poglądzie, że bracia próbują zmienić swój wizerunek, a być może także swoje poglądy, nie dla dobra sprawowanych urzędów i funkcji, lecz dla własnych korzyści.
Zapiski zza Atlantyku – 9 kwietnia
O kobietach
„Nie istnieje moralność bez wolności”
(Jan Pawel II)
Wizyta Prezydenta Obamy w Europie to również debiut jego żony, Michelle Obamy, na arenie międzynarodowej. Wydaje się, że świat był głównie zainteresowany tym jak Michelle Obama będzie ubrana, czy dorówna urodzie Carli Bruni, żonie Nicholasa Sarkozy’ego i oczywiście jak poradzi sobie z królową Elżbietą II.
Jak jest rola żony Prezydenta? Michelle Obama nie jest tylko ładnym dodatkiem swojego męża. I na pewno w jego cieniu stać nie będzie. Michelle Jest kobietą silną, która ceni wolność, wykształcenie oraz niezależność. Być może będzie tą osobą, która zwróci oczy Świata na globalne problemy kobiet, które są nadal ofiarami w wielu rejonach Świata.
Temat ten jest często ignorowany, a sytuacja kobiet krytyczna. Miliony kobiety żyje w krajach zdominowanych przez mężczyzn, którzy maja prawo do decydowania o ich życiu. Kobiety są nadal traktowane jako własność, która można sprzedać, kupić, zabić i zgwałcić. Wiele kobiet jest ofiarami przemocy ze strony własnych rodzin oraz sytuacji politycznej. Wystarczy przypomnieć sobie Liberie, Sierra Leone czy obecny Darfur.
Będąc w Londynie, Michelle Obama, zrobiła pierwszy krok. Odwiedziła szkolę Elizabeth Gerrett Anderson, która liczy około 1,000 studentów, głównie dziewczynek w wieku od 11 to 17 lat, które kiedyś mieszkały w krajach zrujnowanych przez wojnę oraz przemoc.
Aż trudno uwierzyć, że przemoc w stosunku do kobiet jest czymś normalnym i nadal akceptowanym.
Milewicz wskazuje prawdziwą postać rzeczy

Dziennikarka “Gazety Wyborczej” (co dla “patriotów” jest już samo w sobie grzechem śmiertelnym), Ewa Milewicz, postanowiła zwrócić do Kancelarii Prezydenta swoje odznaczenie, otrzymane trzy lata temu – Krzyż Komandorski Orderu Odrodzenia Polski. W swoim artykule, który ma formę listu do Lecha Kaczyńskie motywuje swój gest tym, że odznaczenie pracowników Instytutu Pamięci Narodowej “za bohaterstwo”, a także niezbyt staranniezawoalowane oskarżenia pod adresem Lecha Wałęsy, to ona uważa odznaczenie OTRZYMANE z jego rąk niegodnym.
Oczywiście, komentatorzy prawicowi oskarżyli Milewicz o hipokryzję, histerię a nawet o dziecinadę, bo jak można oddawać order, który został przyznany przez PAŃSTWO, w darze, podziękowaniu za zasługi.
Są tu dwa aspekty sprawy, jeden otwarcie wypowiedziany, drugi ukryty, ale jednak czytelny. Pierwszy, to taki, że Milewicz uważa, że odznaczenie orderami i medalami ludzi zza biurek, z uzasadnieniem “odwagi” uwłacza tym, którzy lat 30, 40 i wcześniej, czasem z narażeniem życia, rzeczywiście, dla idei wolności i swobody, prowadzili działalność opozycyjną. Lech Kaczyński, dając medale, nie ukrywał specjalnie, że są one przyznane z powodów politycznych. Za zasługi prokuratorskie, z których on i jego brat czerpią korzyści, a także za działalność historyczną i publicystyczną, która w części ma służyć celom politycznym. Wśród nagrodzonych zapewne są ludzie o prawdziwym powołaniu historyka, badacza dziejów najnowszych, tym bardziej właśnie dla nich laudacja Lecha Kaczyńskiego musi się wydawać niestosowna. Kaczyński wzmocnił polityczny wymiar ceremonii odznaczeń, podnosząc rangę przyznanych orderów o jeden stopień, ze względu na aferę z książką Pawła Zyzaka, która stała się podstawą do dokładniejszego przyjrzenia się pracy IPN.
Jednak drugi aspekt jest, jak mi się wydaje, ważniejszy; Milewicz przyjęła order z ręki Lecha Kaczyńskiego 31. sierpnia 2006 roku, a uroczystość odbyła się w pobliżu Stoczni Gdańskiej. Przyjęła ten order, nie tylko za działanie na rzecz strajku w stoczni, ale również za lata korowskiej opozycji. Przyjęła ten honor, ponieważ uznała, że Lech Kaczyński reprezentuje majestat państwa. Teraz się okazuje, że ten majestat jest wykorzystywany przez Kaczyńskiego do politycznych, własnych, przyziemnych rozgrywek, czego przykłady, dowody mamy na co dzień. Samo przyznanie orderów urzędnikom państwa, za “odwagę cywilną”, efektem której są narzędzia polityczne, które Kaczyński może wykorzystać, uwłacza honorowi piastowanego stanowiska.
Milewicz, subtelnie, jak to ona potrafi, ukazała nam małość tego człowieczka, który MUSI zaznaczać co i rusz, że to on jest najważniejszym człowiekiem w państwie. To jest właśnie miara tego, co on sobą reprezentuje.
Problemem nie jest IPN, nie są nawet regulacje prawne, jakie są podstawą działania tej instytucji. Problemem jest miernota ludzi, którzy tam zasiedli i bezwzględność polityków PiS – którzy wykorzystują działalność IPN do walki politycznej. Dziwne jest, co robi w tym towarzystwie profesor Andrzej Paczkowski…
Azrael












