Azrael – zwykłe pisanie

Tomistyczny realizm jest walką przeciw wszelkiej samodzielności umysłowej – Kołakowski

Archiwum dla marzec 2009

IPN, czyli sikanie przez nogawkę

z 46 komentarzami

Lech Wałęsa oczywiście z Polski nie wyjedzie, nagród, medali i wyróżnień nie odda, zbyt wiele w nim dumy (pomieszanej z megalomanią) z tego, co zrobił, zbyt wiele uznania dla niego z wielu stron, aby mógł nas i Polskę opuścić. Dziś za nim murem stanęli były premier, Tadeusz Mazowiecki i były prezydent, Aleksander Kwaśniewski. Nie zaliczali się do zwolenników Lecha Wałęsy, ale obydwaj wiedzą, na czym polega dobrze rozumiany interes i oblicze Polski.

Wałęsę wzburzyła książka, Pawła Zyzaka “Lech Wałęsa. Idea i historia”, wydana przez krakowskie wydawnictwo “Arcana”. Autor to młody wilczek pisowski, który przyjęty pod skrzydła wydawałoby się poważnego naukowca, Andrzeja Nowaka, “wydalił” z siebie coś, co jest pomieszaniem magla, pomówień, konfabulacji i prostych kłamstw.

Lech Wałęsa niepotrzebnie uniósł się w tej sprawie, ponieważ książka Zyzaka zasługuje na uwagę równą tej, jaką się przykłada do pism Leszka Bubla, czy publicystyki Doroty Kani, z “Gazety Polskiej”. To jakość kloaczna. Informacje o sikaniu Lecha Wałęsy do chrzcielnicy, czy konfabulacje o nieślubnym dziecku nadają się do “Faktu”, a nie do pracy naukowej. Zresztą o “warsztacie” Pana Zyzaka wypowiedziało się już wielu naukowców. Tego rodzaju “praca naukowa” nie może sprofanować pamięci o Wałęsie i “Solidarności”. To próba obsikania nogawek Lecha Wałęsy. Bezskuteczna.

Czytaj resztę wpisu »

Written by Azrael

marzec 31, 2009 at 13:30

Szantaż Episkopatu

z 23 komentarzami

Episkopat domaga się wyjaśnień, dlaczego w RZĄDOWYM projekcie ustawy medialnej nie znalazły się zapisy o respektowaniu wartości chrześcijańskich. Arcybiskup Sławoj Leszek Głódź wręcz posuwa się do stwierdzenia, że to “element ogólnoeuropejskiej polityki wyrzucania wartości chrześcijańskich z przestrzeni publicznej i z życia społecznego“. Nowy projekt, przygotowany przez rząd, jest już dokumentem uzgodnionym przez PO, PSL i SLD.

Warto może przypomnieć, że w Polsce rządzi rząd, a nie Komisja Wspólna Rządu i Episkopatu, a w Konkordacie znajdujemy, w Art. 1. zapis o następującej treści;

Rzeczpospolita Polska i Stolica Apostolska potwierdzają, że Państwo i Kościół katolicki są — każde w swej dziedzinie — niezależne i autonomiczne oraz zobowiązują się do pełnego poszanowania tej zasady we wzajemnych stosunkach i we współdziałaniu dla rozwoju człowieka i dobra wspólnego.

Jeżeli chodzi o media, znajdujemy tam zapis następujący, w Art. 20., pkt. 2.;

Kościół katolicki ma prawo do posiadania i używania własnych środków społecznego przekazu, a także do emitowania programów w publicznej radiofonii i telewizji, na zasadach określonych w prawie polskim.

Oznacza to ni mniej, a już na pewno nie więcej, że rząd nie ma żadnego obowiązku konsultować, czy radzić się Kościoła Katolickiego, co i dlaczego powinno się znaleźć w nowej ustawie medialnej.

Czytaj resztę wpisu »

Written by Azrael

marzec 30, 2009 at 11:15

Nauka Kościoła zabija?

z 31 komentarzami

Przyglądałem się aferze, a właściwie wielkiemu skandalowi, jak wybuchł po słowach Benedykta XVI na temat prezerwatyw i tego, że mogą one zwiększyć problem rozprzestrzeniania się epidemii AIDS. Jestem jak najdalej od polegania tylko na opiniach jednostronnych, antykatolickich, które stwierdzają, że to Kościół Katolicki, a w szczególności Jan Paweł II są winni wielkiej epidemii AIDS w Afryce, ponieważ to jego słowa były podstawą zakazu używania tego środka ochronnego. Również daleko mi do opinii, że Kościół Katolicki i jego nauki są jedyną drogą ku zwalczeniu rozprzestrzeniania się choroby.

Bez zrozumienia uwarunkowań kulturowych, społecznych, poziomu rozwoju cywilizacyjnego Afryki nie da się ocenić, na ile Kościół Katolicki przyczynił się do zwalczenia epidemii, a na ile – jest winny śmierci już milionów Afrykanów. Rola i miejsce KK w Afryce wskazuje, że jest on w tej sprawie STRONĄ i na nim spoczywa wyjątkowa odpowiedzialność – której z przyczyn doktrynalnych nie sprostał.

Słowa Benedykta XVI wskazują jednoznacznie, że Kościół Katolicki nie zamierza, przynajmniej teraz, ani o jotę zmienić swego stanowiska, że prezerwatywy są środkiem zabronionym przez katolików i ich używanie jest grzechem. Jest oczywiste, że poziom cywilizacyjny krajów Afryki czarnej, jest tak niski, że samo rozdawnictwo prezerwatyw, bez uświadomienia, że są one podstawowym środkiem zapobiegawczym, nie powoduje spadku zakażeń wirusem HIV. Przykłady Zimbabwe, RPA , Kongo czy Botswany pokazują, że brak nauki o antykoncepcji powoduje wzrost zachorowań.
Z czego to wynika? Otóż również z tego powodu, że Kościół Katolicki, poza misją ewangelizacyjną, nie prowadzi w tych krajach, najbardziej zagrożonych epidemią, działalności edukacyjnej. Takiej działalności, która opierała by się zarówno o naukę Kościoła, jak i o konieczność stosowania antykoncepcji. A, że antykoncepcja JEST skuteczna, jeżeli jest wsparta wiedzą i nauką społeczną, prowadzoną przez także przez Kościół, są informacje, że cześć episkopatów krajów afrykańskich czynnie wspiera, także finansowo, rozdawnictwo i używanie prezerwatyw…

Czytaj resztę wpisu »

Written by Azrael

marzec 29, 2009 at 13:12

Declanowe srebrniki

z 15 komentarzami

Nazwisko Declana Ganley’a poznaliśmy tuż przed irlandzkim referendum w sprawie przyjęcia Traktatu Lizbońskiego. Tajemniczy irlandzki przedsiębiorca założył nieformalny ruch sprzeciwu wobec Traktatu, strasząc Irlandczyków tym, że wiele ich przywilejów ekonomicznych, ale również społecznych, jak na przykład zakaz aborcji, zostanie zlikwidowanych w wyniku przyjęcia nowych regulacji traktatowych. Irlandczycy wybrali pomysły Ganley’a, ale chyba w powtórzonym referendum już tego błędu nie uczynią.
Ganley idąc za ciosem stworzył paneuropejską partię pod nazwą Libertas, która ma za zadanie tworzenie alternatywnego do struktur oficjalnych Unii Europejskiej modelu wspólnoty. Nie bardzo wiadomo, jaka to alternatywa miała by być, tym bardziej, że Declan Ganley nie odcina się od pewnych rozwiązań instytucjonalnych UE, jak wspólnego prezydenta, czy przyjęcia euro przez wszystkie kraje. Oczywiście zakłada również, że członkowie jego formacji będą zasiadali w europarlamencie.

Libertas weszło do Polski, kilka miesięcy temu nieformalne, teraz już w pełnej formie organizacyjnej. Za partnerów Ganley ma polskie, śladowe, formacje polityczne i polityków z marginesu, jak pokazuje sprawa pijaństwa Mirosława Orzechowskiego, nie tylko politycznego, raczej nastawionych do Unii Europejskiej sceptycznie, a nawet wrogo. Polscy eurosceptycy mają jednak “ciąg” do Parlamentu Europejskiego, a raczej do pieniędzy, jakie tam można zarobić. Partia najbardziej eurosceptyczna, Liga Polskich Rodzin Romana Giertycha, która się też podłączyła do Libertas, zajęła w wyborach w roku 2005 drugie miejsce.

Wujek Ganley ma coś, czego polska prawica nigdy w nadmiarze nie miała – czyli pieniądze. I właśnie je uruchamia, na poczet kampanii wyborczej.

Declan Ganley, a zapewne jego polscy doradcy wpadli na pomysł, aby sfinansować kampanie do Parlamentu Europejskiego kredytem bankowym, zaciągniętym w polskim banku, poręczonym majątkiem swego bossa. Polskie prawo zakazuje finansowania partii politycznych z pieniędzy zagranicznych, więc pomysł ten wydaje się dobrym obejściem tych zapisów. Zapisów prawa tak, ale obyczaju i przyzwoitości politycznej – już nie. A do tego tej machlojki mają się dopuścić wielce zawsze etyczni narodowi patrioci, którzy na ustach mają zawsze wymieszane słowa o interesie narodowym, moralności, odpowiedzialności za państwo, i tym podobne frazesy.

Jednak jest jeszcze jednak sprawa; Jak się okazuje, umowa pomiędzy polskim oddziałem partii Libertas, a jej szefem może być niezgodna z polskim prawem, o ile kredyt zostanie spłacony przez poręczyciela, czyli Declana Ganley’a. Otóż w Kodeksie Cywilnym, któremu umowa kredytowa podlega znajdujemy zapis o następującej treści;

Art. 83. § 1. Nieważne jest oświadczenie woli złożone drugiej stronie za jej zgodą dla pozoru. Jeżeli oświadczenie takie zostało złożone dla ukrycia innej czynności prawnej, ważność oświadczenia ocenia się według właściwości tej czynności.

Jeżeli strony z góry się umówiły, że kredyt bankowy dla polskiego oddziału partii Libertas nie zostanie nigdy przez nią spłacony, może to zostać zakwalifikowane przez sąd właśnie jako “pozorność czynności prawnej” – i umowa kredytowa może uznać ją za nieważną, jako umowa zawarta tylko dla pozoru… Oznacza to, że PKW będzie miała prawo uznać, że Libertas jest de facto finansowane z pieniędzy zagranicznych – i komitet wyborczy zostanie usunięty z list….

“Razwiedka” irlandzka w postaci Ganley’a może ponieść w Polsce klęskę, która przełoży się na działanie jego formacji w całej Europie. Polscy działacze jego partii, pracujący za jego pieniądze – już ponieśli klęskę. Polscy genetyczni patrioci, obrońcy naszej suwerenności, polskiej złotówki, polskiej tożsamości, polskiego interesu narodowego sprzedali się za euro irlandzkiego mocodawcy. Dla prostej kariery.

Azrael

———

Podziękowanie dla septe za wskazanie tego problemu prawnego

Written by Azrael

marzec 28, 2009 at 18:20

Fenomenologia Platformy Obywatelskiej

z 6 komentarzami

Jest ciekawe i dowiedzione, że najpierw patrząc na dane zjawisko, rzecz, której oczekujemy i w pierwszym odruchu widzimy to, co chcemy zobaczyć. Dopiero po jakimś czasie okazuje się, że jednak to nie jest to, czego oczekiwaliśmy, nie jest może takie ładne, tak funkcjonalne i dobre, jak się tego spodziewaliśmy. I od nas zależy, czy zaakceptujemy rzecz taką, jaka ona jest, czy ją odrzucimy. Czy to widzimy, zbiega się z naszym poglądem na to, jak sobie daną rzecz wyobrażaliśmy, czy jesteśmy w stanie zaakceptować rzecz taką, jaką ona jest faktycznie, rozumiejąc intencje jej twórców.

Pojawiły się ostatnio opinie, że Platforma Obywatelska nie jest taką partią, jaką POWINNA być. Zarzuty są poważne, a polegają na tym, że stała się ona partią zbyt szeroką, szeroką w sferze poglądów. Jeżeli jeszcze akceptowana była sytuacja, że obok centrum, skupionego wokół Donalda Tuska istniały w partii skrzydła ideowe, reprezentowane przez Janusza Palikota (umownie – lewa strona) i Jarosława Gowina (konserwatywne prawo skrzydło), to już dokooptowanie w związku z wyborami do PE Danuty Huebner i Mariana Krzaklewskiego to było za dużo.

Zaczęto mówić, że PO staje się nową partią jedności narodowej (copyright by prof. Wojciech Sadurski), że upodobania się do partii nieboszczki PZPR i grozi to tym, że w Polsce może zapanować system monopartii, z jedną, przewodnią siłą.

Czy Platforma Obywatelska rzeczywiście staje się rzeczywiście partią o wielu twarzach i prądach ideowych? Czy jest to partia idei i programów, ścierających się ze sobą, które w efekcie mają dać nową jakość, nowy program? Nie, PO nie jest partią nowych idei i nowej wartości. To ci, którzy chcieliby widzieć w niej to, co jest głoszone przez jej kierownictwo, srodze się rozczarują – PO już dawno nie jest partią liberalną, ba, nawet nie jest partią centrową.

Platforma Obywatelska, podobnie zresztą jak większość nowoczesnych partii europejskich, jest partią bez idei, rozumianej jako wartość, jako przesłanie i program społeczny. To jest już tylko organizacja, posługująca się metodami marketingu i PR politycznego, skierowana na zdobycie, utrzymanie i wzmocnienie swojej pozycji – i w rezultacie – władzy. Ocena tego przez pryzmat założenia, że mamy do czynienia z partią idei, ludźmi idei, w tym wypadku idei liberalnych – jest błędem czynionym przez obserwatorów i komentatorów politycznych. Na Platformę (i na inne partie polityczne także) należy spojrzeć bez założenie, że są one formą organizacji społecznej i kierują się jakąś ideą pracy dla środowiska społecznego. Powinniśmy patrzeć na partie polityczne tak, jakby były one wyabstrahowane z kontekstu społecznego. I tak faktycznie się to coraz częściej dzieje.

Istotą działania partii jest zdobycie władzy. Kiedyś te zdobycie władzy polegało na przedstawieniu takiego programu społecznego, gospodarczego, politycznego, aby przekonał on wyborców. Teraz dojście do władzy uwarunkowane jest głównie tym, na ile techniki marketingu politycznego będą skuteczne, aby pokonać przeciwnika. Jest już truizmem powtarzanie, że nie ma podziału na lewicę i prawicę, na partie konserwatywne, liberalne i populistyczne, w polskich warunkach zanika też już podział na partie post solidarnościowe, post komunistyczne i narodowo – patriotyczne. Od czasu, kiedy powstał LiD – stało się to faktem. I zrozumiał to też sztab wyborczy Platformy, tuląc do siebie z założenia lewicową Huebner i socjal konserwatystę Krzaklewskiego.

Rzeczywistość nie jest już pełna odniesień do idei i wartości, coś, co zostało określone post polityką, skupia się na zdobyciu przewagi nad przeciwnikami i w efekcie władzy metodami przejętymi z innych dziedzin, marketingu i ekonomii. Nie jest prawdą, że PO staje się formacją multiideową. Ona ma tylko taki obraz na zewnątrz, jest on tak szeroki, że jedni w niej widzą lewicę, inni prawicę, ci co chcą zobaczą jej działaczy na postnym “skupieniu” w klasztorze, a inni wolą patrzeć na nią przez pryzmat Janusza Palikota. A spoiwem jest kierownictwo partii, chęć pokonania przeciwników – i oczywiście – władza. I to jest istotą tej partii.

Azrael

Written by Azrael

marzec 28, 2009 at 12:30

Zapiski zza Atlantyku – 27 marca

z 3 komentarzami

Darfur – misja niemożliwa?

Prezydent Obama obiecał pomoc w sprawie Darfuru i potępił przemoc w stosunku do ludności, która od 2003 jest atakowana i mordowana przez uzbrojone jednostki, które bezkarnie robią co chcą. W ostatnich dniach kiedy sytuacja w Sudanie uległa pogorszeniu ze względu na nakazanie organizacjom humanitarnym opuszczenia Sudanu, administracja Obamy oraz Hillary Clinton zostali oskarżeni przez Amnesty International o brak konkretnego działania w tej sprawie.

Od samego początku konfliktu w Darfurze, UN nie podjęło żadnych konkretnych kroków w stosunku do Chin oraz tych, którzy są odpowiedzialni za ataki i mordy na ludności. Od 2003 roku, zachodni Sudan jest pogrążony w przemocy. Az trudno uwierzyć, że pomimo tylu wiadomości na temat brutalnego traktowania ludności, zdjęć ukazujących przemoc, oraz tak wielu ludzi, którzy apelują aby coś z tym zrobić, ten morderczy konflikt nadal trwa.

Według Amnesty International:

- 300,000 mężczyzn, kobiet oraz dzieci poniosło śmierć
- 2.6 miliona osób musiało opuścić domy i żyć w obozach dla uchodźców
- Nieznana liczba kobiet i dziewczynek została porwana i zgwałcona
- Nowa generacja dzieci rozpoczęła szkole nie znając swojego domu

Ataki uzbrojonych jednostek na organizacje humanitarne zwiększyły się tak drastycznie, że większa cześć środków medycznych oraz żywności nie dociera do ludności. Niektóre organizacje humanitarne nie maja żadnego dostępu do pewnych terenów w Darfurze. Po tym jak Prezydent Omar Hassan al-Bashir został oskarżony przez sad w Hadze o mord na ludności, oskarżył instytucje charytatywne o działalność przeciwko rządowi w Sudanie i nakazał organizacjom opuścić Darfur. Kliniki zostały zamknięte, a dzieci, chorzy, ludzie starsi, oraz ci, którzy najbardziej potrzebują pomocy, umierają z braku wody, jedzenia i lekarstw.

Czytaj resztę wpisu »

Written by Azrael

marzec 27, 2009 at 20:37

Pajac na boso

z 11 komentarzami

Komentator to ma ciężko, często musi się zmagać z tematami, do których czuje awersję. Awersyjne dla mnie są tematy dotyczące polskiego antysemityzmu, bez Żydów, homofobii, pseudo narodowców zamawiających piwo na Górze Św. Anny, czy księży pedofilów, do tego jeszcze agentów bezpieki. Czasem te tematy się ze sobą łączą., bo tak jak nieszczęścia chodzą parami, a czasami i gęściej, z patologiami jest tak samo.

Ale cóż robić – o kryzysie pisać nie będę, bo nie chce mi się, o polityce też nudno, więc trzeba napisać o patologiach. Natchnęła mnie do tego zresztą sprawa pewnego idioty, celebryty z radia dla idiotów, Michała Figurskiego, który pozwolił sobie na antenie powiedzieć o prezydencie Lechu Kaczyńskim, że jest on małym, niedorozwiniętym i głupim. To niewybaczalne, bo raz, że powiedział to po angielsku, dwa – nie uzasadnił tego. To niewybaczalny błąd, działanie nieprofesjonalne i słusznie został odsunięty na jakiś czas od prowadzenia audycji. Mam nadzieję, że więcej takich błędów już nie popełni.

Ale nie o Figurskim pisać chciałem, a o innym celebrycie, gwieździe mediów wszelakich, odkrywcy, podróżniku i człowieku odważnym – o Wojciechu Cejrowskim.
Cejrowski to znany od lat pajac. Nie dlatego, że chodzi w kwiecistych koszulach do telewizji i po ulicach, boso, i popija stale, demonstracyjnie yerba mate (product placement ?). Nie, nie dlatego.

Nie tylko jest pajacem ze względu na poglądy, ciemnogrodziane, katolskie i homofobiczne. Cóż – ma do tego całkowite prawo, tym bardziej, że głosi je od dawna i konsekwentnie. I bierze za nie odpowiedzialność.

Mniej więcej roku temu Cejrowski zapowiedział, że zrzeka się obywatelstwa polskiego, bo w Ekwadorze są mniejsze podatki… Nie wiem zresztą czy to zrobił. Cejrowski chętnie przyjmował hołdy, jako przedstawiciel zdrowego, katolickiego i konserwatywnego jądra narodu, który nie boi się mówić prawdy, za co zresztą był dość ostro sekowany w latach 90 i z początku XXI wieku w mediach.

Prawda jest taka, że chodzi o kasę, czego zresztą specjalnie nie kryje. To jego prawo – i to świadczy o jego sprycie. Jest faktem, że większość roku Cejrowski spędza poza Polską – właśnie w Ameryce Południowej, bywa też w USA, z wykładami i odczytami o Ameryce Południowej (której jest zresztą autentycznym znawcą).

Mnie jego emigracja, zrzeczenie się polskiego obywatelstwa ani grzeje, ani ziębi. Problem jest tylko z tymi, dla których przez lata Cejrowski robił za naczelnego obrońcę wartości chrześcijańskich, kogoś, kto bezkompromisowo nie boi się bronić „ciemnogrodu”.

Ostatnio było dość cicho o Cejrowskim, ale znów dał znać o sobie. Kilkanaście dni temu wizytował Katolicki Uniwersytet Lubelski, gdzie był na zaproszenie Akademickiego Klubu Myśli Społeczno-Politycznej Vade Mecum. Powiedział tam kilka “złotych” myśli, nie, nie na temat Ameryki Południowej, ale na ulubiony temat katolickich ciemnogrodzian. Powiedział, że pederaści wzbudzają u niego obrzydzenie, ale również Bóg to czuje i dlatego należy ich wytykać palcami. Słuszne poglądy, wygłaszane na słusznym uniwersytecie, który oczywiście się odciął od Cejrowskiego i studenckiej imprezy.

I tu wychodzi całe cwaniactwo Cejrowskiego. Otóż, podobnie jak Figurski za swoje wygłupy otrzymuje pieniądze, z radia, tak Cejrowski za swoje wypowiedzi trzepie kasę – impreza w Lublinie była biletowana – po 15 i 25 złotych. Ciekawe, czy ta różnica w cenie dotyczyła tego, czy bilety kupowali hetero, czy może homo widzowie…

I tak widać, że Cejrowski to cwany pajac, który pod płaszczykiem kontrowersyjności trzepie kasę – którą kocha ponad życie…

I zapewne też dla kasy pracuje w Programie III PR, ściągnięty tam przez Krzysztofa “Premia” Skowrońskiego. A jak się za kasę odwdzięcza, dokumentuje to nagranie;

Nagranie zostało dokonane już po odejściu Skowrońskiego, więc jest skierowane przeciwko pracodawcy, Magdzie Jethon. Jest też kryptoreklamą “Gościa Niedzielnego”, no i obraża czytelników “Gazety Wyborczej”. I jest po prostu, jak większość wypowiedzi tego pajaca – chamski.

Jak na razie zarówno w sprawie wystąpień Cejrowskiego w Lublinie i skandalicznej wypowiedzi w radio – cisza. Ciekawe, czy zainteresuje się nim Rzecznik Praw Obywatelskich, czy może Rada Etyki Mediów zainteresuje się, co taki homofob, jak Cejrowski robi w publicznym radiu. Ale nie sądzę.

W Polsce panuje ostatnio taka swoista poprawność polityczna, która zabrania reakcji na takie pospolite, chamskie zagrywki.

Azrael

Written by Azrael

marzec 27, 2009 at 17:23

Politycy bez idei

z 5 komentarzami

Czas wielkich osobowości politycznych w Polsce już minął. Ostatnią osobowością i praktycznie jedyną w czasach wolnej Polski, która odcisnęła indywidualnie swoją charyzmą piętno na losach Polski, był marszałek Józef Piłsudski. Po drugiej wojnie światowej takiej osobowości nie było, chyba że uznamy rolę Jana Pawła II w obaleniu komunizmu. Lech Wałęsa, ludowy przywódca, jest raczej emanacją ruchu społecznego, Leszek Balcerowicz to technokrata, a Aleksander Kwaśniewski – bardziej zdolny socjotechnik i kunktator polityczny, niż mąż stanu.

Po roku 1945, a także po roku 1989 – nikt nie zbudował żadnego, rozsądnego, spójnego programu ideowego, strategii, czy może choć zarysu kierunku rozwoju naszego kraju. Miałkość i brak wzorców w polskich elitach są tak głębokie, brak dyskusji, a także oddzielenie środowisk intelektualnych od prawdziwego życia społecznego jest tak duże – że nie można mówić o czymś takim, jak idee we współczesnej polskiej polityce. Dziś w polityce mamy sprawnych administratorów, sprawnych politykierów i wytwory PR politycznego, a nie autentyczne osobowości, ludzi z charyzmą. Jeżeli nawet wydaje się nam, że ktoś takową ma, to jest to tylko namiastka tego, co przywódca polityczny powinien sobą reprezentować. Nie jest to oczywiście tylko wina stanu polskiej polityki, choć jest on, jak wszyscy widzimy, tragiczny, lecz raczej przypadłość stanu politycznego, który został nazwany post polityką. Nazwa ta, określająca politykę bez idei, została z popularyzowana dość niedawno, a była pokłosiem i echem tak zwanej IV RP, quasi ustroju, jaki chciano na siłę wdrożyć w polskim społeczeństwie. Ustrój ten wulgarnie nazywano kaczyzmem.
Po roku 1989 w Polsce stworzył się konsensus demokracji parlamentarnej i liberalizmu gospodarczego. Nigdy jednak nie ukonstytuował się pełny obraz nowoczesnego społeczeństwa, w której dominującą rolę odgrywa warstwa średnia i inteligencja. Nie przez przypadek Prawo i Sprawiedliwość wygrało wybory w roku 2005 dzięki warstwom małomiasteczkowym i anty inteligenckim. Hasła demokratyczne i liberalizmu gospodarczego zostały zastąpione ideologią nacjonalistyczną z zabarwieniem katolickim – natomiast, liberalizm gospodarczy – zastąpiono populizmem ekonomicznym i przynajmniej w warstwie werbalnej – socjalistycznym podejściem do gospodarki. Zerwanie z demokracją i liberalizmem a postawienie na populizm i narodowy klerykalizm – zapewnił sukces partii braci Jarosława i Lecha Kaczyńskich. Ale to nie była żadna idea, nie mówiąc o programie dla państwa.

Czytaj resztę wpisu »

Written by Azrael

marzec 26, 2009 at 17:06

Jankowski? Żadna niespodzianka

z 22 komentarzami

Pisząc w grudniu 2006 roku artykuł o wystawnym obiedzie z okazji urodzin prałata Henryka Jankowskiego, zadałem pytanie, kiedy tożsamość “Delegata” zostanie wreszcie ujawniona. O tym, że jest to Jankowski, jak dotąd najgroźniejszy i najbardziej szkodliwy z konfidentów SB w Kościele, wiadomo było już od sierpnia 2006 roku, kiedy dziennikarze “Rzeczpospolitej”, Piotr Adamowicz i Andrzej Kaczyński, opublikowali dwa artykuły o działaniach, roli i znaczeniu “Delegata”. Było jasne, że jest to duchowny o szerokim zakresie kontaktów i wpływów, który swobodnie poruszał się zarówno wśród opozycjonistów, najwyższych hierarchów Kościoła, z prymasami Stefanem Wyszyńskim i Józefem Glempem na czele i równie chętnie rozmawiał z esbecją. Jego umocowanie w otoczeniu Lecha Wałęsy, a także bieżące kontakty z innym opozycjonistami, w tym z małżeństwem Gwiazdów, pozwalały esbecji na swobodne manipulowanie głównie tymi ostatnimi.

Oto, co pisali na zakończenie artykułu “Raport Delegata ” pp. Adamowicz i Kaczyński;

“Domyślamy się, kto mógł być “Delegatem”. Wielotygodniowa praca, liczne rozmowy i wywiady, analizy źródeł, uzyskana w ich trakcie wiedza sprawia, że nasze wnioski graniczą z pewnością. Taką na 90 procent. Zwykle w trudnych sprawach wystarczy przekonanie stuprocentowe. Ale naszym zdaniem w sprawach działalności SB i jej ludzi przekonanie musi być znacznie większe. Dlatego nie publikujemy imienia i nazwiska “Delegata”. Może sam opowie, jak było? A może za kilka miesięcy czy za kilka lat światło dzienne ujrzą nowe dokumenty związane z jego działalnością? I wtedy już z pełną odpowiedzialnością będzie można ujawnić, kim był “Delegat”. Ale może być i tak, że jego nazwisko nigdy nie ujrzy światła dziennego”.

Po ukazaniu się tych artykułów Lech Wałęsa niedwuznacznie dawał do zrozumienia, że zna tożsamość “Delegata”, ale jej nie ujawni, ponieważ jest to jego bliski znajomy. Za to ksiądz Jankowski chełpił się, że opublikuje nazwiska tych 60 osób, które donosiły na niego…

Czytaj resztę wpisu »

Written by Azrael

marzec 25, 2009 at 15:12

Lepiej z “GW” zyskać…

z 6 komentarzami

Czasem zastanawiam się, czytając prawicowych dziennikarzy, ile trzeba mieć w sobie pokładów złości, nieuczciwości intelektualnej i takiej prostej nienawiści do przeciwników, aby to tak zaślepiało, aż do śmieszności.

Piotr Semka, prawicowy, nie niezależny, bo już nawet na takiego nie pozuje, publicysta „Rzeczpospolitej” napisał na swoim blogu umieszczonym na portalu gazety, krótki komentarz, dotyczący Radosława Sikorskiego i jego kandydowania na sekretarza generalnego NATO.

Semka niestarannie ukrywa, że z tego, że Radosław Sikorski nie zostanie nominowany na stanowisko w NATO, cieszy się. Uważa, że jest to przykład tego, że Polska nie jest traktowana jako równorzędny partner i nasze ambicje, aby zostać docenionym przez inne duże państwa Unii Europejskiej, zostały potwierdzone. Całość sprowadza do personaliów, ponieważ uważając polskiego ministra spraw zagranicznych za postać ważną, stwierdza, że właśnie to spowodowało, że nie znalazł on uznania. Semka uważa, że na stanowiska do instytucji europejskich powinno wystawiać się takich kandydatów, którzy nie koniecznie mogą objąć stanowiska, ale będą reprezentowali swoiście rozumianą „polską rację stanu”. Ta racja stanu ma polegać na tym, aby tak formułować nasze stanowiska, w tym przypadku dotyczące spraw rosyjskich, aby nie mogły zostać one przyjęte przez inne kraje… Jednym słowem ważniejsze jest to, aby prezentować opinie, a nie koniecznie wchodzić w struktury wspólnoty europejskiej, tam, gdzie faktycznie, realnie podejmowane są decyzje. Nie ważne jest to, czy polityka ma być skuteczna, czy nie – ważne jest to, aby było swoiście, po semkowsku, patriotyczna.

O co właściwie Semce chodzi? Otóż pod pokładem niechęci do Sikorskiego i takiego oszołomskiego „patriotyzmu” za cenę naszych interesów, kryje się niechęć do lewicy i Aleksandra Kwaśniewskiego osobiście. Semkę boli, w dwójnasób, że Kwaśniewski jest postrzegany jako kandydat lepszy od tego nielubianego przez niego Sikorskiego, zarówno w Polsce, i to nie tylko środowiska lewicowe, ale również na Zachodzie. Kwaśniewski to zadra w oku prawicowych środowisk i mówienie o tym, że to on w dużym stopniu stoi zarówno za naszym wejściem do struktur euroatlantyckich, jak i Unii Europejskiej, jest dla środowiska Semki czymś, co przynosi mu cierpienie.

Komentator polityczny „Rzeczpospolitej” widzi wprawdzie możliwość współpracy z innymi krajami europejskimi, zawierania kompromisów, ale nie za cenę rekomendowania na stanowiska osób, które według niego nie będą tak patriotyczne, jak sobie życzą patrioci spod znaku „Rzeczpospolitej”.

Łamańce, jakie Semka wyczynia w swoim tekście, na połowie strony formatu A4 są zadziwiające. Z jednej strony mamy ukrytą satysfakcję, że „nie nasz” Sikorski, wprawdzie z prawicy, ale nie dość patriotyczny, przegrywa i jest to przykład tego, że źle nas traktują, z drugiej strony, gdyby kandydat już zupełnie wrogi wygrał, to byłaby to zupełna klęska…

Pomijając już karierę, sukcesy i wkład Aleksandra Kwaśniewskiego w transformację Polski, jego rolę w wejściu do wspólnoty europejskiej, na równych prawach, zadziwiający jest u prawicowca brak poczucia odpowiedzialności za interes Polski w Unii i brak takiego normalnego wydawałoby się poczucia solidarności z Polakiem, któremu należy życzyć dobrze – a dotyczy to zarówno Radosława Sikorskiego, jak i byłego prezydenta. Takie pojmowanie interesu narodowego, społecznego, a wręcz patriotyzmu jest mi zupełnie obce.

Jeżeli tak ma wyglądać dbałość o interes narodowy w wykonaniu „Rzeczpospolitej”, to ja wolę czytać już z powrotem „Gazetę Wyborczą”. Tam takich nadużyć intelektualnych i schadenfreude z porażki Polaka nie znajdę.

Azrael

————————

Komentarz Piotra Semki – “Lepiej z Sikorskim przegrać”

Written by Azrael

marzec 25, 2009 at 10:10

Radka droga ku NATO

z 13 komentarzami

“Nie chcem, ale… chcem” – mógłby parafrazując pewnego prezydenta/elektryka powiedzieć polski minister spraw zagranicznych, Radosław Sikorski. Nie chce zostać szefem Sojuszu Północnoatlantyckiego, co zaznacza na prawie każdej konferencji prasowej, ale jednocześnie mówi, że krajowi naszego regionu należy się takie stanowisko, a inne działania wskazują, że on sam i podległe mu służby dyplomatyczne robiły wszystko, aby doprowadzić do jego nominacji. Lutowy wyjazd do Stanów Zjednoczonych miał być w tej sprawie kluczowym, ale chyba nie poszło w kontaktach z Hillary Clinton jak trzeba. Były również śniadanka z politykami Europy Zachodniej, były dyspozycje dla polskich placówek dyplomatycznych lobbowania za kandydaturą Sikorskiego. Były także nic nieznaczące deklaracje Lecha Kaczyńskiego, że będzie polską kandydaturę wspierał, co dla przytomniejszych obserwatorów mogło być odczytane jako poklepywanie Sikorskiego po plecach, z ręką uzbrojoną w nóż.. Wszystko to na darmo.

Pojawia się w związku z tym teraz opinia, że polskie starania o umocowanie Radosława Sikorskiego w Brukseli, mogą być zagrywką mającą przykryć inną grę – grę na obsadzenie Polaka, a konkretnie Jerzego Buzka na stanowisku szefa nowego Parlamentu Europejskiego, po czerwcowych wyborach. Wydaje się jednak, że ambicje Sikorskiego nie pozwalają na to, aby przyjął w rozgrywce rolę pionka. To miała być gra o stanowisko dla niego.

Ostatnie informacje mocno musiały polskiego, ambitnego polityka zaboleć. Oto Amerykanie, którzy rządzą strukturami NATO, wybrali, zresztą na podstawie sugestii Wielkiej Brytanii, Niemiec i Francji, która właśnie wraca w pełni do struktur wojskowych organizacji, Andersa Fogh Rasmussena, premiera Danii. Oto ci Amerykanie właśnie, z którymi wiązał takie nadzieje, wystawili go do wiatru i nie pomogło nawet wstawiennictwo bliskiego Barackowi Obamie amerykańskiego politologa polskiego pochodzenia, Zbigniewa Brzezińskiego.

Czytaj resztę wpisu »

Written by Azrael

marzec 24, 2009 at 11:40

Podzwonne dla Saakaszwilego

z 5 komentarzami

Despoci rzadko oddają władzę samorzutnie i bezkrwawo. Ich odejściom towarzyszy z reguły huk wystrzałów, rozruchy uliczne, wojsko na ulicach, czasem anarchia. Później na wierzch wychodzą mniejsze, lub większe afery. Wyjątków od tej reguły jest niewiele. Przykładem takiego bezbolesnego obalenia junty była Rewolucja Goździków w Portugalii, w roku 1974 i Rewolucja Róż, praktyczne bezkrwawe przejęcie władzy w Gruzji z rąk Euduarda Szewardnadze, w roku 2003. W wyniku tego, po wyborach 2004 roku prezydentem Gruzji został Micheil Saakaszwili. Pytanie jest, czy tradycja pokojowego przekazania władzy zostanie utrzymana, czy Saakaszwili odda władzę dobrowolnie. Bo czas jego już minął.

Już nie tylko Rosjanie twierdzą, że to Gruzja rozpoczęła awanturę w Osetii Południowej, już nie tylko obserwatorzy OBWE, którzy byli na miejscu działań, formułują opinię, że to Saakaszwili wydał rozkaz ostrzału Cchinwali. Zresztą uważni obserwatorzy zwrócili uwagę, że Saakaszwili już w listopadzie ubiegłego roku przyznał przed komisją gruzińskiego parlamentu, że to on podjął decyzje ataku na Osetię Południową.

Wczoraj niemiecki tygodnik „Der Spiegel” podał informację, że komisja międzynarodowa, prowadząca śledztwo w sprawi konfliktu kaukaskiego, ma informacje wskazujące na to, że to Gruzja była agresorem. Ma to potwierdzać rozkaz gruzińskiego dowództwa z dnia 7 sierpnia 2008 roku, w którym zapowiadany jest atak. To nie jedyne problemy międzynarodowe Saakaszwilego. Jest on również oskarżany o uczestnictwo w nielegalnym handlu bronią, kupowaną na Ukrainie, za którą do tego Gruzja nie rozliczyła się do końca.

Czytaj resztę wpisu »

Written by Azrael

marzec 23, 2009 at 12:01

Co w ustawie medialnej?

z 9 komentarzami

Należałoby sądzić, że w nowej ustawie medialnej, regulującej działalność publicznego radia i telewizji, najważniejszą sprawą powinno być ich bezpieczeństwo działania, głównie w dziedzinie ekonomicznej, oraz niezależność. O misji, które to hasło zostało spostponowane do granic przyzwoitości, pisać nie ma sensu. Okazuje się jednak, że nie to zaprząta myśli tych, którzy walcząc o rząd dusz, chcieliby narzucić swój punkt widzenia.

Oto lobby kościelne szybko zauważyło, że nowym projekcie nie ma zapisów, które by gwarantowały przestrzeganie tak zwanych wartości chrześcijańskich. Zostały one zastąpione przez zapisy o “przeciwdziałaniu dyskryminacji ze względu na rasę, narodowość, wyznanie, płeć, orientację seksualną”. Dla każdego normalnego, zdrowo myślącego człowieka wieku XXI, ten zapis, odwołujący się bezpośrednio do Konstytucji RP, jest tylko rozszerzeniem i zagwarantowaniem wartości, które powinny być przestrzegane przez ogół społeczeństwa.

Takie dość oczywiste stwierdzenia są jednak niezbyt wygodne dla środowisk, dla których tylko teokratyzm katolicki jest ustrojem społecznym w pełni akceptowalnym. Biskup Tadeusz Pieronek przyrównał proponowane zapisy do idei Mao Tse Tunga. Oskarża twórców tego pomysłu o relatywizm. W podobnym stylu wypowiadają się politycy i publicyści, kojarzeni ze środowiskami katolików “walczących”, z pod znaku “Frondy”, tacy jak Marek Jurek, czy Jakub Lubelski.

Warto może przypomnieć, że relatywizm zakłada, że istnieje wiele systemów wartości i nie ma jednego, który mógłby być dominujący. I tak, jak jedno państwo, jedno społeczeństwo, we współczesny świecie nie powinno narzucać swojej dominacji innemu, tak samo nie może być mowy o szantażu moralnym, jakie chcą nam zafundować środowiska katolickich ultrasów. Kontestatorzy nowej ustawy medialnej, starając się zapisać tak wartości chrześcijańskie w ustawie medialnej, chcieli wykorzystać te zapisy do promocji swoich poglądów – jednocześnie blokując te, które uważają za szkodliwe. Czyli – dokładnie chcą robić to, o co oskarżają innych.

Nowa ustawa medialna, o czym pisałem stosunkowo niedawno, jest zła i nie wiele wnosi w ich uporządkowanie. Widać wyraźnie, że jedynym ratunkiem dla nich, szczególnie w przypadku TVP, jest po prostu ich likwidacja, przynajmniej ich jednostek centralnych. Twórcom nowych regulacji prawnych zabrakło zdolności i odwagi, aby określić, zdefiniować na nowo miejsce i rolę społeczną i kulturową mediów w nowoczesnej rzeczywistości. Jeżeli zakładamy, że media te powinny kształtować poglądy, postawy społeczne, krzewić kulturę, postawy społeczne i obywatelskie, uczyć zasad państwa demokratycznego – to nie można ich ustawiać na jednym poziomie konkurencji z mediami prywatnymi.

Azrael

Written by Azrael

marzec 23, 2009 at 9:17

Nie płakałem po Romaszewskiej

z 13 komentarzami

Nie widzę nic specjalnego w zwolnieniu Agnieszki Romaszewskiej – Guzy, zarówno z funkcji dyrektora TVP Polonia, jak Telewizji Biełsat. To mieści się w “polityce korporacyjnej” pełniącego obowiązki prezesa, Piotra Farfała. Realizuje on po prostu swój program odsuwania dawnych nominantów Prawa i Sprawiedliwości, tnąc przy okazji koszty. Tak, wiem, pani Romaszewska to dziennikarka zaangażowana i z długim stażem, ale jakoś trudno mi przyjąć, że tylko te względy zaciążyły na tym, że najpierw została dyrektorem programowym Polonii, a później naczelnym tej stacji.

Sprawa telewizji Biełsat ma jeszcze ciekawszy wymiar. Wydaje się, że ten projekt, telewizja skierowana w stronę Białorusi, mająca wspierać dość rachityczną w dalszym ciągu opozycję białoruską, nie mieści się w idei i zadaniach telewizji publicznej. To nie jest projekt misyjny, lecz projekt o charakterze rządowym, mającym realizować, chybione zresztą, plany polskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych. Ma również reprezentować i wspierać rozłamowy wobec oficjalnie uznawanego przez rząd białoruski, Związek Polaków na Białorusi, sygnowany nazwiskiem Andżeliki Borys. I dobrze się stało, że projekt ten przestał być finansowany przez TVP, a stał narzędziem politycznym MZS, po decyzji Radosława Sikorskiego przekazania stacji 21 milionów złotych. Miejmy nadzieję, że to ostatnia transza pomocy.

Pani Agnieszka Romaszewska stworzyła medium, które, nie dość, że ma mikroskopijną widownię i żadną siłę oddziaływania, to jeszcze do tego ewidentnie szkodzi wizerunkowi Polski na Białorusi i w Rosji. Jaką role ma odegrać ta telewizja na Białorusi, poza ideą “krzewienia demokracji” – nie bardzo wiadomo. A jak z kondycją ruchów demokratycznych jest na Wschodzie – pokazuje nam właśnie Ukraina, gdzie coraz częściej mówi się o możliwości dokonania zamachu stanu przez… prezydenta Juszczenkę i poddane jego kontroli służby specjalne.

Odrębną sprawą jest kwestia roli i zadań, jakie spełnia na Białorusi Związek Polaków. Kilkanaście miesięcy temu rozpatrywano możliwość ponownego połączenie dwóch organizacji Polaków na Białorusi, tej, która ma poparcie władz Polski, Andżeliki Borys i związku uznawanego przez reżim Aleksandra Łukaszenki, kierowanego przez Józefa Łucznika. Nie udało się to, a władze Polski robią wszystko, aby związek Łucznika deprecjonować, czemu zresztą przyklaskują media. Jak się to ma do obrony interesów polskiej mniejszości na Białorusi? Marnie.

Ostatni zjazd wyborczy ZPB Andżeliki Borys odbył się bez zakłóceń ze strony władz białoruskich, pomimo, że jego uczestnikiem był Aleksandr Milinkiewicz, działacz opozycyjny. Nie doszło do interwencji białoruskiego KGB, nie było żadnych represji, poza jednym zwolnieniem z pracy.

Nie wiemy natomiast nic na temat tego, co się na tym zjeździe działo, jakie uchwały, czy programy, mające pomów białoruskiej Polonii zostały na nim uchwalone. Poza listem do Łukaszenki, wzywającego do legalizacji związku, nie uchwalono na obradach nic, co można by uznać choć za ślad programu. Jeżeli zajrzymy na stronę internetową związku, to ostatnie,kilkuzdaniowe sprawozdanie z działalności, dotyczy roku… 2006. … Jeżeli się wczytać głębiej w stronę, to znajdziemy na niej tylko hymny pochwalne na rzecz pani Borys. I nic, co by świadczyło, że związek ma jakiekolwiek znaczenie dla Polonii,i czy jest wstanie bronić ich interesów. Polonia białoruska liczy według ostrożnych szacunków, około 0,5 mln ludności, należy się więc jej dobra i skuteczna reprezentacja. Pani Borys, wspierana przez polskie władze, nie nadaje się do roli przywódcy.

Dwie sprawy, działalność Telewizji Biełsat, oraz bezwład Związku Polaków na Białorusi, pokazują, że polska dyplomacja nie ma kompletnie żadnego pomysłu na politykę, która by miała znaczenie dla Polaków w tym kraju – a polskim interesom tylko szkodzi.

Azrael

Written by Azrael

marzec 22, 2009 at 16:55

Nangar Khel – kto winny?

z 51 komentarzami

W świecie współczesnym tak się przyjęło, że sprawa istnieje, jest ważna, kiedy mówią i piszą o niej media. Jeżeli nie ma jej w przekazach telewizyjnych, na łamach prasy albo informacja jest umieszczana na przysłowiowej już “ósmej stronie”, to znaczy, że nie ma ona znaczenia. I tak się dzieje ze sprawą odpowiedzialności za ostrzał afgańskiej wioski Nangar Khel z roku 2007. Teraz, kiedy jesteśmy w fazie najważniejszej, czyli w trakcie procesu sądowego, toczącego się przez Wojskowym Sądem Okręgowym w Warszawie – media relacjonują sprawę mniej, niż wstrzemięźliwie. A szkoda, bo na sali sądowej dzieją się rzeczy ciekawe, choć ważniejsze jest jeszcze to, czego proces nie wyjaśni.

Ciekawa jest informacja z przed dni kilkunastu. Oto trzech z siedmiu oskarżonych żołnierzy, podoficerów, zostało wyrokiem sądu wojskowego przywróconych do służby…Trzech oskarżonych o mord może znów nosić mundur poza salą sądową. Jak dla mnie – jest to decyzja kuriozalna, potwierdzająca opinię, że polskie wojsko w dalszym ciągu nie spełnia standardów państwa demokratycznego.

Od samego początku tej sprawy trwa akcja wybielania żołnierzy, a także ich przełożonych. Naciski na niezależne działania prowadzącej sprawę poznańskiej prokuratury i prokuratora Karola Frankowskiego szły w kierunku szukania wszelkiego rodzaju usprawiedliwień, a nie rzetelnego wyjaśnienia sprawy. I nie chodzi tu tylko o bezpośrednich sprawców, żołnierzy i oficerów – lecz o tych, którzy ukrywali prawdziwy przebieg tego tragicznego zdarzenia.

Czytaj resztę wpisu »

Written by Azrael

marzec 21, 2009 at 10:09