Tarcza i globalne bezpieczeństwo

Realizm w polityce, rzeczowość i umiejętność przewidywania, to rzecz podstawowa. Polityka zagraniczna wymaga również elastyczności. Jej brak może postawić kraj w sytuacji bez wyjścia. Polska jest mistrzem prowadzenia polityki “romantycznej”, jak ją nazywają jedni, histerycznej i pełnej fobii – jak chcą inni.
Nasz kraj był wielokrotnie zdradzany i oszukiwany przez swoich koalicjantów. Polska bezkrytycznie wierzyła, że ktoś, kto podpisał z nami porozumienie, pakt, będzie się z niego bezwarunkowo wywiązywał, nie oglądając się na swoją własną sytuację. Doskonale pamiętamy to z roku 1939, pamiętamy to również z konferencji jałtańskiej, z roku 1945. Pomimo to, Polska dalej sądzi, że lepiej jest szukać przyjaciół daleko, a wrogów jak najbliżej.
Tarcza antyrakietowa, zgodnie z przypuszczaniami realistów, odsuwa się w siną dal. Nie była ona nigdy tak naprawdę realna, zarówno z punktu widzenia militarnego i politycznego, pomimo złożonych przez Stany Zjednoczone, Czechy i Polskę podpisów pod umowami instalacji jej elementów. Cały ten pomysł, będący elementem planów POLITYCZNYCH administracji Busha, nie miał za zadanie wzmocnienia układu obronności Polski, czy Czech, lecz był elementem globalnej rozgrywki. Tego Polacy nie potrafili pojąć, nie przyjmowali do świadomości, że nie są w tej grze żadnym podmiotem, że nie o obronę polskiego terytorium w tym wszystkim chodzi, lecz o realizację interesów i planów amerykańskich.
Polacy jednak wiedzą jedno – tarcza ma nas osłonić przed Rosją. Jak ma to zrobić, jeżeli Rosjanie mogą uderzyć jednocześnie setkami rakiet dalekiego, średniego i krótkiego zasięgu, kiedy w Polsce ma być 10 silosów i kilka mobilnych systemów przeciwrakietowych – tego już nie możemy się dowiedzieć.
Tarcza ma ponoć wzmocnić nasze bezpieczeństwo. Jak, jeżeli w dalszym ciągu nie wiadomo, jak ma być ona połączona z systemem bezpieczeństwa NATO? Jak, jeżeli cały system ma działać poza strukturami dowodzenia tego układu?
Wróćmy do spraw politycznych. Politycy europejscy, praktycznie wszyscy, poza Czechami, traktują system tarczy jako ciało obce. Podpisanie deklaracji o współpracy w tej sprawie na szczycie NATO w Bukareszcie w tym roku – jest tylko… deklaracją. Wartość tego dokumentu jest żadna. Politycy europejscy, z szefem prezydencji, Nicolasem Sarkozy i szefem całej UE, Jose Barroso, wiedzą doskonale, że interesu z tego, dla CAŁEJ Unii Europejskiej nie będzie żadnego. Wszyscy logicznie i dalekosiężnie myślący zdają sobie doskonale sprawę, że JEDYNĄ alternatywą dla całej Europy jest współpraca z Rosją. Słaba, silna, w kryzysie, czy w rozkwicie, demokratyczna w myśl standardów europejskich, czy autokratyczna – jest częścią Europy, nawet, jeżeli niektórzy, tak jak polscy rusofobii, chcą ją zaliczyć do kulturowej sfery Azji.
Problem tarczy nie zostanie rozwiązany w Warszawie, czy Pradze. Nie zostanie rozwiązany na szczeblu porozumień bilateralnych. Będzie to sprawa ponad narodowa, jeden z elementów globalnego systemu bezpieczeństwa. Sprawy bezpieczeństwa nie będą się rozstrzygały na poziomie umów UE – Rosja, Rosja – USA, czy jeszcze niżej, Polska – USA. One zostaną uregulowane na zasadzie porozumienia USA – UE – Rosja. To są elementy wielokąta politycznego, nowego układu geopolitycznego, do którego trzeba zaliczyć również Chiny, Indie, już niedługo być może Brazylię, jako reprezentanta Ameryki Południowej.
Polska może w tej rozgrywce odegrać rolę znaczącą. Nie jako platforma dla amerykańskich rakiet, lecz jako konstruktywny partner Unii Europejskiej. Polska nie musi siedzieć cicho, może i powinna się domagać, jako kraj graniczny UE i NATO (należy na długo, a może na zawsze zapomnieć o Ukrainie i Gruzji w tych organizacjach) specjalnych gwarancji, ze strony wszystkich stron nowego układu bezpieczeństwa. Aby jednak mogła tego wymagać, musi jednocześnie poprawić swoje relacje z sąsiadami, w tym głównie z Rosją i odbudować relacje z UE. Powiedzmy sobie wprost – powinna porzucić romantyczną, ale nie przynoszącą żadnych korzyści politykę wspierania Gruzji i Ukrainy, a zająć się wreszcie budową swojej pozycji w Europie.
Nowa administracja amerykańska, mająca przede wszystkim na głowie swoje problemy wewnętrzne i uwikłanie w Iraku i Afganistanie, spadek po polityce neokonserwatystów administracji George’a W. Busha, nie będzie chciała rozwijać projektów, ocenianych przez innych jako ofensywne. A tarcza antyrakietowa, nie tylko przez Rosję jest określana jako system ofensywny. I nie chodzi tu o szczegóły natury stricte technicznej, ale również o możliwość reakcji na jej instalacje. Instalując ten system w Polsce, Amerykanie musieliby wziąć odpowiedzialność za bezpieczeństwo naszego kraju. Nie jest to im na rękę, w związku z tym propozycje rosyjskiego prezydenta, Dmitrija Miedwiediewa budowy globalnego systemu antyrakietowego, jako składnika systemu bezpieczeństwa, będą poważnie rozpatrywane po drugiej stronie Atlantyku. Amerykanów nie obchodzi, jak podział sfer wpływów politycznych i ekonomicznych zapanuje w Europie. Dlatego właśnie Polska powinna jak najgłębiej współpracować z Unią Europejską i NATO, jako gwarantami naszego bezpieczeństwa.
Propozycja Dmitrija Miedwiediewa na szczycie G20, w Waszyngtonie, poszła właśnie w tym kierunku. Rosjanie nie chcą tarczy w Europie, proponują militarną i polityczną współpracę. I mają ku temu poważne argumenty, zarówno natury politycznej, ekonomicznej, jak i wojskowej. W wypadku, gdy ich propozycje zostaną zlekceważone, nie cofną się przed instalacją swoich rakiet na terenie Wenezueli…
Na koniec uwaga na temat polskich spraw wewnętrznych, dotyczących tarczy antyrakietowej, a konkretnie jednej osoby.
W sierpniu tego roku, w momencie trwania najbardziej gorących dyskusji i negocjacji na temat instalacji tarczy antyrakietowej w Polsce, Witold Waszczykowski, wówczas jeszcze podsekretarz stanu MSZ udzielił wywiadu dla „Newsweeka”. Wywiad wymykał się standardom politycznym (nie polskim, bo w Polsce cała polityka jest poza standardami), panującym w dyplomacji.Waszczykowski zdradził wtedy tajemnice rozmów polityków ścisłego kierownictwa rządu, czyli rozmów, które powinny być objęte pełną dyskrecją. Stwierdził w rozmowie z dziennikarzem, że wynegocjował w USA umowę, która według niego mogła być gwarancją bezpieczeństwa, ale politycy, w tym Donald Tusk i Radosław Sikorski jej nie zaakceptowali, ponieważ, według niego, nie przyniosłaby ona korzyści rządowi Donalda Tuska.
Witold Waszczykowski wyszedł z roli urzędnika państwowego i wszedł w rolę polityka partyjnego. Przekazując informacje Lechowi Kaczyńskiemu, poza plecami swego ówczesnego szefa – przekroczył uprawnienia. Po drugie – okazał się nielojalny, już prywatnie. Po trzecie – przekazał prasie informacje, które można uznać jako ważne i poufne, z punktu widzenia samych negocjacji z Amerykanami. Informacje o rozmowach swego szefa z politykami amerykańskimi, a przede wszystkim – rozmowy prywatne na temat negocjacji z Danielem Friedem. Oczywiście, po tym wywiadzie Waszczykowski opuścił ministerialny stołek.
Pan Waszczykowski, obecnie wiceszef BBN, przy prezydencie, znów jest na scenie. I to nie jako reprezentant Kancelarii Prezydenta, lecz jako lobbysta strony amerykańskiej! Prowadzi, nie wiadomo w czyim imieniu, zakulisowe rozmowy z urzędnikami obecnej administracji amerykańskiej, w tym z generałem Henrym Oberingem, szefem Agencji Antyrakietowej.
Po usłyszeniu tej informacji, oraz po opiniach, które on wygłasza w mediach, odnoszę wrażenie, że jego działalność i inicjatywa są sterowane – albo przez Lecha Kaczyńskiego osobiście, który próbuje destabilizować i podważać kontakty i relacje polskiego rządu ze Stanami Zjednoczonymi albo, co gorsze,Waszczykowski jest inspirowany przez Amerykanów.
W obu przypadkach tym panem powinna zająć się Służba Kontrwywiadu Wojskowego.
Azrael













“Wszyscy logicznie i dalekosiężnie myślący zdają sobie doskonale sprawę, że JEDYNĄ alternatywą dla całej Europy jest współpraca z Rosją.”
Wszyscy logicznie i dalekosiężnie myślący zdają sobie równie doskonale sprawę, że JEDYNĄ akceptowalną dla Rosji formą współpracy z dawnymi krajami Układu Warszawskiego jest ich uzaleznienie – najpierw na płaszczyźnie gospodarczej, potem politycznej, kulturowej, a w końcu zapewnie i militarnej.
ciekawski
listopad 17, 2008 at 14:18
Z tarczą antyrakietową mamy taki problem, że UE w zasadzie to chciałaby, aby jak kiedyś Amerykanie ją nam zapewnili – tylko, że ci ostatni wypieli się na “starą Europę” i zainicjowali projekt tarczy, która faktycznie ma chronić USA przed ograniczonym atakiem rakiet balistycznych. I tu jest pies pogrzebany – USA ani UE nie mogą znaleźć pola do współpracy – USA dlatego, że nie chce się dzielić swymi technologiami (które kosztowały podatników amerykańskich sporo pieniędzy) a UE jest rozłożona i sparaliżowana przez partykularyzm wewnątrz unijny – związany z niemożnością wypracowania strategicznych decyzji i brakiem integracji militarnej oraz przemysłu obronnego.
W zasadzie to Rosja nie jest nam do niczego potrzebna – wręcz odwrotnie – to Rosji powinno bardziej zależeć na dobrej współpracy i porzuceniu cotygodniowego repertuaru gróźb pod adresem członków UE i NATO – To przed Rosją staje konieczność obrony olbrzymiego terytorium, przy coraz słabszym potencjale ekonomicznym, militarnym i demograficznym.
Wracając do układu UE – USA – niezbędnego porozumienia transatlantyckiego – prezydentura Obamy może (choć nie musi) posunąć sprawę do przodu w kierunku większej integracji militarnej i ekonomicznej. Zbliża się bowiem czas, gdy nawet sama integracja UE nie będzie wystarczającą siłą w świecie – potrzeba będzie unii – transatlantyckiej aby zrównoważyć choćby już sam potencjał demograficzny (a więc w perspektywie ekonomiczny) Azji.
Waszczykowskim powinny zająć się ocalałe resztki kontrwywiadu – jego wypowiedzi i działania noszą znamiona agentury wpływu.
Khair el-Budar
listopad 17, 2008 at 14:51
az chca sie powiedziec – ” a nie mowilem, ze tak bedzie?” -.To bylo do przewidzenia w sytuacji wygranej wybory prezydenckie Baracak Obamy. A dlaczego ? Nie z przekory politycznej ze sprawe tarczy wywolal Bush i republikanie a z czystego rachunku ekonomicznego, bowiem obciazanie srodkow budzetowych na obronnosc ( szeroko rozumiana ) wzdete o dodtakowe 22 mld dolarow i to jeszcze w powiazaniu z takimi krajami w Europie, ktore stale wyciagaja reke po pienidaze wzamnaian nie dajace praktycznie nic.
To jedno spojrzenie. Drugie dotyczyc nastepstw w szeroko rozumianych stosunkach swiata z Rosja w tym stosunkow USA Rosja i Unia – Rosja. Polska i Czechy gotujace swoje racje przy kotle tarczy i radaru nie bardzo sie chyba licza z konsekwencjami tego kroku. a rzeczywisty efekt obronny tarczy.
Juz wczesniej wspominalem jak sie ma wymiar tarczy do posiadanego tylko po stronie europejskiej arsenalu Rosji bardzo blisko lub nieco dalej naszej granicy. smiesznym jest rozpatrywanie tego z punktu widzenia niby straszaka dla Rosji. Brak wyobrazni politycznej wielu polksich politykow a w szczegolnosci obiojag Kaczynskich, ktorzy forsowali ideee tarczy na fali antyrosyjkich forbii – zblizylo Polske do granicy glebokiej porazki politycznej, ktorej skutki w relacjach Polski z UNIa i Poslki z USA pod nowym skladem administracji Bialego Domu – to postawienie Polskie na gleboki margines i to bolesny margines.Szybko wowczas panowei w Warszawie przypomna sobie polozenie geopolityczne Polski, ale chyba bedzie zbyt pozno na zmiany w polittycznym mysleniu i dzialaniu.
Polak przeto zawsze madry po szkodzie a do tego moemntu musi glowe dobrowolnie wsadzic w przyslpowiowy nocnik. Czy to juz norma?
Roman Strokosz
listopad 17, 2008 at 15:09
Dlaczego te głupie Polaczki szukają sojuszników daleko? to pytanie nurtujące mnie od dawna. I to wszystkie rządy konsekwentnie robią od Millera, albo jeszcze wcześniej.
Tarczy byłem przeciwny.
Masz dobrych informatorów Azraelu.
panmodry
listopad 17, 2008 at 18:48
Cytat ciekwaskiego:”JEDYNĄ akceptowalną dla Rosji formą współpracy z dawnymi krajami Układu Warszawskiego jest ich uzaleznienie – najpierw na płaszczyźnie gospodarczej, potem politycznej, kulturowej, a w końcu zapewnie i militarnej.”
Cytat KeB:”To przed Rosją staje konieczność obrony olbrzymiego terytorium, przy coraz słabszym potencjale ekonomicznym, militarnym i demograficznym.”
Panowie ustalcie miedzy soba, czy Rosja jest silna i agresywna, czy slaba i zalezna? I czy jest lepiej bojkotowac potencjalnego silnego partnera bez dania mu szansy integracji z Europa jak proponuje ciekawski, czy odwrotnie? Ja osobiscie przylaczylbym sie do zdania Khaira. pozdrawiam
Josza
listopad 18, 2008 at 12:41
fatalny artykuł!! Autor najwyraźniej nie kuma podstaw prawa miedzynarodowego publicznego. A szkoda, jesli ktoś chce o tym pisac. Ponad to….nie lubie ,,dziennikarzy”, których przekonanie zbudowane na podstawie nie wiedzy, co widać, a sumbsumpcji paru podstawowych, telewizyjnych faktów, determinuje klimat całeg artykułu – i kryterium wedgług którego autor dobiera artykuły. Szkoda…:((( Nie podoba mi się
Joanna
listopad 19, 2008 at 21:49
Niemcy się wyludniają, nawet licząc razem z Turkami. W Stanach za trzydzieści lat przy obecnych trendach biali (nawet nie: biali anglosascy protestanci) będą stanowić mniejszość. Spójrzcie zwolennicy Zachodu na to, do czego on sam siebie doprowadził. Patrzcie na Rosję, jak się rozwija. Może wygra, może przegra, ale dostrzega zagrożenia i coś robi, aby się bronić. Tylko że nawet padając może nas jeszcze zgnieść swoim ciężarem. Nie wyobrażajmy sobie, że Zachód, mogąc sam oberwać, pospieszy nam na ratunek w katastrofie, o którą sami zabiegamy. Ci na Zachodzie rzucali już na pożarcie i takich, w których zainwestowali sto razy więcej niż w nas (jak Wietnam Południowy) i nawet własnych rodaków (Rodezyjczyków, Czarne Stopy z nieboszczki Algierii Francuskiej). W co wy ludzie brniecie, na kogo stawiacie?
Abadel
listopad 22, 2008 at 0:28