Archiwum dla listopad 2008
Pajace z IPN, czyli zmartwychwstanie

“Pogłoski o mojej śmierci były mocno przesadzone” – powiedział Mark Twain, po przeczytaniu własnego nekrologu… Tak może teraz o sobie powiedzieć Edward Graczyk, który miał jakoby zwerbować Lecha Wałęsę do współpracy, a także sam Wałęsa, który miał zostać odsunięty w polityczny niebyt i wymazany z kart historii, przez przełomową książkę Sławomira Cenckiewicza i Piotra Gontarczyka, “SB a Lech Wałęsa. Przyczynek do biografii”.
Zwolennicy tej pracy twierdzili, że jej autorzy dopełnili staranności naukowej, że pozycja opracowana jest rzetelnie, doświadczenie archiwistyczne autorów, znajomość procedur, jakie panowały w służbach PRL – gwarantują, że informacje tam zawarte są PRAWDZIWE I WIARYGODNE. Ci sami zwolennicy milczeniem pomijali z kolei te informacje, że te materiały są kopiami. Że jak do tej pory nie natrafiono na oryginały dokumentacji (nie mówiąc już o odręcznych notatkach Wałęsy), nie ma również w archiwach mikrofilmów. Dlatego też trwa usilnie poszukiwanie “złotego strzału”, dokumentu, lub oświadczenia samego Lech Wałęsy, które by potwierdziło jego świadomą i gorliwą współpracę z SB. Tym złotym strzałem mogło być zeznanie kogoś, z tamtej strony barykady, że Wałęsa był donosicielem SB. Tymi kimś mógłby być Graczyk.
Według informacji Cenckiewicza i Gontarczyka, Graczyk nie żyje, jak podali na 692 stronie swojej książki. Problem jest jednak taki, że sam IPN, bez problemu, na podstawie prostego przeszukania katalogu PESEL, Edwarda Graczyka znalazł, przesłuchał w Białymstoku, i były esbek zeznał, w trakcie protokołowanego przesłuchania, a więc pod odpowiedzialnością karną, że Lech Wałęsa nie był zarejestrowany i nic nie jest mu wiadome, że kiedykolwiek był…
Z punktu widzenia dyskusji o tym, czy Wałęsa był donosicielem, czy nie – dla obu stron sporu nie będzie miało to znaczenia. Dla mnie jest jasne, że były prezydent był uwikłany przez kilka lat, co najmniej do 1973 roku, w kontakty z funkcjonariuszami służb. Nie zmienia to jednak mojego osądu na rolę tego człowieka we współczesnej historii Polski i jego znaczenie w odzyskaniu przez nasz kraj pełnej suwerenności. Zwolennicy teorii spiskowych, dla których Wałęsa był narzędziem w rękach SB, zdania nie zmienią. Bo dla nich nie ma to znaczenia, dla nich WSZYSTKO było spiskiem i takim pozostaje, od samego Sierpnia ‘80, poprzez Okrągły Stół, na III Rzeczpospolitej kończąc. Dla nich “współpraca” Wałęsy jest tylko “przyczynkiem”,potwierdzającym ich chore rojenia i teorie.
Książka Cenckiewicza i Gontarczyka jest wiarygodna oparciem się o materiały i katalogi IPN – i tak samo jest niewiarygodna i manipulatorska przez wyrwanie tych materiałów z kontekstu historycznego i społecznego. Słusznie wspominał po jej wydaniu inny lider “S”, Władysław Frasyniuk, który sam był ostro represjonowany przez SB i poddawany manipulacjom – że do prawidłowego odczytania i zrozumienia sytuacji Lecha Wałęsy z lat ‘70 – trzeba znać, rozumieć działalność SB na Wybrzeżu i sytuację, w jakiej znajdowali się wtedy robotnicy po wydarzeniach Grudnia ‘70.
Informacja o odnalezieniu kluczowego i tak naprawdę najważniejszego świadka, bez którego ta książka NIE MIAŁA PRAWA SIĘ UKAZAĆ, wystawia jak najgorsze świadectwo jej autorom i tym, którzy ich wspierali. Pominięcie zeznań Graczyka, można uznać albo za świadomą manipulację albo za niewybaczalny błąd w sztuce. Stawia to pod znakiem zapytania rzetelność naukową CAŁEJ pracy – jak również tych, którzy recenzowali książkę przed wydaniem i zamieścili w niej słowo wstępne. W tym przede wszystkim Janusza Kurtyki, prezesa IPN. Jest powszechną opinią, że IPN wydając tę pozycję przekroczył ramy działalności naukowej i wszedł w rolę stricte polityczną. I nie zmienią tego chętnie przywoływane hasła o niezależności badań naukowych, prawie historyków do dostępu do materiałów. IPN jest jednostką państwową, która, jeżeli się spojrzy na jego kolegium i zarząd – podlega jednej opcji politycznej. Mam tu na myśli głównie członków kolegium Instytutu Pamięci Narodowej, którzy związani są pośrednio lub bezpośrednio z PiS. I dlatego odpowiedzialność za tą pracę ponoszą przede wszystkim członkowie władz tej instytucji – ale również politycy, którzy doprowadzili do sytuacji, że instytucja państwowa pozostaje praktycznie poza kontrolą nie tylko państwa – ale również kontrolą społeczną. Dlatego IPN musi zostać poddany restrukturyzacji – a przede wszystkim oczyszczony z ludzi, którzy z rzetelności i odpowiedzialnością nie tylko za badania naukowe, ale także za słowo, niewiele mają wspólnego.
Książka o Wałęsie, wydana w IPN to pozycja nie naukowa, nie przyczynek do dziejów historii najnowszej, lecz dziełko polityczne. Jest ona elementem tak zwanej polityki historycznej, która miała doprowadzić do takiej zmiany stanu świadomości obywatelskiej, aby uwierzono, że Okrągły Stół, którego głównym uczestnikiem był Lech Wałęsa, był zmową esbeków, czyli prowadzących… z prowadzonymi, czyli właśnie takimi postaciami, jak przywódca “Solidarności”. Jest to systematycznie, konsekwentnie budowana nowa historiografia opozycji, w której miejsce ludzi takich jak Jacek Kuroń, Lech Wałęsa czy inni działacze KOR-u zajmą inne postacie – te, które są wygodne. Przykładem tego jest pomijanie roli działaczy KOR- u w budowie Wolnych Związków Zawodowych – i następnie w tworzeniu NSZZ “Solidarność”.
Historia jednak się już wydarzyła i została zapisana. I w encyklopediach, dziś i za lat 50, 100, to Lech Wałęsa będzie twórcą “Solidarności”, największym,obok JP II, Polakiem XX wieku, uhonorowanym Noblem. O tych, którzy go teraz obszczekują, pozostaną tylko wzmianki – petitem…
Azrael
Saakaszwili się przyznał

Polska Agencja Prasowa podała kilkadziesiąt minut temu;
Prezydent Gruzji Michaił Saakaszwili przyznał przed komisją parlamentarną, że to on podjął w sierpniu decyzję ataku na Osetię Południową, ale zaprzeczył, jakoby miał w tej sprawie “zielone światło” od Waszyngtonu.
Była to trudna decyzja, ale była ona nieunikniona; każdy demokratyczny rząd podjąłby taką samą decyzję
Była to trudna decyzja, ale była ona nieunikniona; każdy demokratyczny rząd podjąłby taką samą decyzję – uzasadniał Saakaszwili akcję zbrojną z 7 sierpnia, nazwaną początkowo przez media gruzińskie “blitzkriegiem”.
Nie jest to dla mnie żadne zaskoczenie, ponieważ już 9 sierpnia, 36 godzin po wybuchu konfliktu, pisałem;
Micheil Saakaszwili przegrał. Przegrała też Gruzja, przegrała moralne i polityczne prawo do Osetii i Abchazji. Nie wygrała też oczywiście Rosja, bo bomby na Gori i inne miejscowości Gruzji nie zostaną zapomniane. Przegrała Unia Europejska, która jest bezradna wobec tego konfliktu, przegrały Stany Zjednoczone, które chciały tu (również rękami Polski) zbudować swoją strefę wpływów. Przegrała Polska, swoje interesy partnerstwa wschodniego i nowego ładu energetycznego, jako chciała na linii Saakaszwili – Juszczenko – Kaczyński zbudować. I przegrały już setki, a może tysiące niewinnych ludzi, którzy stracili życie w wyniku działań wojennych.
Rzadko się zdarza, aby przywódca kraju w ciągu 24 godzin odstrzelił sobie głowę, zniszczył stabilizację swojego kraju i swoja karierę polityczną. Czytając i słuchając doniesień Andrzeja Mellera, korespondenta „Tygodnika Powszechnego” z terenów objętych wojną – wiadomo, że Gruzini swemu prezydentowi nie darują. Jego kariera dobiega końca.
Polacy, jak zwykle, ustawili się po stronie „słabszego”, nie bacząc, że jest on agresorem. Bo jest – i to nie po raz pierwszy. Warto przypomnieć, że już w czasie rewolucji Osetyńcy ciążyli bardziej ku Rosjanom, a nie Gruzinom. Warto również pamiętać, że po rozpadzie imperium sowieckiego, kiedy sytuacja była płynna – Gruzini weszli na tereny Osetii Południowej, pomimo sprzeciwu jej mieszkańców. Było to w styczniu 1991 roku i w wyniku działań wojennych zginęło 3000 ludzi – głównie Osetyńców, z rąk Gruzinów.
[...]
Saakaszwili postąpił jak naiwne dziecko, zaplanował akcję, jak murzyński kacyk, sądząc, że małe terytorium, wielkości i ludności polskiego powiatu, da się przyłączyć przy pomocy kilku czołgów do „macierzy”. Że Rosjanie, zajęci olimpiadą w Pekinie nie zareagują, a nowy prezydent, Dmitrij Miedwiediew, jest niedoświadczony i będzie niezdecydowany. Pomylił się bardzo, Rosjanie brutalnie go sprowadzili na ziemię – a społeczność międzynarodowa, nie wprost, powiedziała mu – radź sobie sam. Angela Merkel już W PRZYSZŁYM TYGODNIU przyjedzie na konsultacje… do Moskwy, szef prezydencji francuskiej, Nicolas Sarkozy – nie zabrał głosu w ogóle. George W. Bush dał głos – ale wiadomo, że też nie ruszy palcem. A Rada Bezpieczeństwa ONZ jest ciałem bezwładnym i bez znaczenia, bo Rosja z prawem veta zablokuje wszystko.
Społeczność międzynarodowa potępi Rosję, werbalnie, za bombardowania Gruzji, ale winą za awanturę kaukaską obarczy Saakaszwilego, za to, że złamał rozejm, który miał finalnie doprowadzić do rozmów wielostronnych o przyszłości Osetii Południowej.
Dla mnie jest jednak ciekawe nie to, co się dzieje w Tbilisi, lecz to, jak polskie media, w szczególności telewizja publiczna i gazeta „Rzeczpospolita”, które z pełną premedytacją relacjonowały konflikt gruziński jednostronnie, na podstawie doniesień i materiałów gruzińskich, teraz będą to komentowały.
Czas Saakaszwilego się skończył, jego miejsce zajmie zapewne zjednoczony kandydat opozycji, Nino Burdzanadże, w przedterminowych wyborach prezydenckich. Chyba, że Saakaszwili, chwyci się rozwiązań siłowych. Ale jak sądzę, upokorzona armia nie podporządkuje się jego rozkazom.
W świetle tych doniesień, widać, jak płytka i ślepa była polityka Lecha Kaczyńskiego bezrefleksyjnego popierania gruzińskiego prezydenta.
Azrael
Bądźmy Palikotami

Janusz Palikot w styczniu tego roku zadał na swoim blogu kilka pytań pod adresem urzędującego prezydenta, Lecha Kaczyńskiego, dotyczących jego stanu zdrowia, zarówno fizycznego, jak i psychicznego. Palikot pytał się, czy Lech Kaczyński nie jest przypadkiem uzależniony od alkoholu, czy nie głuszy stresu za pomocą czerwonego wina.
Lech Kaczyński, głosem swego ministra Michała Kamińskiego najpierw obiecał, że ujawni wyniki badań lekarskich, miał to zrobić niezwłocznie, potem za kilka tygodni, już po wakacjach… ostatecznie z jego kancelarii wypłynęło oświadczenie, że nie będzie komunikatu na temat jego stanu zdrowia. Kaczyński swą odmowę ujawnienia swego stanu zdrowia umotywował tym, że może dotyczyć to każdego kto podpadł, oraz tym, że przecież widać w ostatnich miesiącach udzielił tylu przemówień, i gołym okiem widać było, że żadnych zdrowotnych wad nie ma…Krucjata Janusza Palikota, chcącego, aby Lech Kaczyński pokazał, że jest w pełni władz zdrowia somatycznego i psychicznego, spaliła na panewce. Janusz Palikot zamierzał złożyć do laski marszałkowskiej projekt ustawy zmuszającej Lecha Kaczyńskiego do ujawnienia, czy jest zdrowy na ciele i umyśle. Nie zrobił tego jednak, a szkoda. Może powinien powstać projekt społeczny takiej ustawy?
Społeczeństwo może się mylić. Myli się często, i drogo płaci za swe pomyłki. Krańcowym przykładem był hitleryzm, popierany przez ponad 90% społeczeństwa niemieckiego, który skończył się dla niego liczbą ponad 9 mln zabitych. Nie mówiąc o ofiarach innych nacji… Społeczeństwo się myli, ale potrafi swoje błędy naprawiać. Może czas naprawić błąd wyboru Lecha Kaczyńskiego na stanowisko prezydenta?
Nasz interes narodowy nie leży na Wschodzie

Odchodząc od spraw bieżących, czyli ostatniej podroży do Gruzji prezydenta Lecha Kaczyńskiego, warto się zastanowić, czy polski interes narodowy polega na tym, aby wspierać takie kraje, jak Gruzja i Ukraina, czy może jednak nie powinien to być nasz priorytet w polityce zagranicznej.
Warto zauważyć, że Lech Kaczyński z wizytami jeździ głównie właśnie do Gruzji, potem na Litwę i Ukrainę, ewentualnie robi krótkie wyjazdy do Pragi, na obiadki do Vaclava Klausa. Natomiast już dawno nie była nasza głowa państwa widziana z oficjalną wizytą w krajach “starej Europy”, nie mówiąc o USA. Pytanie jest dość prozaiczne – czy dla Polski wyjazdy Lecha Kaczyńskiego mają jakieś znaczenie, czy żadnego? Czy udało się w ciągu czasu prezydentury Kaczyńskiego uzyskać jakieś spektakularne sukcesy?
Zwolennicy tak zwanego Partnerstwa Wschodniego, zwracają uwagę na znaczenie tej inicjatywy dla integracji wschodnich rubieży Europy – tylko, że w planach tego projektu nie ma miejsca dla Rosji, bo inicjator tego, Lech Kaczyński, Rosję nie uważa za kraj Europy. A dla Unii Europejskiej, jako systemu integracji wszystkich krajów Europy, na tym kierunku to Rosja jest najważniejsza.
In vitro – zgniły kompromis

Po wyborach październikowych 2007 roku wydawało się, że rządy Donalda Tuska i szybko przez niego stworzonej koalicji, będą pozbawione jakichkolwiek konotacji ideologicznych. Że możemy się raczej spodziewać spokojnego okresu rządzenia, bardziej technokratycznego, bez napięć społecznych, a już bez konfliktów ideologicznych na pewno. Okazało się, że bardzo się w tej materii pomylono, ponieważ spór ideologiczny, a ściśle, spór pomiędzy Kościołem Katolickim, a państwem – i społeczeństwem – toczy się stale.
Praktycznie od samego początku, od dni po wyborach, Kościół Katolicki jest w natarciu. Główne tematy sporu, to sprawa zapłodnień in vitro, religia w szkołach – a ostatnio – restytucja majątku kościelnego.
W grudniu 2007 roku pojawił się list Konferencji Episkopatu Polski, skierowany do posłów i senatorów, nawiązujący do dyskusji, odnoszącej się do refinansowania zabiegów in vitro przez państwo. Wspomniała o tym minister zdrowia Ewa Kopacz, zaraz po powołaniu rządu, później wsparł ją premier Donald Tusk.
List ten, podpisany był przez biskupa Kazimierza Górnego, Przewodniczącego Rady ds. Rodziny, oraz Andrzeja Rębacza, Dyrektora Duszpasterstwa Rodzin KEP.
Zapiski zza Atlantyku – 26 listopada

Życzenia na Dzień Dziękczynienia
Goldman Sachs zwolnił niedawno 3,300 pracowników; CitiGroup dostał dodatkowe 20 miliardów; a General Motors “błaga” Waszyngton o pomoc, ostrzegając przed upadkiem oraz masowymi zwolnieniami. Szybkość, z jaka rynek w ostatnich kilku dniach ujawnił kolejne problemy finansowe, zapiera dech. Ale również wskazuje, że nawet najwięksi i najsilniejsi gracze na rynku nie są w stanie zapobiec upadkowi.
Jak co roku, Amerykanie zasiądą w Dniu Dziękczynienia przy stole aby podziękować za otrzymane dobra. W obecnej sytuacji kryzysu ekonomicznego, większość zada raczej pytania czego oczekuje od nowego Prezydenta Elekta?
Archeologia trumienna

Polska archeologia jest znana w świecie. Ma niezaprzeczalne sukcesy, głównie odnoszone na stanowiskach badawczych w Egipcie. Polska szkoła archeologiczna, stworzona przez profesora Kazimierza Michałowskiego, łączyła w sobie czyste badania naukowe, z ideą ochrony dziedzictwa kultury starożytnej. To były cel podstawowy – odsłonić, zabezpieczyć i ocalić od zapomnienia.
W Polsce pojawiła się nowa forma archeologii – trumienna, z odcieniem politycznym. Na naszych oczach, pod okiem kamer, nawet ze śmigłowca “Błękitny24″, rozgrywa się spektakl z gatunku “ciemność, katakumby i śledczy z IPN”. Ciało generała Władysława Sikorskiego wożone jest po Krakowie, a staraniem Służby Miejskiej – cudownie zamienia się w Józefa Piłsudskiego, bo to on, jak donoszą obwieszczenia na mieście, ma dziś zostać złożony do grobu.
Spektakl medialno – grobowy, pod auspicjami pionu śledczego Instytutu Pamięci Narodowej nie wyjaśni niczego. Może co najwyżej dowiemy się, że ciało generała jest w stanie rozkładu, a przyczyn jego zgonu i tak nie znajdziemy. Paru cwaniaków i historycznych oszołomów, jak Dariusz Baliszewski, czy Andrzej Perzanowski, dało Januszowi Kurtyce argument do wyjęcia zwłok z krypty wawelskiej i rozpoczęcia przez tę instytucję kolejnej zabawy, podobnej do lustracji.
Ludwik Dorn, czyli brak zdolności honorowych

“Zajazd” prezydencki w Gruzji, na posterunek graniczny pomiędzy Gruzją, a Osetią Południową, jest komentowany w Polsce w różny sposób. Raczej przeważa opinia, że była to impreza raz, że niepoważna, dwa – niebezpieczna, trzy – nie przynosząca chwały samemu Lechowi Kaczyńskiemu, a już na pewno majestatowi Rzeczpospolitej.
Komentarze, analizy, są różne, od dogłębnych ze strony specjalistów i politologów, po zwyczajnie sardoniczne i złośliwe. Taki komentarz wygłosił miedzy innymi marszałek polskiego parlamentu, Bronisław Komorowski, który pozwolił sobie na uwagi, w stylu “Jaka wizyta, taki zamach, bo z 30-tu metrów nie trafić w samochód to trzeba ślepego snajpera”. Trzeba zaznaczyć, że ta opinia została wygłoszona już po powrocie Lecha Kaczyńskiego do Polski, kiedy było jasne, że incydent miał charakter kontrolowanej prowokacji gruzińskiej, lub przynajmniej niefrasobliwości – a strzały miały charakter ostrzegawczy i były ewidentnie sprowokowane przez gruzińską ochronę kolumny prezydentów.
Uwaga ta zbulwersowała Ludwika Dorna, BYŁEGO członka PiS i BYŁEGO marszałka Sejmu, który to musiał, dręczony poczuciem misji i obrony dobrego imienia MAJESTATU prezydenta RP, napisać, wysłać i opublikować na swoim blogu list do Bronisława Komorowskiego.
Zarzuca on w nim Komorowskiemu brak umiaru i powściągliwości w jego wypowiedziach pod adresem urzędującego prezydenta, niestosowność treści i formy, nieadekwatne do “zagrożenia”, jakie miało miejsce w Gruzji. Poza tym, Dorn sugeruje, że opinie marszałka Komorowskiego mogą “współbrzmieć” z “oświadczeniem ministra spraw zagranicznych Federacji Rosyjskiej, pana Siergieja Ławrowa”. Jest to wyraźna sugestia, że marszałek polskiego Sejmu może działać w imieniu i na zlecenie sił obcych…
Na koniec Dorn uważa, że marszałek Komorowski stracił “moralną i polityczną legitymację do sprawowania urzędu Marszałka Sejmu”.
Piękny, patriotyczny i propaństwowy list polityka zatroskanego o standardy uprawiania polityki i znaczenie stanowiska prezydenta RP – pomyśleć można… Gdyby nie parę “ale”.
Realizm i romantyzm w polityce zagranicznej

Polityka zagraniczna Polski jest w głębokim impasie. Jest w permanentnym kryzysie, właściwie od czasu, kiedy Polska zakończyła “długi marsz” od roku 1991, wejściem w 2004, jako pełnoprawny członek, w skład Unii Europejskiej. Od tego czasu, w zależności od tego, jaki rząd jest aktualnie u władzy, polityka ma różne priorytety. Generalnie trudną w niej znaleźć priorytety, taktykę, w sytuacjach krótkoterminowych, jak i strategię – nie na kadencję aktualnego rządu, lecz na lat 10, 20, 30.
Wydawałoby się, że Polska, po wejściu w skład struktury obronnej Paktu Północnoatlantyckiego uzyskała wystarczające gwarancje bezpieczeństwa, gwarancje w Europie i od Stanów Zjednoczonych, największego i najsilniejszego partnera tego układu. Okazuje się jednak, że polscy politycy szukają rozwiązań alternatywnych, rozwiązań sojuszy ponad strukturami natowskimi. Polacy, godząc się na instalację tarczy antyrakietowej, budują sobie sami pozycję bufora pomiędzy krajami “starej Unii”, a Rosją. Dodatkowo jeszcze, polska polityka zagraniczna jest całkowicie niespójna, podzielona pomiędzy dwa ośrodki władzy wykonawczej, rząd i MSZ, oraz Kancelarię Prezydenta. Oba te ośrodki, konkurencyjne również w sprawach polityki wewnętrznej, prowadzą swoistą “wojnę zagraniczną”, nie opartą o żadne rzetelne analizy i oceny sytuacji międzynarodowej – w skali regionu i całego globu. Krańcowym tego przykładem było podpisanie umowy o instalację systemu tarczy antyrakietowej, w momencie, kiedy jasne już było dla każdego rozsądnie myślącego analityka, że administracja nowego prezydenta, demokraty Baracka Obamy będzie traktowała ten pomysł z dużym dystansem. Dystansem wynikającym ze zmiany strategii polityki zagranicznej, a także sytuacji wewnętrznej w samych Stanach Zjednoczonych.
Polska, szczególnie po konflikcie kaukaskim, powinna przedefiniować swoją strategią obronną – w ramach uporządkowania na nowo polskiej dyplomacji.
Georgian Hero

To, że Lech Kaczyński jest bardziej lubiany i szanowany w Gruzji, niż w Polsce, o tym jest wiadomo od dawna. Już na pewno od sierpnia tego roku, kiedy poleciał TU154 osłaniać własną piersią demokrację gruzińską. Demokrację Micheila Saakaszwilego, który rok temu, 7 listopada 2007 roku, spacyfikował opozycję siłami policyjnymi i doprowadził do pobicia dziennikarzy niezależnej telewizji. Polski prezydent wspiera demokratę Saakaszwilego, demokratę Juszczenkę i demokratę Alijewa. Dobre towarzystwo…
Incydent w Gruzji, na początku nazywany zamachem, jak zwykle w tego rodzaju sytuacjach, od dramatu przechodzi w farsę. Farsa i, i jak na to wskazuje co raz więcej przesłanek, głupota prezydentów Polski i Gruzji, naraziła na niebezpieczeństwo… nie, nie zdrowie i życie Lecha Kaczyńskiego, lecz nasze relacje z Rosją i UE. Nie dotyczy to tylko samej wyprawy do Tbilisi i w góry graniczne z Osetią, ale również ostatniej wyprawy do Kijowa.
Trudno jeszcze miarodajnie ocenić, czy strzały oddane w pobliżu kolumny samochodów z notablami i dziennikarzami, to była prowokacja gruzińska, przypadkowy strzał pijanego żołnierza – czy może standardowa procedura ostrzegawcza posterunku osetyjskiego. Strzały nie były oddane w stronę kolumny, bo nie ma ku temu dowodów. Można jednak ocenić wypowiedź Lecha Kaczyńskiego, na późniejszej konferencji prasowej, opisujące całe zdarzenie jako ostrzał ze strony Rosjan. Ocena może być tylko jedna – głupota. Głupota dyplomatyczna i nieodpowiedzialność za słowa.
Co się polepszy, to się popieprzy…

W cieniu afery z posłanką Elżbietą Kruk (kiedyś się mówiło – “nawalona jak szpak”, teraz pewnie, “jak Kruk…”) parlament Najjaśniejszej jednak pracował – i to zarówno Sejm, jak i Senat. Jak zwykle jednak, to co uchwalali posłowie i senatorowie, nie bardzo było spójne. Mnie zainteresowały dwie sprawy;
Jedną z większych patologii rządu tak zwanej IV RP Jarosława Kaczyńskiego było powołanie Państwowego Zasobu Kadrowego (PZK), w miejsce Korpusu Służby Cywilnej. Pozwoliło to po pierwsze, na zwiększenie administracji centralnej i lokalnej o około 4. tyś. urzędników, po drugie, na zbudowanie struktury, która pozwoliła na przesuwanie działaczy partyjnych z niższych stanowisk na wyższe, poza procedurami konkursowymi i bez zachowania standardów wykształcenia i doświadczenia zawodowego. PZK był pod kontrolą JEDNEGO urzędnika w KPRM Jarosława Kaczyńskiego, a jego zasięg obejmował ponad 6. tyś. urzędników. Nie muszę chyba dodawać, że chodziło tu o “odzyskiwanie” państwa dla jedynie prawdziwej i słusznej opcji politycznej…
Redakcja.pl

Wydawnictwo Axel Springer Polska (m. in. “Fakt”, “Dziennik”, “Newsweek”, “Forbes”) uruchomiło własną platformę blogową. Nazywa się to Redakcja.pl i jest nowym miejsce spotkań dziennikarzy i publicystów z amatorami. Wasz bloger, trochę znudzony i zniesmaczony tym, co się dzieje na Salonie24.pl (salon…sic!), czy na innych portalach, postanowił się zmierzyć z nowym wyzwaniem. Założyłem tam konto i zacząłem publikować. Po kilku dniach naczelny portalu, znany i lubiany, publicysta i ironista, Jan Wróbel, zaproponował mi przejście na drugą stronę barykady, do grupy redaktorów portalu. Skorzystałem, nie zastanawiając się specjalnie i rozłożyłem skrzydła swojego błękitnego anioła obok Piotra Zaremby, Janusza Rolickiego, czy Michała Kobosko i oczywiście mojego wielce ulubionego dziennikarza Łukasza Warzechy.

Zapraszam więc również tam i polecam, ponieważ dobór dziennikarzy i publicystów, a także amatorów daje dużo większe możliwości i ciekawszą gamę tematów. To może stać się w przyszłości miejsce prawdziwej, niezależnej i pluralistycznej publicystyki.
Azrael
Czytanki (nie)oszołomów 2008 – 11 – 22
Lubię czytać fachowców. Internet pełny jest śmiecia, ale często można w nim znaleźć perełki, pisane przez ludzi, którzy po pierwsze wiedzą o czym piszą, po drugie, mają do tego, co piszą dystans, będąc jednocześnie zaangażowani.
Dziś, jak chyba mogę napisać, duszą dla mnie mocno bliska, zawodowiec – pasjonat, never6 (Nina) i jej analiza polskiego dziennikarstwa. Sam często na ten temat piszę, ale nie stać mnie na napisanie takiego przekrojowego, kompletnego i krytycznego materiału.
Pozdrawiam serdecznie, Nina
Azrael
Monodram w Sejmie

Wszyscy mocno ubolewają nad upadkiem teatru telewizji, kiedyś największej i najlepszej witryny kulturalnej TVP. Nie ma sztuk, nie ma dobrych realizacji, nie ma przeniesień przedstawień z teatrów do telewizji. Powód jest prosty – nie da się pod to doczepić reklamy. Lepiej kupić idiotyczny “format”, ot takie “Gwiazdy tańczą na lodzie”, ogłosić, że jest to program misyjny – i wszyscy zadowoleni, szczególnie ci bardziej “wysublimowani” widzowie.
Ale są czasami przypadki, kiedy kamera telewizyjna uchwyci coś, co może znakomicie zastąpić teatr – a nawet go przewyższyć. Dziś udało się nagrać na elektroniczne nośniki audiowizualne monodram posłanki Prawa i Sprawiedliwości, Elżbiety Kruk. Na gorąco, bez prób, ale za to z pełnym zaangażowaniem i ze zdrowym kontaktem z widzami, w tym przypadku z dziennikarzami sejmowymi (“To proszę zbadać mnie alkomatem i wtedy będzie pani miała odpowiedź. A jak nie to spotkamy się w sądzie”).
Pani posłanka pojawiła się na porannych głosowaniach nabuzowana jak bąk nad wiosenną łąką, ale nie był to niestety nektar, ale raczej wyroby z gatunku tych produkowanych w fabrykach posła Palikota. I nie dała się prosić – przedstawienie było ciekawe, choć nie na poziomie “Shirley Valentine”. Nie wiemy jeszcze, pod jakim tytułem monodram będzie wystawiany dalej, choć tytuł “Coś tam, coś tam” jest chyba adekwatny do sytuacji (“…że ja potrafię pracować dobrze. Potrafię coś tam, coś tam… i dziwią mnie takie właśnie zachowania…”).
Dobrze, tyle żartu, a poważnie;
Człowiek z zamkniętego kręgu

Jedną z najlepszych książek fantastyki naukowej, jedną z dwóch najlepszych książek Philipa K. Dicka jest “Człowiek z Wysokiego Zamku”. Fabuła książki opiera się o teorię światów równoległych, a jej głównym motywem jest podejrzliwość wobec świata rzeczywistego. Taki motyw szukania alternatywnego świata kieruje głównymi bohaterów powieści, a gdy już uda im się zajrzeć za zasłonę – nie wierzą, że jest on tym właśnie prawdziwym.
Jarosław Kaczyński i jego zwolennicy wierzą, że Prawo i Sprawiedliwość powróci do władzy, a właściwie, że okoliczności polityczne i destabilizacja społeczna wyniesie go znów na fotel premiera, a jego bratu dla nową kadencję prezydencką. Nie ukrywa zresztą specjalnie, że jest gotowy do kroków wzmacniających te trendy.
Joanna Lichocka przeprowadziła z szefem Prawa i Sprawiedliwości wywiad dla “Rzeczpospolitej”. Ta doświadczona dziennikarka, znająca Jarosława Kaczyńskiego doskonale wie, że najlepszą metodą dla uzyskania ciekawej wypowiedz, to danie mu swobody mówienia, tak, aby mógł “popłynąć”. Dopiero wtedy widzimy, jak Kaczyński widzi Polskę, jaką perspektywę do niej przykłada.












