Archiwum dla październik 2008
Bezczelnik polityczny 2008 – 10 – 31
Dziś, z braku czasu (i lenistwa) – nagranie video.
Pozdrawiam
Azrael
Zwycięstwo Baracka Obamy

Bartek Węglarczyk, obecny szef działu zagranicznego “Gazety Wyborczej”, długoletni korespondent w Waszyngtonie, wspomniał ostatnio, że pewne czasopismo amerykańskie, dwumiesięcznik, wypuściło swój ostatni tegoroczny numer, w którym obwieszcza zwycięstwo kandydata demokratów,Baracka Obamy. W swym edytorialu czasopismo się tłumaczy, że ponieważ ma taki cykl wydawniczy, jaki ma – nie zamierza udawać, że zostało wydane po wtorku 4 listopada, czyli terminie wyborów prezydenckich – więc spokojnie podejmuje ryzyko i informuje o wyniku rywalizacji pomiędzy kandydatem republikańskim, McCainem, a Obamą.
Myślę, że jednak to nie jest zbyt duże ryzyko, na pewno mniejsze, niż 8 lat temu, kiedy to dopiero sądowe rozstrzygnięcie dało prezydenturę George’owi W. Bushowi w starciu z Al Gorem.
Nie będzie więc znów wielkim ryzykiem napisanie krótkiego podsumowania kampanii wyborczej i analizy, dlaczego w zapewne mroźny styczniowy poranek 2009 roku to Barack Obama, na stopniach Kapitolu ,złoży przysięgę jako 46. prezydent USA.
Nie jestem lewicowcem

Muszę coś wyjaśnić; Niemal w każdym miejscu, gdzie nie zaczynam pisać swoje teksty, zostaję zaliczony do blogerów lewicowych. Nawet pewna dziennikarka, robiąca ze mną wywiad, napisała potem w artykule – “czołowy bloger lewicowy”. Choć nie bardzo mnie obchodzi, pod którą ścianą jestem stawiany, to jednak warto się zastanowić, co i dlaczego zalicza mnie do lewicy. No bo popatrzmy;
1. Jestem ateistą, to fakt. Ale czy ateizm jest przynależny tylko lewicy? Czy ateista nie może być prawicowym u anty etatystycznym liberałem, który ma głęboko w nosie wszelkie pomysły o socjalnym państwie opiekuńczym, państwowej służbie zdrowia, szkolnictwie, nie mówiąc już o wstręcie do związków zawodowych? A mnie właśnie charakteryzują tego rodzaju poglądy. Więcej – empiria je potwierdza, bo czyż najbardziej komunistyczną i lewacką organizacją w Polsce nie jest przypadkiem “Solidarność”? No, “Sierpień ‘80″ ich przebija…
Od zawsze byłem ateistą – o czym sobie uświadomiłem stosunkowo późno, sam sobie pewne rzeczy tłumacząc. Dopiero później poznałem zagadnienia filozoficzne temu poświęcone, czytając Bertranda Russella, czy Kołakowskiego, doznawałem dużej przyjemności, że można sobie tylko na ich podstawie zbudować otwarty światopogląd, system filozoficzny – i podejście do życia. Czytałem też oczywiście Biblię.
Euro pierwszej prędkości

Obecny kryzys ekonomiczny w całości obnażył brak integracji europejskiej. Nie tylko integracji, ale przede wszystkim brak instrumentów oddziaływania na poszczególne kraje członkowskie i ich banki centralne. Szef Komisji Europejskiej, Jose Manuel Barroso mógł się jedynie przyglądać temu, co się dzieje, a nie miał praktycznie żadnego wpływu na decyzje poszczególnych państw. A te, nie oglądając się na przepisy unijne albo dały specjalne gwarancje dla swoich (prywatnych) banków, jak to było w przypadku Hiszpanii, Włoch, czy Niemiec albo wręcz doprowadziły do nacjonalizacji banków, jak to było w przypadku Niemiec. Jest to coś, czego nie tylko w europejskiej gospodarce do tej pory nie było, czyli renacjonalizacja sektora finansowego.
Jedynym elementem, jaki spaja w tej chwili kraje Eurolandu, jest wspólna waluta – euro. W ramach Unii Europejskiej działa tak zwana EURO – grupa, skupiająca kraje strefy euro, które wymieniają się opiniami i w przypadku zagrożeń ekonomicznych mogą sobie wzajemnie pomagać. Tak oto realizuje się poza sferą polityczną, ale za to w dziedzinie eponimicznej, praktyczna teoria dwóch prędkości w Unii Europejskiej, co było zawsze bolączką integracji.
Polska jest poza sferą euro, dopiero się startujemy z procedurami wejścia do tego nowego węża walutowego. Gdyby Polska już w dniu naszej akcesji do UE podjęła procedury dostosowawcze do standardów Maastricht, czyli zaczęła panować głównie nad deficytem budżetu państwa, mielibyśmy szansę znaleźć się w buforze bezpieczeństwa, w jakim się znajduje obecnie Słowacja. Ta decyzja, podjęta wcześniej, dałaby Polsce także zupełnie inną pozycję, jako kraju dla inwestycji i porządku kapitałowego.
Jednak dla całkowitego bezpieczeństwa i stabilności Unii Europejskiej i Polski w niej, nie tylko w dziedzinie ekonomicznej, ale głównie politycznej, jest konieczność jak najszybszego wprowadzenia w życie Traktatu Lizbońskiego. Polska przekonała się boleśnie, szczególnie w przypadku wydarzeń gruzińskich, że jej rola w Europie jest marginalna. Działania Lecha Kaczyńskiego i ad hoc powołanej grupy państw – nie zostały praktycznie zauważone. Tylko przyjęcie jego przez Irlandię, ratyfikacja przez Polskę i zakończenie procedur przez inne kraje, w tym Niemcy – otworzyłoby możliwość podjęcia przez całą Unię działań stabilizujących gospodarkę i wzmocnienia Europy politycznie.
I nie chodzi tu tylko o sprawy samego kryzysu ekonomicznego, ale również o zagadnienia bezpieczeństwa energetycznego całego kontynentu, na co Polska jest szczególnie wyczulona. Kryzys ekonomiczny najmocniej dotknął Rosję – a to może mieć nieobliczalne skutki dla całej Europy i tym bardziej wspólne działanie jest jak najbardziej wskazane.
Azrael
Tekst opublikowany na portali mojeopinie.pl
Co oni knują?

Timeo Danaos et dona ferentes*
Wszyscy ze zdumieniem obserwowali dwa spotkania Donalda Tuska, rządu i braci Kaczyńskich – wczorajsze, z Jarosławem i dzisiejsze, na herbatce u Lecha w Pałacu Namiestnikowskim, pod nazwą rady gabinetowej.
Poza pewnymi zgrzytami, raczej protokolarnymi, a nie znaczącymi politycznie, czy prawnie – wszystko przebiegło jak w cywilizowanym kraju demokratycznym.
Jarosław Kaczyński wczoraj, po spotkaniu w Kancelarii Premiera, na swojej konferencji prasowej, zaprezentował się po raz pierwszy od listopada zeszłego roku nie jako taran polityczny, lecz jako szef partii opozycyjnej. Nawet jego drobne złośliwości były raczej muśnięciami zefirka, niż huraganowym atakiem. Okazało się, że w propozycjach premiera dostrzega pozytywy, ba, niektóre, jak choćby działania w sferze kryzysu finansowego – popiera. Inne też według niego, jak choćby kwestia euro – są warte dyskusji. Choć przyznam się szczerze – dyskusja na temat referendum w tej sprawie jest już dla mnie czystą rozgrywką, całkowicie oderwaną od realiów politycznych i ekonomicznych.
Podobnie dziś było na spotkaniu u Lecha Kaczyńskiego – konferencje prezydenta i premiera były wręcz wzorcowe. Żadnych złośliwości, żadnego narzekania, żadnych słów – “nie zgadzam się, nie widzę możliwości współpracy”. Tylko Michał Kamiński nie wyszedł ze swej roli i przed dzisiejszym spotkaniem ostro stwierdził, że Lech Kaczyński nie zaakceptuje mapy drogowej dotyczącej przyjęcia w Polsce euro, oraz że oczywiście nie podpisze ratyfikacji Traktatu Lizbońskiego.
Czy to jest zmiana fundamentalna ze strony PiS i jej przywódców? Nic podobnego. To także nie jest wpływ mikroklimatu Klarysewa, gdzie szef partii “tworzy”.
Jarosław Kaczyński uznał, że rok awantur, które nie przyniosły żadnych rezultatów, do dosyć. Działania w opozycji, polegającej na permanentnej negacji wszystkiego i destrukcji, także rękami brata, działań rządu – nie powoduje żadnych pozytywów. Postanowił na wilczą skórę narzucić baraninę.
Nie jest to jednak działanie trwałe i rzeczowe. Jest to kolejne działania taktyczne, które ma pokazać, że Prawo i Sprawiedliwość jest partią przewidywalną i konkretną. Myślę, że jest to próba pokazania nowego image, wymyślonego przez spin doktorów. I to nie tylko na użytek gry politycznej z PO, ale również do wewnątrz PiS. Słychać głosy z terenu, z Dolnego Śląska, Małopolski, ostatnio z Łodzi, że tak zwane “doły” partyjne mają już dość walki na górze – a dla niektórych działaczy, a nawet całych struktur, odejście Ludwika Dorna to już było za dużo – i podniósł się nie szum, lecz rwetes.
Sprawy wizerunkowe to jedno, merytoryczne – to coś zupełnie innego. Według zgodnych ocen, poza zagadnieniami związanymi z projektami rządowymi dotyczącymi kryzysu – w innych ważnych problemach konsensu politycznego, ani merytorycznego nie będzie. Pola walki, czyli sprawa wprowadzenia euro, ustaw zdrowotnych, emerytur pomostowych, czy wreszcie ratyfikacji Traktatu Lizbońskiego – są dalej okupowane na swoich pozycjach przez obie strony. Można oczywiście z umiarkowaną przyjemnością popatrzeć na niewykrzywione twarze Jarosława i Lecha Kaczyńskich, czy na wyluzowanego Donalda Tuska – ale z tego tak naprawdę jeszcze nic nie wynika.
Następne posiedzenie Sejmu, gdzie znów staną sprawy ważne (m.in ustawa medialna) da pole do popisów harcownikom z obu stron – i wszystko wróci do normy.
Azrael
*Boję się Greków nawet gdy niosą dary
O Konstytucji słów kilka

Od czasu przejęcia władzy przez Prawo i Sprawiedliwość w roku 2005, dyskusja na temat zmian w Konstytucji RP, uchwalonej w kwietniu 1997 roku ,jest praktycznie stale w obiegu politycznym. Jarosław Kaczyński miał już, zanim przejął ster rządów, zarysy nowej ustawy zasadniczej nie tylko w głowie, ale również w gotowym projekcie. Na szczęście, jak się okazało, nie doszło do koalicji z Platformą Obywatelską i szef PiS musiał się zająć utrzymaniem i umacnianiem swej władzy, i nie miał czasu na grzebanie w podstawach prawa państwa.
Można generalnie napisać, że genezą nowego spojrzenia na polską konstytucję jest głęboko zakorzeniona w myśli politycznej Platformy Obywatelskiej i Prawa i Sprawiedliwości teza, że dla Polski najlepszym (i według nich najbardziej naturalnym) układem, jest system dwupartyjny, z silną władzą prezydencką. Jeszcze w czasach, kiedy Lech Kaczyński nie był prezydentem, stanowisko Jarosława Kaczyńskiego było inne – stawiał on na silną władzę wykonawczą w ramach rządu. Również Donald Tusk, którego credo polityczne zawierało raczej chęć decentralizacji władzy i wzrostu samorządności państwa – z chwilą, kiedy możliwość objęcia schedy po Lechu Kaczyńskim staje się realna – zmienia swe nastawienie do tego problemu. Nie muszę dodawać, że tego rodzaju spojrzenie na scenę polityczną nie wypełnia całkowicie woli i dążeń społecznych.
Spotkanie głuchego ze ślepym

Przyznam się, że coraz mniej rozumiem, o co chodzi generalnie Donaldowi Tuskowi, przy sprawowaniu funkcji premiera. Przestaję rozumieć jego decyzje, posunięcia i wybory, łącznie z wyborami personalnymi (patrz Ewa Kopacz i Julia Pitera – najgorsze postacie rządu PO – PSL).
Nie wszystko daje się wytłumaczyć tęsknotą Tuska do prezydentury, nie wszystko również daje się tłumaczyć tym, że rząd ma sparaliżowane działania i związane ręce wetem Lecha Kaczyńskiego w każdej sytuacji.
Jak na razie widać, rząd, już mający okrągły rok, nie odniósł żadnego znaczącego sukcesu. Ani w kraju, ani na arenie międzynarodowej, ani w sprawach reform administracji, ani w dziedzinie reform finansów, nie mówiąc o ochronie zdrowia i szkolnictwie. Co pomysł – to albo nieudana proteza, jak ustawa medialna albo gnioty, jak ustawy Kopacz, która chce budować nowy szkielet ochrony zdrowia bez fundamentów, czyli zmiany zasad finansowania i reformy systemu ubezpieczeń zdrowotnych. Nawet “sukces” tarczy rakietowej, który jeszcze Polsce przysporzy sporych problemów, został wyrwany Lechowi Kaczyńskiemu z gardła.
Dziennikarstwo kreatywne, czyli rzecz o Janie Osieckim

Stwierdzenie, że media są czwartą władzą demokracji, jest już dość wyświechtane. W czasach, kiedy telewizja, radio i oczywiście internet weszły na stałe w krwiobieg życia społeczno – politycznego, media stały się nie tylko kontrolerem i recenzentem polityki, lecz również jej kreatorem. W Polsce na własnej skórze mógł się przekonać o tym dobitnie Leszek Miller, którego media “odstawiły” na boczny tor, a także Jarosław Kaczyński, którego “określone środowiska” medialne pomalowały w niezmywalny strój despoty i oszołoma. Tu akurat, pomimo przesady, miały dość dużo racji…
Media chcą kreować, wpływać, wręcz rozgrywać politykę. Powoli Polska, tak jak inne kraje, staje się ustrojem mediokracji. Media potrafią każdą sprawę przedstawić w krzywym zwierciadle, małemu dodać wzrostu i splendoru, wielkiemu ubrać kamienne buty. I potrafią to zrobić finezyjnie i dyskretnie. Choć nie zawsze.
Tygodnik “Newsweek” to na pewno pismo opinii. Takie, które powinno przekazywać rzecz w formie obrazu i opinii niezafałszowanych. Powinno być rzetelne, dociekliwe i zajmować się sprawami poważnymi. Niestety, okazuje się, że i takie czasopisma mogą pójść w stronę tabloidyzacji.
Trzy zdania za biliony dolarów

Słowa Alana Greenspana, byłego szefa amerykańskiego FED, wywołały nie tylko w świecie finansjery mały szok. Piszę “mały”, bo przy wielkim kryzysie, który już można nazwać śmiało ogólnoświatowym kryzysem ekonomicznym – słowa jednego człowieka to tylko mały kamyczek.
- Byłem w błędzie zakładając, że poczucie własnego interesu organizacji, zwłaszcza banków i innych, sprawi, że same będą najlepiej potrafiły chronić interesy swoich akcjonariuszy - powiedział guru finansowy - Myliliśmy się w bardzo wielu przypadkach. Do dziś nie mogę zrozumieć, co się stało – dodał następnie.
Słowa te zostały wypowiedziane na Kapitolu, na posiedzeniu specjalnej komisji Izby Reprezentantów.
I ja Greenspanowi wierzę… i jednocześnie nie.
Napieralski – nowy, lewicowy beton

Grzegorz Napieralski po swoim zwycięstwie w wyborach partyjnych w czerwcu tego roku, stwierdził, że jego zadaniem głównym jest uczynienie z Sojuszu Lewicy Demokratycznej (lub formacji zjednoczonej lewicy) drugiej siły na scenie politycznej. Dlaczego tylko tak minimalistycznie podszedł do tej sprawy? Brak wiary, zdolności, pomysłu programowego, czy może realizm? Po okresie pięciu miesięcy już wiemy – brak pomysłu na program nowoczesnej lewicy, brak zdolności przywódczych, brak umiejętności medialnych. Napieralski prowadzi SLD ku rozłamowi i marginalizacji.
SLD pod kierownictwem Napieralskiego chce odgrywać znaną nam już z działań PSL rolę “obrotowego” sceny politycznej. Z tym, że Waldemar Pawlak to szczwany lis i wie, co i za co przehandlować, kiedy zostawić przynętę za cenę niezależności (i miejsc w parlamencie), a kiedy docisnąć, aby zdobyć swoje. Napieralski idzie natomiast na chory i skazany na porażkę układ politycznych z Prawem i Sprawiedliwością, gdzie pod tym pojęciem mieści się również prezydent Lech Kaczyński.
Nie jestem zaskoczony

Doniesienia prasowe na temat zachowania Lecha Kaczyńskiego wobec dziennikarki TVN, Moniki Olejnik, w trakcie wydania specjalnego programu “Kropka nad i”, a szczególnie po nim – nie są dla mnie zaskoczeniem. Nic w zachowaniu tego pana nie jest wstanie mnie zaskoczyć, jego “styl” i zachowanie wobec kobiet jest przysłowiowe. Jednak to, czego się dopuścił wobec Olejnik, wykracza poza sferę kultury, czy raczej jej braku.
“stokrotko, stokrotko, wykończę Cię” – takie padły słowa. Liczni świadkowie, nie tylko ekipa TVN, ale również obsługa techniczna i dziennikarze belgijscy byli świadkami chamskiego krzyku i gróźb. Kaczyński wykrzyczał, że ją wykończy i umieści na jego krótkiej liście.
Janusz Palikot tuż po poniedziałkowym programie znów pragnął się dowiedzieć, czy Lech Kaczyński był po spożyciu alkoholu, czy jeszcze przed. Wieczorny krótki wywiad po kolacji, jaki emitowała telewizja, świadczy, że raczej był cały czas, od samego rana “pod wpływem”.
Od samego początku jego tak zwanej prezydentury twierdzę, że ten człowiek nie nadaje się do sprawowanej funkcji. Jego ponowny wybór byłby tragedią dla Polski.
Napisałem w tytule, że nie jestem zdziwiony. Jednak jestem tym, że w dlaszym ciągu ten pan cieszy się poparciem około 30% wyborców, a jeszcze bardziej tym, że mogą na niego głosować kobiety..
Paweł Wimmer dwa lata temu zainicjował akcję sprzeciwu wobec Samoobrony. Dziś nawołuje do społecznego bojkotu przeciwko Lechowi Kaczyńskiemu. Popieram go, i stawiam do dyspozycji stworzony przeze mnie, ale uśpiony trochę blog pod nazwą Lech Kaczyński Watch. Warto znów podjąć sensowną akcję.
Kaczyńskiego należy ZMUSIĆ społecznym sprzeciwem do rezygnacji z ponownego kandydowania na fotel prezydenta RP. Nie jest godny, aby reprezentować Polskę, aby być jej twarzą. Nie chodzi tylko o jego, jak kolejne afery pokazują, wrodzone chamstwo, lecz również o jego nędzne walory intelektualne.
LECH ALEKSANDER KACZYŃSKI NIE JEST GODNY STANOWISKA PREZYDENTA RP!
Azrael
Konstytucja na raty

Prawo i Sprawiedliwość złożyło do marszałka Sejmu projekt zmian w Konstytucji RP. Znalazły się w nim tak ważkie postulaty, jak wpisanie do ustawy zasadniczej Instytutu Pamięci Narodowej, ułatwienie dostępu do zawodu prawnika (jak sądzę, osobisty pomysł posła Gosiewskiego), odebranie emerytur funkcjonariuszom służb specjalnych PRL. Same kluczowe sprawy dla Polski i ważne tematy…Platforma z kolei myśli o wprowadzeniu kastracji dla pedofilów.
Polska konstytucja ma 11 lat, a tworzona była oficjalnie lat pięć. Komisja konstytucyjna została powołana w kwietniu 1992 roku, akt został uchwalony w kwietniu 1997 roku, a po referendum w maju tego roku – w życie weszła w październiku. Na wynik pracy składało się w sumie 8 projektów konstytucyjnych, w tym nawet projekt kancelarii Lecha Wałęsy. Warto pamiętać, że do tej pory dokonano tylko jednej nowelizacji ustawy zasadniczej, w roku 2006.
Od pewnego czasu, dokładnie od czas, kiedy tryumfalnie ogłoszono początek budowy tak zwanej IV RP – czyli od wyborów parlamentarnych i prezydenckich, mówi się o konieczności stworzenia nowej konstytucji. Niektóre siły polityczne twierdzą, że konstytucja z roku 1997 petryfikowała stosunki polityczne, jaki zapanowały po roku 1989 w Polsce. Inni natomiast twierdzili, że konstytucja nie spełnia wymogów konstrukcji prawniczej i jest niespójna, niejasna. Inni twierdzą, że jest zbyt zachowawcza, innym z kolei brakuje w niej ducha…Jedni chcieli by państwa bliżej Kościoła, inni – jak najdalej…
Kownacki – spin doctor PO

Jaki “sukces” odniósł Lech Kaczyński w Brukseli – wszyscy mogliśmy zobaczyć na ekranach telewizorów. Jego uczestnictwo na sali obrad plenarnych trwało niewiele ponad 30 minut i nie zabrał na nich głosu. Ponoć odezwał się na wieczornej kolacji – ale do kogo i o czym mówił, tego nie wiadomo. Nie zdążył na dyskusję, drugiego dnia, na temat Gruzji, zresztą dyskusja faktyczna, merytoryczna, odbyła się na nieformalnym posiedzeniu ministrów spraw zagranicznych Unii Europejskiej. W internecie można było przeczytać, że prezydent Sarkozy rozprawił się z największym sukcesem Lecha Kaczyńskiego w ciągu dwóch minut…
Z wyjazdu Lecha Kaczyńskiego pozostanie nam niesmak, jego słowa, powtarzane jak mantra, że to on jest najważniejszy w Polsce, chamskie potraktowanie Moniki Olejnik w trakcie specjalnego programu “Kropka nad i”, nadawanego z Brukseli, i jego przechadzanie się z “borowikami” po foyer siedziby UE…
Mnie natomiast jeszcze uderzyły życzenia z okazji ponownego wyboru na prezydenta Azerbejdżanu Ilhama Alijewa – azjatyckiego kacyka, syna komunistycznego aparatczyka. To z nim Lech Kaczyński chce dalej prowadzić politykę wschodnią…
Lustracyjne kręgle

Kilka dni temu z Czech doszła do nas informacja, że wybitny pisarz emigracyjny, Milan Kundera, w roku 1950 doniósł na kolegę swojej koleżanki, agenta służb zachodnich. Ten został zatrzymany i osądzony, przesiedział w więzieniu 14 lat. O winie Kundery miały świadczyć zeznania czeskiego funkcjonariusza i odnalezione materiały czeskiej służby bezpieczeństwa.
Okazało się jednak, że zeznania te i dokumenty są co najmniej podejrzane (brak podpisu pisarza, oraz brak na dokumencie numeru jego dowodu osobistego, co powinno być potwierdzeniem prawdziwości donosu). Wczoraj z kolei odezwał się inny uczestnik tamtych wydarzeń, który oświadczył, że denuncjacji dokonał inny student, który zresztą się do tego przyznał.
Błoto jednak zostało rzucone. Nie wiem, jak bratankowie sobie z tym poradzą, ale w Polsce natychmiast autorytety osądziły Kunderę, “Rzeczpospolita” natychmiast przytoczyła opinię tych, co pisarza nie lubią, i oczywiście się “domyślali”.
Dlaczego wspominam ten epizod? Otóż w Polsce nie byłoby tak łatwo. Gdyby padło, dajmy przykład, na Zbigniewa Herberta, gdyby znalazły się na niego jakieś kwity – to natychmiast polskie salony – i ten III RP i ten alternatywny – rozpoczęłyby dyskurs… lustracyjny. Dyskurs, który zresztą nigdy nie wygasa, lecz jest umiejętnie podsycany. Dyskusja wcale nie podzieliłaby salonów linią wzdłuż ich granic, lecz mielibyśmy podziały w poprzek, generacyjne, wzdłuż różnych grup i koterii, redakcji prasowych, środowisk.
Zwycięstwo figuranta

Jest, przyleciał, wszedł do sali obrad, poklepał premiera Donalda Tuska, uśmiechnął się szeroka szparą po dolnej piątce do prezydenta Sarkozy’ego. Tryumfuje – osiągnął to co chciał – i we własnym mniemaniu może zapisać to po stronie “ma”, jako aktyw polityczny. Do swojej kampanii wyborczej. A spocony spin doctor, Misio Kamiński postawił na swoim. A Polska?
Kaczyńskiemu się wydaje, że przyjechał tam jako przywódca – a jest i będzie, nie tylko w kuluarach, jak sądzę, ale również w prasie zachodniej, określany jako figurant. Wszedł na salę, zasiadł za stołem – ale już po 10 minutach musiał ją opuścić, ustępując miejsca ministrowi, który się zna na tym, na czym Kaczyński się nie zna. Bo nie zna się na niczym. Przeszedł do sali obok i zapewne wdał się w mądre dyskusje. Ze spoconym Kamińskim u boku…





