Komunistyczny język debaty

Każdy, kto przeżył więcej niż 40 lat – ma w sobie pewne schematy i pewne kody, które w sytuacjach ekstremalnych, emocjonalnych, wychodzą na wierzch. Nawet jeżeli się chce zachować dystans i obiektywizm – to przychodzi taki moment, że hamulce zaczynają puszczać i nie patrzy się na to, co słowa niosą, tylko trzeb je z siebie wyrzucić.
Dziennikarze też tak mają. Dodatkowo jeszcze, w polskich warunkach, dawno już odeszli od kanonu bezstronności i są albo „zadaniowani” na konkretne sprawy, artykuły albo pozwala im się popuszczać wodze – i jechać na całego. Redakcje głównych polskich dzienników i tygodników okopały się na pozycjach ideologicznych i piszą zgodnie z linią polityczną gazety. Czasami jest to właśnie linia samych dziennikarzy, którzy nie kierują się interesem społecznym – lecz własnymi fobiami.
Dziennikarzy starej daty, czyli ci, którzy rozpoczęli publikowanie w latach 80, lub nawet wcześniej – w chwilach zachwiania emocjonalnego, niebezpiecznie zbliżają się do retoryki publicystów stanu wojennego i smuty lat osiemdziesiątych. Oto Maciej Rybiński, który w trakcie rządów Jarosława Kaczyńskiego wyrósł na naczelnego pióropałkarza tamtego reżimu, pisze w „Rzeczposplitej”;
„Każdy, kto moralne wsparcie dla Gruzji pustoszonej przez imperialne mocarstwo nazywa demolowaniem polskiej polityki zagranicznej, jest dla mnie rosyjskim agentem wpływu.”
Dla Pana Rybińskiego są to sprawy nierozdzielne. To, że moralne wsparcie dla Gruzji może jednocześnie oznaczać również osłabienie pozycji Polski i narażenie jej obywateli nie tylko na określone problemy życiowe – a wręcz na bezpośrednie zagrożenia, w wynikające z osłabienia bezpieczeństwa państwa – nie ma znaczenia. Idąc dalej tą logiką, każdy, kto neguje moralne prawa Gruzinów do interwencji w Osetii – jest agentem wpływu Rosji.
A co ze stronnikami Stanów Zjednoczonych, choćby z takim Witoldem Waszczykowskim, który tak naprawdę powinien otrzymać nagrodę specjalną amerykańskiego Departamentu Stanu, za lobbing na rzecz pozycji negocjacyjnych Amerykanów w negocjacjach dotyczących tarczy antyrakietowej? Czy nie jest on agentem wpływu USA, które instalując tarczę na naszym terytorium, dbają głównie o własne interesy bezpieczeństwa, kosztem naszych?
Bronisław Wildstein, dziennikarz stały „Rzepy”, z kolei pisze o partii Rosji, jaka działa u nas, oczywiście ze szkodą dla Polski. Każdy, kto odważy się zinterpretować stanowisko Rosji w tym konflikcie, a nie daj Panie B., podważyć prawo Gruzji do interwencji w Osetii Południowej – jest dla Pana Wildsteina już nie tylko agentem wpływu, ale agentem faktycznym, członkiem partii Rosji i do tego jeszcze narzędziem putinowskiej propagandy..
Wildstein wymyśla ludziom, którzy mają odwagę mieć inne poglądy, którzy chcą i potrafią wznieść się ponad uprzedzenia, od pożytecznych idiotów, albo wręcz sugeruje, że działają w imię własnych, wąskich interesów.
I znów ta logika może doprowadzić na manowce. Bo czyż do tej partii nie można by zaliczyć samego Lecha Kaczyńskiego, który właśnie wstrzymał definitywnie publikację „porażającego” aneksu Antoniego Macierewicza, w którym „czarno na białym” i zapewne bezspornie miały zostać ukazane związki oficerów WSI z agenturą sowiecką? I zresztą nie tylko oficerów, bo i biznesmenów, polityków, może i działaczy opozycji. Czyż Lech Kaczyński nie jest członkiem partii broniącej agentów?
Język propagandy komunistycznej był znany. Prosty, dość prymitywny, ale urzekający dosadnością i barwnymi porównaniami, i prostymi skojarzeniami. Panowie Wildstein i Rybiński, którzy lata polskiego dochodzenia do wolności spędzili na emigracji (Rybiński wrócił do kraju dopiero w 1998 roku) – operują językiem, który w prostej linii nawiązuje do wzorców „średniego” Urbana. Jest trochę tylko bardziej toporny.
Język ten i ton publicystyki całej „Rzeczpospolitej”, drugiej obok „Gazety Polskiej”, witryny prasowej Prawa i Sprawiedliwości, nie zmieni tego, że Polska będzie musiała się z Rosją tak czy inaczej porozumieć, że jesteśmy skazani na kontakty polityczne i gospodarcze i że „partia Rosji” – czyli partia racjonalistów – musi zwyciężyć.
Rosja nie jest państwem demokratycznym – nigdy nie była i nie będzie. Putin wyraźnie nadał temu krajowi nowy rys polityczny, który jest określany często jako demokratura. Nie jest to zbieżne w najmniejszym stopniu z pojęciami o demkracji świata zachodniego. Putinowi udało się wyeliminować konkurencję polityczną, ale jednocześnie ograniczył wpływy oligarchii i doprowadził do wzmocnienia struktur państwa, a także jego pozycji na arenie międzynarodowej. I to się Rosjanom podoba, o czym świadczą choćby wyniki tegorocznych wyborów prezydenckich. Rosja twardo kroczy własną drogą, i albo uda się do tego przystosować i wyciągnąć z tego konkretne korzyści – albo wejdziemy w etap nowej zimnej wojny z naszym wschodnim sąsiadem. Tylko, że zafundujemy sobie to sami, bo nie należy liczyć, że inne, silniejsze państwa Unii Europejskiej pójdą tą drogą. Tam „partie Rosji” są dużo silniejsze niż w Polsce i działają na rzecz własnych obywateli.
Zadaniem polskiej polityki wschodniej, którą, jak mam nadzieję znów będzie realizował rząd, jest uporządkowanie naszych relacji z Rosją, Ukrainą i oczywiście, Gruzją. Nie może się to jednak odbywać bez porozumienia z innymi krajami Unii. Tym bardziej, że należy oczekiwać w ciągu najbliższych miesięcy bardzo ostrego konfliktu wewnętrznego na Ukrainie. Tam Rosja umiejętnie rozgrywa wewnętrzne tarcia pomiędzy Julią Tymoszenko i prezydentem Juszczenką. Jeżeli znów polski prezydent, w ramach wchodzenia pomiędzy Rosję, a Ukrainę, stanie po którejś ze stron konfliktu – będzie to oznaczało dalszą erozję naszych relacji z Kremlem..
Polska ma w Rosji interesy. Te interesy to sprawy polskiego bezpieczeństwa energetycznego. I jeżeli próbuje się rozpętać histerię antyrosyjską, jak to robią pp. Wildstein i Rybiński, którzy zaprzęgli do tego wszystkie swe zdolności retoryczne – to skazują Polskę na drogę konfrontacji i de facto – na porażkę.
I to jest właśnie działanie typowe dla agentów wpływu. Takie publikacje, jakie pojawiły się w „Rzeczpospolitej” wczoraj i dziś – to działanie na rzecz osłabienia Polski. Zamiast nawoływać do pragmatyzmu, do obniżenia temperatury sporu i relacji – panowie żurnaliści podbijając bębenek anty rosyjskości – działają wbrew naszym interesom.
Polska publicystka, taka „zaangażowana” jak dziennikarzy publikujących w „Rzeczpospolitej”, skażona jest nie tylko komunistycznymi naleciałościami pojęciowymi. Jest również poddana reżimowi swoistego dogmatu historycznego, który nie pozwala trzeźwo spojrzeć na to, co się dzieje w relacjach Polski z Rosją teraz, tu, w roku 2008. Nie da się racjonalnie prowadzić dyskursu politycznego i ekonomicznego, jeżeli w każdej umowie, w każdym dokumencie, porozumieniu, chciałoby się wprowadzić słowa o 45 – letniej sowieckiej okupacji – albo najchętniej o Katyniu…
Azrael













Teraz wypada tylko spokojnie czekać i patrzeć… gdzie i kiedy ukaże się pełny tekst raportu wraz z aneksem. Bo że się ukaże, to chyba oczywista oczywistość
NELA
sierpień 19, 2008 at 12:15
Dawno Azraela nie czytalem.. Ale jezeli dobrze pamietam, byly osoby, ktore mowily, ze uznanie niepodleglosci Kosowa daje punkty Rosji, wskazujac wlasnie na Abchazje i Osetie Poludniowa. Moze zle kojarze, ale wydaje mi sie, ze p. Azrael nazywal takie osoby panslawistami, i popieral uznanie niepodleglosci Kosowa…
Tymczasem widze, ze p. Azrael w paru ostatnich wpisach polgebkiem przyznal “synkretycznym panslawistom” racje. Tak, faktycznie Rosja, tak jak to przepowiadano, wykorzysta propagandowo Kosowo. Mowil o tym wprost Miedwiediew, ostatnio do Kosowa wprost nawiazal Rogozin.
szopen
sierpień 19, 2008 at 12:40
Azrael,
Świetna teza na początku wpisu:
“Każdy, kto przeżył więcej niż 40 lat – ma w sobie pewne schematy i pewne kody, które w sytuacjach ekstremalnych, emocjonalnych, wychodzą na wierzch. Nawet jeżeli się chce zachować dystans i obiektywizm – to przychodzi taki moment, że hamulce zaczynają puszczać i nie patrzy się na to, co słowa niosą, tylko trzeb je z siebie wyrzucić.
Dziennikarze też tak mają. Dodatkowo jeszcze, w polskich warunkach, dawno już odeszli od kanonu bezstronności i są albo „zadaniowani” na konkretne sprawy, artykuły albo pozwala im się popuszczać wodze – i jechać na całego. Redakcje głównych polskich dzienników i tygodników okopały się na pozycjach ideologicznych i piszą zgodnie z linią polityczną gazety. Czasami jest to właśnie linia samych dziennikarzy, którzy nie kierują się interesem społecznym – lecz własnymi fobiami.”
Podpisuję się pod tą tezą w pełni.
Ale wartościowy tekst powinien mieć jeszcze rozwinięcie tezy (przeprowadzenie dowodu, weryfikacji itd.) i wnioski.
Niestety w dalszej części Twojego wpisu jest już gorzej, za bardzo propagandowo za mało naukowo.
Bo zamiast skoncentorwać się na udowodnieniu postawionej przez Ciebie tezy koncentrujesz się na dowalaniu dziennikarzom których nie lubisz.
Jeśli chciałbyś naprawdę udowodnić postawioną na początku wpisu tezę powinieneś przejśc krótko przez wszystkie najważniejsze dzienniki od prawej do lewej strony sceny politycznej i udowodnić że we wszystkich czasopismach zostało coś z propagandy PRLu.
A więc powinienes dac przykłady zarówno z “Rzeczpospolitej” jak i z “Wyborczej”, od “Naszego Dziennika” po “Politykę”… (nawet mogłoby być to pokazane przez pryzmat sprawy Gruzji jako przykład)
I to byłaby bardzo fajna przekrojowa analiza która udowodniła by (lub nie) postawioną przez Ciebie tezę.
Tymczasem treść tekstu całkowicie nie pasuje do postawionej na początku tezy, bowiem w tezie uogólniasz (i mim zdaniem słusznie) na wszystkie (większość) media, tymczasem w części głównej koncentrujesz się już na wycinku (mediach których nie lubisz). To nie jest rzetelne podejście.
Mógł być z tego świetny wpis, niestety Twoje poglądy polityczne wygrały (czym pokazujesz że postawiona przez Ciebie teza odnosi się także do blogerów).
Palestrina2005
sierpień 19, 2008 at 13:16
I kto to mówi? – “za bardzo propagandowo za mało naukowo”. Zabawne.
petrel
sierpień 19, 2008 at 13:31
petrel,
Zamiast KTO skoncentruj się na tym CO mówi….
Palestrina2005
sierpień 19, 2008 at 13:37
Niestety Palestrina, w Twoim wypadku KTO z góry określa CO czyli właśnie “za bardzo propagandowo za mało naukowo”.
Nonchallance
sierpień 19, 2008 at 13:50
Nonchallance,
A co takiego propagandowego jest w moim powyższym komentarzu?
Palestrina2005
sierpień 19, 2008 at 13:55
Palestrina – Mam pytanie: Czy w odniesieniu do L. Kaczyńskiego, obligatoryjne jest stosowanie przydomka “Mąż stanu” w każym tekście, czy tylko incydentalnie? Są jakieś szczegółowe wytyczne w tym względzie? A co z “żoną stanu”, ‘bratem stanu”, i “kotem brata stanu”?
A tak poważnie – to Ok – popierasz osobę pełniącą obecnie obowiązki prezydenta – masz do tego prawo. Ale na wszystkie relikwie św krzyża (a będzie tego kilka ton)! nie musisz na tym blogu uprawiać tak skrajnego lizusostwa. To odrzuca na milę od twego tekstu i całkowicie zniechęca do komentowania.
Khair el-Budar
sierpień 19, 2008 at 14:30
Dobrze Palestrino!
Odniosę się do tego, co napisałeś.
“Ale wartościowy tekst powinien mieć jeszcze rozwinięcie tezy (przeprowadzenie dowodu, weryfikacji itd.) i wnioski.”
- to nie polemika a próba subiektywnej oceny cudzego tekstu. Trudno dyskutować z ocenami, zwłaszcza że nie wiadomo, jakimi kryteriami i metodą oceny – poza miłością własną – się kierujesz.
“Niestety w dalszej części Twojego wpisu jest już gorzej, za bardzo propagandowo za mało naukowo.”
- co naukowego dostrzegasz w tekście Azraela? Od kiedy dziennikarstwo i komentowanie wydarzeń politycznych jest nauką? Zabawne.
“Bo zamiast skoncentorwać się na udowodnieniu postawionej przez Ciebie tezy koncentrujesz się na dowalaniu dziennikarzom których nie lubisz.”
- czy blog jest miejscem, w którym da się pisać tak jak wymagasz od innych ale nigdy od siebie? Niezależnie od tego, że Azrael podał argumenty na potwierdzenie swoich opinii, odwołując się do znanej wszystkim publicystyki Rybińskiego i Wildsteina.
“Jeśli chciałbyś naprawdę udowodnić postawioną na początku wpisu tezę powinieneś przejśc krótko przez wszystkie najważniejsze dzienniki od prawej do lewej strony sceny politycznej i udowodnić że we wszystkich czasopismach zostało coś z propagandy PRLu.
A więc powinienes dac przykłady zarówno z “Rzeczpospolitej” jak i z “Wyborczej”, od “Naszego Dziennika” po “Politykę”… (nawet mogłoby być to pokazane przez pryzmat sprawy Gruzji jako przykład)”
- wymagasz napisania książki z analizą socjologiczną, a nie syntetycznej wypowiedzi, do jakiej ograniczył się Azrael, który zresztą miał do tego prawo.
“I to byłaby bardzo fajna przekrojowa analiza która udowodniła by (lub nie) postawioną przez Ciebie tezę.”
- interesujące, czy Ty zdobędziesz się na podobnie pracochłonną analizę. Byłbym jej niezmiernie ciekaw. Zwłaszcza realnego spełnienia Twoich własnych postulatów.
“Tymczasem treść tekstu całkowicie nie pasuje do postawionej na początku tezy, bowiem w tezie uogólniasz (i mim zdaniem słusznie) na wszystkie (większość) media, tymczasem w części głównej koncentrujesz się już na wycinku (mediach których nie lubisz). To nie jest rzetelne podejście.”
- rozumiem, że słowa krytyki Azraela nie pasują do tezy, bo są krytyczne, mimo że teza też jest krytyczna.
Azrael – jak widzę – nie ma prawa do wyrażania własnej opinii o dziennikarzach, których nie lubi, a są lubiani przez Ciebie, natomiast Ty masz zawsze prawo do wyrażania negatywnej opinii na temat poglądów Azraela.
Jakby nie patrzył, każdy kot ma swój kij, którym oberwie. To się nazywa sofistyka albo przyziemnie obracanie kota do góry ogonem z każdej dowolnej pozycji.
“Mógł być z tego świetny wpis, niestety Twoje poglądy polityczne wygrały (czym pokazujesz że postawiona przez Ciebie teza odnosi się także do blogerów).”
- no i proszę, w końcu nie wiem, dlaczego tekst Azraela jest be (brak jakichkolwiek kryteriów oceny), a dlaczego Twoja krytyka jest cool (brak jakiejkolwiek metody oceny).
Szczerze mówiąc kompletnie nie widzę Twojego odniesienia się do tematu podjętego przez Azraela. Tego wszak wymagasz na przykład ode mnie, żebym merytorycznie polemizował z tym, co napisałeś. Jak polemizować z oceną pisania Azraela? Bo to napisałeś – oceniłeś wypowiedź Azraela. Wybacz – chyba za dużo wymagasz. To się nazywa dyskusja o d… Maryny a nie dyskusja o kondycji polskiego dziennikarstwa, które ma tyle wspólnego z dziennikarstwem, co magiel z salonami albo patriotyzm z wrzaskiem o szpiegach.
petrel
sierpień 19, 2008 at 15:16
PS.
Bo wpis Azraela de facto jest wprowadzeniem do niekończącej się dyskusji na temat kondycji polskiego dziennikarstwa, a właściwie politycznego pismactwa.
petrel
sierpień 19, 2008 at 15:22
Khair el-Budar,
Nie łapię… Przecież pod tym wpisem słowa nie napisałem o Kaczyńskim…
petrel
“co naukowego dostrzegasz w tekście Azraela?”
Chodzi o to że zaczął dość naukowo stawiając pewną tezę. Miałem nadzieję na przeczytanie dobrego rzetelnego, obiektywnego wpisu. Niestety w dalszej części zupełnie zmienił temat…
“Od kiedy dziennikarstwo i komentowanie wydarzeń politycznych jest nauką”
Dziennikarstwo jest nauką, niektórzy nawet je studiują, jakbyś nie wiedział, na temat dziennikarstwa i mediów powstalo wiele prac naukowych…
“Niezależnie od tego, że Azrael podał argumenty na potwierdzenie swoich opinii, odwołując się do znanej wszystkim publicystyki Rybińskiego i Wildsteina.”
Niestety Azrael podszedł do udowadniania swojej tezy dość wybiórczo. teza dotyczyła wszystkich mediów, uzasdnienie tylko mediów “nielubianych”. Do obiektywizmu brakuje przykładów z “Wyborczej”, “Trybuny”, “Polityki” itd.
“wymagasz napisania książki z analizą socjologiczną, a nie syntetycznej wypowiedzi, do jakiej ograniczył się Azrael, który zresztą miał do tego prawo.”
Bez przesady – wystarczyłoby nieco wydłużyć wpis… Wypowiedź nie jest syntetyczna lecz wybiórcza. Syntetyczna byłaby gdyby przykłady były zarówno z lewej jak i z prawej strony sceny politycznej…
“interesujące, czy Ty zdobędziesz się na podobnie pracochłonną analizę”
Nie ja postawiłem tezę… tylko Azrael…
“- rozumiem, że słowa krytyki Azraela nie pasują do tezy, bo są krytyczne, mimo że teza też jest krytyczna.
Azrael – jak widzę – nie ma prawa do wyrażania własnej opinii o dziennikarzach, których nie lubi, a są lubiani przez Ciebie, natomiast Ty masz zawsze prawo do wyrażania negatywnej opinii na temat poglądów Azraela.”
Nic nie zrozumiałeś. Słowa krytyki Azraela nie pasują do tezy ponieważ nie odnoszą się do całości polskiego dziennikarstwa (różne opcje od Rzeczpospolitej do Gazety Wyborczej), a teza się do nich odnosi. Gdzie napisałem że “Azrael nie ma do czegoś prawa”?
“- no i proszę, w końcu nie wiem, dlaczego tekst Azraela jest be (brak jakichkolwiek kryteriów oceny), a dlaczego Twoja krytyka jest cool (brak jakiejkolwiek metody oceny).”
Jeszcze raz – główna część wpisu ma się nijak do tezy postawionej na początku.
Właściwie moim zdaniem można by zrobić z tego dwa wpisy – jeden typowa publicystyka na temat tego co “zła” Rzeczpospolita pisze o Gruzji, drugi rzetelna analiza propagandy w mediach (we wszystkich od lewej do prawej strony).
Tu natomist mamy pomieszanie z poplątaniem. Teza na poczatku (ogólna – “dowalajaca” dziennikarzom wszystkich opcji) nie pasuje do tresci wpisu (”dowalanie” tylko prawicowym mediom).
“Szczerze mówiąc kompletnie nie widzę Twojego odniesienia się do tematu podjętego przez Azraela”
Jak to? Napisałem że zgadzam się z pierwszą częścią wpisu Azraela (z tezą), natomiast nie wiem co do tej tezy ma dalsza część wpisu. To bardzo merytoryczne. Nie atakuję personalnie jak Ty, odnoszę się wyłącznie do treści wpisu…
Palestrina2005
sierpień 19, 2008 at 16:24
Wspolczesne 40-latki, to jednak dzieci swoistego szowinizmu politycznego, bowiem w ich poczatkach dojrzalosci pakowane w umysly byly mysli i fakty solidarnosciowej egzystencji, rodzacej sie pseudodemokracji w Polsce. Dlatgeo tez nie bardzo zgadzam sie z Toba Azrael w kwestii poczatkowej tezy. To o czym piszesz jest jednak sladem resztek tzw. “postkomunistycznego pluralizmu” i odradzajacej sie wrogosci Polakow do wszystkiego co rosyjskie. To prowadzi do slepoty i zagubienia politycznego i cechuje przede wszysytkim 50 latkow i starsze pokolenia.Trudno jest jednak pominac i przypokniec wielu naszym decydentom ViP-om i innym on the Top polskiej polityki, ze maja w swym zyciorysie okresy przynaleznosci do PZPR ( a niejednokrotnie nie tylko samej porzynaleznosci ale i aktywnej dzialnosci). Tym staram sie tlumaczyc pewne dominujace komentarze co do konflikytu Gruzinsko – Rosyjskiego.
Ja powtarzam stanowisko swoje.
Konflikt rozpetala Gruzja i w moim odczuciu w efekcie podszeptow i pewnego zaangazowania USA i Izraela. Saakaszwili to kolejny pionek w grze i manewrach Bialego Domu tak jak ustepujacy Prezydent Pakistanu.Zaczyna sie sypac pajeczyna Bialego Domu ale to jeszcze nie koniec. Czescia tej pajeczyny jest Polska i kolejny slepy balwan wierzacy – niczym w swiety obrazek- w sojusznicze zaangazowanie USA w obrone zywotnych interesow Polski tj. USA z G.W.Buschem na czele.
Nikt nie zauwaza, ze Rosja mimo wielu wewnetrznych przemian i postepu w rozwoju ciagle w istocie jest osaczana czyms, co daje im pwod do myslenia – czy aby imperialisci zachodni silnie nas nie zaczynaja otaczac? Tak rozumujacy Kreml bedzie sie przeciwstawial roznymi sposobami nawet kosztem kolejnej zimnej wojny i dla mnie jest to zrozumiane. Tak Europa jak I Rosja kilka lat temu zaczeli wzajemnie sobie wyciagac przyjazne rece, otwierac warunki wzajemnej wspolpracy, normalnych stsosunkow tzw. dobrosasiedzkich. Teraz zaczyna sie znowu zamykac – moze nie zelazna – kurtyna dzielaca Rosje od reszty swiata. Komu jest to potrzebne? Czemu ma to sluzyc? Czy aby Rosja ma prawo do reagowania w imie swoich interesow i ineteresow obywateli posiadajacych rosyjski paszport.Mam prawo tu w tym momecie uznac takich jak Wildstein, Lech Kaczynski, i wielu innych fobistow antyrosyjskich za slepcow i glupcow, oderwanych od rzecywistosci panikarzy, zeby juz nie powiedziec blaznow – niewolnikow swojego niedoedukowania ( mimo licznych i rozlicznych dyplomow profesorskich).
Nie chailbym aby w niedalekiej przyszlosci Polska byla tym czy Balkany na poczatku I wojny swiatowej i aby gorzkie naszej doswiadczenia z wrzesnia 1939 w jakim stopniu sie nie powtorzylu. Dziwnie nie wierze w te silne gwarancje sojusznicze, cos pod skora podpowiada mi, ze Polska to dosiwadczalne przedpole dla reszty Europy. Obym sie mylil.
Roman Strokosz
sierpień 19, 2008 at 16:24
Jakiego dziennikarstwa Petrel? Jakiego polskiego dziennikarstwa znowu?
Przeczytaj prosze z uwaga:
http://www.spj.org/ethicscode.asp
a potem powiedz z reka na sercu: tak, to wlasnie dziennikarstwo cechujace sie tymi cechami mam na mysli mowiac “polskie dziennikarstwo”.
Jesli jednak opisywane przez Ciebie zjawisko tych cech nie posiada, to moze powinnismy sie zastanowic nad potrzeba znalezienia jakiegos innego okreslenia na polskie, hm…
O czym my w ogole z Palestiami tego swiata rozmaiwamy?
telemach
sierpień 19, 2008 at 16:29
@palestrian: nie zarzucaj w co drugim wpisie innym ze Cie nie zrozumieli. Pisz zrozumiale.
telemach
sierpień 19, 2008 at 16:31
offtopic
We wrześniu polski okręt wojenny wpłynie na Morze Czarne – będzie to fregata ORP Kazimierz Pułaski (eks USA). Marzenia prezydenta o zbrojnej obecności w rejonie Gruzji spełnione
. Niby to w ramach Natowskich operacji morskich zaplanowanych rok temu ale zawsze…
RMPL
sierpień 19, 2008 at 17:15
Palestrino!
Tośmy sobie pogadali. Każdy o swoim. Ja o kryteriach i metodzie oceny pisania Azraela, Ty o tym, że Azrael źle pisze i już. Z Tobą jak zwykle.
Co do dziennikarstwa jako nauki, moje zdanie jest kompletnie przeciwne.
Wybacz facetowi naznaczonemu politechnicznym wykształceniem. Nauka – moim zdaniem – kończy się tam, gdzie zaczynają subiektywne dywagacje zwane nauką, podpierające się dla dodania sobie powagi jakimiś proceduralnymi regułami tworzenia tzw. dorobku naukowego.
Na Politechnice naukę dzieliliśmy na naukową i naukawą. Dziennikarstwo i stosunki międzynarodowe nigdy nie załapało się nawet na naukę naukawą.
Uniwersytecką nauką była dla nas matematyka, fizyka, prawo wymagające logiki i konsekwencji (przymiotów nieznanych polskim prawodawcom), cybernetyka, genetyka, i parę innych dziedzin.
Nauką naukawą była socjologia, historia, filologia, psychologia.
Ale dziennikarstwo i stosunki międzynarodowe nie załapywały się w naszych oczach do żadnej kategorii zasługującej na poważne lub odrobinę mniej poważne traktowanie. Czego dowodem nasi wykształceni na dziennikarstwie i stosunkach międzynarodowych aktualni politycy i dziennikarze właśnie. Amen.
Telemachu!
Nie czyń mi wyrzutów, wszak pisałem o polskim pismactwie, zwanym dla zmyłki dziennikarstwem. Nie ma między nami sporu.
petrel
sierpień 19, 2008 at 17:26
uff….
jah
sierpień 19, 2008 at 18:34
No cóż poważny atak demencji w orędziu.
Pan prezydent uratował nas przed staniem się oblężoną twierdzą i skansenem Europy (to chyba jak przyjął dymisje rządu brata ?) oraz współtworzył tak wspaniały dla Polski traktat lizboński (nie wspomniał tym razem że martwy ?). Mamy też potężnych sprzymierzeńców jak choćby tradycyjnie europejski Azerbejdżan…
RMPL
sierpień 19, 2008 at 20:08
domyślam się że niewiele tracę ignorując tygodniami przekaz telewizyjny jakikolwiek
panmodry
sierpień 19, 2008 at 20:23
Mąż stanu, cień swego brata, wyrecytował jak 8 latek tekst orędzia, które napisała spocona dziewczynka – Co lud się dowiedział? Ja tego dokonałem, to ja jestem gwarantem, etc, etc. A za dwa lata niewdzięczny lud polski pokaże mu środkowy palec. Czy to jest prawo i sprawiedliwość? Za naszą i waszą wolność – wiecznie żywe – i jak na tym wyszli nasi przodkowie? Też po staropolski – jak Zabłocki na mydle.
Khair el-Budar
sierpień 19, 2008 at 21:26
Zaciekłość takich ludzi jak Rybiński można tłumaczyć chyba tylko głupotą… Tuwim mowił: “Powiedzeć komuś idiota, to nie obelga, lecz diagnoza”, ale jakoś nie potrafię im współczuć. Zbyt wiele złego robią… Rusofobia, jak każda zresztą fobia (agorafobia, klaustrofobia, akrofobia itd…), jest chorobą. Nieszczęściem dla Polski jest to, że cierpi na nią zbyt wielu polityków i dziennikarzy.
Twierdząc, że to Gruzja rozpętała te bezsensowną wojnę (i to w dodatku w dniu rozpoczęcia igrzysk olimpijskich), bombardując z zaskoczenia stolicę autonomicznej republiki, której 70% obywateli posiada rosyjskie obywatelstwo, powodując przy tym liczne ofiary śmiertelne, nie uważam abym był rosyjskim agentem wpływu. Jest to po prostu “oczywista oczywistość”. Reakcja Rosji była jak najbardziej logiczna i zrozumiała, a podany na tacy pretekst został znakomicie wykorzystany przez Miedwiediewa i Putina. Takie sa fakty. A koszty kretyńskiej polityki zagranicznej LK ponosić będą wszyscy Polacy. Szkoda…
jasio75
sierpień 20, 2008 at 0:32
Najpierw nie na temat artykułu tylko dyskusji polsko-rosyjsko-gruzińskiej: Ja też uważam że Saakaszwili wygłupił się okropnie i podłożył Rosji tak jak sobie wymarzyli – i to że żal mi przeciętnego gruzińskiego obywatela nie ma tu nic do rzeczy. Rosja w tej chwili okupuje terytoria gruzińskie i demoluje co się da – i to jest oczywiście złe i jestem przeciw, ale ostra reakcja wyszła od NATO i USA, dużo słabsza od UE, a super-bojowo-mocarstwowa od… Polski. Czyli wyszliśmy przed szereg z której strony by na to nie patrzeć. A osoba reprezentująca nasze państwo na zewnątrz powinna się postarać żeby to co mówi i robi jakoś się mieściło w ramach organizacji których dobrowolnymi członkami jesteśmy. A jak będziemy machać na Rosję szabelką to poniesiemy tego konsekwencje i polityczne i gospodarcze, bo na samodzielne (i skrajnie nieodpowiedzialne) machanie szabelką to jesteśmy za mali i za słabi jako państwo. Zapewne to podejście czyni ze mnie rusofila, ale ja się nie martwię, wiedziałam że jestem czerwieńsza niż towarzysz Wołodia Ilicz już od dosyć dawna, praktycznie od momentu kiedy pierwszy raz ośmieliłam się nie zgodzić ze stanowiskiem PIS
To teraz na temat artykułu jako takiego: wydaje mi się że czytelnik biorąc do ręki gazetę wie co robi. Wie jaka jest linia tej gazety, jaka w ramach tej gazety jest linia poszczególnych dziennikarzy i czyta na własną odpowiedzialność. I wprawdzie wypowiedzi niektórych dziennikarzy porażają ale porażają tylko tych którzy się z nimi nie zgadzają – nieważne czy z formą, czy z treścią czy z oboma. A ci którzy się zgadzają słuchają/ oglądają/ czytają z zapartym tchem i wypiekami na twarzy. Ja osobiście np z Rzeczpospolitą mam do czynienia o tyle że w służbowym egzemplarzu czytam żółte strony, a czasem też zielone. A białych nie bo i po co… Z mediami drukowanymi jest o tyle łatwo, że tutaj naprawdę decydują czytelnicy i schodzi nakład większy albo mniejszy. Może nie jest to idealna sytuacja, ale jakoś działa. Z telewizją jest już trochę gorzej, ale tu też się problem prędzej czy później rozwiąże, w końcu tak naprawdę liczy się oglądalność… A blogi to najprostsza sprawa: dopóki nie zostanie złamane prawo to można pisać o czymkolwiek, jakkolwiek. Tutaj myślę milion dla Azraela odpowiada przynajmniej częściowo na pytanie o jakość. A jak się komuś nie podoba jego styl – to niech nie czyta, albo poleci dobrego korepetytora z polskiego. A jak się nie podobają opinie – to są dwie możliwości: polemizować z całością lub częścią lub iść sobie na blog innego komentatora, bardziej po linii.
I jeszcze taka malutka uwaga na koniec przydługiego postu: złapałam się ostatnio na tym, że wpisy Palestriny przewijam. W teorii powinno się uprzejmie wysłuchać osoby z którą się nie zgadzam i zastanowić się nad jej stanowiskiem, z pożytkiem dla mnie i całości dyskusji, ale… Wyszło mi że polemika nie ma sensu bo nie tylko go ani nie przekonam ani nie namówię, ale nawet nie zostanę wysłuchana bo nie głoszę Jedynej Prawdy, a czytanie mantry LK (i/albo) JK wielkim mężem stanu jest mnie zwyczajnie męczy i drażni. I palce same uderzają w spację…
Aya
sierpień 20, 2008 at 11:50
Azrael nie jest obiektywny w tym, co pisze i chyba nawet do tego nie aspiruje, gdyż z reguły jest antykaczystowski.
Nie można jednak czynić mu z tego powodu zarzutu, gdyż blog jest jego osobistym spojrzeniem na rzeczywistość wszelaką, w tym także na dziennikarstwo. A że zrobił to w oparciu o Rzepę? Nie umniejsza to wartości jego tezy, którą swobodnie można ekstrapolować na pozostałe wydawnictwa.
Lunetarius
sierpień 20, 2008 at 12:05
Dopiszmy do tej listy jeszcze tygodnik “Na krzywy ryj” oficjalnie znany pod nazwą “Wprost” (rok założenia 1982). Długoletni redaktor naczelny, towarzysz Marek król, TW SB ps. op. “Rycerz”, wraz z różnymi gabryelami i nowinami-konopkami robił wiele, aby zapomniano o przeszłości jego i kierowanego przez niego organu….
wehehe
sierpień 24, 2008 at 21:41