Polacy są zmęczeni

Ten artykuł został wymuszony na mnie. Nie, nie postawiono mi ultimatum, że jakie nie napiszę na konkretny temat, to przestaną mnie czytać i porzucą dla innego blogera, czy, nie daj Panie B., dziennikarza mainstreamu. Moi czytelnicy, grupa elitarna (podlizuję się, co nie?!), stwierdzili, że miałkość dyskusji publicznej, narzuconej przez media, dla których news i afera są główną pożywką, jest dla nich nie do przyjęcia. Uważają, słusznie, że to co od dłuższego czasu jest nam podawane przez publikatory, z prawej, lewej i centrowej strony - nie wypełnia wymagań intelektualnych odbiorców. Że dyskusja publiczna jest po prostu zastępcza w stosunku do potrzeb społecznych, może nie wyrażanych wprost, ale odczuwanych.
I rzeczywiście - kiedy został powołany rząd Donalda Tuska, mieliśmy nadzieję, że dyskusje o sprawach przeszłości i rozliczeń, jakie nam serwowano przez poprzednie dwa lata, zostaną zastąpione dyskusją o przyszłości Polski, jej rozwoju cywilizacyjnym, modernizacji, problemach społecznych. Że rząd Tuska jest intelektualnie przygotowany do tego, bay podjąć się tego rodzaju dyskusji. I że jest gotowy do wyzwań. Nie wzięliśmy pod uwagę, że politycy polscy są przygotowani do SPRAWOWANIA władzy, a nie są przygotowani do formułowania celów, programów i projektów. I wbrew pozorom - nie jest to sytuacja wyjątkowa dla naszego kraju - bo wszędzie politycy, poza wielkim jednostkami, jak kanclerz Adenauer, prezydent de’Gaulle’a premier Margaret Thatcher - nie są predestynowani do wizjonerskich działań. A jak próbują, tak jak to czynił Jarosław Kaczyński - kończy się to farsą polityczną.
Problem jest zgoła inny; Kto i jak powinien kształtować w Polsce poważną dyskusję polityczną i społeczną, a której można by znaleźć i odpowiednio postawione pytania i odpowiedzi na nie i oczywiście - plany i projekty działań? I to nie tylko doraźnych, na okres kadencji sejmowej, lecz w horyzoncie 10, 20, 30 lat? Kto w Polsce powinien odpowiadać za studia strategiczne, dotyczę kluczowych sfer życia społecznego, gospodarki, edukacji, polityki społecznej, długofalowej polityki zagranicznej?
Na pewno nie możemy się spodziewać, że polskiej partie polityczne, esencja działania i emanacja woli politycznej, zajmą się tymi zagadnieniami. Polskie elity, pożal się Boże, są tak miernej jakości, że nie możemy od nich tego wymagać. Polskie partie nie mają kręgosłupa ideowego, nie mają programów, mają tylko hasła wyborcze, które w zależności od koniunktury politycznej, są modyfikowane i ubierane w nowe słowa.
W rozwiniętych demokracjach mówimy – partia XYZ jest liberalna, ale w programie ma też elementy takiej to a takiej doktryny. W Polsce niestety jest odwrotnie – partia Prawo i Sprawiedliwość uchodzi za prawicę, a nawet w retoryce jest – populistyczno - socjalistyczna. I tak jest ze wszystkimi.
Z czego to wynika? Nie z pragmatyzmu politycznego – bo to jest termin oznaczający umiejętność zmiany nastawienia w konkretnych sytuacjach w ramach doktryny. Polskie partie są koniunkturalne – i populistyczne – bez wyjątku. I bez zaplecza ideowego i intelektualnego.
Tego rodzaju sytuacji winny jest rozwój społeczny Polski w ciągu ostatnich 17 lat. I w sensie pozytywnym i negatywnym. Pozytywnym – ponieważ świadomość społeczna jest ściśle skorelowana z poziomem wykształcenia i zamożności. Im społeczeństwo bardziej wykształcone – tym bardziej świadome i swojej i polityków odpowiedzialności za życie polityczne. I jego wybory bardziej świadome.
Świadomy wyborca powinien sobie zdawać sprawę z tego, że jego uczestnictwo w wyborach i życiu społecznym powinno wpływać w prostej linii na poziom życia jego, jego rodziny, na jego życie zawodowe.
Tylko w tym jest szkopuł – w Polsce tak nie jest… ponieważ w Polsce, jako kraju, w którym procesy demokratyczne nie do końca działają, politycy są praktycznie bezkarni, jeżeli chodzi o weryfikację ich obietnic.
Nie ma czegoś takiego, jak weryfikacja wyborcza. System wyborczy, preferujący wybory proporcjonalne, preferuje głosowanie na partie, bloki, nie na poszczególnego przedstawiciela danej społeczności. Jest tak na szczeblu centralnym i lokalnym. Każdy, nawet najbardziej mierny poseł, jeżeli jest posłuszny szefowi swoje partii, i ta partia nie popełniła katastrofalnych błędów politycznych – ma szanse na reelekcje do następnego parlamentu.
Mała frekwencja wyborcza, oraz brak zaangażowania w życie społeczne, wynika z tego, że społeczeństwo widzi, jak mało od niego zależy. Prowadzi to również do tego, że ludzie, którzy mogliby wnieść coś konstruktywnego dla Polski, do życia politycznego – unikają aktywności społecznej, uciekając w sferę biznesu – i w ich miejsce wchodzą miernoty. Cóż sobą reprezentowali tacy ludzie, jak Bosak, Pawłowicz, Mateusz Piskorski ?! Co wnieśli do budowy Państwa?
W Polsce istnieje konieczność odbudowy państwa obywatelskiego i odbudowy tkanki intelektualnej społeczeństwa, na drodze wszechstronnej edukacji obywatelskiej. Substancja polskiej inteligencji została zniszczona – najpierw przez II Wojnę Światową, potem przez inercję polskiego komunizmu. Teraz natomiast, ta polska inteligencja – bo to już 2 lub 3 jej pokolenie – nie kwapi się do pełniejszego zaangażowania w politykę. Stąd mamy Leppera, Beger, Wrzodaka, stąd mamy także to, że Jarosław Kaczyński tak łatwo doszedł do władzy w roku 2005.
Nie da się odgórnie narzucić dyskusji na tematy trudne i ważne, nie możemy tego wymagać od mediów, które w warunkach polskich zatraciły poczucie odpowiedzialności za państwo i jego interes. To samo społeczeństwo, po pierwsze musi dojrzeć do tego, aby zacząć wybierać nie populistów i demagogów, ale samo formułować postulaty.
Polska jest w trudnej sytuacji geopolitycznej i gospodarczej. Jesteśmy zauroczeni trwającym od lat rozwojem ekonomicznym, tyn wzrostem 5 - 6% PKB rok do roku, wzrostem płac i stałymi przypływami środków unijnych, ale na horyzoncie już widać zagrożenia. I co ciekawe - są to zagrożenia, które jako żywo przypomina kornaiowską gospodarkę niedoboru. Jak słusznie zauważył jeden z moich komentatorów, fundamentalne pytania o Polskę nie dotyczą “Bolka” i “Ketmana”, lecz polityki energetycznej państwa, polityki społecznej, w kontekście wzrostu kosztów polskiej siły roboczej, starzenia się społeczeństwa i nierozwiązanych problemów systemu emerytalnego.
Inne ważne problemy, to to kwestia ładu medialnego, w dobie powszechnej cyfryzacji i otwarcia rynku dla inwestorów zagranicznych, sprawy polskiej edukacji (wyniki matur świadczą o jej upadku - a szkolnictwo wyższe jest także w tragicznym stanie), roli Polski na arenie Unii Europejskiej… i wiele, wiele innych zagadnień fundamentalnych dla rozwoju kraju.
Dyskusje na temat tego, jak wyglądała polska demokracja po roku 1989 są ważne, co ją kształtowało, jakie ma ciemne strony - są ważne. Ale nie są najważniejsze! W kontekście powyżej, skrótowo zarysowanych problemów - są tematami zastępczymi. Ile - i po co - można dyskutować o Lechu Wałęsie i jego epizodzie w latach ‘70? Ile razy można wracać do tematu lustracji, teczek? Czy Instytut Pamięci Narodowej jest organem, który rozwiąże polskie problemy? Nie jest on centru studiów strategicznych, nie wnosi do polskiego życia społecznego wartości, które go popychają do przodu, nie jest wart pieniędzy, jakie są na niego łożone.
Historia narodu jest ważna. Ważna jest pamięć o rotmistrzu Pileckim, ważne jest wyjaśnienie, jak to było z katastrofą w Gibraltarze w roku 1943 (choć Baliszewskiemu nie wierzę za grosz…). Tylko, że nie poprawi się od tego poziom kształcenia polskiej młodzieży, ani nie będą bardziej ochoczo pracowali polscy lekarze i polskie pielęgniarki.
Jest prawdą - Polska stoi zaściankiem narodowo - katolickim, w którym dyskurs polityczny i społeczny kształtowany jest przez populistyczne slogany i narzucone tematy zastępcze. I jeżeli nie zostanie to szybko zmienione, jeżeli zostanie zahamowana polska integracja ze strukturami Unii Europejskiej, której wzory powinny być jak najszybciej zaszczepione w naszym kraju - to będziemy mieli znów exodus z Polski na Zachód następnej fali polskiej młodzieży i inteligencji. Tym razem nie z powodów ekonomicznych - lecz z powodu “estetyki” życia społecznego.
Polacy muszą przestać być obserwatorami i odbiorcami haseł polityków i mediów, które serwują nam coś, co jest ersatzem prawdziwych problemów. Powinni zbudować na nowo swoją aktywność społeczną.
Ma rację profesor Kulesza, który twierdzi, że odrodzenie się samorządności, to największy sukces polskiej transformacji ustrojowej. Nie przenosi się on, niestety na szczebel centralny, nie emanuje na rozwiązania dla całego państwa. Jednak od czegoś trzeba zacząć.
Kilkanaście tygodni temu pisałem o małych ojczyznach. Mała ojczyzna to miejsce w którym żyjemy, a także – dla którego powinniśmy żyć. Nie chodzi tylko o określoną przestrzeń geograficzną, lecz głównie o miejsce, w którym ktoś się duchowo ukształtował, i dla którego jest to miejsce, dla którego powinien żyć i pracować.
Oczywiście – ta przestrzeń, wraz z sytuacją osobistą – a niekiedy, niezależnie od nas – może się zmieniać. Może ulec radykalnie zmianie.
Bez zrozumienia pojęcia „małej ojczyzny”, wspólnoty – nie ma pojęcia dobra wspólnego narodu. Każdy, kto uległ przeniesieniu ze swojej „małej ojczyzny” i poddał się ideologii, która jest oderwana od jego doświadczeń wspólnoty – nie będzie rozumiał konieczności działania na rzecz ogółu. To jedna ważna sprawa.
Drugą, równie ważną, jest uświadomienie sobie, że dyskusje o przeszłości są dyskusjami, które nic nie wnoszą, nie posuwają Polski do przodu, a tylko zatruwają umysły.
Azrael




No coz, mozemy przytaknac. Albo na poczatek przyjrzec sie konkretom. Konkretem jest dla mnie nasze postrzeganie rzeczywistosci, nasze oceny i wynikajace z tych ocen wnioski. I dlatego zamiast z wdzieczoscia slawic powyzszy tekst przyczepie sie do szczegolu. Azraelu piszesz: “Nie da się odgórnie narzucić dyskusji na tematy trudne i ważne, nie możemy tego wymagać od mediów, które w warunkach polskich zatraciły poczucie odpowiedzialności za państwo i jego interes.” Istotnie nie da sie narzucic. Ale w zaden sposob nie moge sie zgodzic z druga czescia twierdzenia. Mozemy wymagac. Nawet powinnismy. Media nie tylko ksztaltuja swiadomosc zbiorowa. W warunkach gospodarki rynkowej sa one rowniez odzwierciedleniem zapotrzebowania na konkretny rodzaj informacji. Dlatego domagajmy sie glosno oddzielania informacji o faktach od politycznego komentarza. Nie przemilczajmy wystepkow panow zurnalistow wowczas gdy nam to odpowiada. Nie przechodzmy do porzadku dziennego nad faktem ze w Polsce nie ma z malymi wyjatkami prasy zaslugujacej na to miano. Nie zgadzajmy sie na uproszczenia nawet wowczas gdy odpowiada nam kierunek ataku. Nie poddajmy sie defetyzmowi i rezygnacji gdy chodzi o stworzenie (a nie ratownaie bo aby cos mozna bylo ratowac wpierw musi to byc) mediow publicznych. Publicznych - nie panstwowych.
Azrael, zauwazyles slusznie ze opinia publiczna uzewnetrznia sie w rozwinietych demokracjach poprzez twory typu NGO. Mysle., ze warunkiem zaistnienia takich struktur jest wyartykulowanie tematow, priorytetow i oczekiwan. Ja oczekuje od moich wspolobywateli ze w przypadku mediow nie beda poddawali sie wygodnemu koniunkturalizmowi ani defetyzmowi wynikajacemu z przeswiadczenia ze nic sie w Polsce nie moze udac. Tak na poczatek.
rmstemero
1 lip 08 at 15:28
To wszystko prawda, więc pesymizm tym bardziej uzasadniony. Rzeczywiście nie ma innej drogi niż stały/stabilny wzrost zamożności i wiedzy/kultury narodu. Tymczasem media, na ogół, ogłupiają, judzą,wrzucają tematy zastępcze itd., to zresztą zjawisko globalne.Kościól katolicki też wykonuje fatalną pracę nad umysłami wciąż wiernych Polaków.IPN jak wyżej.I jeszcze jedna drobna sprawa na gorąco pan prezydent/podwójny , właśnie dzisiaj ogłosił w wywiadzie dla Dziennika,że nie widzi sensu ratyfikacji TL. Mały, głupi łajdak/podwójny, no cóż nieszczęścia chodzą parami.
Alek Prusek
1 lip 08 at 15:32
Na razie czytam i analizuję. Zmiana tematu frapująca. Pozdrawiam.
petrel
1 lip 08 at 16:06
Brawo Azraelu Brawo!!!!
Proponuje spojrzec na wszystko jeszcze przez inny pryzmat. Pryzmat perspektywy zwiazanej z ogolnoswiatowym obecnie juz kryzysem ekonomicznym.
Zjawiska recesji w gospodarce USA majace wyraz bardziej jednak lagodny i tendencje przemijajaca nie pozostaja bez sladu i wplywu na gospodarki mniejszych - bardziej podatnych na wstrzasy swiatowej ekonomii panstwa , takie jak Polska.
W poprzednich rzadach - roznych koalicjach miejlismy do czynienia i nadal mamy do czynienia z krotkowzrocznioscia w palnowaniu i organizowaniu ekonomiki i jednostkowych budzetow.
Na przestrzeni minionych 17-tu lat dzialania kazdej koalicji rzadzacej podporzadkowywane byly ponadto emocjom wewnetrznych tarc politycznych, rozgrywek , afer.Kto tam myslal o bezpieczenstwie energetycznym, o slabnacym dolarze bedacym jednak w swiecie glowna waluta rozliczeniowa.Czy ktokolwiek staral sie prognozowac zachowania poszczegolnych branzowych ekonomik?Kto w istocie byl zainteresowany rozwiazaniami systemowymi w wielu branzach budzetowych, ktore de facto nie powinny byc w ramionach budzetu a na wlasnym rozrachunku?Jesli tak rzy na analizowac wszystkich , ktorzy na przstrzeni minionych 17-tu lat decydowali o Polsce - a w szczegolnosci minione prawie 3 lata dochodze do wniosku, ze rzeczywite losy Polski, kondycja ekonomiczna kraju a wiec standard zyciowy Polakow zbliza sie do glebokiego zalamania. Coraz bardziej bedzie odczuwalne zalamanie rozwoju gospodarki.W wilu przypadkach bedzie potrzebny tzw. protekcjonizm panstwowy na ktory Polski nie bedzie stac i jak ludziom wytlumaczyc widmo powaznego zalamania gispodarczego a wraz z nimmrosnacej inflacji, rosnacych coraz szybciej kosztow utrzymania, ponownego wzriostu bezrobocia?
Rzeczywiscie Polacy zaczynaja byc tym zmeczeni i zniecierpliwieni i nie bardzo maja swiadomosc, co jeszcze ich czeka.Czy aby nie specjalnie, dla odwrocenia uwagi karmi sie Polakow walesopatologia, aferami, pierdolami w sprawie tarczy i innymi bzdurami.
Czy mozna przewidziec scenariusz wydarzen w Polsce na nastepne dwa lata?
Mozna i mam swoj osobisty scenariusz. Jest on jednak na tyle przygnebiajacy, ze nie chce go tu i teraz nakreslac.:ata 2009 i 2010 moga byc latami kolejnego wielkiego przelomu na miare 1989 roku, bowiem cierpliwosc spoleczne moze byc doprowadzona do granicyc cierpliwosci i biernej akceptacji
Roman Strokosz
1 lip 08 at 16:48
Oczywiście, że czyta elita:).
Mam parę własnych spostrzeżeń, trochę odmiennych. Po pierwsze nie za bardzo podoba mi się krytyka elit. Moim zdaniem mamy do czynienia w Polsce z rewolucją demokratyczną. Nieprzypadkowo okres III RP jest tak krytykowany przez główne siły polityczne (PiS ale i PO). To wtedy elity podejmowały przecież decyzje wbrew interesom “całego narodu”… Ową rewolucję demokratyczną widać w sposobie uprawiania polityki (PiS, ale również PO i SLD), o podejmowanych decyzjach decydują sondaże. Mam wrażenie, żę elity są “wycinane”, rugowane z poliyki. Nie słucha się ekspertów, bazuje na marketingu politycznym. Miernoty wchodzą do polityki daltego, że są miernotami. Moim zdaniem w Polsce mamy nasz mini “bunt mas”. Społeczeństwo nie nauczyło się jeszcze demokracji ale już wie, że ma siłę. Polityków traktuje trochę jak produkty w supermarkecie. Ważne by byli fajni i w odpowiednim kolorze. Daltego tak wielką rolę odgrywa marketing…
Z tego źródła wypływają pomysły dalszej “demokratyzacji”. Np. wybory większościowe, by ludzie mogli głosowac na ludzi a nie partie. A przecież partie to synomim elit, które nie rozumieją głosu ludu. Nikt nie mówi, że partie są słabe i że to co się w nich dzieje przecież też jest formą demokracji. Tam zdobywa się wiedzę, udowadnia swoją przydatność… Innym przykładem są referenda, np. to w sprawie Doliny Rospudy. Rośnie tez populizm, ludzie mają prawo wiedzieć. Ludzie jako masa, prawa indywidualne schodzą na dalszy plan (przykład lustracji ale nie tylko).
Druga sprawa wiąże się z wiarą w budowę społeczeństwa obywatelskiego. Niestety ten z gruntu oświeceniowy projekt się chwieje. Wiara, że wraz z wprowadzeniem demokracji ludzie będą chcieli podnosić swoją wiedzę jest z gruntu fałszywy. Społeczeństwo obywatelskie rodzi się w bólach bo starają się je narzucić elity. Wszystko powinno iść w przeciwnym kierunku, wszystko powinno być upraszczane. Konstytucja jest zbyt skomplikowana, traktat lizboński również, tak jak ordynacja wyborcza, rola TK, regulamin Sejmu, normy narzucane nam przez UE itd. Głupie elity zmuszają nas obywateli do komplikowania sobie życia podczas, gdy jest ono proste… To ma związek z brakiem wielkiej debaty o przyszłości Polski. Gdzie ma się ona toczyć? W mediach, gdzie pisują tylko niedouczeni i po prostu głupi dziennikarze. Na uniwersytetach, gdzie żyją oderwani od rzeczywistości marzyciele, których nie należy traktować poważnie? Ileż pojawia się głosów krytycznych gdy ministrem zostaje znany profesor. A tzw. autoryteety. Wszystkie z gruntu fałszywe… Obywatele nie chcą takiej dyskusji, partie również. Nic dziwnego, dzisiaj najgorszym zarzutem jest elitaryzm…
Trzecią sprwą jest absencja wyborcza. Moim zdaniem ludzie nie idą na wybory bo im się nie chce. Poczucie wyobcowania jest ważne ale nie przesadzałbym. Po prostu w Polsce nie chodzi się na wybory, to część kultury politycznej. Tylko w sytuacjach krytycznych mobilizujemy się (jak mało niech świadczą wybory z 1989 roku). Polacy nie głosują bo jest im dobrze, sytuacja materialna się poprawia (lub się nie zmienia) więc po co się trudzić. Natomiast ciągle krytykują w jakimś sensie usprawiedliwiając własną bierność.
ith
1 lip 08 at 17:01
Drogi Panie Romanie, nie wiem jak bedzie wygladala gospodarka w najbilzszych dwoch latach. Brakuje mi zarowno zdolnosci jasnowidza jak i odpowiedniej wiedzy na temat tego jakie prawa naprawde nia rzadza. Kiedys wydawalo mi sie ze wiem, zdawalo mi sie ze rozumiem dlaczego gorszy pieniadz wypierany jest przez lepszy, jak funkcjonuje podaz i popyt, w jaki sposob mozna i powinno sie postepowac aby generowac staly dobrobyt. Fiasko przepowiedni klubu rzymskiego nauczylo mnie sceptycyzmu, ponowna lektura Toefflera po latach uswiadomila mi niepewnosc wszelkiej futurologii, rowniez tej dotyczacej makroekonomii. Obserwujac ze zdumieniem rozwoj wypadkow w Polsce w ostatnich 20 latach wielokrotnie dochodzilem do wniosku ze nie da sie zbudowac czegos z niczego i ze dotyczy to rowniez ekonomii a wiec wczesniej czy pozniej rozwoj sie zalamie. Do tej pory nie zalamal sie. Nawiasem mowiac: wiekszosc naszych rodakow nie ma swiadomosci ze sa uczestnikami i swiadkami jedynego w swoim rodzaju okresu prosperity, niewyobrazalnego sukcesu gospodarczego naszego kraju nie dajacego sie racjonalnie uzasadnic. Narzekajac, zapominaja ze przed 20 laty byli nedzarzami Europy, krajem w ktorym dyrektor przedsiebiorstwa zarabial dziennie na jeden bilet do metra w Londynie, kilo bananow w Paryzu albo paczke paierosow w Niemczech. Ze udanie sie na kawe w Genewie (ktora obecnie kosztuje w kawiarni dokladnie tyle samo ile placilem za nia cztery godziny wczesniej na Chmielnej) nalezalo sie pozegnac z rownowartoscia trzydniowych zarobkow w Polsce i ze byla to bariera psychologiczna nie do przeskoczenia. Polak-turysta chodzil z butelka wody z kranu a wyjezdzal na delegacje aby zaoszczedzic zywiac sie jedzeniem z puszki przywiezionej z kraju. Niespostrzezenie, pomalutku zblizylismy sie do zycia godnego. Zdumiewajace jest jednak ze apetyt rosnie w miare jedzenia i teraz, gdy uciskaja nas buty zapominamy latwo ze do niedawna byly to lapcie a jeszcze przedtem chodzilismy boso.
Do czego zmierzam? Ano do tego, ze niezaleznie jak dlugo ten okres trwal bedzie jedno jest pewne: on sie skonczy. Wynika to z cyklicznosci rozwoju globalnej gospodarki. I bedzie to przebudzenie tragiczne dla naszych rodakow, ktorzy wowczas zrozumieja ze przetrwonili jedyny w swoim rodzaju kapital: 20 lat ktore mieli na zbudowanie solidnych fundamentow demokratycznego panstwa, struktur samorzadowych, funkcjonujacej demokracji, infrastruktury i oswiaty. Polacy klocili sie o ksztalt dzioba orla w godle narodowym, zastanawiali sie kto kogo powinien za co rozliczac, wybierali politykow w najladniejszych krawatach, dyskutowali o wyzszosci Dmowskiego nad Pilsudzkim albo na odwrot. Sprawca ich nieszczesc byl kazdy komu sie udalo, a udawalo sie roznym. W momencie kryzysu bedzie za pozno aby zajac sie rzczami sensownymi. Nie wiem czy wowczas demokracja bedzie miala tez szanse przetrwania. Jesli w okresie wzrostu zamoznosci spoleczenstwa i po osiagnieciu znaczacych sukcesow (wejscie do Unii) 30% wybralo populistow i demgaogow to co stanie sie, gdy wiekszosci zacznie sie gorzej powodzic? Gdy ilosc zfrustrowanych i wscieklych pragnacych glowy winnego przerosnie ilosc wzglednie zadowolonych? Nie wiem czy zdamy wowczas ten egzamin.
A na zakonczenie zabawny przyklad.
http://tymczasowy.salon24.pl/81996,index.html
Nie wszystko w S24 jest bez sensu. Sa tez czasem proby zastanowienia sie nad kwestiami istotnymi. Jednak ostrzegal bym przed pochopnym optymizmem. Pierwszy komentarz pod blogiem jest wspanialym prysznicem.
rmstemero
1 lip 08 at 17:43
Errata: naturalnie lepszy pieniadz wypierany byl przez gorszy. Sorry
rmstemero
1 lip 08 at 17:47
Bardzo mądry i ciekawy artykuł. Trudno się z nim nie zgodzić. Aczkolwiek mam wątpliwości co do tytułu: czy jesteś pewien, ze Polacy są zmęczeni ? Obawiam się, że patrzysz przez pryzmat swoich czytelników (to samochwalstwo, prawda ?) . Obwiam się jednak, ze statystyczny Kowalski wcale nie chce słuchać, ze swój los ma w sowich rękach, że nie uda się już niczego wystrajkować, większą pensję może dostać wtedy, gdy zwiększy swoją wydajność, a na emeryturze dostanie tyle, ile sobie wcześniej wypracował. To nie jest miła prawda, z dwojga złego lepiej już posłuchać o tym, że to UKŁAD, że ONI nas okradli i dlatego teraz mamy gorzej niz esbecy i donosiciele i tylko rozbijając go - będzie w końcu sprawiedliwie ….
marzatela
1 lip 08 at 20:13
Marzatela - istotnie tez chcialem zasugerowac ze tytul nietrafny. Ja na przyklad zmeczony nie jestem. Na okreslenie mego stanu emocji posluzylbym sie mocniejszym slowem. Wk….ny jestem. Bezgranicznie wsciekly na beztroska glupote bliznich, wlasne niedostatki i wlasna niemoc wobec zaistnialej sytuacji.
rmstemero
1 lip 08 at 20:33
rmstemero!
Dziekuje za ciekawa polemike i chce zauwazyc, ze oboje dosc delikatnie dotykamy tego, o czym nie chcemy glosno mowic. Jest tym fiasko rzadow Tuska w kwestii realizacji zapowiedzi programowych. Nie wynika to bynajmniej w 100% ze zlej woli czy tzw. nieudolnosci rzadowych. Jest to zjawisko zlozone i wypadkow tez z wspoldzialania - a raczej jego niedostatku z Palacem Prezydenckim .
Ogolnosiwatowe zjawiska ekonomiczne tez nie bez wplywu pozostaja na realizacje zadan gospodarczych Tuska . Nie mozna jednak pominac i jego potkniec i geo gabinetu, lecz tu chce jego odpowiedzialnosc ograniczyc do skali okolo 40%.
To sie jednak zbiegnie z okresem kampanii przedwyborczej do wyborow prezydenckich w Polsce i bedziemy mieli pewne efekty wyborow Prezydneta tutaj w USA - co nie pozostaje bez znaczenia dla Polski tez.
Zmeczeni Polakow siegac jednak bedzie apogeum jezli czesciej bedziemy obdarowywani konferencjami prasowynmi takimi jak ostatnia z Jaroslawem Kaczynskim. Ten czlowiek kipiacy zloscia i krytyka ( slepa krytykla Tuskla ii jego Rzadu ) moze przyprawic o mdlosci niejednego ekonomiste. Mam jednak pytanie do tego - osmielam sie go tak nazwac publicznie - PRZYGLUPA - cxzy moze nam wszystkim pokazac rzeczowo, co on uczynil za swoje dwa lata Rzadzenia? Czy moze on - nten skonczony PRZYGLUP wytlumaczyc mi jak jego brat Profesor Prawa - pozal sie Boze - na swoim UrzeDziue Prawniczym , otoczony tez niejako prawnikami i specjalistami wielu dziedzin moze dopuszczac nsie tak razacych lapsusow prawniczych, zeby nie powiedziec kompromitujacych pomylek.Czy wogole jest jakas sila, organizacja, grupa ludziu, ktorzy bedzie miala odwage publicznie wyswietlac te i inne wkestie doglebnie kompromitujace oby Kaczynskich. Uwazam, ze tak dlugo, jak beda mieli njakikolwiek wplyw na polityke spoleczna, ekonomiczna i miedyznarodowa beda mieli wplyw bezposredni czy nawet i posredni oboje Kaczynscy w Polsce nie bedzia szans na rownowage, wewnetrzny spokoj i wypracowanie sensownej polityki i programu gospodarczego.
Chyba zmeczenin jestesmy widokiem i bzdetami gloszonymi przez tych najbardziej kompromitujacych Polse Panow.
Zgadzam sii z ostatnimi uwagami rmstemero - Ja - choc jestem daleko od tego - tez jestem wk…wiony i czasami az chce sie krzyczec, ale chyba bedzie to glos wolajacego na puszczy.
Roman Strokosz
1 lip 08 at 21:22
@rmstemero
przeczytalam to, co napisales i zastanowila mnie kwestia przyziemna aczkolwiek mogaca rodzic skutki. Kto z tych, ktorzy dzis nami rzadza czytal Toefflera? Skoro oceniamy kandydatow do parlamentu wg dlugosci czasu spedzonego na styropianie, to mamy efekt jaki mamy. Otoz to. Doswiadczenie zdobyte w waaalce wzielo gore nad banalna wiedza. A wyobraznia siega nie dalej niz koniec kadencji. Cykle gospodarki to zjawisko abstrakcyjne. U nas sa cykle dynamicznego wzrostu i zmian oraz dynamicznego jeszcze bardziej rozliczania tych, ktorych rzady przypadly na koniec tego pierwszego cyklu. Z rzeczywistoscia nie ma to nic wspolnego. Mysle, ze w Polsce jest wielu ludzi, ktorzy potrafia wykorzystac koniunkture. Poniewaz od jej zmiany zalezy wiecej niz tylko to , po ktorej stronie parlamentu sie zasiadzie pozniej, maja ci ludzie wiecej wyobrazni i patrza dalej. Wykluczajac damatyczne zwroty, moga przetrwac okres recesji. A krzyczec beda z bolu ci, ktorzy i tak krzycza. I beda sie zastanawiac kto im zabral. Nie wiadomo co, ale nie ma.
beatrix17
1 lip 08 at 21:39
Beatrix, boję się, że gdyby dotknęła nas głęboka recesja, to nie można by wykluczyć dramatycznych zwrotów. Zwróć uwagę, ze nawet teraz, kiedy jest wzrost gospodarczy, przyjeżdżają do Warszawy różni niezadowoleni, rzucają śrubami, palą opony. Nie wiadomo czy w czasie recesji, skończyłoby się na paleniu opon. Dlatego uważam, że nawet ci, którzy mają więcej wyobraźni i patrzą dalej, a może przede wszystkim ci, bo są świadomi, co może się stać, powinni być zainteresowani tym, kto zasiada w parlamencie, czy oczarował wyborców swoją urodą, czy ma program rozwoju kraju.
Klara
1 lip 08 at 22:05
Och, Klaro, jasne. Chodzilo mi o tych, ktorzy w lawach siedza a nie do nich wybieraja. Mysle, ze ci sa dosc krotkowzroczni i pozbawieni wyobrazni.
A w ogole to poki co w tym kraju da sie zyc, jesli sie nie wlacza telewizora i nie czyta bloga Rzeczpospolitej
beatrix17
1 lip 08 at 23:09
No i wlasnie na ta recesje licza bracia Kaczynscy …..
Ktora to ma im pomoc w odzyskaniu waadzy !!
Jacek2
1 lip 08 at 23:27
Azraeleu, obok roli mediów w ogłupianiu społeczeństwa jest jeszcze tzw. czynnik historyczny. Po okrągłym stole do aktywności społecznej usilowala wrócić do aktywności społecznej dosyć duża grupa ludzi, aktywnych w latach 80-81, chociażby tacy, którzy usiłowali wtedy (tj. w 1981) robić samorządy pracownicze. Tylko że przed czerwcowymi wyborami okazało się, że nie są nikomu potrzebni, bo na listach wyborczych muszą się znaleźć uczestnicy śniadań u ks. biskupa, w Szczecinie wypłynął w ten sposób np. Edmund Bilicki, autor i promotor późniejszej ustawy antyaborcyjnej. Potem przyszła końska kuracja za pierwszego Balcerowicza i grupy społeczne, które mogłyby być aktywnie społecznie nagle znalazły się pod kreską i musiały zrezygnować z aktywności społecznej na rzecz walki o środki na utrzymanie (marksowska walka o byt). I właściwie taki stan rzeczy trwa do dziś.
Olek51
2 lip 08 at 6:59
@roman strokosz: dziekuje za odpowiedz. Niedostatki ideologii braci K. sa znane. Obsluguja oni okreslony typ mentalnosci i rodzaj swiadomosci ktora - jesli rozwoj ekonomiczny sie nie zalamie - znajdzie sie najprawdopodobniej w zaniku. jesli rozwoj sie zalamie i nadejdzie czas wyrzeczen - najprawdopodobniejszym wydaje mi sie scenariuzs ze polegna oni rowniez bo znajda sie inni, jeszcze bardziej cyniczni, zawzieci do dazeniu do wladzy w oparciu o najnizsze instynkty i strachy niz oni. Bracia K. nie maja monopolu na populizm i latwe rozwiazania.
@beatrix17: droga Beatrix, nie wiem kto z politykow czytal Toefflera. Wiem jednak ze decyzje podejmowane przez politykow powinny opierac sie o wiedze i doswiadczenie tych ktorzy czytali. I ze nikt nie zabrania nam wybierac politykow opierajacych swe decyzje o ekspertyzy a nie intuicje. Mnie jednak najbardziej przeszkadza w polityce ludzi uczciwych. Takich, ktorzy potrafia powiedziec: nie wiem ale postaram sie dowiedziec od tych co wiedza. Brak ludzi potrafiacych sprzedawac spoleczenstwu rowniez prawdy niewygodne i niechetnie sluchane. Wiem ze nie mozna sie od nikogo spodziewac politycznego samobojstwa ale brak alternatywy w postaci politykow nazywajacych rzeczy po imieniu a nie obslugujacych myslenie zyczeniowe ogolu jest dla mnie dokuczliwy.
@klara: sadze ze nie nalezy sie obawiac tego na co nie mamy zadnego wplywu. Na kilka rzeczy mamy - nawet jesli jest to wplyw znikomy i ogranicza sie do nazywania rzeczy po imieniu i inwentury niedostatkow albo protestu przeciw uleganiu zludzeniom. Co do reszty: pozwole sobie przywolac 7 teze z “Tractatus Logico-Philosophicus” Wittgensteina, ktorej jestem goracym zwolennikiem. Chociaz z drugiej strony to charakter ten gosc mial paskudny.
@olek51: historia to konstrukcja istniejaca w glowach tych ktorzy ja tworza i tych ktorzy przyjmuja ten twor za realnie istniejacy. Historii jako takiej nie ma, nie moze ona istniec w oderwaniu od indywidualnej oraz kolektywnej pamieci. To co nas hamuje to nie historia lecz przeswiadczenie o nieuchronnosci konsekwencji minionych zdarzen. Przypomina sie tutaj “Historia niebyla” Demandta. Czy mozna niedostatki naszej dzisiejszej demokracji tlumaczyc tym kto przed 27 laty siedzial przy jaki stole? Na pewno mozna, lecz nie zmienia to faktu ze jest jak jest i od tego stanu rzeczy musimy wyjsc aby moc cokolwiek zmienic teraz lub w przyszlosci.
Pozdrowienia dla wszystkich
rmstemero
2 lip 08 at 11:53
“Święte słowa” Azraelu!
Ja po prostu zaprzestałem komentowania niektórych historyczno-rozliczeniowych notek, bo uważam je za nieistotne. I w tym będę konsekwentny, mam nadzieję. Od historii są historycy, od rozliczeń poszkodowani, zainteresowani i prokuratura tudzież sądy.
Pozdrawiam z sympatią Ciebie i wszystkich gości.
panmodry
2 lip 08 at 12:58
Tytułem wtrętu.
Obecne partyjki polityczne, a właściwie stowarzyszenia wzajemnej adoracji, nie mają silnego zaplecza merytorycznego.
Nie znam żadnej partii, która poświęcałaby część swojego budżetu na profesjonalne tworzenie programu, uzasadnienie własnej ideologii i budowanie politycznego image.
Jeśli więc którakolwiek partia, uświadamiając sobie ogromne braki kadrowe, chce odnieść sukces po osiągnięciu władzy i wygrać następne wybory, może to zrobić tylko w jeden sposób: decentralizując władzę, ograniczając centralną redystrybucję budżetu, upraszczając prawo i przekazując mnóstwo do tej pory centralnie reglamentowanych spraw w ręce samorządów i obywateli.
Wszak bez porządnego zaplecza merytorycznego nie są w stanie obsadzić wszystkich stanowisk kompetentnymi ludźmi. Dlatego bez przerwy na stanowiskach mamy znajomych i krewnych królików różnej maści. Te błędy powtarza każda ekipa dochodząca do władzy. Każdej zdawało się, że jak obsadzi wszystkie stanowiska swojakami, to zapanuje nad polityką, gospodarką, mediami, a przez to nad wolą wyborców. I każda ekipa do tej pory kiepsko kończyła.
Miałem nadzieję, że rząd Donalda Tuska przerwie ten chocholi taniec. Wszak sam Donald wywodzi się kręgów liberalnych. Co więcej, przez większą część życia ciężko pracował, imając się przeróżnych zajęć, żeby utrzymać rodzinę i przez to posiadł wiedzę, jak wiele zależy od niego samego i od każdego z nas, żeby sobie zrobić lepiej. Wie też, co najbardziej nam przeszkadza w codziennej egzystencji. Póki co jednak rząd Donalda Tuska, wzorem swoich wielkich poprzedników śpi.
Tymczasem jego rząd wcale nie musi wdrażać wielkich reform. Od wielkich idei już mi się czka i chyba nie tylko mnie. Domu nie buduje się za pomocą wizji. Dom buduje się za pomocą rąk, narzędzi, korzystając z wiedzy i dostępnych na rynku materiałów. To samo z naszą codzienną egzystencją, która jest przeregulowana i ograniczona absurdami. Wystarczy dzisiaj znosić te przeregulowania i absurdy utrudniające nam życie, a wszyscy odczujemy ulgę i zajmiemy się działaniem a nie biadoleniem.
Pierwsze sprawy z brzegu, które już powinny być załatwione po wyborach:
1. Zniesienie podatku Belki.
W skali budżetu państwa żaden dochód, ale fakt, że musimy oddawać 19 % z groszowych zysków na lokatach, z obligacji, z funduszy powierniczych niejednego doprowadza do szału, a wielu spośród tych, którzy zarabiają niewiele, zniechęca do jakiegokolwiek oszczędzania.
2. Przepisy do przestrzegania i formalności do załatwienia, żeby założyć własną działalność gospodarczą.
Za Rakowskiego (1988, 1989 r.) firmę zakładało się w jeden, góra dwa dni za kilkadziesiąt złotych. Za rządów pod firmą PC na początku lat dziewięćdziesiątych już przez miesiąc, a spółki prawa handlowego jeszcze dłużej i to za tysiące złotych. To samo w przypadku zawieszenia lub likwidacji działalności - dzisiaj droga przez mękę. Najgorsze w tym wszystkim, że petent gania między ewidencją działalności, urzędem skarbowym, GUS-em, ZUS-em, żeby każda z tych instytucji nadała mu numer identyfikacyjny, jakby urzędy działały poza internetem i komunikowały się za pomocą gońców, to jest zainteresowanych petentów. Czy to problem, żeby po zarejestrowaniu działalności te numery przychodziły do delikwenta pocztą, wszak ewidencja ma już wszystkie jego dane.
3. Obowiązek przechowywania kwitów kasowych przez 5 lat, chociaż wszyscy wiedzą, że napisy na tych kwitach po prostu znikają już po pół roku, nawet jeśli są przechowywane w lodówce.
W epoce internetu, powszechnego dostępu do nośników cyfrowej informacji, które mogą ją przechować przez stulecia, żądanie okazywania papierków przez 5 lat to nie tylko perełka nonsensu, to przejaw paranoicznej podejrzliwości w stosunku do obywateli panującej w MF, które mentalnie jest instytucją z ubiegłych stuleci.
4. Obowiązek meldunkowy, który pozbawia bezdomnych prawa do pracy.
Żaden pracodawca nie zatrudni bezdomnego, jeśli nie wskaże w dokumentach zusowskich adresu zamieszkania. Zasada: jest dokument, jest człowiek, nie ma dokumentu, nie ma człowieka, choćby stał, krzyczał, brudził, bił, wydaje się nieśmiertelna.
5. Załatwianie spraw urzędowych, w trakcie których urzędnicy żądają przeróżnych, zwykle zbędnych zaświadczeń, zamiast ograniczyć się do oświadczenia petenta, że sprawy mają się tak i tak.
6. Telepraca lub praca przez internet zawsze w oczach PIP wygląda podejrzanie; do państwowych instytucji do tej pory nie dotarło, że w świecie, w którym panuje komunikacja internetowa, bez sensu jest świadczenie pracy w firmie na przypisanym stanowisku pracy, no chyba że ma się do czynienia z produkcją.
7. Możliwość produkcji energii elektrycznej w gospodarstwach domowych za pomocą przydomowych turbin wiatrowych, przydomowych elektrowni wodnych, baterii słonecznych itp. z możliwością sprzedaży nadmiaru wyprodukowanej energii do sieci krajowej bez koncesji, zezwoleń i innych uciążliwości narzucanych przez krajowych dystrybutorów energii elektrycznej.
8. Komunikacja ze społeczeństwem.
Zamiast brylować w mediach i odpowiadać na zaczepki opozycji, rząd z pomocą swoich rzeczników powinien zacząć mówić o problemach, z jakimi możemy się zetknąć w najbliższych latach i o sposobach ich rozwiązania. Podając swoje recepty, rząd powinien też mówić o tym, jakich postaw czy działań oczekuje od swoich obywateli. Marzę o normalnej dyskusji za pośrednictwem sensownych mediów o naszych wspólnych sprawach w ramach polityki informacyjnej rządu. To też jest element kształtowania naszej przyszłości i uprzedzania zdarzeń niekorzystnych. I rzecz jasna – komunikaty podawane prostym zrozumiałym językiem.
To tylko pierwsze sprawy, które można było załatwić od ręki za pomocą decyzji politycznych podejmowanych z pominięciem procedury uzgodnień międzyresortowych.
Uzgodnienia międzyresortowe mają to do siebie, że – zgodnie z zasadami Parkinsona i Petera – w urzędach żadna sprawa nie jest prosta. W przeciwnym razie urzędy stałyby się zbędne.
Wystarczyłoby więc, że Tusk powie: - „Będzie tak i tak, ponieważ tak chcę”, i:
1. Mielibyśmy zniesiony podatek Belki - zgodnie z obietnicą wyborczą. Nie sądzę, żeby to odbiło się na budżecie.
2. Moglibyśmy zarejestrować firmę w ewidencji działalności a resztę załatwiałyby urzędy między sobą, informując zainteresowanego o nadaniu mu identyfikatorów i innych atrybutów rzekomo niezbędnych do prowadzenia działalności gospodarczej. Przypuszczalnie mielibyśmy więcej prywatnych przedsiębiorców zamiast emigrantów zarobkowych.
3. Nie musielibyśmy przechowywać zanikających paragonów, wszak w każdej kasie fiskalnej jest pamięć.
4. Bezdomni mogliby wreszcie pracować jawnie.
5. W urzędach zniknęłyby kolejki - zresztą w wielu urzędach samorządowych można sprawy już załatwiać przez internet.
6. Praca przez internet i tak staje się coraz bardziej uświadomioną koniecznością. Niech no jeszcze benzyna podrożeje do 10 zł za litr.
7. Złagodzilibyśmy skutki nadchodzącego kryzysu energetycznego w Polsce. Wiele prywatnych gospodarstw mogłoby uniezależnić się od centralnej dystrybucji prądu, odciążając krajowy system energetyczny. Oczywiście producenci prądu już żądają potężnego wsparcia inwestycji ze strony państwa, proponując najbardziej energochłonne i kapitałochłonne sposoby zapobiegania kryzysowi – budowę nowych bloków energetycznych, rozbudowę sieci przesyłowych itp.
Ale jakoś nikt nie mówi o tym, że około 15… 20 % wytwarzanej energii idzie w powietrze, bo sieci są zużyte, transformatory generują straty przy przetwarzaniu napięcia, generatory są mało wydajne itp., i że posługujemy się energochłonnym sprzętem, albo zużywamy energię elektryczną bez sensu. Zresztą oszczędzanie nie daje szybkich pieniędzy, a jeśli już to nie producentom. Z kolei najpewniejsze pieniądze to te wydarte z budżetu. Stąd parcie na inwestycje.
8. Rząd zacząłby rozmawiać z obywatelstwem na własnych warunkach a nie dyktowanych przez opozycję i sensacyjnolubne media.
Na razie zamiast obiecanego cudu mamy Palikota.
Tymczasem cudem - w moich oczach - będzie to, że państwo przestanie tak dokuczliwie przeszkadzać mi normalnie żyć, obniżając podatki, upraszczając obowiązujące prawo, przekazując swoje kompetencje gospodarcze samorządom, prywatyzując wszystko co się da, a zwłaszcza monopole i spółki Skarbu Państwa, bo tylko w ten sposób pozbędzie się garbu roszczeniowych związków zawodowych, i wreszcie przestając zajmować się rozdawnictwem naszych pieniędzy, stanowisk, przywilejów itp.
Jeśli państwo ma się czymś zajmować, wydając pieniądze z naszych podatków, to przede wszystkim edukacją w imię wyrównania szans dzieciom i młodzieży, która nie może o sobie stanowić, dopóki się nie usamodzielni, podstawową opieką zdrowotną, żeby nikt z nas nie został bez lekarzy, bezpieczeństwem, obronnością i polityką zagraniczną.
Państwo powinno wycofywać się z systemu emerytalnego, zachowując w swojej gestii tylko pierwszy filar zapewniający minimum świadczeń.
Państwo generalnie nie powinno nic dawać, bo niczego nie wytwarza. To my wytwarzamy i to my łożymy na państwo, które w naszym imieniu ma utrzymać demokratyczny system społeczny, w jakim funkcjonujemy.
Uświadomienie sobie tego faktu przez każdego z nas spowoduje automatycznie zanik podziału na nas i onych, na których do tej pory zwalało się winę za nasze niepowodzenia.
No ale póki co Donald Tusk i ekipa śpią, czekając na cud, oraz brylując w mediach zainteresowanych iskrzeniem na linii Doda-Tusk, Prezio Lech-Lech Prezio ex post, Bolek-Lolek, SKW-Olszewski, Zapateralski-Bajarz z Malborka itp.
Zdaje się, że, póki co, to litania pobożnych życzeń. Czy nastąpi przełom?
petrel
2 lip 08 at 13:16
@Petrel: to co napisales to wpierw trzeba przetrawic bo nawrzucales do jednego wora szalenie duzo spraw malych i duzych. Z zalem jednak musze Ci przypomniec ze nie zyjemy w monarchii absolutnej i zmiana np. PRAWA meldunkowego wymaga, podobnie jak zmiana kazdego aktu innego prawnego nowelizacji lub zniesienia przez organ ktory prawo stanowi czyli sejm. Czyli: projekt ustawy, kolejne czytania, do komisji, pod dyskusje, glosowanie a potem ewentualnie do senatu a na koniec do dziennika ustaw. Czyli troche wiecej niz prikaz premiera. Co ma swe plusy i minus. Mozemy porozmawiac zatem o prerogatywach wladzy wykonawczej i jej granicach - inaczej sie nie da. Chyba ze wyrzucimy konstytucje do kosza i przekazemy egzekutywe i legislatywe w rece krola Maciusia Pierwszego.
Sorry - bo nie chcialem psuc zabawy a i z wiekszoscia postulatow sie zgadzam. Ale niestety nie tedy droga.
rmstemero
2 lip 08 at 13:47
Mam wrażenie, że dla niektórych idałem byłyby rządy kompetentnych biurokratów. Partie powinny zniknąć bo są źródłem wszelkiego zła. Rząd powinien funkcjonować na zasadch zarządu w firmach prywatnych. Wybieramy i wymagamy…
Tyle tylko, że takie myślenie to kres społeczeństwa obywatelskiego. W ten sposób ogranicza się działalność społeczeństwa tylko do udziału w wyborach. Ludzie zachowują się jak na rynku, maja kilka produktów i wybierają ich zdaniem najlepszy. Oczywiście wszystkie są złe i pewnie niedługo się zrodzi pomysł by otworzyć rynek i pozwolić na import:). Partie nie są czymś złym, ich słabość świadczy tylko o słabości społeczeństwa obywatelskiego. Aktywność polityczna, rówznież w partiach politycznych (również stowarzyszeniach, organizacjach pozarządowych) to wyznacznik budowy społeczeństwa obywatelskiego. Tu leży podstawowy problem, bo elity które dążyły do tego celu zostały zmarginalizowane. Bracia Kaczyńscy i nie tylko uznali, że po wstąpieniu do UE jesteśmy już ukształtowaną demokracją a to nieprawda.
Narzekamy na media a i tak skupiamy się na określonych tytułach, programach itp. Mam wrażenie, że krytyka w Polsce stała się już zdecydowanie zbyt duża i przy okazji irracjonalna. Nie wiem kiedy do nas dotrze, że nie ma rzeczy doskonałych. Krytykował media Kaczyński, krytykują jego przeciwnicy… Zbyt łatwo nam to przychodzi. Tylko, że przecież media są różne, tak jak różne są elity rónież w ramach partii politycznych. Mam wrażenie, że krytyka elit, jaką rozpoczął Kaczyński stała się zbyt łatwym wytłumaczeniem dla kryzysu w polskiej polityce. I dlatego tak wiele osób daje się uwieść populistycznym hasłom, i dlatego sposób uprawiania polityki idzie w kierunku marketingu a nie rzeczowej dyskusji. Polityka to spektakl dla mas, jarmarczny i w sumie głupi a nie poważna dyskusja nad czekającymi nas problemami. Żyjemy w demokracji przedstawicielskiej, jednak coraz bardziej dążymy w sumie do plebiscytarnej. Likwidujemy sami instytucje, które są gwarancją równowagi, lub osłabiamy je (media, partie, Sejm). Dziennikarze są głupi. politycy i posłowie również, więc co w zamian? Premier powienien kierować się dość zmiennymi opiniami tłumu (sondażami), którymi przecież łatwo sterować? Tak się już trochę dzieje i trochę zaskakuje mnie, że proponuje się rozwiązania, które tylko moga przyspieszyć ten proces…
ith
2 lip 08 at 13:53
@ith: madry glos. Co Twoim zdaniem powinien czynic prosty obywatel taki jak ja albo Ty ktory dostrzega ta przypadlosc? Bo ze przypadlosc jest faktem i wiekszosc jest za tym aby “premier zrobil porzadek” - czego przykladem jest np. glos Petrela - wydaje sie byc oczywiste.
rmstemero
2 lip 08 at 14:33
Drogi rmstemero,
oczywisie nikt nam nie zabrania, ale brak oferty w tym zakrsie na “rynku politykow”. Mnie zastanawiaja przyczyny tego stanu rzeczy. Mysle, ze czesc z nich lezy po stronie kiepskiego systemu szkolnictwa, zaczynajac od podstawowkiSklaniajaego raczej do bezmyslnego wkuwania niz samodzielnego myslenia. oczywiscie myslenie, ani czytanie nie sa zabronione, ale gdyby tak uczniowie pisali np. Eseje zamiat kartkowek i sprawdzianow, moze daloby to jakis pozytywny efekt w przyszlosci ? Temat rzeka.
Pozdrowienia z plazy w Chalupach
beatrix17
2 lip 08 at 15:09
@beatrix17: pozazdroscic. Plazy w Chalupach naturalnie nie zas systemu szkolnictwa w RP. Pozdrowienia serdeczne
rmstemero
2 lip 08 at 15:47
@ rmstemero
Nie ma jednej recepty. Ma rację beatrix17, że trzeba coś zrobić z edukacją. Zmiany jakie się dokonują niestety idą w złą stronę. Może warto by zmniejszyć liczbę godzin religii a zwiększyć WOS. Na zasadnicza zmianę trzeba będzie poczekać długo…
My możemy się angażować w działalność partyjną bo tam zapadają ważne decyzje (np. kto startuje w wyborach), działalnośc organizacji pozarządowych (stają się ważnymi grupami interesu), dzałalność samorządow. To o czym napisał Azrael, na szczeblu najniższym człowiek najlepiej się demokracji uczy. Problemem jest mentalność a ta się może zmienić nawet poprzez działanie w samorządzie szkolnym, studenckim czy zawodowym. Gdy w społeczeństwie jest wiele grup to trudniej nim manipulować. Gdy stanowi masę jest to niezwykle proste… Można też “przyłożyć” się w dniu samych wyborów. Ja ostatnio głosuję tylko na ludzi, których sprawdzam. Ostatnio głosowałem na osobę, ż którą miałem przyjemność rozmawiać. Młodą wykształconą, samorządowca… Mimo, że z odległego miejsca to jednak się do sejmu dostał i cieszę się z tego (doskonale wiem na kogo głosowałem:)).
Doskonałym polem dla rozwoju społeczeństwa obywatelskiego jest internet. Warto czytywać ciekawe blogi jak chociażby ten (też się trochę podlizuję:). Niestety mimo samozachwytów blogi są mówiąc oględnie różne… Trochę za bardzo dominuje bieżączka a za mało bardziej ogólnej refleksji (dlatego ten blog i ten wpis mi się szczególnie podoba i tym razem się nie podlizuję:)).
Oprócz tego o czym napisałem (czyli nieugruntowana demokracja) nie sprzyjają budowaniu społeczeństwa obywatelskiego również procesy zachodzące na świecie. Widać wyraźnie tendencję polegającą na koncentracji władzy i przejściu w kierunku polityki wizerunkowej. Np. w USA, gdzie kampania Clinton - Obama miała taki charakter. Tam jednak za kandydatami stoją doradcy, instytucje czyli intelektualne zaplecze co w jakimś osłabia efekt. Mnie krew zalewa jak najbardziej chyba ideologiczna partia jaką jest PiS robi sondaż na temat zniesienia akcyzy na paliwo a potem na jego podstawie deklaruje, że zniesienie akcyzy staje się to priorytetem w najbliższym czasie…
ith
2 lip 08 at 16:20
Rmstemero!
Postulat meldunkowy faktycznie nie zależy od woli premiera, tylko sejmu. Ale akurat ta sprawa mogłaby szybko przejść właściwą drogę legislacyjną, bo wątpię, czy ktoś odmówiłby bezdomnym takiej pomocy.
Co do reszty, to są decyzje, które można, zdaje się, wprowadzać metodą rozporządzeń.
Zresztą obecna ekipa niczego nie próbuje, z obawy, że Najlepszy Prezydent IV RP zawetuje. Trochę to przypomina czasy Leszka Millera, który niczego nie próbował, bo mu w sondażach spadnie. Preteksty odmienne, ale skutki te same - opłakane.
No i ten koszmarny brak komunikacji obecnej ekipy z jej elektoratem. Najlepszy Premier IV RP jednak - co jak co - dbał o nieustający kontakt ze swoimi wyborcami. Jaki był ten kontakt, każdy widział, ale był. Donald Tusk zdaje się zamknął się w wieży z kości słoniowej i udaje, że rządzi. Tylko co nam z tego? Już nawet tutaj mówi się o możliwości restauracji rządów Braci Trzymających już tylko pół waaadzy. Niech no tylko koniunktura się pogorszy. A że nie jest to takie bezpodstawne, świadczy o tym wynik wyborów senatorskich na podkarpaciu. Kto wygrał przy frekwencji 12 %? Wiadomo. Czy PO może liczyć na powtórzenie frekwencji wyborczej z 2007 r.? Tego to już nie wiemy, niestety.
No i kolejna sprawa. Te postulaty ad hoc to przecież nawoływanie do korzystania z przysługujących premierowi prerogatyw w ramach obowiązującego porządku ustrojowego. Nie rozumiem uwag, że jak Tusk coś zrobi w interesie Polaków, to koniecznie z naruszeniem zasad demokracji. Czy moje wezwanie do usuwania barier i działania w kierunku aktywizacji samorządów czy samych obywateli jest równoznaczne do wezwania do naruszenia polskiej demokracji? Ten sposób dyskusji prowadzi tylko do biadolenia w sprawie naszej niemożności. Czyżby rację miał Wałęsa - najpierw działaj, potem dywaguj? Coś w tym jest. Chociaż wolę najpierw porządnie przemyśleć, a potem szybko wykonać. W Polsce w sferze polityki, która ma kształtować warunki naszej społecznej i indywidualnej egzystencji, kończy się tylko na myśleniu i bajdurzeniu. Amen.
petrel
2 lip 08 at 18:16
Petrel, od biadolenia jestem daleki. Nie wierze jednak w mozliwosc wyleczenia raka przy pomocy aspiryny. To co opisujesz to doskonale przyklady nieudolnosci panstwa, ktorego wlodarze, nie przygotowani merytorycznie do pracy administracyjnej na najwyzszym szczeblu, albo przewracaja sie o swoje nogi, albo tez probuja sie jakos “przejechac” na tematach zastepczych do reelekcji ufajac ze zostana wybrani bo sa znani z telewizji. I sa znani bo ta pokazywala ich jak pelni oburzenia oskarzali innych o cos tam czyli pokazali sie jako aktywni i waleczni. Mozna tutaj mowic o swoistym sprzezeniu zwrotnym: badziewiowaci politycy potrzebuja coraz bardziej zbulwaryzowanych mediow i na odwrot. To ze Polak z lekka wyglupiony tym cyrkiem albo udaje sie na emigracje wewnetrzna albo tez przemienia w kibola wydarzen politykierskich i zblizonych to inna sprawa. Brak mu checi aby zachowac sie jak obywatel tzn. w skuteczny sposob i w granicach prawa wyrazic swe niezadowolenie. Mieszkajac przez wieksza czesc ostatniego cwiercwiecza poza granicami Polski widzialem juz wiele obywatelskich inicjatyw i protestow. Konia z rzedem temu kto wskaze gdzie w Polsce zbieraja sie zwolennicy zrownowazonego budzetu, gdzie protestuja obywatele przeciw aktualnym kierunkom polityki eneretycznej kraju, gdzie ludzie chca w swym czasie wolnym bronic swej wizji panstwa rozumianego jako dobro wspolne.
Brak komunikacji pomiedzy politykami a elektoratem wynika moim zdaniem z braku zarowno politykow jak i elektoratu. Na miano polityka nie zasluguje osobnik bez programu znanego wyborcom i poczucia odpowiedzialnosci za podejmowane decyzje. Jest to raczej pajac z etykietka z literkami (PO, PIS itd) od polityka oczekuje ze bedzie mial przynajmniej poglady ktorym bedzie sie mogl pozniej sprzeniewierzyc. Uczestnicy igrzysk nie zasluguja na miano elektoratu bo najwidoczniej nie zdaja sobie sprawy ze ich wybor bedzie mial dla nich konsekwencje i nie wykazuja w zwiazku z tym najmniejszej checi aby dialogu na istotne zasadnicze tematy sie od pajaca domagac.
Moj sceptycyzm dotyczacy zastepowania prawa stanowionego prawem powielaczowym wynika nie z malkontenctwa lecz z niewiary w dlugofalowa skutecznosc takich rozwiazan. W ten sposob produkowane sa zarzadzenia niedoskonale lecz stwarzajace pozory rozwiazan trwalych. Innymi slowy: legislacyjna prowizorka uspokaja na chwile ale na dluzsza mete szkodzi i utrudnia wprowadzanie rozwiazan systemowych. Skuteczne nie zawsze jest proste, proste dzisiaj moze byc krzywe jutro jesli nie przyjzymy sie temu dokladniej i jesli przygladac sie beda jedynie Ci ktorym sie wydaje a nie ci ktorzy maja przygotowanie merytoryczne. I jeszcze dwa wazne aspekty: 1) akty prawne daja nam gwarancje dochodzenia naszych praw przed sadem. Zarzadzenia nie. 2) dobre zarzadzenia najlepszego premiera moga byc w kazdej chwili zastapione zarzadzeniami zlymi premiera gorszego.
Dlatego moja propozycja: jesli chcemy dobrego i skutecznego prawa to zacznijmy sie domagac takich rozwiazan od prawodawcy ktorego przeciez wybieramy. Praw a nie przywilejow grupowych, dobr materialnych, püodwyzek pensji i gruszek na wierzbie.
Pozdrawiam
rms
rmstemero
2 lip 08 at 19:09
Rmstemero! Mała poprawka do Twojego tekstu.
Mówię o rozporządzeniach, a nie o zarządzeniach. Rozporządzenia są wykonawczymi aktami prawnymi wydawanymi na podstawie delegacji ustawowych.
Pierwszy z brzegu przykład:
Art. 15 ust. 10 ustawy o podatku od towarów i usług stanowi, że:
Minister właściwy do spraw finansów publicznych, w drodze rozporządzenia:
1) określi dodatkowe warunki, jakie musi spełniać podmiot, który może być ustanowiony przedstawicielem podatkowym, tryb ustanawiania przedstawiciela podatkowego, a także czynności, jakie może on wykonywać,
2) może określić przypadki, w których nie ma konieczności ustanawiania przedstawiciela podatkowego
- uwzględniając konieczność zapewnienia prawidłowego rozliczenia podatku przez podmioty nieposiadające siedziby, stałego miejsca prowadzenia działalności lub stałego miejsca zamieszkania na terytorium kraju.
Jest to ustawowe upoważnienie dla ministra finansów do wydania rozporządzenia w sprawie przedstawiciela podatkowego i rozporządzenia w sprawie przypadków, w których ustanowienie przedstawiciela podatkowego nie jest konieczne.
Zatem - sam widzisz - że rozporządzenia są środkami realizacji władzy wykonawczej na podstawie delegacji ustawowych i Sejm z Senatem oraz Prezydentem RP nie ma nic do tego. Stąd mój głos na blogu Azraela.
Jeśli ktoś naruszy nasze prawa przez naruszenie przepisów rozporządzenia, nasz interes prawny podlega ochronie sądowej tak samo jak w przypadku naruszenia przepisów ustaw.
Rozporządzenia - jak widzę - większość z nas traktuje jak zarządzenia, co się kojarzy z prawem powielaczowym. Ale to nie ma nic wspólnego ze sobą. Rozporządzenia są legalnymi aktami prawnymi.
Stąd moje zniecierpliwienie, że ekipa Tuska tak się międli. Wiele rzeczy da się załatwić za pomocą rozporządzeń, byle nie kolidowały z zapisami ustaw, ale ekipa Tuska tego albo nie czuje, albo nie wie, albo nie ma komu tego robić.
petrel
3 lip 08 at 9:57
Petrel, rozumiem i dziekuje za poszerzenie mojej wiedzy na ten temat. Bedac zwolennikiem “szczuplego” panstwa podzielam Twoja rozpacz, przypuszczam tez ze glownym powodem takiego stanu rzeczy jest brak know-how jak rowniez brak obdzielonych konkretynymi kompetencjami przedstawicieli rzadu a nie woli zmian. Na poczatku jest wyobraznia i chec zakwtionowania ustalonego porzadku. W tym wzgledzie nie ma co liczyc na aparat biurokratyczny bo jego prerogatywa jest utrzymanie staus quo. Rzadanie zmian powinno przyjsc z zewnatrz. Dzialania Palikota - obliczone na efekt medialny - nie sa tutaj wystarczajaca gwarancja zmian ani nie wydaja sie najwlasciwsza droga.
Przyzwyczajamy sie zbyt szybko do biurokratycznego idiotyzmu. Ja sam w Posce dziwie sie nieustannie i nikt nie rozumie o co mi chodzi. Nie rozumie bo ludziom wydaje sie ze chodzenie o kulach jest normalne - w koncu nigdy nie poznali czym jest chodzenie bez ich pomocy. Przyklad: wiekszosc zycia spedzilem w kraju, w ktorym nadawanie ludziom numerow jak towarom albo bydlu jest zabronione przez ustawe. Dlaczego Polak uwaza ze jest rzecza normalna iz przypisany jest do niego PESEL i spedza kilka dni swego zycia wypelniajac nieustannie odpowiednie rubryki jest dla mnie tajemnica. W dobie cyfrowego przetwarzania danych kombinacja nazwiska, imienia, plci i miejsca oraz daty urodzenia identyfikuje obywatela wystarczajaco i zadne numery nie sa potrzebne. Do niczego. Przyklad drugi: czesc zycia spedzilem w kraju w ktorym nie ma dowodow osobistych, wystarcza karta ubezpieczenia socjalnego, prawo jazdy lub karta kredytowa tudziez debitzowa ze zdjeciem. Ewentualnie paszport. Nie znam nikogo kto nie mialby jednego z tych dokumentow. A zatem: potrzebujemy dowodow osobistych?
Przyklad trzeci: obowiazek meldunkowy. Co obchodzi panstwo gdzie ja mieszkam?
Przyklad czwarty: numer konta bankowego. Moj numer konta bankowego w Banku, ktorego roczne obroty przekraczaja produkt narodowy naszego pieknego kraju ma 7 cyfr ktore znam na pamiec. Do tego dochodzi kod banku - latwe do zapamietania 7 cyferek. I dane te wystarczaja spokojnie, niekonieczny jest numer ktorego dlugosc przekracza liczbe czasteczek we wrzechswiecie. Naprawde. I przy przekazach naprawde wystarczy ten numer - nie trzeba wpisywac nazwy banku, imienia, nazwiska odbiorcy, adresu wlacznie z kodem pocztowym, te dane sa przeciez w systemie. I nie sa konieczne do przeprowadzenia operacji. Przyklad piaty: kasy fiskalne, paragony i faktury. To obowiazkiem fiskusa jest udowodnienie ze ktos ukrywa dochod a nie obowiazkiem obywatela udowodnienie swej niewinnosci. I obarczuanie obywatela kosztami wlasnej nieudolnosci.
Przyklad szosty: podjecie dzialanosci gospodarczej. W USA widzialem scene ktorej nigdy nie zapomne. Syn sasiada nabyl furgonetke, drabine, szmaty, kubel i cos tam jeszcze, wymalowal na drzwiczkach nazwe firmy i ruszyl do roboty jako firma myjaca okna wystawowe. . Jego obowiazkiem bylo zgloszenie w okreslonym czasie do IRS generowanych przychodow. I tyle. Notariusz nie byl do tego potrzebny ani sad ani rejestr firm ani pieczatka ani regon ani nic. Potrzebna byla wlasna inicjaltywa i chec. Nigdy tego nie zapomne.
Moglbym mnozyc te przyklady w nieskonczonosc. I wiem ze zaraz sie zleci grono sceptykow tlumaczacych mi ze u nas sie nie da bo Polacy to oszusci, wszyscy beda krasc i przewalac, ukrywac dochod, uciekac przed alimentami i wierzycielami itd. itp.
Na to odpowiem: sceptycyzm ten wynika z przeswiadczenia ze panstwo jest rodzicem ktorego nalezy przechytrzyc a nie dobrem wspolnym. Ze obywatel jest poddanym wladzy a nie podmiotem zycia spolecznego. Ze nieudolnosc panstwa i jego instytucji wpisana jest w nasz krajobraz umyslowy jako norma.Ze nieuczciwosc jest wpisana w geny tak jak lenistwo urzednikow. Od urzednikow panstwowych nalezy sie domagac inwencji, innowaci, wyobrazni i skutecznosci a nie godzic sie ze sa oni niedorozwinietymi i ubezwlasnowolnionymi osobnikami, ktorym trzeba pomagac coraz to nowym przepisem.
Ogarnia mnie pusty smiech, gdy widze jak latwo sie moi rodacy godza z traktowaniem ich jak ubezwlasnowolnione, skore do oszukiwania stado bydla. I z jaka ochota staraja sie stac tego stada nadzorcami.
rmstemero
3 lip 08 at 12:41
Rmstemero!
Zgadza się. Prostota ponad wszystko.
I rzeczywiście widzę dokładnie to samo co Ty - że większość z nas przyjmuje porządek społeczny w Polsce za normalny, więc stara się zostać nadzorcami stada, zamiast likwidować baraki i ogrodzenie obozu.
Jakbyśmy mentalnie tkwili w porządku socjalistycznym.
Wolność to wspaniała rzecz, kiedy się ją uświadomi i wcieli w życie.
Polacy natomiast nadal żyją w głębokim pokornym ukłonie - przed państwem, urzędem, kościołem, wydumanymi koniecznościami i narzuconymi wzorcami życia.
petrel
3 lip 08 at 14:31
No to Petrel jest nas juz dwoch. To niezly poczatek. zgadzamy sie ze jest zle i widzimy zrodlo tego zla w biernosci bliznich zwanych dla ulatwienia dalej “Polakami”. Zanimjednak zaczniemy nazym dobrym polskim zwyczajem biadac nad charakterem narodowym to moze zastanowmy sie co pojedynczo i wspolnie mozemy MY zrobic aby bylo inaczej? Chetnie uslyszalbym tez od innych stalych gosci tego milego miejsca co na ten temat mysla.
Ufam, ze nie poprzestaniemy na biadaniu i nie przejdziemy do codziennosci polegajacej na uczestnictwie w dyskusjach na tematy na ktore wplywu nie mamy ale z drugiej strony checi oraz pomyslu aby cos z tym wszystkim poczac rowniez nie.
rmstemero
3 lip 08 at 16:56
Cóż, Rmstemero, liczę w duchu, że jednak blog Azraela jest uważnie śledzony przez ludzi mających wpływ na politykę PO. Może chociaż w ten sposób uzyskamy wpływ na ich poczynania? W końcu każda władza musi korzystać z pomocy kompetentnych analityków.
petrel
3 lip 08 at 17:23
A ja drogi Petrelu nauczylem sie nie liczyc na politykow. Zbyt latwo nauczylismy sie scedowania wszelkiej odpowiedzialnosci na politykow. W jaki sposob ludzie ci maja Twoim zdaniem ten wplyw wywierac? Podszeptujac co trzeba i komu trzeba? Mnie interesuje zatem o wiele bardziej, czy z tej licznej grupy czytajacych i mniej licznej komentujacych moze wylonic sie cos na ksztalt forum wymiany mysli na jeden z zasygnalizowanych tematow. Tematow jest - przyznaje - zbyt duzo. Komentowanie komentarzy dotyczacych biezacych zdarzen, malych i duzych katastrof, oburzajacych niedostatkow to jest zdecydowanie za malo. Dlatego ponawiam do gosci tego blogu pytanie: co MY mozemy wspolnie zrobic? Nie wiem czy doczekam sie odpowiedzi ale pytanie jest konkretne i zawarta jest w nim nadzieja ze wspolnie mozemy dosjsc do jakichs wnioskow. Wszelkie propozycje - z wyjatkiem propozycji tworzenia nowych ugrupowan politycznych, bo nie o to tutaj chodzi - przywitam z zaciekawieniem i radoscia
Pozdrowienia
rmstemero
3 lip 08 at 17:55
@azrael: nie irytuj sie prosze ze wykorzystuje twe goscinne lamy do zamieszczania apelu o dyskusje. Postaram sie ich nie naduzywac, jestem jednak ciekaw czy niemoc obywatelska jest w naszym kraju tak powszechna jak sie czasem obawiam.
rmstemero
3 lip 08 at 17:57
@ petrel
Ja osobiście źródeł bierności Polaków nie szukałbym w socjalizmie. W PRL i owszem, mam wrażenie jednak, że sama bierność nie wynika z lewicowych przekonań. Powodem jest moim zdaniem jeszcze feudalizm. Mamy trochę mentalność chłopów pańszczyźnianych… Właściwie Polacy oprócz paru pierwszych lat II RP nie mieli czasu by poczuć się obywatelami. Państwo, politycy, gospodarka to wszystko jest ponad nami i uważamy, że nie mamy na to wpływu. Dodatkowo swoje zrobiły zabory, które nauczyły nas nieufności do państwa (okres PRL to przecież też ograniczonej suwerenności).
@ rmstemero
Z żalem muszę przyznać, że środowiska prawicowe są dużo aktywniejsze. Abstrahując od poziomu z chaosu wyłania się jednak nawet w blogosferze pewna jakość. Nie mówię nawet o salonie24. Blogerzy łączą się i tworzą mnini platformy, które generują dyskusję na pewne tematy. Powstają wreszcie czasopisma, wokół któych gromadza się ludzie. Na lewicy jest tylko Krytyka Polityczna i nic poza tym… Brakuje trochę miejsc, które łączyłyby ludzi o cenrowych poglądach np. poprzez informowanie o konferencjach naukowych, wykłądach, inicjowałyby dyskusje dla nas ważne (ilez można pisywać o rzeczach istotnych dla prawicy). Mnie osobiście trochę martwi sprowadzanie dyskusji o polityce do gospodarki a przecież jest tyle istotnych spraw, które nie istnieją w społecznym dyskursie. O naszej roli w UE, ochronie środowiska, ujemnym przyroście naturalnym i w konsekwencji o imigracji, granicach praw jednostkowych, kierunkach rozwoju ekonomicznego (w rolnictwie, energetyce, przemyśłe), sytuacji w szkolnictwie, autonomi uczelni wyższych, roli kościoła itd. Brakuje trochę takiej platformy, która koordynowałaby różne inicjatywy.
Na salonie24 np. dyskutuje się ostatnio o agenturalności Wałęsy, na własnym terenie możnaby w tym samym czasie zainicjować dyskusję o roli IPN, o okolicznościach przyznania Wałęsie nobla. Owszem na salonie24 też można ale takie głosy mają marne szanse się przebić…
ith
3 lip 08 at 18:24
@ith: moze Cie to zdziwi ale ja krotochwilnie zauwaze ze w momencie gdy na S24 przezuwa sie bolkowatosc lub niebolkowatosc Walesy to dla mnie alternatywa bylaby dyskusja o kierunkach polityki energetycznej. Z faktu co Walesa przed 40 laty podpisal lub czego nie podpisal wynika dla mnie niewiele. Nie byl dla mnie nigdy pomnikiem i nie mam zamiaru podniecac sie osobnikami sikajacymi pod cokolem. Z faktu, ze fiskus nie wspomaga w naszym kraju zrodel energii odnawialnej wynika cala masa konsekwencji i chetnie bym porozmawial o koniecznych zmianach legislacyjnych, poznal alternatywne i sprawdzone koncepcje i dowiedzial sie co uczyniono w innych krajach w ostatnim 10 leciu w tym wzgledzie. I z jakim rezultatem. Zastanowilbym sie chetnie wraz z innymi jakie akty prawne i rozwiazania fiskalne nalezy naszym podnieconym lustrzyca polityka nalezy zaproponowac, jakich trzeba sie domagac. Ot tak na przyklad, aby wybrac pierwszy temat z brzegu…
Odpowiedzia na politykierskie kibicowanie nie moze byc kibicowanie ze znakiem przeciwnym lecz jego zaprzeczenie czyli w tym przypadku konkretna dyskusja prowadzaca do konkretnego celu jakim moze np. byc lezace w interesie ogolu uniezaleznienie naszego kraju od kopalin jako zrodel energii.
rmstemero
3 lip 08 at 18:41
Ale taka była moja intencja, kiedy napisałem o przełamywaniu narzuconego nam przez prawicę dyskursu. Nie da się uciec od emocji i dlatego tematy istniejące w przestrzeni publicznej poruszać trzeba, nie żyjemy w próżni. Chodzi o to by jednak samemu coś też zaproponować i temu miałaby służyć platforma o której wspominałem. Nie potrzeba dużo, na początek wystarczy strona internetowa…
ith
3 lip 08 at 18:50
Ps. zresztą sam zaproponowałem tematy takie jak ochrona środowiska czy kierunek rozwoju polskiej energetyki:).
ith
3 lip 08 at 18:53
Petrelu, z tym korzystaniem przez naszych wybrańców z porad kompetentnych analityków jest marnie. Owszem, pewnie zamawiają analizy, ale nie biorą ich pod uwagę. Wieszamy często psy na urzędnikach, że niedouczeni, źle interpretują przepisy, a czasem każdy z nich interpretuje je inaczej. Nie zawsze to ich wina. Radosna twórczość naszego prawodawcy jest niejednokrotnie zadziwiająca. Znam człowieka, który dobrze żyje z tego, że stara się objaśniać “co miał autor na myśli, kiedy to napisał”. Pisze o tym książki, różne artykuły, prowadzi szkolenia i kursy. Wiem, że na jego szkoleniach bywali nawet wiceministrowie. I nie ma co się dziwić, że nawet wysocy urzędnicy mają wątpliwości, kiedy w ważnej ustawie, od interpretacji której zależą spore pieniądze np. punkt trzeci paragrafu drugiego jest sprzeczny z punktem drugim paragrafu trzeciego. Niechlujstwo, pisanie na kolanie, brak starannego przeanalizowania skutków wprowadzanych przepisów, niestety bardzo często się zdarza naszemu prawodawcy.
Rmstemero, niestety, nie mam na razie pomysłu na odpowiedź na Twoje pytanie, ale może rzeczywiście jeżeli wspólnie zastanowimy się nad tym, to do jakiejś odpowiedzi dojdziemy.
Pozdrawiam
Klara
3 lip 08 at 19:08
@Ith: kolego, to nie byla krytyka. Po prostu nie moglem sie oprzec, gdy przeczytalem propozycje zastapienia debaty na temat Walesy debata na temat Walesy ale sluszna.

pzdr
rmstemero
3 lip 08 at 19:10
Droga Klaro, mam podobna nadzieje. Ja postawionego przeze mnie pytania troche sie sam przestraszylem. Jakze latwo tak ogolnie, pryncypialnie i ze slusznych pozycji gwedzic albo potepiac. Latwo proponowac rozwiazania nie ponoszac za nie zadnej odpowiedzialnosci, latwo sie domagac, ganiac bezczynnosc politykow. Internet jest zadziwiajaca rzecza. Mozna w nim znalezc np. takie cuda:
http://www.opendemocracy.net
Konia z rzedu temu kto pokaze mi odpowiednik w jezyku polskim. Albo np. cos takiego:
http://www.naturaledgeproject.net/
Nie trzeba wcale zaczynac az z tak wysokiej polki. Przeglad tego co mozna robic na mniejsza skale, lokalnie i skutecznie:
http://forums.e-democracy.org/
ten ostatni adres to dla mnie zadzwiajaca platforma. Ludzie kompetentnie formuluja w mozolnej wymianie mysli swe postulaty, precyzuja tematy i wspolnie zastanawiaja sie nad tym jaki ksztalt pragneliby nadac otaczajacej ich rzeczywistosci. Czasem tylko sasiedztwu. Forum moze zalozyc kazdy, kto zgadza sie z zasadami demokracji. I dziwnym trafem nikt nie rozpatruje tutaj kwesti winy, rozliczen historycznych, nie pietnuje odwiecznych wrogow, nie identyfikuje zlych brytyjczykow, zdrajcow narodu w Nowej zelandii, glupich Kanadyjczykow nie obrzucaja wyzwiskami sasiedzi z USA, nikt nie odsadza od czci i wiary bliznich. A przeciez byloby mozna. Co sprawia ze my jestesmy inni?
rmstemero
3 lip 08 at 19:34
Klaro!
Kilka miesięcy temu na jednym z blogów postulowałem następującą technologię upraszczania prawa. Należy wziąć lada jaką obowiązującą ustawę do ręki i wykreślić z niej losowo dwie trzecie tekstu. Jeśli po tej operacji nadal brzmi sensownie, zostawić, jeśli nie, wyrzucić do kosza.
Naszym posłom ciągle się wydaje, że jak czegoś nie uregulują przepisem, to świat runie, bo ludzie nie będą wiedzieli, jak się zachowywać zgodnie z prawem.
Kilka tysięcy lat temu, nawet kilkaset lat temu ludzie obywali się bez prawa na piśmie, a jednak skutecznie budowali cywilizację, toczyli wojny, przestrzegali dziesięciu przykazań w sposób naturalny i mimo to świat nie zginął.
Co powoduje, że nasi wybrańcy odczuwają taką przemożną chęć regulowania wszystkiego do najdrobniejszych szczegółów przepisem? Wydaje im się, że życie będzie przez to lepsze? Ustawa o zamówieniach publicznych - w istocie kalka ustawy przedwojennej - liczyła sobie coś z 90 artykułów i działała. Dzisiejsza ustawa z dumnie brzmiącą nazwą prawo zamówień publicznych liczy ponad 200 artykułów. Czy przez to udzielanie zamówień publicznych stało się prostsze? Co więcej, ekipa Tuska znowu myśli, jak ją “uprościć”.
Osobiście wyznaję praktyczną zasadę, że jeśli jakąś sprawą nie zajmuję się przez 2 tygodnie, i pies z kulawą nogą nie upomina się o skutki, to papiery wyrzucam do kosza. Od 10 lat żadna z tych spraw nie wróciła do mnie jako nie załatwiona. Dziwne, co? Znaczy, że ten, który mi zlecał, po chwili zapomniał, że coś zlecał.
Sami sobie zakładamy kajdany niemożności. Jeśli o socjalizmie mówiło się, że to ustrój skutecznie walczący z problemami, które sam stworzył, i które w kapitalizmie nie są znane, to biurokracja jako forma ustrojowa weszła na wyższy poziom rozwoju, bo tworzy problemy, które usprawiedliwiają jej istnienie. W żadnym wypadku ich nie rozwiązuje, ponieważ podważyłoby to sens jej istnienia.
Dlatego jestem zwolennikiem tak zwanej brzytwy Ockhama, za pomocą której nauka pozbywa się skomplikowanych uzasadnień dla obserwowanych zjawisk. W szeroko rozumianej przyrodzie, także matematyce jako lustrze przyrody, najprostsze rozwiązania są zwykle najgenialniejsze i najbardziej eleganckie. Co więcej zgodne ze wszystkimi odkrytymi przez naukę prawami i zasadami.
Osobiście posługuję się tą zasadą w życiu codziennym. Szkoda że nasze społeczeństwo nie wyniosło pewnych zasad ze szkoły. Gdyby je stosowało, Jaro et consortes nie miałoby nic do powiedzenia w Polsce - nikt by nie kupował ich fałszywych poglądów, jako sprzecznych z logiką i zdrowym rozsądkiem.
Tylko miałkie umysły za wszelką cenę komplikują widzenie spraw oczywistych. Spraw skomplikowanych nie są w stanie ogarnąć. A skoro tak, to tworzą sobie świat pozorów, nad którym - wydaje im się - są w stanie zapanować umysłem za pomocą prostych lecz sfiksowanych reguł. Najprostsza z nich: to obcy są winni, że mi źle, bo nie dali mi tego czy tamtego. Taka reguła nie dopuszcza myśli w rodzaju, że może nie zasłużyłem na dar. Roszczeniowcy zawsze uważają, że im się należy, bo są i basta. Amen.
PETREL
3 lip 08 at 20:24
Petrelu, zgadzam się, ze mamy zbyt dużo durnych przepisów, zresztą była już o nich tu mowa, różne obowiązki meldunkowe, pesele itp. Świat jednak jest bardziej skomplikowany niż się to na pierwszy rzut oka, na chłopski rozum wydaje. To nieprawda, że zawsze najprostsze wyjaśnienia i rozwiązania są najlepsze. Nie porównujmy dzisiejszego świata, do tego sprzed tysięcy albo setek lat. Państwo wiele rzeczy musi uregulować i skodyfikować. Początek rynków finansowych, giełdy, to jest 17-ty wiek, przedtem przepisy je regulujące nie były potrzebne. Wiele przepisów regulujących gospodarkę powstało po negatywnych doświadczeniach amerykańskiego wolnego kapitalizmu końca 19-go i początków 20-go wieku, kiedy to zaczęły się zmowy przedsiębiorstw i monopole opanowywały rynek. Państwo musi zapobiegać różnym negatywnym zjawiskom i w tym celu wprowadzać czasem skomplikowane przepisy, byle tylko były one mądre, spójne, a warunki gospodarowania przewidywalne.
W nauce tzw brzytwa Ockhama, to nie jest pozbywanie się skomplikowanych uzasadnień. “Bytów nie mnożyć ponad potrzebę” mówi tylko o tym, ze jeżeli do wyjaśnienia jakiegoś zjawiska dodatkowe byty nie są potrzebne, nie należy postulować ich istnienia.
Ale zgadzam się z Tobą, że niektóre przepisy są tak głupie, że aż śmieszne i te właśnie powinno wyrzucić się do kosza.
Klara
3 lip 08 at 21:41
@ rmstemero
Debata debacie nierówna:).
Co do tego o czym dysutowaliśmy to rusza nowe pismo, w którym mam nie byc miejsca na “politykierskie kibicownia”. Może nie do końca się moge pod ta inicjatywą podpisać, ale sporo tam nazwisk gwarantujących dobry poziom. Mam nadzieję, że Azrael nie zmyje mi głowy za reklamę:). A oto link: http://www.liberte.pl/
Ja również pozdrawiam
ith
4 lip 08 at 10:08
Petrel, jak pieknie by bylo gdyby bylo lub moglo byc tak jak postulujesz. Tak jednak nie jest. Proste jest rzeczywiscie piekne i skuteczniejsze niz to co skomplikowane i pokrecone. Problem polega jednak moim zdaniem na tym, ze systemy zlozone wytwarzaja wlasna dynamike i komplikuja sie “nieomal” samoistnie. Twoj przyklad z ustawa o zamowieniach publicznych jest tu znamienny. Stara ustawa byla prosta i skuteczna. Potem starano sie zamknac luki dla ewentualnych nadurzyc komplikujac ja coraz bardziej. Potem Polska wstapila do Unii z czym wiaze sie nie tylko szereg korzysci lecz rowniez koniecznosc dostosowania prawa krajowego do unijnego. Poczawszy od pewnej kwoty potrzebny jest tzw. ogolnoeuropejski konkurs ofert. I tu sie koncza mozliwosci machania brzytwa Ockhama na polskim podworku.
Moim zdaniem pewnym wyjsciem byloby jak najszybsze przekazanie jak najwiekszej liczby kompetencji na nizsze, lokalne szczeble. Centralizm panstwa zabija oddolna inicjatywe i szwarza koniecznosc ministerialnego regulowania wszystkiego przepisami nie zawsze dostosowanymi do lokalnych realiow. Ogolnie zgadzam sie z Klara, ze rzeczywistosc komplikuje sie w wyniku rozwoju i nie da sie jej juz “na chlopski rozum” ogarnac. Sprobuj uregulowac np. porzadek medialny lub telefonie komorkowa w oparciu o 10 przykazan. To co bylo dobre dla pasterzy nie wystarcza w postindustrialnym spoleczenstwie.
@ith: dziekuje
rmstemero
4 lip 08 at 11:28
Spokojnie, Rmstemero.
Naukowcy do tej pory podejrzewali, że mrówki w mrowisku, pszczoły w ulach, osy i szerszenie w gniazdach podlegają jakimś specyficznym regulacjom społecznej natury, i że ich zachowania wykształcone przez miliony lat ewolucji wynikają ze skomplikowanych praw socjologicznych obowiązujących w dużych społecznościach.
Tymczasem za pomocą mikrorobotów wykonywanych z użyciem nanotechnologii można w powodzeniem naśladować życie mrowisk, uli, gniazd. Okazuje się, że do naśladowania wystarczy zaprogramować kilka podstawowych reguł, wykorzystując informacje z podstawowych zmysłów (czujników), i nagle owe sztuczne społeczności zaczynają działać jak społeczności mrówek, pszczół itp. spełniając wszystkie te same funkcje życiowe i społeczne - no może z wyjątkiem rozmnażania, ale to kwestia też do opanowania.
To co na pierwszy rzut oka wydaje się skomplikowane i nieprzewidywalne, po dogłębnej analizie okazuje się proste jak konstrukcja cepa.
Fakt, że do prostoty dochodzi się wskutek niezwykłego postępu technologicznego, który odbywa się na naszych oczach, ale faktem też jest, że brzytwa Ockhama sprawdza się niezależnie od pozornego skomplikowania różnych sfer naszego życia.
Podobnie było z teorią chaosu. Kiedyś chaos jawił się jako coś nieprzewidywalnego i nie dającego się uchwycić umysłem. Dzisiaj, po kilkudziesięciu latach rozwoju tej teorii, okazało się, że zjawiska nieliniowe dają się przewidywać, a chaos zaczęto określać mianem porządku wyższego rzędu. Stąd coraz trafniejsze prognozy pogody, trzęsień ziemi, przebiegu prądów morskich, przebiegu reakcji termonuklearnych, itp. itd.
Natomiast porządek medialny to coś, co bardziej jest wyrazem pokrętności ludzkiego myślenia, niż przejawem zdrowego rozsądku. Najpaskudniejszą zawodowo nacją z punktu widzenia jakości naszego życia są prawnicy, którzy z tworzenia i interpretacji prawa uczynili bardzo ciekawy sposób na aktywność zawodową, i niedouczeni politycy, których w szkole nie uczono podstawowych zasad i reguł działania prawa. To przez nich mamy co mamy: bałagan, nadmiar regulacji i powszechną niewiedzę prawną polskiego społeczeństwa. To też się przekłada na tzw. ład medialny czy telekomunikacyjny.
Bo po co znać prawo, jeśli nie jesteś w stanie go się nauczyć? Jeśli takie tuzy polskiego prawa jak prof. Filar, prof. Ćwiąkalski, prof Łętowska, prof Stępień stwierdzają, że nie są w stanie opanować polskiego prawa w całości, to co ma powiedzieć zwykły Kowalski?
Nic nie mówi tylko działa intuicyjnie, bez świadomości przysługujących mu praw i obowiązków, a co gorsza - bez znajomości podstawowego aktu prawnego, jakim jest Konstytucja RP.
To nie polski system edukacyjny lecz życie zmusiło mnie do nauki i posługiwania się prawem, ale prawo znam w bardzo wąskim zakresie niezbędnym do wykonywania swojego zawodu. I co mnie uderza, to nieprawdopodobna zmienność tego prawa skutkiem radosnej twórczości naszych legislatorów. Czasem mam wrażenie, że kto wcześniej wstaje nowe prawo daje.
A jeśli chodzi o regulacje prawne UE przenoszone na grunt polski, to gdyby się przyjrzeć zaleceniom wysokich komisji UE, okazuje się, że nie wynika z nich konieczność przenoszenia wszystkich tam wymyślonych regulacji szczegółowych na nasz grunt. Obowiązuje zawsze jedna zasada - polskie prawo nie może być sprzeczne z regulacjami unijnymi. Nie oznacza to wszakże, że jesteśmy obowiązani na nasz rodzimy grunt przenosić wszystko, co tam wymyślono. Zawsze można napisać, że w sprawach nieuregulowanych obowiązuje prawo UE.
Dlatego na przykład naszą ustawę o podatku VAT uważa się obok włoskiej za najbardziej restrykcyjną, niejednoznaczną i nieprzyjazną dla przedsiębiorców, a ustawę angielską za najbardziej logiczną, spójną i liberalną.
Jedni potrafią upraszczać, bo wiedzą jak, inni nie, bo są pokręceni lub nie wiedzą, że można.
Na koniec przytoczę w skrócie obserwację Melchiora Wańkowicza poczynioną na styku zachowań polskich i angielskich żołnierzy podczas wspólnych walk na frontach II wojny światowej.
Co robił angielski żołnierz, któremu odłamki podziurawiły przydziałowy koc? Szedł do magazynu i brał bez pokwitowania drugi. Nikt nie pytał, po co go bierze. Skoro wziął, widać miał powód.
Co robił polski żołnierz w tej samej sytuacji? Zgłaszał przełożonemu, ten szedł do zwierzchności, dowódca jednostki powoływał komisję do spraw brakowania rozstrzelanego koca, komisja spisywała protokół z zaleceniem jego komisyjnej likwidacji, cokolwiek to znaczy, i po kilku dniach delikwent mógł pójść ze stosownym dokumentem do magazynu celem wydania mu nowego koca. Do tego czasu marzł.
Tyle tytułem wyrażenia własnego optymizmu w sprawie polskiej niemożności.
Dlatego Amerykanie są w czołówce nauki i techniki, a Polacy mają szansę znaleźć się w tej czołówce tylko po wyjeździe z Polski.
Nawet centrum technologiczne, które miało być we Wrocławiu, zostało przechwycone przez Budapeszt. Węgrzy w przeciwieństwie do nas wiedzą na czym polega codzienne życie – patrzą w przód i idą przodem do przodu, rozwiązując problemy, a nie jak my – znajdując tysiące powodów, żeby tych problemów nie rozwiązać.
petrel
4 lip 08 at 14:01
Petrel, chyle czola, fascynujacy i wazny tekst Ci wyszedl. Zmusza do refleksji. Juz dlatego oplacilo sie zajac tematem. Ja w kazdym razie bede musial przemyslec kulka rzeczy na nowo. I byc moze zrewidowac pare pogladow. Na moje usprawiedliwienie musze zeznac ze spedzilem wiele aktywnych zawodowo lat w Niemczech, kraju w ktorym w celu ograniczania postepujacej biurokracji postanowiono w koncu cos zrobic. Eksperci zabrali sie do pracy i wymyslili: nowy przepis prawny regulujacy zasady powstawania i cele nowego urzedu federalnego d/s zwalczania biurokracji. To nie jest wcale dowcip. Jak widzisz wyjazd z Polski nie zawsze musi automatycznie prowadzic do opuszczenia obszaru panowania polskiej niemoznosci lecz np. do zamiany jednej niemoznosci na inna. Innymi slowy: nie wystarczy wyjechac, trzeba jeszcze wiedziec z kim, dokad i w jakim celu. Na jak dlugo. Jaka droga. I tak proste na pozor sprawy zaczynaja sie komplikowac.
Ja osobiscie jestem rowniez zwolennikiem rozwiazan najprostszych ufajac intuicyjnie ze beda najlepsze. Przy okazji Traktatu Lizbonskiego zostalo to mi bolesnie przypomniane. Poniewaz uczestnictwo w dyskusjach na temat czegos czego nie znam budzi moj sprzeciw postanowilem sie zapoznac. Wersja drukowana: 269 stron. Amerykanska Deklaracja Niepodleglosci miescila sie na jednej kartce i funkcjonowala bo byla zrozumiala. i do objecia dla tych ktorych miala obowiazywac. Na swoj sposob rozumiem przeciwnikow podpisywania czegos co nie moze byc dobre. Wyobrazmy sobie losy chrzescijanstwa gdyby u jego podstaw lezaly zamiast 10 dajmy na to 24 tysiace przykazan. Czy stalo by sie religia dla miliardow?
rmstemero
4 lip 08 at 15:37
Rmstemero!
Nie bądź taki skromny.
Nie byłbym taki mądrala, gdyby Azrael nie popełnił tego “wymuszonego” przez nas tekstu, gdyby Klara, Ty i inni interliokutorzy nie dostarczyli mi podniet intelektualnych.
Przez chwilę poczułem się jak podczas burzy mózgów na studiach doktoranckich w trakcie zajęć z ekonomii politycznej. Jakżesz ożywcze wrażenie. Dziękuję Tobie i Wam wszystkim za to doznanie.
petrel
4 lip 08 at 16:24
Przyjemne, nieprawdaz? Tak samo to odczuwam. Wlasnie tego rodzaju dyskusje sa nam - jestem o tym gleboko przekonany - potrzebne. Nie dajmy zrobic z siebie kibicow rzeczywistosci medialnej.
Przyjemnego weekendu wszystkim
rmstemero
rmstemero
4 lip 08 at 17:11
Drogi Azraelu, pragne Ci podziekowac za ten tekst. Stal sie on - po raz pierwszy od dawna - dobra okazja do wymiany mysli, wymiany z tymi ktorzy mysla a nie tylko gawedza, wykrzykuja, kpia, zlorzecza lub narzekaja.
Rozumiem ze byla to jednorazowa akcja i ze powracamy do dyskusji na temat Jaroslawa K. (ze knuje), Kaczynskiego prezydenta (ze zly i niekompetentny), Wildsteina Bronislawa (ze demagog), Salonu Nr.24 (ze zalosny), SLD (ze zadna lewica), POPISPSLitd (ze do partii im daleko bo programu im brakuje), pani Fotygi (ze nawet konfitur nie potrafi usmazyc), polityki historycznej (ze bez sensu), spoleczenstwa (dojrzalosci mu brak), lustracji (ze nie ma sie co podniecac), stosunku polskiego rzadu do USA (ze poddanczy), wojny w Iraku (ze niepotrzebna), oraz reszty stalego repertuaru.
Wymiana mysli jest dobra rzecza pod warunkiem ze sie na niej nie traci. W tym celu szacunek dla mysli wlasnej i innych uczestnikow dyskusji powinien byc warunkiem wstepnym i koniecznym.
Postaram sie dalej sledzic to co piszesz. Rob to dalej bo jest to nieodzowne. Jesli chodzi o komentowanie to sklaniam sie do wiekszej wstrzemiezliwosci w najblizszym czasie. Nie wynika to z niecheci lecz z faktu ze na powyzsze, ulubione tematy juz sie wypowiedzialem.
Pozdrowienia
rmstemero
rmstemero
4 lip 08 at 17:51