Archiwum dla lipiec 2008
Profesor vs profesor

„Nasz Dziennik”, obrońca prawdy i rzetelności dziennikarskiej, podał, że niemiecki MSZ usunął na swojej stronie internetowej HONOROWY tytuł profesora, przed biogramem Władysława Bartoszewskiego.
Nie ukrywa specjalnie satysfakcji z tego powodu, ponieważ walka z profesorem Bartoszewskim to jeden z priorytetów tego środowiska.
Pod artykułem w „Naszym Dzienniku” podpisany jest niejaki Waldemar Maszewski, z Hamburga. Podejrzewam, że nie jest to prawdziwe nazwisko, lecz pseudonim.
Władysław Bartoszewski ma rzeczywiście tylko średnie wykształcenie, zdobyte jeszcze przed II wojną światową. Po wojnie nie dane mu było ukończyć studiów, ponieważ sytuacja polityczna, a głównie przeszłośc wojenna nie pozwoliła mu na zdobycie formalnego wykształcenia.
Niemiecki MSZ dokonał tej zmiany pod wpływem akcji i działalności niejakiego Mirosława Kraszewskiego. Jest to Polak – a właściwie już nie Polak, lecz polskojęzyczny obywatel Niemiec – który od lat walczy nie tylko z państwem niemieckim, ale również z polskimi interesami w tym kraju.
Pan Kraszewski, lekarz radiolog, został pozbawiony praw do swoich dzieci w Niemczech, i wywołało to w nim taki stres, że robi wszystko, aby i to państwo i polskie stosunki z Niemcami zohydzić.
Pan Kraszewski pisuje do „Naszego Dziennika”. I pod własnym nazwiskiem, i pod pseudonimem. Jego zadaniem jest propaganda antyniemiecka – taka w stylu, formie i treści, jak z czasów gadzinówek czasów PRL, programu „Tu mówi jedynka”. Tego rodzaju „publicystyka” to przejaw chorej psychiki, która prowadzi do nikąd.
Dla wszystkich, którzy patrzą nie na formalne tytuły, a na faktyczne zasługi i dokonania, Profesor Władysław Bartoszewski, bez formalnego wykształcenia jest więcej wart, niż profesor Uniwersytetu Kardynała Stefan Wyszyńskiego, który w swojej pracy doktorskiej napisał miedzy innymi;
Możliwość dążenia administracji zakładu pracy do realizacji postawionych zadań kosztem naruszenia uprawnień pracowników została dostrzeżona już przez Lenina (“O roli i zadaniach związków zawodowych w warunkach nowej polityki ekonomicznej” w zbiorze pt. “Lenin o związkach zawodowych”
[...]
Zasada wolności umów stanowiła narzędzie nieograniczonego wyzysku klasy robotniczej (K. Marks, “Kapitał’”‘)
Nie muszę chyba pisać, z czyjego doktoratu pochodzą te wyjątki.
Prawicowe portale się cieszą. Piszą o sprawiedliwości. Tylko, że Profesor bez magisterium, a z zasługami dla Polski – jest kimś, kto na zawsze zapisze się w polskiej historii.
Azrael
Koniec okresu ochronnego

Kilka dni temu, pisząc o Grzegorzu Napieralskim i jego zadaniach na przyszłość, czyli konieczności tworzenia nowej polityki lewicowej, wspomniałem, że na „rynku” politycznym znajduje się w dalszym ciągu duża grupa wyborców, którzy oczekują na swoją partię. Wspomniałem, że jest to raczej grupa centrowa i będzie ona rosła.
I jakby dla potwierdzenia mojego poglądy, tygodnik opinii (sic!), „Wprost” opublikował sondaż Pentora, z którego wynika, że PO ma 30% poparcia, PiS – 17%, SLD – 8%, a PSL – 4%. Nie znam techniki tego sondażu, ani na jakiej grupie i w jakim czasie był on robiony – ale niezbicie wynika z niego, że grupa niezdecydowanych powiększa się – głównie właśnie kosztem Platformy.
Platforma przegrywa na wszystkich frontach, nawet jeżeli wygrywa – to też wizerunkowo przegrywa, jak choćby w sprawie votum zaufania dla minister Ewy Kopacz. Dyskusja sejmowa wokół niej i ustaw, których kształtu w dalszym ciągu nie znamy – pokazuje, że paraliż decyzyjny i paraliż woli jest ogromny. Przegrywa w rozgrywce z urzędem prezydenta, który lekką i bezpieczną ręką wetuje wszystko, co mu rząd i koalicja podsunie, tym bardziej, że częściej są to knoty, jak nieuzgodniona ustawa medialna. Przegrywa również dlatego, że nawet dobre ustawy, jak nowel tzw. ustawy kominowej – są źle prezentowane.
PO traci również wizerunkowo. Afera sopocka, z prezydentem Karnowskim, został do końca „wygrana” medialnie przez Prawo i Sprawiedliwość i nawet kolejny happening Janusz Palikota nie pomógł w tej sytuacji.
Twardy kark prokuratora Frankowskiego

Dziennik „Polska” ujawnił szczegóły aktu oskarżenia polskich żołnierzy, podejrzanych o zbrodnię na ludności cywilnej w Afgańskiej, w wiosce Nangar Khel. Akt oskarżenia obejmuje, jak na razie, siedmiu bezpośrednich sprawców, w tym dowódcę bazy, majora Olgierda C., któremu zarzuca się wydanie bezpośredniego, nieformalnego rozkazu ostrzału, i de facto – pacyfikacji wioski.
Okazuje się, że rozkaz oficjalny został zmieniony przez majora już w trakcie operacji. Część żołnierzy, z drugiego pododdziału odmówiła wykonania tego zadania – natomiast tych 6. bezpośrednich wykonawców oddziału „Delta”, dokonało w pełni świadomie ostrzału z moździerza wielkokalibrowego bezbronnej ludności.
Żołnierzom grożą kary dożywocia (jednemu 25 lat pozbawienia wolności – ale nie był on w obsłudze moździerza).
Marketing internetowy

Media podały, że dziennikarze „Faktu” dotarli do tajnej instrukcji młodzieżówki Platformy Obywatelskiej, wzywającej do młodych działaczy PO do aktywnego uczestnictwa na forach internetowych i zamieszczania na nich pochwalnych materiałów o partii. Młodzi Demokraci wysyłają swoim kolegom instrukcję, że na dużych portalach internetowych i portalach gazet miały być umieszczane pozytywne posty o Donaldzie Tusku i całej partii. Nie napisano, czy chodzi tylko o fora, czy również ma to mieć postać na przykład blogów internetowych.
Na prawicowych stronach zawrzało, warto było sobie poczytać pełne oburzenia komentarze na forum Frondy, czy na Salonie24. Jak je czytałem, to ogarniał mnie pusty, głęboki śmiech…
Nie jestem miłośnikiem for internetowych, praktycznie na nich nie działam, ale komentarze polityczne zaczynałem umieszczać kilka lat temu, na tak zwanych grupach dyskusyjnych, konkretnie na pl.soc.polityka. Było to wtedy, kiedy jeszcze słowo „blog” było mylone ze słowem blok… I już wtedy można było znaleźć zorganizowane grupy wpływów partyjnych, które hasały po internecie. Były to działania dość mało finezyjne, bez podparcia programowego, czy bez analiz wpływów – dziś to już jest jedna z podstawowych formuł marketingu politycznego, nakierowanego na młodszego wyborcę.
Partią, która doskonale to opanowała (i jak widać po efektach wyborczych – tylko to) jest Unia Polityki Realnej. Jej szef, Janusz Korwin Mikke wręcz przeniósł się już na stałe do internetu. Jego blog to co najmniej dwie notki dziennie, plus nagranie video…Oprócz niego ma jeszcze kilkudziesięciu młodych oddanych działaczy internetowych, którzy spamują na rożnych forach. Ostatnio pomogli swojemu szefowi wygrać notebooka w konkursie na blog roku, portalu Onet.pl – i był to największy sukces tej partii w 2007 roku. Przed wyborami w 2007 roku jeden z wirtualnych działaczy UPR rozesłał wręcz instrukcję spamowania, która działała – tylko nie tak jak zamierzali, bo „klient”, który próbował to u mnie robić, dostał „bana” już po dwóch wpisach.
Na Salonie24 działa zorganizowana grupa propisowskich blogerów (czasami są to spółdzielnie, gdzie pod jednym nikckiem pisze 2 – 4 ludzi) i do tego „lotni” komentatorzy. I osiągnęli sukces! Z tego niegdyś otwartego i pluralistycznego forum zrezygnowali najpierw dziennikarze, którym chora atmosfera chamskich, niewybrednych ataków nie odpowiadała, a za nimi odeszli ci amatorzy pisania, dla których ważna była dyskusja, a nie przerzucanie się inwektywami. I tak gwiazdą tego forum jest teraz dziennikarz Warzecha… właśnie z tabloidowego „Faktu”…on się czuje doskonale w takiej atmosferze. I wszyscy, którzy zostali, czują się doskonale, pijąc sobie z prawicowych dziobków!
Marketing sieciowy, internetowy, nie jest niczym zdrożnym, wręcz dla profesjonalnej partii to konieczność. Niestety, więcej w tym amatorszczyzny, która właśnie przynosi takie kwiatki, jak ujawnienie instrukcji Młodych Demokratów. Nie ma się jednak co burzyć Maks Kraczkowski, były przewodniczący Forum Młodych PiS, który twierdzi, że jego partia ogranicza się do rozdawania flag na 3 maja i oddawania krwi. Te sprawy za rachityczną młodzieżówkę pisowską załatwia profesjonalna firma PR, która dział dyskretniej, ale zapewne skuteczniej. I to właśnie widać na Salonie24.pl
Azrael
Prymat partii nad państwem

Oglądając karczemną awanturę we wtorek w polskim Sejmie, można było zauważyć, że tak naprawdę nie była to walka o to, czy Zbigniew Ziobro ma być pozbawiony immunitetu, czy nie, czy chodzi o rozpatrzenie wniosku prokuratury i rzetelne procedowanie nad nim – lecz był to już n-ta odsłona walki pomiędzy Platformą Obywatelską i Prawem i Sprawiedliwością. Zauważmy, że po wyjściu posłów PiS z sali, nie odbyła się żadna rzeczowa dyskusja nad tym ,co przedstawił prokurator Staszak – lecz po prostu szybciutko przegłosowano stanowisko, popierające wniosek o uchylenie immunitetu.
Walka partyjna na najwyższym szczeblu władzy – to jednak z najgorszych rzeczy, jakie . nam się mogą zdarzyć w trakcie nieuformowanego do końca systemu politycznego.
Napieralski i cztery wina

Nowy szef Sojuszu Lewicy Demokratycznej, Grzegorz Napieralski, wykazuje dość dużą inicjatywę polityczną i ruchliwość. Jest go pełno w mediach, ciągle ma nowe pomysły, w wielu przypadkach jest postrzegany, jako ciekawa “partia do wzięcia”. I dla koalicji rządowe i dla opozycyjnego PiS. Czy i jak potrafi z tego skorzystać?
Tuż po czerwcowym zwycięstwie w wyborach do władz partii, zamieścił na swoim blogu wpis, w którym postawił sobie jako główny cel uczynienie z SLD (lub formacji zjednoczonej lewicy) drugiej siły na scenie politycznej. Dlaczego nie pierwszej – tego nie wiemy. Brak wiary, zdolności, pomysłu programowego, czy może realizm? Wydaje się, że wszystko po trochu. Jednym konkretem, który Grzegorz Napieralski zamieścił w tym swoim wpisie – jest sprawa obrony Kodeksu Pracy. Dalej były hasła o obronie pamięci wszystkich, którzy walczyli o Polskę (?) oraz szerzej omówione sprawy walki o prawa kobiet – aborcja i zapłodnienia in vitro. Czyli – znany katalog tematów.
“Nasz program to Polska, w której odnajdą się wszyscy – wolna jak dziś Hiszpania, zamożna jak Skandynawia” – takie hasło się tam znalazło, tylko, niestety, bez opisu, co się za tym ma dokładnie kryć.
Potem był wyjazd do guru – Zapatero – ale jakoś nie widać po tej wyprawie przełożenia, w działaniach i konkretnych propozycjach.
Etyka a praktyka

Paweł Kowal to jeden z inteligentniejszych posłów Prawa i Sprawiedliwości, w swojej dziedzinie, czyli polityce zagranicznej, może nawet uchodzić za dobrego fachowca. Jego wypowiedzi, są składne, myśl prosta i jasna, wydaje się, że działa w interesie narodowym. Gdyby nie to, że podobnie jak Lech Kaczyński promuje chory z założenia układ współpracy krajów basenu Morza Czarnego, Ukrainy i Gruzji, kosztem normalizacji naszych relacji z Rosją. Może się to zakończyć zatargami z Moskwą – ponieważ to ona trzyma i będzie trzymać łapę na źródłach energii w tamtym rejonie.
Jednak tym razem nie o tym; Paweł Kowal, właśnie dlatego, że tak inteligentny, jest również nad wyraz cyniczny. Dziś rano, w audycji TOK FM, bez żadnego zahamowania oświadczył, że wczorajsze wydarzenia w Sejmie i zachowanie jego kolegów z PiS, były normalne i nie są powodem do zgorszenia. Według niego zachowanie Szczypińskiej, Kempy, Suskiego – to są metody PARLAMENTARNE. Jego wątpliwość wzbudziło tylko to, że to “nie wygląda superatrakcyjnie”.
Większość oglądających te wydarzenia i ich wielokrotne powtórki, ma zgoła inną opinię. Zupełnie inną.
I nie tylko o sprawy estetyki tu chodzi. Nie ma sensu Panu posłowi Kowalowi i jego partyjnym kolegom prawić “dyrdymały” o kulturze i interesie społecznym. Dla nich (i w większości przypadków dla innych posłów tego Sejmu) liczy się głównie interes partyjny. Może jednak warto mu, a i czytelnikom, przypomnieć “Zasady Etyki Poselskiej”, do jakich się powinni posłowie na Sejm RP stosować.
Przytoczę je w całości.
Chama po chamsku

Zastanawiałem się, jak skomentować to, co się dziś działo w Sejmie, w trakcie posiedzenia komisji regulaminowej. Jak to określić? Warcholstwo? Pospolite chamstwo? Czy może jest to po prostu stan normalny, tylko my, wyborcy do tej pory nie byliśmy o tym uświadomieni, gdyż kamery telewizyjne tak głęboko nie wchodziły w sprawę.
Fakty są następujące;
Sprawa dotyczy uchylenia immunitetu Zbigniewa Ziobro, w sprawie ujawnienia przez niego akt dochodzeniowych w sprawie mafii paliwowej Jarosławowi Kaczyńskiemu, do czego prawdopodobnie nie miał uprawnień.
Prawo i Sprawiedliwość sparaliżowało wczoraj posiedzenie komisji, nie dając jej procedować, poprzez wprowadzenie na salę 100 osób. Szef komisji podjął decyzję o tym, że obrady zostaną przeniesione na wrzesień, ale dziś rano marszałek Komorowski zmienił tą decyzję ( w uzgodnieniu z quorum marszałków) Miał do tego prawo, ponieważ sesja parlamentu trwa dalej, a Zbigniew Ziobro, jako poseł, miał obowiązek do uczestniczenia w obradach. Nie został z tego zwolniony przez marszałka. I nie podjął PRAWIDŁOWO dostarczonego wezwania. Komisja podjęła pracę, pod jego nieobecność. Resztę można było obejrzeć w telewizji, na szczęście.
Konkluzja – komisja MOGŁA procedować nad wnioskiem, ale obyczaj wskazuje, że poseł, który jest obiektem posiedzenia (czyli jego immunitet) powinien mieć prawo do wypowiedzi. Ziobro wczoraj był na posiedzeniu – dziś miał drugą szansę, KTÓRĄ ON SAM ZAPRZEPAŚCIŁ. W związku z tym działania ma Bronisława Komorowskiego są jak najbardziej uzasadnione.
Patrząc na salę obrad, zauważyłem jedno. Na sali był obecny Jarosław Kaczyński. Nie zabierał głosu – wszelkie okrzyki, działania obstrukcyjne, realizowane były rękami jego “cyngli”. I co ciekawe – największym chamstwem wobec Niesiołowskiego, który prowadził obrady z mandatu Bronisława Komorowskiego, oraz Andrzeja Czumy – wykazały Jolanta Szczypińska i Beata Kempa… To właśnie świadczy o poziomie kultury tego środowiska. Ale Kaczyński nadzorował całą operację. Ten jazgot, wrzaski, chamskie tekściki… mniej, niż żenujące.
Każdy rozsądny i nie zaślepiony, po tym przedstawieniu, powinien sobie złożyć gratulacje, że nie głosował w wyborach 2007 roku na tą tłuszczę. Niezależnie od tego, czy robił to z motywacją głosowania na inną partię, czy tylko przeciw PiS.
Oczywiście, głównym problemem jest sprawa pisowskiego szeryfa, Zbigniewa Ziobro. Jeszcze do niedawna był tak pewien, że wszystko jest w porządku, że był gotów do tego, aby natychmiast zrzec się immunitetu. Teraz “rura” już nie jest tak twarda.
Otwarcie sprawy KARNEJ przeciwko Ziobrze, i wyrok, nawet w “nawiasach”, to nie tylko precedens, który pozwoli na dobranie mu się do… ale również faktyczny koniec jego kariery. Nie ucieknie w 2009 roku do Parlamentu Europy, nie będzie mógł kandydować do Sejmu. Rola delfina skończy się definitywnie.
Kiedyś pytałem się, co ma w zanadrzu Ziobro na Jarosława Kaczyńskiego? Co i kiedy podsłuchał? Dlaczego jest tak broniony? Pytania są dalej aktualne.
Wiem, że Sejm jest świątynią prawa i miejscem tradycji. Ale powinniśmy być wdzięczni Bronisławowi Komorowskiemu, że nawet łamiąc obyczaj sejmowy – wziął tego pisowskiego “chama” za twarz.
Azrael
I cham, i dureń…

Znów poseł Janusz Palikot strzelił w stronę Lecha Kaczyńskiego. Oznajmił, że uważa głowę państwa za chama. Zauważmy – nie powiedział, że Lech Kaczyński jest chamem, ale, że w jego odczuciu osobistym, po zapoznaniu się z nagraniami z rozmowy z Radosławem Sikorskim, uznaje, że ten zachował się wobec konstytucyjnego ministra po chamsku – i dlatego on, Palikot, poseł i obywatel uważa go za chama.
Oczywiście – zostało to znów potraktowane tak samo, jak jego wcześniejszy zapis na blogu, gdzie odważył się zapytać, czy gafy i lapsusy Lecha Kaczyńskiego nie wynikają, oględnie mówiąc, z jego słabego stanu zdrowia, a już dosadniej – z nadużywania czerwonego wina. Zaproponował, aby Lech Kaczyński poddał się szczegółowym badaniom – i aby zostały one upublicznione. I co? No, i nic; Pomimo wymuszonych zapewnień, że Kancelaria Prezydenta poda wyniki – nie wiemy do dnia dzisiejszego, czy Lech Kaczyński jest w pełni zdrowy, na ciele, do sprawowania swej funkcji. Bo co do stanu umysłu – każdy może sobie wyrobić zdanie samodzielnie.
Lech Wałęsa, znający przecież Kaczyńskiego nie od wczoraj, ani nawet od miesiąca – opinię sformułował dość dawno, w lapidarnym stwierdzeniu – “toż durnia mamy za prezydenta”. Chcąc nie chcąc – muszę przyznać mu rację.
Problem jest jednak szerszy. Otóż Stefan Kisielewski powiedział;
“Gdyby dureń zrozumiał, że jest durniem, automatycznie przestałby być durniem. Z tego wniosek, że durnie rekrutują się jedynie spośród ludzi pewnych, że nie są durniami”.
Hieny prasy, hieny internetu

W Polsce tak się ostatnio dzieje, że praktycznie żadna ceremonia publiczna nie może się odbyć bez afer. Dość dziwnym zdarzeniem losu, często jest to przy udziale prezydenta Lecha Kaczyńskiego – jako siły sprawczej albo mimowolnego, lecz aktywnego uczestnika.
A to w trakcie ceremonii wręczania odznaczeń ktoś odmawia przyjęcia medalu. Innym razem ktoś nie dostał medalu, choć należał mu się, bo był głównym aktorem wydarzeń, które państwo polskie nagradzało. Albo pan prezydent wycofuje się, w imię coraz bardziej wątpliwych interesów, z patronatu nad konferencją na temat ukraińskiego ludobójstwa na Wołyniu…
Tym razem też pan Kaczyński był uczestnikiem imprezy ze skandalem w tle. To był pogrzeb Bronisława Geremka na warszawskich Powązkach. Poszło o przemówienie i pozdrowienie nad grobem.
Tym razem jednak nie o przemówienie Lecha Kaczyńskiego, choć i on nie uniknął, w czasie swego, jak zwykle bełkotliwego, wystąpienia, lapsusów pojęciowych. Odsyłam do uważnego przeczytania stenogramu, gdzie pan Kaczyński w jednym szeregu zmarłych stawia i Profesora Geremka, i żyjącego jeszcze Tadeusza Mazowieckiego…
Ale Kaczyński był jednak w skandal z przemówieniem zamieszany.
Oczywiście poszło o wystąpienie, bardzo długie, Adama Michnika.
Autyzm i idiotyzm

Nie ma nic przyjemniejszego dla polityka, kiedy widzi i słyszy, jak jego przeciwnicy sami się kompromitują, a gdy robią to czołowi działacze partyjni, z jej szefem na czele – jest to już tylko ciepły, słodki miód na serce…
„Ludwik Dorn jako osoba o niezwykłej inteligencji wykazuje pewne cechy autystyczne” - powiedział w radio TOK FM jeden z wielu szczytów wulkanu intelektu Prawa i Sprawiedliwości, człowiek światły, znany szerzej jako “genetyczny patriota”, poseł Marek Suski
Nie pozostał mu dłużny wspominany autystyk, który tym razem zniżył się ze swojego Sulejówka, do poziomu Suskiego i mu ciepło odparował;
Autyzm to ciężka choroba psychiczna o podłożu neurologicznym, skomplikowany zespół upośledzenia rozwoju, w którym istotną rolę odgrywa funkcjonowanie mózgu. Wyrażam ubolewanie, że w gronie kilkunastu osób podejmujących decyzje bezpośrednio brzemienne w skutki dla mojej partii, a przez to, pośrednio, dla mojego kraju, są osoby,którym inteligencja niejako automatycznie kojarzy się z ciężkim schorzeniem psychicznym. Mam nadzieję, że wśród członków PiS nie jestem w tym ubolewaniu osamotniony.”
Prawda, jakie urocze? Dwóch bądź, co bądź prominentnych polityków (Dorn już tylko medialno – blogowy, choć nie skazywałbym go na wieczne siedzenie w tylnych ławkach Sejmu) okłada się intelektualnymi cepami przy otwartej kurtynie. Jednak coś w tych słowach Suskiego jest; Ludwik Dorn nie pamięta, jak to najpierw nawyzywał inteligentów od “wykształciuchów”, a później w równie wysublimowanej formie próbował ich odzyskać.
Pożegnanie Geremka

Dziś nastąpi pożegnanie Bronisława Geremka. Pogrzeb państwowy, ze wszystkimi władzami, salwą honorową, przemówieniami, spocznie w Alei Zasłużonych na warszawskich Powązkach.
Warto będzie posłuchać przemówień nad grobem, szczególnie tych polityków i ludzi, którzy w latach 2005 – 2007 próbowali mu zabrać zasługi dla Polski i dla Europy, zanegować jego zasługi, i te przed rokiem 1980, i w czasach Okrągłego Stołu, oraz w Polsce demokratycznej.
Trzeba przyznać, że tak zwani prawicowi publicyści, ci z pod znaku IV RP, radiomaryjni i naszodziennikowi są wstrzemięźliwi – czyli milczą. Tylko ścierwa internetowe, głównie z portalu Salon24.pl, nie śpią. Ale różni Wybranowscy, Michalkiewiczowie czy Nowakowie już zapewne ostrzą pióra.
Ciężko jest pisać o Bronisławie Geremku nie wpadając w przesadę, czy hagiografię, szczególnie w takiej sytuacji. Nie byłem z jego pokolenia, ani z “Solidarności” czy opozycji, więc nie mam ani prawa, ani wiedzy, aby go oceniać, mogę tylko odnosić się do czasów najbliższych. Pewnie wkrótce powstaną opracowania o nim, mam nadzieję, że nie będą pisane na kolanach, z drugiej strony nie będą to “przyczynki” podobnych “historyków”, jak Cenckiewicz i Gontarczyk.
Cena decyzji

“Nie ma czegoś takiego, jak darmowe obiady” – mówił słynny ekonomista, Milton Friedman. Odnosił to do ekonomii, ale jak ulał pasuje to do każdej sfery życia publicznego, wymagającej podejmowania decyzji, za które trzeba odpowiadać – i które zawsze mają jakąś cenę. Także dotyczy to polityki zagranicznej.
Nicolas Sarkozy w Parlamencie Europejskim powiedział kilka dnia temu, pod adresem Lecha Kaczyńskiego, że podpisanie ratyfikacji Traktatu Lizbońskiego to sprawa honorowa dla polskiego prezydenta, bo przecież nie tylko onsam negocjował porozumienie – ale również na forum Unii dziękował innym przywódcom Europy za pomoc i zrozumienie Polski. Nie tylko wszak o kwestie honoru tu chodzi, ale o coś w polityce zagranicznej ważniejszego – o polskie interesy i polskie bezpieczeństwo, i to nie tylko w wymiarze militarnym.
Tusk zapowiada koniec lustracji

Jeszcze stosunkowo niedawno sezon ogórkowy żywił się informacjami o potworze z Loch Ness, śladami yeti, ewentualnie przygodami gwiazdek polskiego szoł biznesu. Teraz zostało to zastąpione przez informacje o teczkach, lustracji, ewentualnie dezubekizacji, dekomunizacji – czyli o klasycznych sprawach “ścigania zajączka”.
Donald Tusk, wczoraj u Moniki Olejnik, w programie “Kropka nad i” powiedział, że w gronie jego partii powstał zespół, który pracuje nad ustawą o otwarciu akt Instytutu Pamięci Narodowej, czyli – nad ustawą na ludową lustracją.
To lud miałby możliwość i okazję, po udostępnieniu mu 200 km akt służby bezpieczeństwa i innych akt, przejętych przez IPN, na przykład WSW, dokonać weryfikacji i analizy materiałów.
Ciekawe, że w następnym zdaniu premier powiedział, że PO lustracją się nie chce zajmować, a otwarcie archiwów ma być lekiem na “cieknące” archiwa i naobłęd lustracyjny.
Naiwni, łatwowierni zwolennicy lustracji, oczywiście podnieśli ręce do oklasków i już czekają, kiedy się ten akt sprawiedliwości dokona. Naiwni, czyli ci, którzy uwierzyli za czasów rządów Jarosława Kaczyńskiego, że szczerze chce on dokonać rozliczeń, nie widząc, że robił on wszystko, aby do lustracji doszło – teraz przesunęli swoje nadzieje na Tuska.
Przypominam, że poprzedni projekt ustawy lustracyjnej, z lutego 2007 roku opracowany przez młodych hunwejbinów Prawa i Sprawiedliwości, został przez Trybunał Konstytucyjny tak poszatkowany, ze zostały z niego luźne kartki, które zostały pozlepiane robioną na kolanie nowelizacją. Ustawa była tak przygotowana i tak przedstawiana, że po pierwsze, musiał doprowadzić do powszechnego sprzeciwu wobec niej, po drugie – TK nie miał innej możliwości, jak jej zanegowanie. Przypomnijmy tylko dwie główne konkluzje wyroku;
- Lustracja nie może być narzędziem zemsty, i nie może być karą. Karą może być wyrok sądowy i anatema społeczna;
- I druga prawda, to taka, że lustracja MUSI być zgodna z prawem, a w szczególności z Konstytucją, a nie odwrotnie – że prawo ma być narzędziem lustracji…;
I podobnie będzie teraz, z każdą ustawą, która będzie zakładać pełne otwarcie archiwów, które tak naprawdę nie zostały do tej pory ani dobrze z katalogowane, ani nie opracowano procedur prawnych i technicznych ich udostępnienia w szerokim zakresie.
Nie jest dla mnie dziwne, że Donald Tusk dotyka tego tematu w ten sposób, bo w sytuacji, kiedy jego sondaże lecą w dół – i rządu i jego osobiste – musi znaleźć jakieś nowe zagadnienia, w formie nic nie kosztujących igrzysk dla “ciemnego ludu”.
Polska lustracja jest trupem, a jej długi pogrzeb zaczął się już w roku 1993, od słynnej listy Macierewicza. Co kilka lat politycy, dla swoich utylitarnych celów tego trupa wyciągają i sadzają przy stole dyskusyjnym – ale tylko dla załatwienia jakiś innych spraw. Obecna opinia Tuska jest oczywiście pokłosiem spraw Lecha Wałęsy i Lesława Maleszki, a Tusk, jako doskonały specjalista politycznego PR, chce sobie na tym wygrać kilka punktów.
Lustracja po polsku nigdy nie będzie dokonana “profesjonalnie”. Niezależnie jak i kto by przygotował nową ustawę lustracyjną – zawsze rozleje się szambo.
Myślę, że przed wyborami prezydenckimi nie należy się spodziewać żadnego ruchu w sprawie otwarcia akt – a sama propozycja Donalda Tuska to nic innego, jak medialne przygotowania do likwidacji Instytutu Pamięci Narodowej w takiej postaci, w jakiej funkcjonuje obecnie.
Azrael
Jeszcze o Wałęsie – lektura obowiązkowa
Jestem na “urlopie” blogowym, ale to nie znaczy, że jestem bez dostępu do sieci.
Wiem, że temat książki Gontarczyka i Cenckiewicza jest już zgrany, a temat współpracy Wałęsy z SB i jego działań za prezydentury w latach ‘90 – też raczej już jasny – ale może czas właśnie na podsumowanie.
Dlatego ten artykuł Adama Michnika to lektura obowiązkowa;
Czekam na dyskusję.
Azrael
P.S. Po powrocie będę miał dla Was ciekawą propozycję
A.












