Azrael – zwykłe pisanie

Tomistyczny realizm jest walką przeciw wszelkiej samodzielności umysłowej - Kołakowski

„Jak długo im będzie stać?”

with 5 comments


W samym środku „pisowskiej nocy”, w sierpniu 2006 roku napisałem artykuł pod powyższym tytułem, zastanawiając się, dlaczego Prawo i Sprawiedliwość miało wtedy tak wysokie i stabilne notowania, sondaże popularności. Nie były one wprawdzie tak wysokie, jak ma w obecnym czasie Platforma Obywatelska, sam premier i rząd – ale utrzymywały się one na niezmiennym poziomie przez wiele miesięcy. Kaczyzm wydawał się ideologią panującą, na cztery ,co najmniej, lata kadencji. Jak się skończyło – wiemy wszyscy.

Moje wnioski były następujące – trwałe poparcie społeczne dla PiS i Jarosława Kaczyńskiego polegało na tym, że partia ta posiadała sprawny system komunikacji z wyborcami, polegający na tym, że jako pierwsza partia w Polsce zdecydowanie skierowała się w stronę konkretnej grupy wyborców – grupy wyborców „przegranych.
Ani SLD, a ani poprzednie partie prawicowe nie stosowały takiego jeżyka i takiego zabiegu socjologicznego. PiS przeciwstawiał tych przegranych pozostałej części społeczeństwa.

Po drugie – opozycja atakowała PiS i jego rząd za sprawy, które nie miały nic wspólnego z życiem społeczeństwa, jego potrzebami i bolączkami codziennym, a na które jakoby są dobre, łatwe recepty.
Po trzecie – PiS zaadaptował i scalił – na krótko, na szczęście – elektorat prawicy - Jarosław Kaczyński nigdy nie ukrywał, że jego ideą jest stworzenie wielkiej formacji prawicowej. Jednocześnie skutecznie niszczył i zniszczył Ligę Polskich Rodzin i Samoobronę – powoli przejmując ich elektorat.

Inne elementy powodzenia, to struktura partii – scentralizowanej i wodzowskiej , pozwalająca na sprawne zarządzanie i wymuszanie lub kupowanie wewnętrznego poparcia, na sprawny marketing polityczny, na poczucie wśród członków poczucia siły i „misji”, dobra sytuacja ekonomiczna kraju, poparcie Kościoła Katolickiego, głównie Radia Maryja i telewizji„Trwam”, a także słaba opozycja. Wydawało się, że Platforma był w regresie i bez pomysłu na przejęcie władzy, jest mdła, bez pomysłów. Lewica natomiast była bez charyzmatycznych polityków i w ogóle bez żadnego zamysłu – co się potwierdziło w wyborach 2007 roku.

A jednak Jarosław Kaczyński oddał władzę… patrząc na to z perspektywy – na własną prośbę.

Pytanie tytularne nie straciło na aktualności – jak długo PO będzie miało tak dobre wyniki sondażowe, jak długo rząd Donalda Tusk będzie tak funkcjonował?

Zbliża się półrocze tego rządu i koalicji – moment, który powszechnie uznawany jest za dość krytyczny. PiS dziś na konferencji sejmowej próbował coś na ten temat powiedzieć, ale po pierwsze – nie miał do kogo, bo poniedziałek jest tradycyjnie dniem wolnym od pracy sejmowej, a do tego premier wojażuje po Ameryce Południowej. Multimedialne zabawy posła Kraczkowskiego i „bullteriera” w spódnicy – Beaty Kempy – poszły tak naprawdę w powietrze.

Rząd Donalda Tuska i jego partia mają niezmiennie olbrzymią przewagę nad PiS – nie mówiąc o lewicy. Pomimo tego, że praktycznie nie została do tej pory zrealizowana żadna obietnica wyborcza – ani w sferze gospodarczej, ani w sprawach rozliczeń z PiS, czy nawet przygotować do EURO 2012. Także konflikty społeczne, takie jak zimowo – wiosenna fala strajków., zawirowania wokół in vitro, mediów publicznych – czy brak projektów dotyczących służby zdrowia i szkolnictwa – nie powodują znacznych wahnięć popularności.

Dlaczego tak jest? Powodów jest kilka.

Rząd Donalda Tuska nie szedł do wyborów z żadnymi hasłami rewolucyjnymi, tak jak to czyniła poprzednia ekipa. Nie straszono ludzi jakimiś rozliczeniami, akcjami, gwałtownymi przemianami. Wręcz odwrotnie – Donald Tusk mówił, że teraz będzie po prostu normalnie. I jest normalnie, i ludzie, wyborcy to dokładnie widzą. Mają jeszcze w pamięci to, co się działo za rządów Jarosława Kaczyńskiego, gdzie rewolucyjne napięcie wyzierało z oczu każdego członka PiS. Oczywiście – wyborcom Prawa i Sprawiedliwości się to nie podoba i próbują zrozumieć, co jest powodem tego, że jedyne słuszne, „patriotyczne” hasła ich przywódców odbijają się jak od betonowej ściany ot reszty, większości społeczeństwa. Stąd oskarżenia wyborców PO o to, że ich mentalność jest podobna do lemingów, że nie dbają o interes narodowy, i przyszłość Polski, gdzie zdrowy, katolicki kręgosłup narodu ma być złamany przez „eurkołchoz”.

„Patriotyczna” prasa – czyli „Rzeczpospolita”, „Gazeta Polska”, „ND”, czy „Najwyższy Czas!” - znów mają na celowniku Adama Michnika, ITI i „niemieckojęzyczne” media – które są oczywiście w zmowie i zwalczają PiS, prezydenta i jego brata.

A sprawa jest prozaiczna; Społeczeństwo ma jeszcze świeżo przed oczami okres dwuletnich rządów Jarosława Kaczyńskiego, Andrzeja Leppera i Romana Giertycha. I pamięta różne akcje, konferencje prasowe, śmierć Barbary Blidy, mundurki Giertycha, chamstwo Leppera, aferę seksualną, zadymę lustracyjną („Pocałujcie mnie w d*.., pajace .”) - a twarze Gosiewskiego, Brudzińskiego, Ziobry i samego Jarosława Kaczyńskiego są większą przestrogą przed powrotem tych ludzi do władzy – niż niespełnione obietnice Donalda Tuska.

PO wygrało wybory dzięki miastu, młodzieży i inteligencji – czyli tym, którzy sobie radzą. I sobie poradzą, nawet jeżeli będą rosły ceny, będzie inflacja i regres gospodarczy. I ten segment wyborczy rośnie. Nie jest to „ciemny lud” pisowski – lecz ludzie, którzy patrzą w przyszłość – a wszystkie te hasła rozliczeń, dezubekizacji czy dekomunizacji – mają w głębokim poważaniu. Trzon polskiego wyborcy to teraz 30 – 40 – latkowie – i dla nich PO jest partią pierwszego wyboru – PiS jest poza obszarem zainteresowania.

Próby odgrzewania kotleta lustracyjnego, czy straszenie prywatyzacją szpitalnictwa, czy tym, że Unia wymusi na Polsce małżeństwa gejowskie – nie robią już żadnego wrażenia. Próby mobilizacji elektoratu – tak jak było w przypadku Traktatu Lizbońskiego – skończą się dla PiS porażką – a być może rozpadem.

Sytuacja Prawa i Sprawiedliwości przypomina okres schyłkowy SLD rządów Marka Belki – silni w Sejmie – ale bez woli i praktycznych możliwości decydowania o czymkolwiek. Oczywiście – jest jeszcze prezydent – który może wszystko zawetować – zablokować każdy projekt, każdą inicjatywę rządową – ale jest to zabawa na krótką metę. Do roku 2010 – a może krócej.

PO ma po swojej stronie wszystkie atuty, i może praktycznie nic nie robić – pod warunkiem, że będzie wstanie utrzymać spokój społeczny i wzrost gospodarczy. A to nie jest łatwe.

Ale jest wiadome – PO nie ma zagrożenia, nie ma możliwości takiej, aby oddało władzę przed rokiem 2011. I na pewno nie ma alternatywy.

I może spokojnie patrzeć na słupki poparcia – będą na dotychczasowym poziomie.

Azrael

Written by Azrael

maj 19, 2008 @ 17:25

5 Responses to '„Jak długo im będzie stać?”'

Subscribe to comments with RSS

  1. Jarkowi zostaną tylko wiece na jarmarkach. Bo klepanie w klawiaturę kompa jest takie stresujące, a internet to wynalazek szatana.
    PS.
    Azraelu. Zajrzyj na blog Janiny Paradowskiej. Ciekawa analiza sytuacji w LSD.

    PETREL

    19 maj 08 at 17:36

  2. Ja myślę, że poparcie dla PO ulegnie powolnej erozji jeśli bezczynność tego rządu będzie się utrzymywać. A myślę, że oni do roboty się nie wezmą. Jakoś nie mam nadziei. Niechby choć tą prywatyzację dokończyli bo autostrad to chyba i oni nie wybudują. To jakiś koszmar.

    panmodry

    19 maj 08 at 21:55

  3. nie szedł z żadnymi hasłami rewolucyjnymi, buhahahahaha

    tak nakłamał, i tak na obiecał, że nigdy nie będzie się z tego wstanie rozliczyć

    z drobnymi pierdołami mają problem, a co dopiero druga Irlandia, cud gospodarczy, piękne drogi i autostrady, wspaniałe szpitale…

    tyle tego naobierał, że więcej po bandzie niż on to nie szło pojechać…

    taki jeden

    20 maj 08 at 8:50

  4. Moje wnioski były następujące – trwałe poparcie społeczne dla PiS i Jarosława Kaczyńskiego polegało na tym, że partia ta posiadała sprawny system komunikacji z wyborcami, polegający na tym, że jako pierwsza partia w Polsce zdecydowanie skierowała się w stronę konkretnej grupy wyborców – grupy wyborców „przegranych.

    To trwałe i dość wysokie poparcie….. aż tylu było “przegranych”? skąd ich aż tylu? spadek po IIIrp?

    PO wygrało wybory dzięki miastu, młodzieży i inteligencji – czyli tym, którzy sobie radzą. I sobie poradzą, nawet jeżeli będą rosły ceny, będzie inflacja i regres gospodarczy. I ten segment wyborczy rośnie. Nie jest to „ciemny lud” pisowski – lecz ludzie, którzy patrzą w przyszłość – a wszystkie te hasła rozliczeń, dezubekizacji czy dekomunizacji – mają w głębokim poważaniu. Trzon polskiego wyborcy to teraz 30 – 40 – latkowie – i dla nich PO jest partią pierwszego wyboru – PiS jest poza obszarem zainteresowania.

    zła diagnoza. PO wygrało właśnie dzięki “ciemnemu ludowi” który to ‘lud” kupił hasełka i obiecanki Doncia i jego gabinetu cieni. Kiedy pytałem tą wykształcona młodzież dlaczego głosowali na PO, odparli z uśmiechem. “Bo nie chcemy wyjeżdżać z kraju. Chcemy tu pracować i żyć” zawiedli się. Wyjeżdżają.

    A.W.

    20 maj 08 at 18:22

  5. dlaczego Azraelu tak jest, że jak PiS obstawiał stanowiska swoimi razem z koalicją, to grzmiałeś co nie miara…

    a gdy PSL obstawia stanowiska własnymi zaufanymi ludźmi, a jeszcze gorzej, własną rodziną, to milczysz…

    i piszesz że PO wygrało, bo szło z normalnym programem i nic nie na obiecywało…

    taki jeden

    21 maj 08 at 10:19

Leave a Reply