Gandzia i polityczny PR

„Newsweek” zamieścił coś w rodzaju zajawki książki o Donaldzie Tusku. Dziennikarze tygodnika przesłuchują
premiera z jego życia i ujawniają pewne fakty – a właściwie nie tyle fakty, co ich otoczkę.
Bo o tym, że Tusk wychował się na podwórku (a nie w willi z nadania komunistów) wiemy. I że jego dzieciństwo nie było udane, bo ojciec był srogi, a pieniędzy się nie przelewało (rodzice nie współpracowali z aparatem komunistycznym) – to też wiemy. Jak również to, że działalność opozycyjna i rodzinna kazała Tuskowi walczyć twardo o pozycję w życiu (a nie tkwić w pieleszach mamusi) – i to jest znane.
Tusk liznął życia – i to jego twardych, brudnych elementów. Był kontestatorem wartości – aby później, z dystansu doświadczenia życiowego do nich wracać. Dorastał intelektualnie dość długo – nie był to tak ukształtowany i świadomy człowiek i polityka, jak choćby Jan Maria Rokita, który już w 1989 roku był krakowskim liderem. Może dlatego, że Tusk kumulował doświadczenia długo i były one różnorodne – to procentują one dopiero teraz – ale za to skutecznie.
Media – nie tylko tabloidowe – skupiły się na dwóch elementach z tego wywiadu. Pierwszy to jego nawrócenie do Kościoła Katolickiego – i ślub kościelny w 2005 roku, kiedy dzieci już były dorosłe, a małżeństwo nie tylko długie, ale i po przejściach.
Nie znam motywów tej decyzji Tuska – może i była ona podyktowana koniunkturalizmem i konformizmem. Nie podejrzewam go o to, że tego rodzaju decyzje podyktowane zostały potrzeba ducha. Wprawdzie dorastał późno – ale taka zmiana postaw nie jest zbyt częsta.
Niestety, ten konformizm jest w Tusku bardzo widoczny. Przekłada się na styl rządzenia, na dobór ludzi do współpracy, na podejmowane decyzje. Tusk jest dość silną osobowością – jednak jest podatny na wpływy grup – zresztą wiadomo, że jego siłą (i słabością, co uwidaczniania się coraz bardziej w jego zespole w KPRM) jest grupa doradców, głównie z Gdańska.
Niestety, ten konformizm zaowocował dość wyraźnym uleganiem wpływom hierarchii kościelnej, co było widoczne w sprawach dyskusji o in vitro, maturach z religii – a nawet w sprawie jego uczestnictwa w ingresie Sławoja Leszka Głódzia w Trójmieście. Zapowiadano, że politycy PO będą omijać tego arcybiskupa szerokim łukiem – a jednak Tusk uległ zapewne namowom doradców. (hm, pomyliłem się w sprawie tego ingresu… ale nie zmnienia to faktu, że DT jest wobec KK zbyt uległy).
Druga sprawa – to podpalanie przez premiera w czasach jego pracy w spółdzielni Przyjaźń „marychy”, przy czym otwarcie się przyznał, że w przeciwieństwie do Billa „Cygaro” Clintona – sztachał się dymkiem…
Informacja ważna, jak na polskie warunki, w Holandii zapewne zdziwienie wzbudziło by to, że w ogóle ktoś chce na ten temat mówić… to jest przecież zupełnie naturalne. Ale w Polsce, kraju konserwatywno – katolickim (przynajmniej oficjalnie)?
Dla większości – jak ma nadzieję – społeczeństwa ta informacja nie ma żadnego znaczenia. Gorszy u polskiego polityka byłby coming out, że ktoś się „zaciągał” Kościołem Katolickim, a tak naprawdę – to wierzy tylko w swój rozum… ale takiego odważnego jeszcze w Polsce zapewne długo nie znajdziemy. Wątpię, żeby zobaczył polskiego polityka, który będąc znany z wizyt w kościele, nagle dokonuje aktu apostazji…
Wynurzenia Tuska na temat gandzi zostaną jednak poddane politycznemu PR. Nie zostawia się takich tematów bez komentarzy i nie traci się szansy, aby to odwrócić przeciwko konkurentowi.
Palenie marihuany (oficjalnie) jest zachowaniem niemoralnym – i zapewne zostanie przez politycznych strategów wykorzystane do uderzenia w Tuska, jako deprawatora młodzieży. Tusk zrobił błąd (piajarowski), że nie odciął się wyraźnie od tego i jeszcze powiedział (zgodnie z prawdą, co z kolei może być jego kontrargumentem), że robił to dla zabicia stresu, z powodu ciężkiej pracy i kłopotów rodzinnych.
Tusk dał tym wywiadem solidny materiał dla politycznych speców, spin doktorów – swoich i przeciwnika.
Ale z drugiej strony, jako przeciwnika aktualnego mamy nieudacznika bez prawa jazdy, karty kredytowej, konta i rodziny – a w przyszłości „dmuchanego” profesora z doktoratem z komunistycznego prawa pracy i córką po rozwodzie, ożenioną z synem bonza lewicy… też ładny materiał do rozrobienia politycznego.
Wywiad w „Newsweeku” nie jest hagiografią, książka zapewne też nie będzie. Tusk jest na początku marszu ku prezydenturze i dobrze robi, że „bomby” rozbraja już teraz. Szczere (a na pewno dobrze zaplanowane) wypowiedzi o problemach rodzinnych, popalaniu trawki, kontestatora Kościoła Katolickiego, zderzone z ciężką pracą i działalnością opozycyjną i samoedukacją polityczną – tworzą oblicze polityka, którego blisko do pokolenia awangardy studenckiej Francji i Niemiec końca lat ‘60. To dobre, plastyczne oblicze, które dobrze potraktowane i obrobione – będzie w kontrze do płaskiego, jednowymiarowego – i już zniszczonego jedną kadencją urzędowania Lecha Kaczyńskiego.
Jeżeli oczywiście, po pierwsze, badania zdrowotne pozwolą obecnemu prezydentowi na ponowne kandydowania, a brat dalej będzie go pchał na fotel, na którym wygląda i zachowuje się tak, że pytania posła Palikota są i tak delikatne…
Azrael











Azraelu. Publikacja w Newsweeku była doskonale przemyślana a nawet inspirowana przez PRowców Tuska. Nie od dziś wiadomo że obyczajowa przeszłość Premiera jest jego dużą słabością. Zdecydowano się więc na użycie tzw. vaccine strategy czyli strategi szczepionkowej. Sterowany przeciek ma za zadanie “rozbroić” zdecydowaną większość niewygodnych tematów. Zachęca też media do dalszego grzebania a PR-owcy Tuska mają 2 lata by poradzić sobie z wynikami. Przy kampanii prezydenckiej to wszystko będzie old news a Tusk będzie odporniejszy na zagrywki w rodzaju “dziadka z W.”
Marchewa
12 maj 08 at 12:13
Obecnie, palenie trawki jest wybaczalne, ale picie taniego wina już nie.
Khair el-Budar
12 maj 08 at 13:26
Tuska nie bylo na ingresie Glodzia
darek wojtczak
12 maj 08 at 14:26
jak widać Tusk poszedł w ślady Obamy
http://www.youtube.com/watch?v=cpBzQI_7ez8
jemu to nie zaszkodziło (przynajmniej jesli chodzi o dotarcie do młodych ludzi :] Co więcej, zebrał punkty za bycie szczerym, w przeciwieństwie do Clintona.
kolanko
12 maj 08 at 15:02
@darek wojtczak - dziękuję za uwagę.
Azrael
12 maj 08 at 15:29
Jest reakcja uwielbianego przez 30% Polaków płci obojga plus PiS prezydenta. Szybkość z jaką ogłoszono dementi przebijającą opóźniony zapłon na zarzuty perfumeryjne szamana z Torunia dowodzi, że coś jednak dręczy Lecha. Czy tylko wino?
A swoją drogą jeden i drugi przechrzta nie znają miejsca na spowiedź? Do konfesjonału a nie publicznie uprawiać ekshibicjonizm duchowy. Tylko bez przechwałek, bo spowiednik w przeciwieństwie do elektoratu może nie uwierzyć w przesadną grzeszność lub bezgrzeszność delikwentów.
Abulafia
12 maj 08 at 15:41
dla mnie cala ta zadyma wokol tej gandy jest jakimś chorym absurdem. Co to za kraj jest że ktoś się dziwi paleniu gandy? Mojemu koledze w ten weekend naziole w pociagu nożem próbowali odcinać dredy, mnie w sobotę przeszukano we wroclawiu gdy nalożylem koszulkę rasta idąc na koncert reggae. Mialem wrazenie ze bez koszulki rasta by mnie nie przeszukano
Fufu
12 maj 08 at 18:08
To całkiem niezłe zagranie - Tusk tym samym przedstawia sie jako zwykły człowiek, który też był kiedyś młody. Takie polityczne zagranie, żeby zdobyć głosy młodzieży - i to wypali. Wychodzi na to, że Tusk ze skrętem lepiej trafi do polskiej inteligencji niż pan przewodniczący Kaczyński…
Bellatrix
12 maj 08 at 19:56
Myślę, że Newsweek’owe informacje to rzeczywiście takie wyprzedzające “rozbrajanie bomb”, Azraelu. Temat trawki to równocześnie, być może, wyjście do młodego pokolenia, które taką informację przyjmie raczej z sympatią. Dla mnie, wroga wszelkich używek, (poza czerwonym winem, jeśli zakwalifikujemy je jako używkę) ta informacja jest również sympatyczna - jak wszystko co odnosi się do “błędów młodości”, które nie zaważyły negatywnie na etapie dojrzałego życia.
panmodry
12 maj 08 at 20:02
Kto nie palił gandzi i nie pił jabola jest politycznie podejrzanym wywrotowcem. Amen. Czego się PiS brzydko nie chwyta, żeby przywrócić zetlałą szmatę po IV RP. Nawet Basię Kępę (czy Kempę) wyśle do boju, bo kobietka znana z nieprzebierania w słowach.
petrel
13 maj 08 at 11:34
chociaż miłośnikiem Tuska nie jestem, ten akurat “przeciek” nie był głupi, bo w wieku, w którym “gandzi” mógł spróbować Tusku, kaczka namiestnikowska nie wiedziała pewnie, co to jest komunikant. I z PR-owskiej perspektywy był znakomity.
Ja tam też raz w życiu “gandzi” sobie użyłem. A po tym doświadczeniu mnie tam bardziej cieszą napoje rozmaite, szczególnie ekologiczne, które powstają w dziewiczych ostępach Puszczy Knyszyńskiej pod bacznym nadzorem miejscowej ludzkości.
Nie będę się wypowiadał na temat tuskowego konformizmu - kościelny ślub po latach faktycznego małżeństwa i takie inne.
Ale takie przekonanie mam, że jak ktoś nie spróbował, choćby raz czegoś, co nie zawsze jest akceptowane i podobno szkodzi silnie (mnie zaszkodziło na jakieś dwa dni), a po próbie okazuje się bardzo niedobre - jest dowodem na brak potrzeby poznawania świata i brak zdolności tego świata zrozumienia.
I dlatego idę sobie teraz do lodówki, w której ekologiczny napój się chlodzi, bo wczoraj miałem dostawę.
Pozdrawiam, Grzesiek
Grzegorz
14 maj 08 at 7:05