Archiwum dla maj 12th, 2008
Lemingi górą!

Fenomen zwycięstwa Donalda Tuska i jego formacji w wyborach parlamentarnych w 2007 roku został mniej więcej zdiagnozowany. Oczywiście, te diagnozy są różne, w zależności od tego, po której stronie pan socjolog, politolog – czasem fachowiec, a częściej tylko domorosły – siedzi. Czy po stronie wygranych, przegranych – czy poza układem (tfu!) politycznym.
I tak zwolennicy Prawa i Sprawiedliwości widzą źródło swojej porażki w kontrofensywie właśnie układu politycznego III RP, wspomaganego nieprzychylnymi mediami i mitycznym udziałem – manipulacją służb specjalnych, ze szczególnym naciskiem na WSI. Znany publicysta post upeerowski, Stanisław Michalkiewicz nazywa to z rosyjskiego „razwiedką”, nie zdając sobie chyba sprawy, że użycie tego sformułowania w jego felietonach (a jest prawie w każdym) świadczy o tym, że jego podświadomość jest przesiąknięta sowieckim sposobem pojmowania rzeczywistości, jako spisku wszechogarniającego i wszechobecnego.
Zwycięzcy chętnie by widzieli laur zwycięstwa jako zwieńczenie swojej doskonałości politycznej i planu, który uwiódł elektorat, gdzie znaki i programy nowoczesnego i odnowionego państwa XXI wieku w Unii Europejskiej zostały zaakceptowane bezwarunkowo. Ładny premier, ładna partia, ładny program, polityka miłości i wszystko jasne – i dążymy ku nowoczesnemu państwu w Unii Europejskiej.
Gandzia i polityczny PR

„Newsweek” zamieścił coś w rodzaju zajawki książki o Donaldzie Tusku. Dziennikarze tygodnika przesłuchują
premiera z jego życia i ujawniają pewne fakty – a właściwie nie tyle fakty, co ich otoczkę.
Bo o tym, że Tusk wychował się na podwórku (a nie w willi z nadania komunistów) wiemy. I że jego dzieciństwo nie było udane, bo ojciec był srogi, a pieniędzy się nie przelewało (rodzice nie współpracowali z aparatem komunistycznym) – to też wiemy. Jak również to, że działalność opozycyjna i rodzinna kazała Tuskowi walczyć twardo o pozycję w życiu (a nie tkwić w pieleszach mamusi) – i to jest znane.
Tusk liznął życia – i to jego twardych, brudnych elementów. Był kontestatorem wartości – aby później, z dystansu doświadczenia życiowego do nich wracać. Dorastał intelektualnie dość długo – nie był to tak ukształtowany i świadomy człowiek i polityka, jak choćby Jan Maria Rokita, który już w 1989 roku był krakowskim liderem. Może dlatego, że Tusk kumulował doświadczenia długo i były one różnorodne – to procentują one dopiero teraz – ale za to skutecznie.
Media – nie tylko tabloidowe – skupiły się na dwóch elementach z tego wywiadu. Pierwszy to jego nawrócenie do Kościoła Katolickiego – i ślub kościelny w 2005 roku, kiedy dzieci już były dorosłe, a małżeństwo nie tylko długie, ale i po przejściach.





