Azrael – zwykłe pisanie

Kto po “Genialnym Strategu”?

Opublikowany w Kaczyzm, Kaczyński, PiS, Polityka, Polska, Popaprańcy by Azrael w dniu maj 9th, 2008

Kilka ostatnich sytuacji politycznych, w Sejmie i poza nim wskazuje, że Prawo i Sprawiedliwość straciło to, co najważniejsze – integralność organizacyjną oraz niczym nie zmąconą wiarę w Jarosława Kaczyńskiego.

Jeden z dziennikarzy zapytał mnie o osobowości polityczne na polskiej scence politycznej. I oczywiście, musiało to zahaczyć o szefa PiS.

Zastanowiłem się, kiedy skończyła się charyzma i siła tego polityka? Nie tylko dla tych, którzy stoją po przeciwnej stronie barykady politycznej – ale również dla jego zwolenników. I stwierdziłem, że tym przełomowym momentem, kiedy padł mit niepokonanego – była wcale nie przegrana kampania wyborcza – ale, jak to często bywa – jeden moment. Był to wieczór debaty telewizyjnej z Donaldem Tuskiem – kiedy jego mit polemisty i twardziela upadł.

Od tego dnia nie widziałem już ani jednego wystąpienia Jarosława Kaczyńskiego, godnego zapamiętania, nie było ani jednego wywiadu radiowego i prasowego, w którym słyszelibyśmy wizjonerskiego, pełnego pasji i zdecydowania wodza.

To zostało też widoczne wewnątrz jego partii, w systemie zarządzania, kreowania i wytyczania drogi. I konflikty zaczęły się mnożyć.

Pierwszym tego sygnałem był słynny list trzech wiceprezesów partii – Kazimierza M. Ujazdowskiego, Pawła Zalewskiego i Ludwika Dorna. Dwóch pierwszych opuściło partię, Jarosław Kaczyński nie pozwolił im nawet na przedstawienie swojej opinii na temat partii i stylu jej zarządzania – trzeci odsunął się sam i po raz drugi w swojej karierze – został politycznym, sejmowym outsiderem – komentatorem działań niegdyś swojego druha. I zwróćmy uwagę – odeszła z kierownictwa partii frakcja „inteligencka”. Wprawdzie na kongresie w grudniu 2007 roku Jarosław Kaczyński przedstawił szczątkowy program dla inteligencji i młodzieży – ale doskonale wiemy, że nie ma on nic dla tych grup do zaoferowania. Nic co by było ciekawe, frapujące, nic co by przyciągało świeżością

Polski inteligent, znający języki, mieszkający w dużym mieście albo za granicą, czytający prasę zachodnią i posługujący się Internetem – patrzy w przyszłość. On nie patrzy na świat oczami Jarosława Kaczyńskiego – tylko swoimi i pozostawia sobie niezbywalne prawo do krytycznej oceny rzeczywistości. Dla niego ważny jest skok cywilizacyjny własnego kraju i swój osobisty rozwój – a nie resentymenty i tanie programy budowane na wadliwych i pustych przesłankach. Wolność umysłu i analizy – to rzeczy, które wyróżniają prawdziwego polskiego inteligenta. Dlatego warstwa inteligencji jest tylko dodatkiem do PiS – a nie jej jądrem

Następnie napięcia pojawiły się przy sprawie ratyfikacji Traktatu Lizbońskiego. Napięcia wewnętrzne i emocje, rozdmuchane przez zresztą przez samego Kaczyńskiego – uwidoczniły, że oficjalne nastawienie proeuropejskie partii jest co najmniej wątpliwe. Zresztą było to o przewidzenia, po tym, jak partia po okresie rządów z LPR i Samoobroną przesunęła się w stronę populizmu – a jednocześnie – elektoratu narodowo – katolickiego.
Prawo i Sprawiedliwość działa jako spadkobierca Samoobrony i Ligii Polskich Rodzin – i stosuje dokładnie taką samą technikę i retorykę działania.

Działania Jarosława Kaczyńskiego i wywołanie konfliktu traktatowego, były skutkiem gwałtownie spadającego poparcia. Jest pewna bariera sondażowa, spadnięcie poniżej której może wywołać efekt synergii – następuję połączenie różnych czynników, które w efekcie się wzmacniają – w tym przypadku dając dalszy pogłębiający się efekt. Kaczyński zauważył, że wszystkie dotychczasowe działania, nawoływania do intelektualistów, młodzieży, szukanie innych źródeł elektoratu – nie przynoszą skutku – a wręcz odwrotnie – mogą go pozbawić resztek dawnych wyborców Samoobrony i Ligi Polskich Rodzin, których przygarnął. Postanowił w związku z tym otworzyć, starym zwyczajem, nowy konflikt, zrobić woltę w stronę pozycji twardych, antyunijnych – i na dzień przed głosowaniem „zaskoczył” sprawą preambuły i zapisów w ustawie ratyfikacyjnej.

Jest jednak coś, co jest nie do przyjęcia. Tym czymś jest ponad polityczny interes państwa i jego społeczeństwa. Gra w myśl i na rzecz własnych interesów politycznych wizerunkiem Polski na arenie międzynarodowej – to rzecz nie do zaakceptowania – i odpycha, już na stałe, elektorat centrowy, który jest więcej niż pozytywnie nastawiony do naszej integracji z UE.

Głosowanie w Sejmie, a także sygnały płynące z Torunia, od „taty kierownika” uwidoczniły, że siła frakcji narodowo – katolickiej jest znaczna – pomimo, że w partii i klubie parlamentarnej nie było już „partii jednej windy” Marka Jurka.

Czyli – nie ma w partii sił inteligencji, również widać rozłam na tle polskiego uczestnictwa w Unii Europejskiej.

Na tym tle rysuje się też inny podział – to już podział czysto personalny. Jest to rywalizacja pomiędzy grupą skupioną wokół Zbigniewa Ziobro – a grupą spin doktorów Prawa i Sprawiedliwości – Michała Kamińskiego i Adama Bielana.

Silna do tej pory, do czasu wyborów pozycja wodza – taka, która była do tej pory siłą rozstrzygającą spory i waśnie, tłumiącą ambicje -powoli się kończy.

I Zbigniew Ziobro i spin doktorzy – a także Jacek Kurski – mają większe ambicje, niż być tylko przybocznymi Jarosława Kaczyńskiego. Każdy z nich widzi siebie większym i ważniejszym, niż są faktycznie.

Zbigniew Ziobro jest politykiem w dalszym ciągu popularnym – i pozwolił sobie na bezprzykładne nieposłuszeństwo. Jego działania wobec Zbigniewa Wassermanna, przy wyborach regionalnego szefa małopolskiego PiS, były pierwszym tego rodzaju sygnałem, że są ludzie, którzy mogą jednak spróbować zaakcentować swoje zdanie – i prowadzić niezależną politykę.

Jarosław Kaczyński wprawdzie „spionował” Ziobrę bardzo szybko, na Radzie Politycznej partii – ale wcale nie wyszedł z tej rozgrywki całkowicie zwycięsko.

Michał Kamiński i Adam Bielan stoją z boku głównego nurtu partii, szczególnie po przegranych wyborach w 2007 roku. Jeden jest w Parlamencie Europejskim, drugi w Kancelarii Prezydenta. Nie oznacza to jednak, że nie mają ambicji partyjnych – ponieważ doskonale zdają sobie sprawę, że ich pozycja wynika tylko z tego, że są w PiS. Bez zaplecza partyjnego obaj są nikim – są tylko w miarę sprawnymi sprawnymi specjalistami od PR.
I dlatego właśnie muszą walczyć o władzę. Bo objęcie schedy po Jarosławie Kaczyńskim i jego bracie (najpewniej już po roku 2010 – kiedy Lech Kaczyński przegra w wyborach prezydenckich) – to tragedia dla obu.
Stąd pojawiające się opinie, że swoim zwyczajem, mając dobre kontakty z dziennikarzami, inspirują niezbyt przychylne komentarze i artykuły przeciwko byłemu ministrowi sprawiedliwości. Nie wykluczone, że cichym ich wspólnikiem jest… Kazimierz Marcinkiewicz, który ostatnio udzielił wywiadu, w którym dość niedwuznacznie zasugerował, że Ziobro jest jednym z kandydatów do szefowania partii Tadeusza Rydzyka.
Miejsce Prawa i Sprawiedliwości może zająć populistyczna partia katolicka. Byliśmy blisko powstania takiej formacji, pod auspicjami Tadeusza Rydzyka.

W styczniu tego roku, w Łodzi, z inicjatywy Urszuli Krupy, europosłanki, prawej ręki Tadeusza Rydzyka, odbyło się spotkanie kilkunastu polityków, w tej chwili na marginesie polityki krajowej. Podjęto tam decyzję o powołaniu Partii Narodowej, nowego ugrupowania katolicko – narodowego. Na spotkaniu byli, między innymi, Bogdan Pęk, Dariusz Grabowski, Witold Tomczak, Anna Sobecka – a także emisariusz Tadeusza Rydzyka - ojciec Waldemar. Od samego początku ten zalążek partii opowiada się przeciwko Traktatowi Lizbońskiemu. I ma poparcie w partii Kaczyńskiego.

Jeżeli taka formacja by powstała, to na tym etapie działalności Sejmu – czyli na początku kadencji – ma olbrzymie szanse. Jeżeli z PiS odeszłoby kilkudziesięciu posłów, co dało by możliwość założenie klubu parlamentarnego.

Jest jeszcze w partii grupa weteranów z dawnego PC, taki żelazny legion, całkowicie uzależniony od Jarosława Kaczyńskiego. I właśnie na tym zespole były premier się oparł – i od niego jest uzależniony.

Pozycja partii opozycyjnej w Polsce, szczególnie takiej bezideowej, jaką jest PiS – jest wykładnią partii rządzącej.

PiS wlazł w betonowe buty populizmu – i musi w nich chodzić. Jego program , pozbawiony głębszej myśli intelektualnej, będzie skupiała się krytyce liberalizmu, na atakowaniu układu, na obronie odrzuconych, na formalnej retoryce „obrony polskiej racji stanu” przeciwko Unii Europejskiej i oczywiście klasycznie – na retoryce antyniemieckiej. Nastąpi przesunięcie nie w stronę centrum politycznego – lecz w stronę skrajności. I idiologicznych i społecznych. Histeryczna reakcja na znane przecież projekty upublicznienia i prywatyzacji szpitali – tylko potwierdza tą diagnozę.

Jest paradoksalne – ale obecna pozycja Jarosław Kaczyńskiego w partii zależy od jego brata. Kaczyński zajmie nieformalne stanowisko wiceprezydenta, suflera brata. I dopóki tli się jeszcze nadzieja na reelekcję Lecha Kaczyńskiego – pozycja Jarosława jest mocna. I to właśnie data 2010 będzie końcem działalności politycznej szefa PiS.

Więc kto będzie następcą?

Zbigniew Ziobro? Nie, ponieważ nad nim wisi jeszcze jedna sprawa, mam nadzieję, że kluczowa. To komisje do spraw działalności CBA oraz prokuratury. Sprawy Andrzeja Leppera i Barbary Blidy, w których to Ziobro jest umoczony po uszy.

Spin doktorzy, Kamiński i Bielan? Nie, nie mają wystarczającego zaplecza politycznego.

Ktoś ze starego zaciągu partyjnego, Gosiewski, Lipiński, Brudziński (sic!), Putra? Nie trzeba chyba pisać dużo o zdolnościach intelektualnych tych panów.

Nie, jest tylko jedno wyjście.

Partia poprosi Ludwika Dorna o powrót z Sulejówka…

Azrael

4 Responses to 'Kto po “Genialnym Strategu”?'

Subscribe to comments with RSS

  1. Abulafia said, on maj 10th, 2008 at 9:27

    Gdyby zrządzenie losu uwolniło kraj od paralizatora, przewiduję trzęsienia, zaćmienia i inne klęski żywiołowe zawsze towarzyszące zejściom bogów i kanalii. Tak z pewnością zareaguje matka natura tracąca swoje wynaturzone dziecię.
    Po minucie ciszy hunwejbini rzucą się najpierw sobie do gardeł, później na schedę jak diadochowie po śmierci A. Macedońskiego lub innego Stalina. Bez hipotetyczności takiego scenariusza-to pewność.
    Ostatnim aktem będzie drwiący śmiech historii.
    A tak w ogóle, czy będzie ciąg dalszy kontynuacji IV RP?

  2. ith said, on maj 10th, 2008 at 11:48

    A mnie nadal się wydaje, że bez Jarosława Kaczyńskiego nie będzie PiS. Obserwując naszą scenę polityczną nie mogę pozbyc się wrażenia, że mamy do czynienia w “wyczerpywaniem się elit”. Po ‘89 roku do polityki napłynęło wielu intelektualistów, którzy swój brak doświadczenia rekompensowało rozległą wiedzą. Ci ludzie odchodzą powoli, z racji wieku, rozżalenia, lepszych propozycji. Po stronie solidarnościowej do głosu dochodzą swoiste “popłuczyny”, ludzie trzeciego szeregu, którzy niczym szczególnym się nie wyróżnili w walce z komunizmem. Jarosław Kaczyński jak by go nie oceniac jest byc może ostatnim z ważniejszych polityków ery Solidarności. Zresztą myślę, że on tak dokładnie o sobie myśli. Inni politycy PiS to dla niego tylko niezbędny do funkcjonowania partii aktyw. Nie ma w PiS osoby (już chyba nie ma), która mogłaby pochwalic się podobnym znaczniem w walce z komunizmem.
    W PO jest trochę inaczej bo przecież Tusk z całym szacunkiem dla niego to nie pierwszoplanowy gracz w Solidarności przed ‘89 rokiem. W obu partiach nadal bardzo ważne są zasługi, dlatego chyba tacy ludzie jak Putra chwalą się, że stali na czele strajków w swoich zakładach pracy. Nie do końca merytorycznie ocenia się ludzi zarówno w PO jak i PiS. Intelektualiści odchodzą zarówno z PiS (niewielu tam ich zresztą było) jak i PO (że wspomnę tylko prof. Śpiewaka). Owa charyzma Kaczyńskiego brała się chyba właśnie z jego przeszłości z jednej strony a z drugiej z “degeneracji” elit politycznych. Na tle Leppera, Giertycha a nawet w pewien sposób Tuska nie jest trudno błyszczec. Dlatego zgadzam się, że przełomowa była debata. Okazało się wtedy, że król jes nagi i nawet przy dośc przeciętnym Tusku wypada blado…
    Nie ma dla niego jednak alternatywy. Każdy wybór nowego przywódcy spowoduje spadek poparcia, nawet Ziobry. Będzie symbolicznym początkiem końca. PiS jest nastawiony na przeszłośc i trudno będzie zaakceptowac jego członkom kogoś młodego, czyj autorytet nie płynie z zasług w walce z komunizmem. Walka z PO to jednak nie to samo…

  3. Luneta said, on maj 10th, 2008 at 18:19

    PiS to partia autorytarna, partia wladzy, i na to jes wiele dowodow (nie tylko oczywista oczywistosc). Nie zapominajmy, jak powstala, kogo sciagnela w swoje szeregi. Jest partia JK, i gdy jego bedzie mialo zabraknac (w co nie wioerze, bo zawsze co najmniej siedzial na kanapie), to wczesniej wyskoczy z niej inna partia, jak ta opisana przez Azraela. Jest elektorat, ktory czeka na JK i jego przepis na polityke, czy zycie. Wiec i PiS bedzie istnial, jak i inne skrajne partie w krajach osciennych. Z JK u steru, nie spisywalbym go na straty, chyba, ze zrobi to niezawisly sad.
    Co do intelektualistiow w partii - to chyba oksymoron. Nie ma w nich takowych, a podane osoby , z tytulami, to hyba jednak do miana takowych sie nie kwalifikuja.
    Intelektualisci zwykle stali z boku, a przywodcy partyjni pozyczali ich idee. Gdy intelektualisci brali sie za wladze, to zle sie to konczylo (zwykle dla nich - Platon, Machuiavelli).
    A to co jest w PO i PiS to jak lata 60. w PRL - liczyla sie przeszlosc partyzancka (AL oczywiscie). Niestety, mozemy liczyc tylko na geriatrie.
    Jedyna sansa, ze byc moze pod rzadami PO uda sie zbudowac panstwo prawa, sluzbe cywilna i wzmocnic zalazki spoleczenstwa obywatelskiego tak, by nastepcom nie udalo sie tego rozwalic, bo sie narod zbuntuje.

  4. ith said, on maj 10th, 2008 at 22:30

    @ Luneta
    Masz zasadniczo rację, ale czy partia z 5% poparciem to jeszcze będzie PiS. Nie wiem czy wszyscy uznają autorytet kogoś nowego, najprawdopodobniej dojdzie do podziałow i sporów…
    Nie zgadzam się co do roli intelektualistów. To jakiś mit, nie wiem skąd się wziął. Może ma swoje źródła w niechęci do elit i co się z tym wiąże wykształcenia. Paradoksalnie początek takiego myślenia (na masową skalę) to komunizm i nazizm. Dla mnie szerokie horyzonty i wszechstronne wykształcenie to zalety a nie wady. Przykłady jakie podałeś nie przekonują mnie, znacznie więcej można podac przykładów intelektualistów którzy w polityce zrobili wiele dobrego. Mnie męczą nudni technokraci, którym przemówienia i strategię kreślą najemnicy. Ale oczywiście można się spierac o samą definicję intelektualisty:).
    “PO i PiS to jak lata 60…”. Doskonale i w samo sedno:).

Leave a Reply