Walcowanie Lecha Kaczyńskiego

Właściwie o Lechu Kaczyńskim już nie bardzo chce się pisać, bo widać, że „król jest nagi” albo „koń jaki jest, każdy widzi”, ale okoliczności zmuszają do poświęcenia mu uwagi.
Ostatnio odświeżono dyskusję na temat zmiany konstytucji, gdzie osią problemu jest dwuwładza wykonawcza – czyli brak jasnego podziału kompetencji pomiędzy rządem a prezydentem. Kohabitacja jest klęską – nie ma praktycznie żadnego tematu, gdzie by zgrzytało na linii rząd – kancelaria prezdencka.
Donald Tusk w lutym tego roku, w trakcie wywiadu dla „Gazety Wyborczej”, powiedział;
Jestem za tym, żeby był jeden ośrodek rozstrzygający - albo prezydent, albo premier. Dzisiaj mamy konflikt prezydent - premier, i to nie jest wina Lecha Kaczyńskiego, tylko ustroju politycznego. Kiedy nasz ustrój polityczny jest nasycony niechęcią między prezydentem a rządem, kiedy ta niechęć jest programowa i osobista, kiedy prezydent uważa, że ma zawsze rację, powstaje ustrojowy paraliż.
[...]
W ostatnich dniach coraz poważniej zastanawiam się nad złożeniem poważnej propozycji prezydentowi Kaczyńskiemu i opozycji. Trzeba rozpocząć debatę konstytucyjną i przedyskutować, kto ma mieć więcej władzy prezydent czy premier.
Dyskusja więc nie jest nowa i niespodziewana, nie dotyczy tylko spraw personali Lecha, brata Jarosława – lecz szerszego tematu ładu ustrojowego.
Oczywiście – wszyscy sobie zdają sprawę z tego, że temat zmian konstytucji – a właściwie napisania jej na nowo – to sprawa nie tej kadencji sejmowej – lecz następnej. Donald Tusk doskonale zdaje sobie sprawę, że planowane zmiany, czyli osłabienie jednego z ośrodków władzy – może dokonać się tylko przy udziale i akceptacji zdecydowanej większości parlamentarnej i w postaci pewnego konsensusu politycznego. A do tego nie ma obecnie woli politycznej.
Polska konstytucja, pisana pod rządy, urząd i Lecha Wałęsy i Aleksandra Kwaśniewskiego – jest bardzo nieprecyzyjna i zostawia duże pole manewru na interpretacje. Jest to faktyczna dwuwładza.
Władza wykonawcza to nie tylko realizacja działalności władzy ustawodawczej, Sejmu, czyli wykonywanie ustaw i własnych rozporządzeń, ale także realizacja zadań zarządzania państwem w sensie administracyjnym – oraz w Polsce, w związku z prymatem partii politycznych – zadań programowych, stricte politycznych
Jest całkowicie jasne, że dla celów czysto politycznych, Prawo i Sprawiedliwość broni pozycji urzędu prezydenckiego, jako swojego terenu władzy. Umacnia to, niestety, oblicze Lecha Kaczyńskiego, nie jako prezydenta realizującego zadania państwowe – lecz jako funkcjonariusza partii i realizatora zadań swojego brata, w ramach tak zwanej „twardej opozycji”.
Polska, posiadająca system władzy wykonawczej dualistyczny, stoi przed zadaniem zdefiniowania, jaki to będzie model rządzenia. Wiąże się to też z systemem ordynacji wyborczej.
PO mówi o powstaniu komisji konstytucyjnej – tylko właściwie nie bardzo wiadomo, czy miałaby ona możliwość przedkładania siłom politycznym Sejmu jakichkolwiek rozwiązań. Nikt nie jest wstanie zebrać 2/3 głosów, aby przegłosować nową konstytucję, poza tym – referendum, na które raczej ludzie by nie bardzo chcieli pójść.
Warto też pamiętać, że dyskusja o nowej Konstytucji groziłaby nową, wyniszczającą wojną o sprawy światopoglądowe – pamiętamy przymiarki z poprzedniej kadencji Sejmu, dotyczące wzmocnienia ochrony życia poczętego.
Lech Kaczyński zapisał się w tym tygodniu jednak dwoma innymi występami.
W trakcie wywiadu dla redaktora Tomasza Lisa, był łaskaw stwierdzić, za mantrą swojego brata, że za porażki i oblicze Prawa i Sprawiedliwości winna jest czwarta władza, czyli media. I że to jest właśnie największy problem polskiej demokracji. Mówi to prezydent demokratycznego państwa, wybrany w demokratycznych wyborach, który jest strażnikiem Konstytucji, która zawiera zapisy o wolności słowa i prasy…
Kaczyński po raz kolejny strzelił sobie samobója, bo przecież nic lepszego, żadnej bardziej rwącej rzeki na młyn mediów – niż właśnie tego rodzaju wypowiedzi.
I tak jak jego spotkanie w całości z Lisem można uznać za dość uznane – tak jedno sformułowanie, nie tyle niezręczne – co szczere, niweczy cały sukces. Kaczyńskiemu ktoś powinien wreszcie powiedzieć, że z mediami nie uda mu się wygrać. Kaczyński – i jeden i drugi – muszą sobie zdać sprawę z tego, że gazety i telewizja pokazują rzeczywistość. I dlatego nikomu nie uda się wmówić, że trzy i półminutowe orędzie głowy państwa, przetykane wklejkami i muzyczką było udane.
Oczywiście – media biorą na Lechu Kaczyńskim odwet za jego brata, który wiele razy obrażał dziennikarzy, zaliczając ich do układu, lub oskarżając o niemalże działalnośc agenturalną na rzecz obcych państw – ale to Lech Kaczyński nigdy swego brata politycznie nie porzucił – i znaczek PiS nosi zapewne pod klapą marynarki.
Drugie wystąpienie prezydenta – bo choć go nie było na sali, ale to wokół niego toczyła się sprawa – to jego brak na posiedzeniu Sejmu, poświęconemu polityce zagranicznej.
Wiadomo było, że Radosław Sikorski będzie się w swoim wystąpieniu odnosił do poprzedniej ekipy, że będzie ją krytykował. Ale jeżeli Lech Kaczyński chce w dalszym ciągu odgrywać jakąkolwiek rolę w polityce zagranicznej – to nie może się uchylać od dyskusji i polemik z rządem – który, jak przypomnijmy, odpowiada za politykę zagraniczną państwa.
Nieobecność w Sejmie i przysłanie Anny Fotygi – nie może być uznane za afront wobec rządu – ponieważ nie ma nigdzie zapisane, co zauważyła minister Elżbieta Jakubiak, że prezydent powinien być na tego rodzaju posiedzeniu. Jednak ta sama Jakubiak w wypowiedzi dla mediów stwierdziła, że jej byłego szefa nie było, bo chciał unikną uszczypliwości… Został w pałacu, zapewne z pilotem w ręce.
Marszałek Niesiołowski przytomnie stwierdził, że nadwrażliwcy na krytykę nie powinni pełnić funkcji państwowych – bo zbytnie emocje zaciemniają zdolność myślenia…
Anna Fotyga nic nie powiedziała…
Wizerunku Lecha Kaczyńskiego nic nie jest wstanie już zmienić. Jest on niereformowalny i nieprzemakalny – jak jego brat – na argumenty, rady i uwagi. Mentalnie jest już przyzwyczajony do tego, że to on ma zawsze rację, i nawet ludzie, którzy wiedzą, że nie jest tak – też się powoli do tego dostosowują.
Taktyka polityczna Donalda Tuska nękania i prowokowania Lecha Kaczyńskiego – o ile nie przynosi szkody państwu – jest skuteczna i doprowadzi do stabilizacji pozycji sondażowej – takiej, która w 2010 roku da zwycięstwo szefowi PO w wyborach prezydenckich
Azrael













Witaj Azraelu!
Jak dlugo bracia mniejsi beda sie bawic w polityke, tak dlugo bedziemy zmuszeni komentowac ich poczynania. Jaka to bylaby ulga gdyby wreszcie odeszli w polityczny niebyt.
A tak przy okazji - kolejne “obiektywne”komentarze madrego i doskonale wychowane Jaroslawa K.: http://www.tvn24.pl/12690,1548912,0,1,wiadomosc.html
A mnie tam bardzo brakuje Zielonego Balonika… i Zaczarowanej Dorożki… Bardzo mi przykro, ale wszystkie te pierdoły wpędzają mnie w nostalgiczny nastrój, brakuje mi Żeleńskiego, Gałczyńskiego i paru jeszcze innych panów, którym dane było żyć i pisać w tych niezapomnianych czasach przed i po Wielkiej Wojnie…
… po Krakowskim Jubileuszu, została Kaczka Dziwaczka i tak chociaż dobrze że nie Złota Kaczka - dopiero by było!
Masz rację! Czas żeby już poszli sobie! Ale czy to tak naprawdę zależy od naszych “pobożnych życzeń”?
Obyśmy w nudnych żyli czasach!
Czego i tobie życzę!
Dodam tu jeszcze mego ulubionego Tuwima i jego wiersze o państwie. Wciąż aktualne.