Azrael – zwykłe pisanie

Patriotyzm społeczny

Opublikowany w Kościół, Polityka, Polska, Społeczeństwo, demokracja by Azrael w dniu maj 2nd, 2008

Wczoraj pisałem o patriotyzmie ideologicznym, a właściwie – o zawłaszczaniu go przez różnego rodzaju grupy społeczne i polityczne dla własnych, utylitarnych celów. Dziś może więc trochę o tym, czym ten patriotyzm powinien być, jak go oddzielić od ideologii i sztywnych definicji. Doktrynalność pojmowania patriotyzmu przez sztywne przyporządkowanie go Ojczyźnie – prowadzi szybko do nacjonalizmu. Nie tego nacjonalizmu, odwołującego się do prymatu własnego narodu, jego praw ponad inne narody – lecz takiego, który każe przedkładać państwo jako strukturę ponad prawa jednostki, grup lokalnych, społeczeństw lokalnych (małych ojczyzn). Tak rozumiany nacjonalizm staje się z kolei podstawą właśnie ideologii dla grup szowinistycznych, takich jak NOP, czy środowisko radiomaryjne.

Dzisiejsze święto flagi jest oczywiście potrzebne, tak samo jak jutrzejsze obchody kolejnej rocznicy uchwalenia Konstytucji 3 Maja. Pamięć narodu jest ważna, pod warunkiem, że nie jest krzywiona ideologicznie (a z reguły jest – jak choćby w przypadku wielokrotnie przeze mnie omawianej sprawy zawłaszczenia przez Kościół Katolicki Świątyni Opatrzności), jest ona podstawą wychowania obywatelskiego. Tylko, że te obchody i położenie nacisku na symbole narodowe – to zabawa ikonograficzna, zabawa symbolami. Za tym nie stoją żadne odniesienia, żadne wnioski – tylko retoryka i gra „dumą narodową”.

Próby zdefiniowania na nowo patriotyzmu nie są łatwe. Często można spotkać opinie, że prawdziwie patriotyczni są tylko ludzie prawicy, ponieważ to oni tylko pielęgnują pamięć narodową, są przedłużeniem polskiego etosu niepodległościowego, wartości moralnych i dlatego – ich formuła patriotyzmu jest najważniejsza i jedynie słuszna. To oni według siebie, są odpowiedzialni za Naród – a lewica, skażona współpracą z komunistami – takich praw już nie ma. Oczywiście – łączy się to nierozerwalnie (dla prawicy) z Kościołem Katolickim. To takie podejście, gdzie patriotyzm polega na więzach krwi narodu i religii. Stąd już właśnie blisko do nacjonalizmu.

W Londynie odbyły się właśnie wybory burmistrza miasta. Według obliczeń, brało w nich udział około 100 tysięcy Polaków. Zdecydowali się na rejestrację i uczestnictwo w tym akcie wyboru – i zrobili to bardziej gremialnie, niż w wyborach do polskiego parlamentu w 2007 roku – które i tak były wyjątkowe, jeżeli chodzi o frekwencję. Czy oznacza to, że są oni większymi patriotami angielskimi, londyńskimi, niż polskimi? Nie, oni właśnie zaczynają pojmować to, co jest proste i naturalne – że patriotyzm lokalny jest składnikiem życia społeczeństw – a że żyją w Londynie – to ich obowiązkiem jest aktywne życie w tamtym środowisku.

Rozmawiając z Polakami wracającymi z emigracji, lub przyjeżdżającymi na urlop – można usłyszeć o ich wzruszeniu, kiedy przekraczają granicę kraju, wysiadają z samolotu. Tylko, że nie jest to tęsknota za flagą, hymnem, godłem – lecz za rodzinnym domem, przyjaciółmi i rodziną. Nic wzniosłego – i nic patriotycznego, jak by chciano to tłumaczyć.

Patriotyzm zaczyna się w tym miejscu, w którym człowiek się urodził – jeżeli zostanie zaszczepiony. I następnie rozwija się tak, jak jest kształtowany -ale zaczyna się on od obszarów małej ojczyzny. I rzadko przenosi się na płaszczyznę całego państwa.

Młode pokolenie ma dość – i wyraźnie to akcentuje – odwoływania się do polskiej martyrologii i wiecznych zwycięstw moralnych, w których Polska i Polacy przegrywali swój los i przyszłość ojczyzny i narodu. Nie dotyczy to tylko zamierzchłej przeszłości, wielkich powstań narodowych, czego apogeum było 200.000 Polaków, którzy zginęli w Powstaniu Warszawskim – lecz i czasów najnowszych. I tak, jak pisze się o Polsce lat 1918 – 1939 jako okresie odbudowy państwa – tak o ostatnich 19 latach, po Okrągłym Stole – już rzadko się wspomina. A jest z czego być dumnym – akcesja w Unii Europejskiej, NATO, nowa Konstytucja.

Wracając do podstawy – czyli patriotyzmu tego małego, lokalnego, osobistego, społecznego – jest on w Polsce na zatrważająco niskim poziomie. Polacy nie są skłonni właśnie w imię solidarności społecznej, tego patriotyzmu rozumianego jako poczucie wspólnoty, dzielić się z innymi obywatelami, Polakami. I nie chodzi o pieniądze, o rzeczy materialne – lecz o ducha wspólnoty.

W Polsce na przykład w dalszym ciągu mamy instytucję wstydliwą dla społeczeństwa demokratycznego, obywatelskiego – to są domy dziecka. W Polsce w domach dziecka – a nie w rodzinach – przebywa 25.000 dzieci! Jest to liczba ogromna, dzieci i młodzież pozbawiona opieki rodzicielskiej, w ogromnej większości pozbawiona już na starcie życiowym handicapu rodziny. Dlaczego polskie społeczeństwo nie dorosło do tego, aby ten problem rozwiązać. Powtórzę – społeczeństwo – nie władza, nie państwo.
Okazuje się też, że w Polsce mamy najmniejszą ilość działaczy – wolontariuszy. I znów – dlaczego tak się dzieje? Co jest tego powodem?

Ciekawe – badania socjologiczne wskazują, że polska młodzież przejawia uczucia i cechy wyższe, na normalnym poziomie, jest otwarta, tolerancyjna, odpowiedzialna i hołduje tradycyjnym wartościom – także rodzinie i poczuciu solidarności społecznej. Więc dlaczego nie przekłada się to pogłębienie wspólnoty społecznej?

Jedną z przyczyn takiego stanu jest wyalienowanie z życia społecznego polskiego Kościoła Katolickiego, który żyje swoim życiem. Już dawno ta instytucja przestała służyć społeczeństwu – a głównie zajmuje się pomnażaniem własnego majątku, polityką i dbaniem o „moralność” - ale broń panie B. - o społeczeństwo. Przesłanie miłości bliźniego i pomocy potrzebującym jest realizowane tylko w jedną stronę.

Patriotyzm zaczyna się nie od flagi – lecz od miejsca w którym żyjemy, od lokalnej społeczności. I prawdziwy patriotyzm społeczny – to także walka o prawa społeczne, o wolność obywatela, jednostki, także o prawa socjalne. Bez zadęcia, bez szermowania hasłami interesu narodowego – bez dumnego – ale pustego odniesienia do barw i godła.

Azrael

6 Responses to 'Patriotyzm społeczny'

Subscribe to comments with RSS

  1. KulturalnY said, on maj 2nd, 2008 at 19:33

    Pozwolę sobie w tym miejscu zacytować Kubę Losta i fragment jego “Rozmów z Nicością”:

    “- Czy człowiek powinien być patriotą?
    - Jeśli być patriotą to kochać swoją najbliższą rodzinę - tak. Jeśli być patriotą to nienawidzić kuzynów - nie. Jeśli być patriotą to rozumieć, że chodzi o ludzi, a nie ziemię - tak. Jeśli być patriotą to miłować kawałek szmaty - nie.
    - Nie rozumiem.
    - Dobrze jest szanować bliźniego, jeszcze lepiej go kochać.
    - Nadal nie rozumiem.
    - Jeśli być patriotą to kochać bliźniego - człowiek patriotą być powinien. Jeśli jednak być patriotą to kochać ideę bliźniego - człowiek powinien zrozumieć, dlaczego takim patriotą być nie warto.
    - Rozumiem.
    - Znalazłeś więc skarb.”

  2. never6 said, on maj 2nd, 2008 at 20:02

    Mój pierwszy odruch na Twój patriotyczny miniserial był następujący: musi co jest we mnie jakaś skaza, od dawna bowiem nie odczuwałam żadnej potrzeby, coby sie nad kwestią patriotyzmu zastanawiać; a może jednak powinnam? No więc krótko, na gorąco. Patriotyzm to duma; nacjonalizm - to ślepota. Dumna byłam z kraju, który się nie poddawał. Najmocniej odczuwałam to w latach 80. Wywieszałam flagę, podnosiłam palce w znaku V, wzruszałam się przy “ojczyznę wolną racz nam zwrócić Panie” (należałam do obecnie wykpiwanej grupy niewierzących praktykujących). Od jakiegoś czasu tej dumy odczuwam coraz mniej. Przeciwnie, coraz częściej mi wstyd za współziomków, także za tych, którzy w dobrej wierze podbijają bębenka patriotyzmu patrząc w przeszłość. Jestem skazana na język i kulturę, w której się wychowałam. Ale po prawdzie coraz bardziej mnie odrzuca polski prowincjonalizm, ciasnota intelektualna … Szkoda czasu na wyliczanie. Chyba że nowoczesny patriotyzm zdefiniowalibyśmy jako stawienie czoła wadom społeczności, w której żyjemy. Ale to dość karkołomna definicja. Pozdrawiam n

  3. rmstemero said, on maj 3rd, 2008 at 1:20

    A zatem:
    w mojej wsi, a sklada sie ona z 14 chalup, ci mieszkajacy blizej krzyza i drogi uwazaja sie za cos lepszego i uwazaja tych mieszkajacych kawalek dalej za byty nizszye i nie zaslugujace z tego wzgledu na uwage. Dokladnie tak samo uwaza druga strona. Na festynie dorocznym z okazji jakiej badz, jedni i drudzy trzymaja sie razem aby odroznic sie od elementu wrogiego z sasiedniej wsi. Chyba ze nadejdzie ktos z jednej z wsi odleglych to wowczas wsie ze soba sasiadujace odkrywaja nagle wzajemne, wynikajace z oczywistej bliskosci czlowieczenstwo i wspolnie chwytaja za sztachety w obronie wartosci blizej niesprecyzowanych. I tak to sie niesie coraz dalej, przez gmine, powiat, region, wojewodztwo, kraj, kontynent. Ten kto spotkal nagle rodaka na antypodach wie o czym mowie. Ten kto w morzu skosnookich twarzy odkrywa nagle (i z rozczuleniem pewnym) europejskie rysy, rowniez.
    Odroznianie “swojego” od “obcego” jest waznym elementem samoswiadomosci, tozsamosc nie jest niczym innym jak ciaglym wytaczaniem granicy pomiedzy tymi dwoma zywiolami.
    Problem rozpoczyna sie wowczas gdy jednostki postanawiaja na tym zjawisku zbic kapital. Np. tlumaczac chetnie sluchajacym pochlebstw pobratymcom “ze sa wspaniali, madrzejsi, dzielniejsi, ze im sie nalezy jak psu kosc, ze sa narodem wybranym przez los, boga, historie (niepotrzebne skreslic) do zadan specjalnych i niepowtarzalnych.
    Przewaznie konczy sie to duzym cmentarzem i duza iloscia biadajacych nad rozlanym mlekiem. Potem obie strony oglaszaja zwyciestwo rzeczywiste lub moralne (choc z reguly mozna mowic jedynie o przegranej obu stron). Politycy zaczynaja wyglaszac mowy, literaci opisywac bohaterstwo ziomkow, w przypadku ewidentnej porazki czyny bohaterskie musza byc wspanialsze. Ot taki mechanizm kompensacyjny.
    Tylko dziecku nie chca odrosnac nogi urwane przez mine przeciwpiechotna ale to juz malo interesujacy szczegol. Marsz generalski, tramtarabam, ordery, dusery, jak ladnie ci nasi chlopcy wygladaja, nie majacy ze sprawa nic wspolnego wypinaja piers po ordery sciskajac przy tym posladki, za mundurem panny sznurem, salwa honorowa, uniesienie, trybuna, sztandary, ojczyzna, honor, nigdy nie zapomnimy choc raczej lepiej by bylo dla wszystkich stron gdyby nam sie jakos udalo.

    Gdzie jest izba wytrzezwien dla patriotow?

  4. Abulafia said, on maj 3rd, 2008 at 12:01

    Przejrzałem parę blogów. Potop patriotycznych uniesień. Im bardziej na prawo, tym więcej olewania ojczyzny pustosłowiem.
    Taki Orzechowski. On już siebie uważa za całą Polskę. Inny z kolei tak ukochał ojczyznę, że stał się narodowcem zamawiającym znanym gestem piwo. Tylko defraudanci, uwłaszczający się wywłaszczacze, prywaciarze i internacjonaliści nie wiedzą, co to wspólny dom o wspólnym dobru nie wspominając.
    Za największych patriotów uchodzi kler katolicki ze stadami owieczek. Oni tak ukochali ten organizm na którym pasożytują, że są gotowi powierzyć go komukolwiek, byle zbawić naród.
    Aby być lojalnym krajowi, z którym się pospołu marzło, nieodzowna jest odrobina wolności. Gdzie jej szukać, skoro większość jest zakładnikami Kościoła katolickiego i Watykanu? Skoro pod groźbą ekskomuniki i konkordatu zobligowani są do posłuszeństwa białemu carowi z Lateranu. Wierzący wraz z pasterzami nie mają dylematu; lojalność dogmatom, papieżowi i Kościołowi, czy prawom stanowionym, etnicznej wspólnocie i interesom Polski. Pokazała to np. Targowica, kiedy prymas Poniatowski z biskupami; Massalskim, Kossakowskim, Skarszewskim, Naruszewiczem…że o sukienkowym drobiu nie wspomnę, postawili na watykańskiego Bucefała olewając ciepłym moczem Konstytucję 3-go Maja i naród.
    Ech, jak oni miłowali ojczyznę-wzór dla prawoskrętnych pogrobowców.
    Należę do margarynowego pokolenia, któremu brak masła rekompensował m.in. patriotyzm. W połatanych portkach przy lampie naftowej łykało się romantyków odmieniających przez wszystkie przypadki rzeczownik ,,Ojczyzna”. A, że dobrodziej na lekcjach religii czy w kazaniach zaborczo żądał posłuszeństwa Kościołowi i głowie obcego państwa, tym bardziej trzymałem się rekompensaty.
    To skrzywienie propolskie pozostało. Pojęcie patriotyzmu nie zatraciło dla mnie tamtego znaczenia. Zohydzili się rodacy przyjmując postawę homo duplex czym zdeprecjonowali miłość do ojczyzny. Dziś mamy zatem karykaturę patriotyzmu-spontaniczne uczucie zastąpiono frazeologia, rutyną i pustymi gestami. A wolność wyboru przymusem ideologicznym.
    Zatem zmienić definicje? Przewartościować znaczenie słów z rdzeniem ,,patria”, bo większość już to uczyniła? Można i tak. Pozostaje mi trwać w wierności matematycznym wartościom od wieków nie ulegających manipulacji.

  5. poltiser said, on maj 3rd, 2008 at 20:38

    Prawica w Polsce ma tradycję szczególną, toż to “Nie Boska Komedyja”.
    Polacy i Litwini Królestwo Obojga zbudowali, arystokraci i biskupi zlicytowali ten kraj na najdłużej trwającej aukcji w historii Europy…
    … i została nam prawica z patriotycznym zadęciem!
    Brrr!

    Eksperymenty lewicowe nie wypaliły i jest śmiesznie…

    Warto pamiętać piastowski pragmatyzm i jagiellońską tolerancję, dyskutując nad nowym znaczeniem patriotyzmu…

    “A może byśmy tak coś zasiali, albo zaorali…”

    Gorące pozdrowienia dla wszystkich prawdziwych patriotów przesyła…
    Latarnik!

  6. Rannal said, on maj 7th, 2008 at 0:54

    Coraz bardziej alergicznie reaguję na “politykę historyczną”. która polega na czczeniu wszlkich strat i i kompletnym pomijaniu zdobyczy. Jeżeli sie do tego doda szumnie głoszone potrzeby zachowywania t.zw “wartości chrześciańskich”, nawet nie próbując wyjasnic co ktoś ma akurat na myśli - to mam ochotę zamknąć się w czterech ścianach, czytać kryminały i powiesci historyczne, a na widok słowa “polityka” odkładać (dobrze, że nie wyrzucać, jeszcze nie jest ze mną tak źle!) je i sięgać po następne.

    A wszystko dlatego, ze dla mnie patriotyzm polega na myśleniu wspólnym o przyszłości, a do przeszłości można sięgać gdy faktycznie coś z niej na potrzeby dzisjesze, czy jutrzejsze wynika. I tylko wtedy historia będzie nauczycielką społeczeństwa. Ot, teraz. wyrosło pokolenie i to nie z tych najmłodszych, które uważa, że społeczeństwo polskie do 1989 roku, a dla wielu i do 2005 to zmuzułmaniałe, bezwolne cienie, zapominając, że bez pomocy z zewnątrz, a nawet wbrew zewnętrznej koncepcji stosunkowo szybko podnieslismy kraj z gruzów. Warto pamiętać, że stopień zniszczenia Polski po II wojnie był kilkakrotnie wyższy niż po wojnach XVII wieku, po których większość miast polskich przestało istnieć. W końcu po wojnie odbudowy nie dokonali aniołowie Pańscy, tylko zwykli, straszliwie zmaltretowani wojną Polacy. Robiliśmy to razem, tworzyliśmy na nowo nasze małe ojczyzny i pewnie dlatego doczekaliśmy się 1989 roku. Tyle, że zdaje mi się, że teraz coraz głośniej krzyczy się, że ta data to czas Targowicy.

Leave a Reply