Janke o Urbańskim, czyli sztuka pisania apologii

Dyskusja wokół ustawy medialnej wyzwala w dziennikarzach emocje i postawy, o jakich by nam się nie śniło, podejrzewam nawet, że sami nie wiedzieli, że w obronie układu medialnego, szczególnie układu zależności i koterii w Telewizji Polskiej na ulicy Woronicza, stać ich na takie postawy i opinie – dalekie nie tylko od obiektywizmu dziennikarskiego, ale również od szacunku wobec czytelników i odbiorców programów telewizji, z przyzwyczajenie zwanej tylko publiczną.
I tak, wspominany przeze mnie już niedawno Krzysztof Kłopotowski, twórca programów tak misyjnych, że nadawanych w godzinach późnonocnych (albo wczesnoporannych..) pisze na swoim blogu dyskusyjnym następujące słowa;
Widz widzowi nie jest równy. Na przykład nauczyciel jest ważniejszym widzem od robotnika fabrycznego, ponieważ nauczyciel wychowuje w ciągu życia tysiące młodych osobników a robotnik tylko własne dzieci. Każdy, kto formuje poglady innych ludzi jest tym ważniejszy, im większy jest zasięg jego wpływu. Są to tak zwani liderzy opinii. TVP musi brać ich pod uwagę przy kalkulacji widowni programów misyjnych. Program, który obejrzy tylko kilkadziesiąt tysięcy ludzi może mieć wpływ na setki tysięcy, jeśli trafi do stosownej publiczności. Skrajnym przypadkiem jest reżyser filmowy, który może dotrzeć ze swoją wizją świata do milionów widzów a najskrajniejszym - szef Telewizji Polskiej, który może mieć wpływ na światopogląd całego narodu. Dlatego czepiam się słów prezesa, żeby uniknąć nieporozumień o najpoważniejszych skutkach.
Zadufanie pana Kłopotowskiego i jego poczucie wartości, jako twórcy programów, nie tylko o kinie, ale również pełnych „myśli misyjnych” prowadzi go do tego, że jest wstanie podzielić społeczeństwo na tych lepszych i gorszych, czyli tych, którzy ZROZUMIEJĄ I PRZEKAŻĄ dalej jego „misję”, oraz na tych, którzy nie są warci tego – bo wychowują tylko dzieci. Misja ma polegać na tym, że robi się programy dla „liderów” - reszta może spadać. Liderzy zrozumieją przesłanie – czyli zostaną zaprogramowani według norm pana K. - reszta się nie liczy.
To nic innego, jak próba manipulacji, wręcz tresury widza, schlebianie „elitom” - ale tylko takim, którzy się z panem twórcą zgadzają. Pan Kłopotowski nie widzi, że pachnie to totalitaryzmem.
Jednak pisanie Pana Kłopotowskiego jest niszowe – tak jak niszowe są jego wytwory, obecne w TVP Kultura tylko dla tego, że u władzy telewizji jest taki układ polityczny – czym innym jest natomiast artykuł dziennikarza Igora Janke, z sobotniego wydania „Rzeczpospolitej”.
Rzecz nosi tytuł „A statek płynie” i tyczy się Andrzeja Urbańskiego, obecnego prezesa TVP.
Przyznam się – artykuł jest doskonale udokumentowany, poparty wypowiedziami rozmówców, z którymi Janke się spotkał, lub których wypowiedzi uzyskał, spotkał się też z samych prezesem – znanym pod dźwięcznym pseudonimem „Ponton”. Okazuje się, że to pseudo nie oddaje tylko zewnętrznych cech Andrzeja Urbańskiego – ale również jego cechę niezatapialności politycznej. Urbański już kilkakrotnie wychodził obronną ręką z wielu problemów nie tylko politycznych – ale również aferalnych, jak choćby ciemne interesy z baronem SLD, Nawratem – który zresztą bywał w otoczeniu Marka Dochnala. Tego w artykule redaktora „Rzepy” nie znajdziemy – bo dobrał om sobie rozmówców znających pana prezesa – ale tylko z jednej, dobrej strony. Tak to jest, że innych pewnie nie było – jak choćby kolegów z upadłego dziennika „Express Wieczorny”, który jako lenno dla Porozumienia Centrum, z koncernu RSW „Prasa – Książka - Ruch” został przejęty, wykorzystany politycznie na początku lat ‘90, wydojony – i porzucony, jak gumowa pamiątka gwałtu politycznego na gazecie…
Urbański oburza się zresztą, że jego misja w TVP nie ma żadnych konotacji z tamtym okresem, ponieważ on przyszedł do TVP „robić telewizję”, a nie realizować zlecenia polityczne Jarosława Kaczyńskiego – bo przecież nie był członkiem partii, obejmując to stanowisko. Janke nie wierzy, na szczęście w te zapewnienia, ale nie próbuje ciągnąć tego tematu dalej – i pokazać, czym jest telewizja pod rządami Urbańskiego – często zresztą porównywanego do Roberta Kwiatkowskiego, szefa TVP za czasów rządów Leszka Millera.
Ilość ciepłych słów, pochwał, jakie się ze szpalty gazety wylewają pod adresem Urbańskiego – przekracza normy uznane dla panegiryków i listów pochwalnych.
Tak więc, według rozmówców redaktora Janke i jego samego, niezależny pan prezes Urbański jest po kolei;
Inteligentnym wizjonerem;
Człowiekiem walki;
Ma zdolność utrzymywania się na powierzchni i porywania do walki, z wielką zdolnością do analiz i przewidywania ruchów przeciwnika;
„Wybitny umysł, który rozmiarem kapelusza mógłby przykryć niejednego polityka i intelektualistę” (Maciej Strzembosz)
Ma wizje (?)
Erudyta, miłośnik historii, marzący o wielkich projektach
„Bardzo inteligentny, dużej klasy polityk, wizjoner. Bardzo elastyczny. Świetny negocjator” (Józef Orzeł)
„Niezwykle inteligentny. Jednocześnie bardzo ciepły człowiek” (Jan Polkowski)
Barwny, kontrowersyjny, wzbudza emocje. Elastyczny i lojalny. (To już sam redaktor Janke – ale nawet „kontrowersyjny” brzmi tu jak – niezależny).
Redaktor Janke pisze o tym, co zresztą widać i czuć, o czym pisze się od dawna – i co zresztą było powodem porzucenia przez niego prestiżowego, samodzielnego programu w TVP 3 – że Urbański jest lojalnym stronnikiem braci Kaczyńskich, że brał udział aktywny i bezkompromisowy w kreacji politycznej Lecha Kaczyńskiego – że jest właśnie lojalny i elastyczny. I to chyba właśnie pana redaktora mocno pociąga w Urbańskim – właśnie ta elastyczność i umiejętność lawirowania. Nie czuje się dezaprobaty w fragmencie artykułu, gdzie opisywane są przykłady nepotyzmu i budowania zaplecza politycznego, przy zatrudnianiu Patrycji Koteckiej w TVP – bo to nie Urbański ją zatrudniał, tylko Janusz Grzelak – jako polisę ubezpieczeniową dla PiS, Tylko że Grzelak to człowiek Urbańskiego.
Artykuł Igora Janke nie ukazał się przypadkowo, to oczywiste. W momencie, kiedy trwa dyskusja wokół ustawy medialnej, każdy głos za obroną status quo jest ważny – za każdą cenę. I Urbański, wizjoner i genialny strateg, jak to wynika z artykułu – jest potrzebny. Nie ważne są jego konotacje polityczne, serwilizm i zadaniowość – ważne jest dla redaktora Janke, że idzie gra polityczna, w której trzeba się opowiedzieć po określonej stronie. Trzeba się opowiedzieć przeciwko Platformie Obywatelskiej. A Urbański jest potrzebny – bo on się może dogadać z „komuchami” z SLD i to on ma właśnie prowadzić rozmowy o odrzuceniu veta prezydenta do ustawy medialnej – za konkretne fructa w TVP i innych mediach publicznych. Są to słowa wprawdzie nie samego redaktora Janke – lecz jednego z bliskich współpracowników prezesa – ale znów pozostają bez echa.
„Rzeczpospolita” uchodzi już powszechnie za organ pisowski. Pisowski politycznie – i twardy światopoglądowo – taki narodowo – katolicki. Jednak pryncypia idą na bok, kiedy staje się do walki o własne, korporacyjne interesy, interesy prawicowych dziennikarzy. Wtedy pojawiają się właśnie takie wypowiedzi, jak redaktora Kłopotowskiego – czy artykuły, jak Igora Janke, który jest gotowy napisać apologię prezesa Urbańskiego – bo ten, jako ostatnim obok Krzysztofa Czabańskiego – daje gwarancję obrony układu medialnego prawicy w mediach publicznych
Są dziennikarze, którzy nie mają poglądów – lecz przejmują je od swoich interlokutorów, w zależności od sytuacji i aktualnych potrzeb – a może zleceń. Szkoda, że próbują tylko na lewo i prawo (bardziej prawo…) ciągle wspominać o swojej niezależności.
W czasach rządów Prawa i Sprawiedliwości redaktor Janke bardzo nerwowo reagował, kiedy usiłowano mu przyczepić łatkę publicysty reżimowego.
Bronił swej niezależności, podskakuje na foteliku, kiedy ktoś mu próbował imputować serwilizm wobec ekipy rządzącej Jarosława Kaczyńskiego. Pisząc jednak w takim medium jak „Rzepa” i przebywając w pewnym środowisku - Lisickiego, Zdorta, Ziemkiewicza, Gottesmana, Terlikowskiego, – przechodzi się „dymem” i atmosferą redakcji – ulega się zaczadzeniu, pewnej manierze – i siłą rzeczy – zaczyna się pisać nie po swojemu – ale tak, aby artykuł zmieścił się w linii gazety. I już się nie jest niezależnym dziennikarzem – lecz stroną w sporze.
Może dlatego wybitni felietoniści, tacy jak Stomma, Passent, Michalkiewicz piszą w domu, a do redakcji wpadają po kasę.
Artykuł redaktora Janke ukazał się w wydaniu sobotnio – niedzielnym „Rzeczpospolitej”, w dziale „Plus – Minus”, takim trochę lżejszym dodatku. Tylko, że gazeta ta jest gazetą opinii – i nawet coś lekkiego w formie – a ten artykuł nie jest nawet lekki – ma określony ciężar.
I niestety – artykuł nie jest ani miarodajny, ani bezstronny. Jest zaangażowany – i to w złą sprawę.
Azrael
[Źródło: "Rzeczpospolita"]













Szkoda ze ( jak na razie ???) PO wycofala sie z planow czesciowej prywatyzacji tzw mediow publicznych ….
Piękny tekst. Rozumiem pana rozstanie z Salonem24.
Zadufanie jako określenie stanu emocjonalnego dziennikarzy z TVP jest nader trafne. Ci ludzie tacy są. Sa kiepscy, ale trafiając do TVP maja się za demiurgów Nowego Polaka.
Raczej pozwole sobie na podsumowanie publicznych mediow i osob tam stojacych na roznych swiecznikach jako o politycznych prostytutkach.Czy aby nie mam racji?
Jakie pieniadze, jak wladza takie poglady, takie programy, lezienie do tylka bez mydla, lecz za cene jakich korzysci?
Czysta prostytucja , dlatego wiecej na ten temat wypowiadac sie nie bede.Ograniczam swoje zaangazowanie w ogladaaniu programow emitowanych z Polski tutaj do USA droga satelitarna do czasami niezlych filmow,programow rozrywkowych czy audycji sportowych, czyli suma sumarum sporadycznie zasiadam przed polskim programem telewizyjnym a nawet coraz rzadziej i chyba z czasem zrezygnuje z tego i z posiadanych 9-ciu kanalow z Polski ogranicze sie byc moze do 1-go - maks. dwoch.
Na fali protestów, bojkotów i solidaryzowania się z ,,układem IV RP” płynie już większość mass mediowych koterii biznesowo-politycznych usiłując w odruchu warunkowym ratować własne tyłki. Na łapiącym przechył Pontonie. Pod hasłem ,,Nie zabierajcie nam zabawek” jakiś Komitet Obrony Monopolu Polityczno-Personalnego gardłuje za publicznymi mediami z abonamentem. Tylko bez pokuty za stare grzech i obietnicy poprawy. Sam podtopiony Ponton z zafajdanymi ze strachu gaciami chwyta się brzytwy oskarżając rządzącą koalicję o zamach stanu. Znudzony przebrzmiałymi hasełkami niezależności, misji i wyższej kultury wytacza działa pogardy i lekceważenia przez PO odbiorców jego własnych projekcji. Jakbym słyszał córę Koryntu rozprawiającą o moralności. Wtórują mu rzesze krawężników i utrwalaczy opanowanego śmietnika. Szantaż godny zasiedlających pustostan narkomanów, których nie stać na płacenie czynszu.
Co na to przeciwnicy medialnego zamordyzmu? Czy ktoś rzucił jakieś hasło dezynfekcji publicznej, odszczurzania tv, usuwania odoru IV RP z mediów? Jakiś zbiorowy list protestacyjny, bojkot?
Ja na miarę skromnych możliwości wyrejestrowałem odbiornik telewizyjny. Dopóki płacony abonament będzie legitymizował układ publicznej i stanowił o jego potędze, odbiornik będzie dla mnie tylko meblem.
Nasuwa sie proste rozwiązanie. Abonament albo układ. Jeśli Urbański z bandą pasożytów zrezygnuje z państwowego folwarku przekształconego w prywatne ranczo, jestem gotów umierać za ten kołchoz płacąc abonament.
Wiem, że to tupanie myszy, ale w skali całego kraju może się okazać tąpnięciem słonia. Tylko w ten sposób można przejąć od bezpłciowej władzy inicjatywę kreowania rzeczywistości. Tylko tym przezwyciężyć inercję i piarowskie nic nie robienie.
Dostrzegam parę blogów zwalczających szkodliwy układ w środkach masowego przekazu. Siłę ich-jak Azraela-stanowi obnażanie zakulisowych mechanizmów animujących układ i satyra. O sile ,,tamtych”-sprawna mafijna organizacja. I pieniądz płynący m.in. z abonamentowego haraczu. Czy pojedynczych głosów nie można zsynchronizować w jeden krzyk walki o nasze wspólne dobro?
I tak wszystko będzie zależało od Olejniczaka i Sierakowskiego. Fartownie odbiornik TV przepisałem na inwalidę wojennego (jednyna korzyść ze wzrostu wprost proporcjonalnego liczby inwalidów wojennych w stosunku do czasu upływającego od zakończenia ostatniej wojny) - więc abonament to dla mnie abstrakcja. Mogę tylko podpowiedzieć nowemu rządowi, że może swobodnie złamać prawo jeśli rozwalić to towarzystwo w trakcie ME2008 - będzie zapewniona pełna aprobata wku*wionych kibiców i potępienie fanów, a przede wszystkim fanek, klanu i plebanii - podejrzewam jednak, że tych ostatnich jest wyraźnie mniej.
A ja mam pytanie organizacyjne- Superak przecież żyje. Tu chyba chodziło o Express Wieczorny.
@Szyba - słuszna uwaga - już poprawiłem
.