Karta Praw Wolnego Człowieka

Zastanawiałem się ostatnio, jaki program społeczny powinna opracować lewica, aby był jednocześnie nośny społecznie i do zaakceptowania przez różnego rodzaju przedstawicieli społeczeństwa. Taki program, który byłby na teraz, za pięć lat i za piętnaście. Taki, który byłby aktualny i ciekawy przez lata.
Ale co mi po programie partii politycznej, czy nawet pewnej grupy identyfikującej się z określonymi poglądami, jeżeli i tak nie będzie on dla mnie, skrajnego racjonalisty, nihilisty i bezbożnika nigdy wystarczająco kompletny i radykalny, dający pełnię wolności osobistej, w ramach prawa, i praw społecznych?
Poza tym programy partyjne są skierowane nie do elektoratu jako takiego, tylko przystosowane do jego zdolności percepcyjnych i są zbudowane w większości z haseł czysto populistycznych – czyli kłamstw. Polityka jako taka jest, w Polsce szczególnie, indyferentna wobec potrzeb społecznych wyborców – a potrzeb jednostki nie widzi już w ogóle.
Polska jest w dość ciekawym miejscu, wyjątkowym, jeżeli chodzi o sprawy praw człowieka i jednostki, wolności osobistej. Po latach rządów zmieniających się jak w kalejdoskopie, w czteroletnich, czasem krótszych interwałach, od jesieni roku 2005 rządzi układ polityczny, mieniący się prawicą – a będący tak naprawdę układem partyjnych interesów dość wąskiej grupy działaczy, opierającej swoją władzę o aparat partyjny, który zawłaszcza państwo – i mający swoje oparcie w Kościele Katolickim. Niestety, Platforma Obywatelska też nie jest wolna od ponęt zdobywania stanowisk i władzy, a mając u boku Polskie Stronnictwo Ludowe – tendencje te są wzmacnianie.
Wiele napisano o politycznej korupcji, jaka panuje w Polsce, jej przyczynach w systemie wyborczym i zasadach finansowania sfery polityki przez państwo. Nie jest to jednak tematem tego artykułu.
W Polsce rządzi obecnie układ polityczny, który nie ma zamiaru powiększać praw człowieka i obywatela, poszerzać jego horyzontów wolności, otwierać dróg na swobodę indywidualną i prawo do pełnej wolności osobistej. Dlatego każdy, komu te wartości są bliskie – powinien walczyć o nie sam – nie oglądając się na aparat państwa, polityków. Każdy powinien sobie opracować własny katalog wolności, do realizacji którego powinien dążyć.
Jest oczywiste, że żyjąc w Polsce, w ramach określonego porządku prawnego i w społeczeństwie, które jest przyzwyczajone do określonych postaw, często implikowanych naciskami Kościoła Katolickiego – wysuwając projekty i postulaty rozszerzenia wolności osobistej – będziemy się stykali z dezaprobatą, sprzeciwem i agresją. Jest to normalne, ponieważ zachowawczość i nienaruszalność postaw jest cechą immanentną środowisk zamkniętych – a takie, pomimo prawie dwudziestu lat wolnej Polski i skoku cywilizacyjnego – jeszcze w Polsce są w przewadze.
Dlatego przy promocji postaw otwartych, idących w kierunku wolnego społeczeństwa – należy się posługiwać metodami, jakie stosują środowiska zamknięte, fundamentalistyczne – szczególnie te z pod znaku Kościoła Katolickiego.
Fundamentaliści katoliccy mają żelazną wolę i ambicje kształtowania społeczeństwa według własnych reguł i dążenie do zmian w prawie państwa według własnego, dogmatycznego oglądu rzeczywistości.
I tak, jak fundamentaliści budują swoją własną, zamkniętą ideologię – i próbują ją zaszczepić we wszystkich sferach życia – i to już nie tylko społecznego – ale również osobistego – tak ludzie o poglądach otwartych, tolerancyjnych – muszą im przeciwstawić takie same, twarde i pryncypialne stanowisko.
Ludzie dążący do stworzenia wolnego i otwartego społeczeństwa muszą wyjść z założenie, że powinni dążyć nieustannie do stanu, gdzie panuje niczym nie skrępowana wolność słowa i czynu, gdzie wartości moralne nie są narzucone z góry przez dogmaty – lecz są wynikiem konsensu społecznego.
Oczywiście – nie można tego rodzaju programu budować bez określonej bazy doświadczeń społeczeństw i praw. I dlatego budując własny obszar wolności – i jednocześnie dążąc do zmian w całym społeczeństwie – powinniśmy czerpać z doświadczeń i rozwiązań już istniejących.
Tu fundamentalne są dwa dokumenty;
1.Powszechna Deklaracja Praw Człowieka
2.Karta Praw Podstawowych Unii Europejskiej.
Oba te dokumenty – jeden mający już 60 lat i drugi – nie mający jeszcze roku – powinny być drogowskazem dla człowieka, który chce wolności dla siebie i społeczeństwa.
Pierwsza z tych umów społecznych – i jednocześnie umów społeczeństw Świata – jest fundamentem, ponieważ;
Wszyscy ludzie rodzą się wolni i równi pod względem swej godności i swych praw. Są oni obdarzeni rozumem i sumieniem oraz powinni postępować w stosunku do siebie wzajemnie w duchu braterstwa;
[...]
Każdy człowiek posiada wszystkie prawa i wolności zawarte w niniejszej Deklaracji bez względu na jakiekolwiek różnice rasy, koloru, płci, języka, wyznania, poglądów politycznych i innych, narodowości, pochodzenia społecznego, majątku, urodzenia lub jakiegokolwiek innego stanu. Nie wolno czynić żadnej różnicy w zależności od sytuacji politycznej, prawnej lub międzynarodowej kraju lub obszaru, do którego dana osoba przynależy, bez względu na to, czy dany kraj lub obszar jest niepodległy, czy też podlega systemowi powiernictwa, nie rządzi się samodzielnie lub jest w jakikolwiek sposób ograniczony w swej niepodległości.
[...]
Każdy człowiek ma prawo do życia, wolności i bezpieczeństwa swej osoby. (artykuły 1, 2 i 3 deklaracji).
Drugi z tych dokumentów, podpisany jako obowiązująco prawny w grudniu 2007 roku, jest jeszcze bliższy praktyce życia społecznego, ponieważ mówi o takich sprawach, jak godność człowieka, jego prawa obywatelskie, równość wobec prawa i zakazie wszelkiej dyskryminacji, wolności, solidarności społecznej i obywatelskiej.
I właśnie dlatego człowiek walczący o wolność osobistą i wolność w życiu społecznym – powinien te dwa dokumenty znać i na nich opierać swoje działania. I na pewno dążyć, aby KPP była w Polsce wprowadzona jak najszybciej.
Oczywiście – to nie wszystko – to jest tylko podstawa. Jest wiele wąskich, wycinkowych spraw i problemów, nad którymi wolny człowiek powinien się skupić Oczywiście – są pewne granice, których niektórzy przekraczać nie chcą, mając takie, a nie inne poglądy i swoją, wewnętrzną moralność. Ale właśnie otwartość światopoglądowa i poczucie, że każdy powinien mieć prawo do własnych wyborów – każą nam godzić się na takie, a nie inne postawy i decyzje innych.
Te wycinkowe sprawy wolności osobistej, o jakie powinno się walczyć, teraz i zawsze to między innymi prawa kobiet. W tym prawo do aborcji.
Uważam, że ze względu na samoświadomość i prawo kobiety do decydowania o sobie samej – to ona i tylko ona ma prawo do decydowania, w ściśle określonych ramach medycznych i prawnych – o tym, czy pozbyć się CIĄŻY, czy nie. Właśnie CIĄŻY, a nie dziecka poczętego, czego definicję chcą nam zaszczepić fundamentaliści. Jeżeli przyznamy, że za śmierć uważa się zanik odruchów elektrycznych w pniu mózgu, to należy przyjąć, że świadomość i zdolność odczuwania kształtuje się w momencie powstania tegoż. Zalążek mózgu pojawia się po 11 tygodniach ciąży! I To jest ten termin, który należy przyjąć, za czas w którym kobieta ma prawo, w ściśle określonych prawem normach i postępowaniu – o decyzji, czy ma prawo, czy nie do pozbycia się ciąży. Oczywiście – wymaga to zmiany prawa w Polsce – w tym Konstytucji i zaprzestania penalizowania zabiegów aborcji.
Obok tego prawa, kobieta – i oczywiście mężczyzna – powinni mieć nieskrępowany dostęp do środków antykoncepcyjnych – w pełnym zakresie, refinansowanych przez państwo. Z tym również połączona jest szeroko rozumiana edukacja seksualna, nauczanie zarówno fizjologii człowieka, jak i psychologii społecznej.
Powinniśmy walczyć o pełną dostępność zabiegów zapłodnienia in vitro, nie tylko dla par małżeńskich. To jest niestety, walka z Kościołem Katolickim – ale na to musimy być przygotowani.
Kościół rozpoczął krucjatę przeciwko państwu, jego obywatelom i setkom tysięcy par, które mają kłopoty z naturalnym poczęciem dzieci. Jak badania wskazują – już około 20% wszystkich par małżeńskich ma problemy z poczęciem dziecka w sposób naturalny – a metoda in vitro jest dla wielu z nich jedyną drogą do upragnionego dziecka. Nie każdy się godzi i nie wszyscy chcą – również ze względów obyczajowych i społecznych – na adopcję.
Innym prawem kobiet jest ich prawo do pomocy przy wychowywaniu dzieci. Szerokie wsparcie i pomoc dla samotnych matek, wraz z szeroką akcją opieki nad dziećmi, które zostaną pozostawione. Polskie domy dziecka, to jedna z większych hańb współczesnej Polski w nowoczesnej Europie.
Człowiek powinien też mieć prawo do wolnej, godnej śmierci. Eutanazja to słowo w Polsce, kraju quasi katolickim – wyklęte i spostponowane.
Eutanazją określane jest zadanie śmierci osobie nieuleczalnie chorej,gdzie motyw owacją jest skrócenie jej cierpień. Eutanazja dzielona jest na bierną określana jako ortotanazja i czynną jako zabójstwo z litości.
Już sama definicja (podana tu za Wiki) ma kontekst społeczny – co dla mnie, indywidualisty i człowieka, który nie poddaje się naciskom ideologicznym i religijnym – jest nie do przyjęcia.
Słowo eutanazja jest wyklęte, a jak się go używa, to raczej w kontekście „zbrodniczej” Holandii, gdzie ludzie chorzy przewlekle, którzy nie rokują wyleczenia, mają prawo do godnej, spokojnej śmierci, do wybrania i decydowania o swoim losie.
Świadomość człowieka jest ograniczona sprawnością jego mózgu, i to od jego sprawności zależy, czy jest człowiekiem, czy nie. Jeżeli setki ludzi na całym Świecie odbierają sobie życie, oznacza to, że wynikało to z ich świadomości. Mogła ona ulec zaburzeniom, mogła zostać poddana presji osób trzecich – czyli innej świadomości, w skrajnych przypadkach – presji społeczeństwa.
Uchylam się od zagadnień moralnych w sprawie eutanazji – bo wchodzą one w obszar dyskusji o dogmatach. Dogmatach religijnych i społecznych. A to są problemy nierozwiązywalne.
Mówi się o leczeniu – leczeniu zastępczym, leczeniu uporczywym, czy przedłużającym życie. Tylko nikt nie jest wstanie precyzyjnie określić, kiedy i gdzie zaczyna się agonia.
W pewnym momencie okazuje się, że człowiek przestaje być użyteczny. Dla siebie, dla bliskich, dla otoczenia. Nie jest już ani motorem działania dla siebie ani dla bliskich. Jest ciężarem.
Pomijam w tym przypadku stany natury psychicznej, typu depresja, czy choroba dwubiegunowa, czy nawet schizofrenia. To są rzeczy i stany, które współczesna medycyna i psychoterapia potrafi opanować. Przykład genialnego matematyka amerykańskiego, Johna Nasha, mówi, że siła woli pozwala się wydobyć ze stanów nawet ekstremalnych.
Ale przychodzi czas, że tej woli już nie ma, że ciało i umysł się poddają. I wtedy czas na to, aby godność ludzka została ocalona przez prawo wyboru.
Dalej – powinniśmy przeciwdziałać dyskryminacji homoseksualistów – i pozwalać im na zawieranie związków partnerskich.
Konstytucja RP definiuje małżeństwo jako związek kobiety i mężczyzny. Jednocześnie jednak prawo polskie definiuje rodzinę jako osoby spokrewnione i niespokrewnione, które pozostają w związku, posiadające wspólne gospodarstwo domowe. Oznacza to, że nie ma żadnych przeciwwskazań, aby Polska dopuściła do rejestracji związków partnerskich i uznała je za związek o charakterze rodzinnym.
1 kwietnia 2007 roku sąd w Luksemburgu orzekł, że państwo uznające związki partnerskie, to według prawa partner posiada takie same prawa, jak małżonek. W tym konkretnym przypadku chodziło o rentę rodziną po zmarłym partnerze, której rząd niemiecki zabraniał. Sąd uznał, że jest to dyskryminacja ze względu na orientację seksualną – czyli dyskryminacja z powodów etycznych.
Pomijając sprawę etyczną, trzeba wyraźnie powiedzieć, że osoby o orientacji nieheteroseksualnej są członkami społeczeństwa i nie mogą być dyskryminowani w żaden sposób. Biorąc pod uwagę, że orientacja seksualna jest jedną z cech naturalnych człowieka, prawo nie może dyskryminować takich osób i powinny podlegać takiej samej ochronie prawnej. Dotyczy to wspólnoty majątkowej między partnerami, prawo do dziedziczenia, prawo do wiedzy o stanie zdrowia partnera, i decydowaniu o jego leczeniu, prawo występowania przed organami państwa na podstawie upoważnienia.
Te sprawy dotyczą pewnych grup społecznych – ale istnieją też zagadnienia natury bardziej ogólnej.
Taki problemem jest sprowadzenie relacji Kościół – społeczeństwo – państwo do prawidłowych proporcji, gdzie niezależność instytucji Kościoła i jego autonomia – jak również pełna autonomia państwa – powinny być przestrzegane zgodnie z zapisami prawa – w tym konkordatu.
Wpływ Kościoła na życie społeczne w Polsce jest ogromny. Pomimo tego, że kościół instytucjonalny w szybkim tempie pozbywa się resztek autorytetu.
Rak toczący polski Kościół nie wynika z tego, że brak w nim autorytetów, że Jan Paweł II go osierocił. Jest on dużo głębszy – i wbrew pozorom – nie tkwi tylko wewnątrz samego Kościoła – ale jest związany z jego pozycją w państwie. Za dużą pozycją. Jest rzeczą niespotykaną w demokracji, aby związki pomiędzy Kościołem i państwem, pomimo tak jednoznacznych zapisów konstytucji i konkordatu – były tak ścisłe. Ważną sprawą jest, aby przez ostatnie dwa lata sojusz ołtarza kościelnego i fotela premiera rządu i prezydenta – został zlikwidowany.
Kościół chętnie sięga po pomoc państwa w obronie swojej pozycji, tak jak teraz próbując poprzez medialne naciski doprowadzić do wycofania się rządu z obietnicy finansowania zabiegów in vitro oraz odwołania matury z religii. Kościół doskonale wie, że nie zmusi swoich wiernych zakazami do rezygnacji ze swojego prawa do szczęścia poprzez posiadanie dzieci – więc chce zmusić wiernych do zaniechania tego rodzaju praktyk przepisami prawa karnego, poprzez działania represyjne państwa. Ten świadczy o tym, w jakim kryzysie znalazł się Kościół. Biskupi zdają sobie sprawę, że ich nauka idzie w próżnię, że jak para chcąca mieć dziecko staje w obliczu dylematu „mieć dziecko” czy ulec szantażowi biskupów, to większość podejmuje decyzję aby mieć dziecko. Dziecko, które jest właśnie miernikiem miłości – nie tylko instynktu.
Opisane przez mnie problemy wolności i prawa wyboru przez człowieka – nie wyczerpują oczywiście złożoności problemu wolności wyboru i wolności jednostki. Jest jeszcze element ekonomiczny, prawa człowieka do godnej pracy, nauki i ochrony przez zagrożeniami. To są sprawy na styku instytucji państwa i obywatela. Im też warto się przyjrzeć, pod kątem praw do wolności wyborów.
Te sprawy, problemy i prawa wolności – nie muszą być dla wszystkich jednakowe. Nie każdy musi się godzić na eutanazję, czy prawo do związków partnerskich. Ale każdy kto wie, że wolność jednostki i jej prawo wyboru jest nadrzędne – musi mieć wpisane we własną Kartę Praw Wolnego Człowieka prawo drugiego do takiego postępowania, jakie on uważa za stosowne – jeżeli nie przekracza granicy dobra innego człowieka.
Azrael













Program? Szkoda pieniedzy i czasu na pisanie programu. Przy pierwszej lepszej okazji szefowie partii i tak wykaza sie totalnym brakiem zrozumienia lewej strony. Chociazby ostatnio napieralski, kiedy jak to napisal matka-kurka “zagral na endecka nute” mowiac o przyznaniu brazylijczykowi polskiego obywatelstwa.Chwile potem olejniczaka ktos podpusci i ten zacznie wspominac mile czasy jako ministrant i na wszystkie strony glosic swoj szacunek dla kosciola.
Jeszcze jakis czas temu popieralem SLD jako jedyna lewicowa partie. Przynajmniej taka ktora dawal nadzieje na lewice europejska. W tej chwili nie mam zludzen. To nie sa politycy kierujacy sie jakas ideologia. To sa zagubieni goncy sondazy, przy tym niezbyt skuteczni. A szkoda, bo po lewej stronie jest masa ludzi ciekawszych od dwoch mlodych jamnikow.
emigrancik
kwiecień 24, 2008 at 23:20
Wolności i własność to piękne wartości, ale zmieszane są one tutaj z poprawnością polityczną, która całkowicie im zaprzecza. Widzę to postulowanie, aby moralność tworzyła prawo, trzeba jednak pamiętać, ze istnieje sytuacja odwrotna. Niech ten wpis pozostanie lepiej tylko na “papierze”. Pozdrawiam
PoPIS
kwiecień 24, 2008 at 23:50
Podpisuję się wszystkimii kończynami pod tym, co piszsz. Powiedz tylko, jak to zrobić?
Olek51
kwiecień 25, 2008 at 7:00
Wolność w Polsce zawsze będzie iluzoryczna tak długo, jak długo królować będzie w naszej mentalności zachowawczość i nienaruszalność postaw, o których piszesz, a którym równocześnie będzie towarzyszyć brak tolerancji w stosunku do wszelkich odmienności (w myśleniu, zachowaniach itp.), i to nawet wtedy, gdy te odmienności nie naruszają wolności innych. Obok skłonności do rozdzierania szat nad naszą narodową martyrologią w ten właśnie sposób kultywujemy jednak polską tradycję. Zapominamy przy tym, że to właśnie my tworzymy naszą tradycję i tylko od nas zależy jaka ona jest. Musimy zatem nauczyć się wyciągać z niej wnioski i zmieniać ją, jeśli interes narodu i każdego pojedynczego obywatela z osobna tego wymaga.
Trzeba wyraźnie określić, czym jest tradycja i czego od niej oczekujemy. Nie może tak być, by prawo do tradycji zawłaszczyły sobie gromady ksenofobów, obojętnie z jakiej stajni (narodowej czy religijnej) pochodzą. Nie można jej też ustawicznie podpinać do konserwatyzmu wysuwając równocześnie konserwatyzm na piedestał. Konserwatyzm jest z natury zachowawczy, a nie wszystko co było dobre wczoraj będzie równie dobre jutro. Ewolucji podlegają nie tylko nasze ciała biologiczne, lecz i nasza świadomość, a z nią także wszystko to, co z nią nierozerwalnie się wiąże.
Droga do wolności nie biegnie przez stosowanie metod typowych dla fundamentalistów, jak sugerujesz. Wiedzie przez wiedzę i swobodę samodzielnego myślenia. Zagwarantować to nam powinien zatem właściwy system oświaty, który rozwój samodzielności w myśleniu i działaniu by umożliwił. Tymczasem kolejne reformy oświaty koncentrują się na bzdetach i zachowaniu status quo w pryncypiach.
Zrozumienie znaczenia Deklaracji Praw Człowieka i Karty Praw Podstawowych UE przyjdzie automatycznie, gdy sens tych fundamentalnych praw stanie się ZROZUMIAŁY dla każdego Polaka. Na razie kojarzone są one w Polsce przede wszystkim z prawem do aborcji i zawierania związków partnerskich ironicznie nazywanych „małżeństwami”. Indoktrynacji kościelnej może przeciwstawić się tylko oświata, a to oznacza, że te dwie instytucje trzeba wyraźnie rozdzielić. Od tego należy zacząć i naukę religii wprowadzić z powrotem do sal katechetycznych przy parafiach. To MUSZĄ być dwa całkowicie rozdzielone systemy nauczania. Zblokowanie ich niczemu pozytywnemu nie służy, bowiem religia nauczana w szkołach zyskuje status NAUKI. Tymczasem z nauką ma ona niewiele wspólnego, przede wszystkim dlatego, że została ona zawłaszczona przez instytucję zwaną Kościołem i to jego interesów jest strażnikiem.
P. S. Skoro zastanawiamy się po raz kolejny nad zagadnieniem dopuszczalności aborcji, powinniśmy tu także odwołać się do danych naukowych. Nowa fizyka, bazując także na zdobyczach neurologii i biofizyki, uznaje dziś istnienie autonomicznej świadomości, która istniejąc „wiecznie” (bezczasowo) w nadprzestrzeni wykorzystuje ciała biologiczne do swojej własnej ewolucji. Oznacza to, że świadomość „zasiedla” czasowo ciała biologiczne i czyni to właśnie wtedy, gdy rozwijający się mózg czyni takie połączenie skutecznym, a zatem dopiero od 4 miesiąca ciąży. W świetle tej wiedzy wiele pojęć, nie tylko dotyczących aborcji, in vitro czy eutanazji trzeba by przewartościować. Wbrew pozorom, to wcale nie są problemy nierozwiązywalne. Wiedza spokojnie daje sobie radę z tymi problemami nie naruszając w żaden sposób naszego poczucia moralności, sprawiedliwości czy praw jednostki. Ale to temat na długą dysputę.
stary wilk
kwiecień 25, 2008 at 10:08
Sprawa nie jest tak prosta, jakby mogła sie wydawać. Po prostu absolutna wolność nazywa się “anarchia” a ta jeszcze nigdy się nie sprawdziła, nawet jeśli będzie to “rozsądna” anarchia pod tytułem “możesz robić wszystko, co nie narusza wolności innej osoby”.
A co jeśli ta druga osoba dobrowolnie oddaje swoje prawo do wolności tobie?
Kiedy osoba może decydować o sobie? Dwuletnie dziecko też? A osoba niepoczytalna? A kto decyduje o tym że jest niepoczytalna?
I tak dalej i tym podobne. Czemu prawo do związków homoseksualnych a nie prawo do dowolnego definiowania rodziny? Czemu poligamia ma być penalizowana? W czym dwóch gejów jest lepsze od faceta i trójki związanych z nim kobiet? Albo jeszcze dziwniejszego układu (oczywiście mam na myśli układ dorosłych ludzi którzy zgadzają się na niego z własnej i nieprzymuszonej woli)?
W skrócie, temat jest śliski jak lodowisko w odwilż.
Moim zdaniem najbardziej salomonowy wyrok w kwestii “związków partnerskich” jest prosty:
- Wywalamy z definicji państwa wszystkie bzdury o rodzinie, lub rzeczywiście zachowujemy obecną definicję. Dowolni ludzie mogą zdefiniować się jako rodzina i chwatit. Do załatwienia tego potrzebna jest pieczątka w urzędzie, ewentualnie jakaś opłata skarbowa, lub akt notarialny. Napuszone ceremonie z przysięgami można sobie składać, ale nie obligatoryjnie. Jak ktoś chce ślub kościelny, w dowolnym kościele, lub nową świecką tradycję, proszę bardzo. Dla ułatwienia życia ludziom, można przydzielić prawo do załatwiania tego zdalnie, np. przez kapłana lub osobę prowadzącą “ślub humanistyczny” albo inne dziwactwo, o ile wcześniej dostanie specjalne uprawnienia, których uzyskanie powinno być efektem zdania jakiegoś egzaminu, a nie przynależności do konkretniej, “jedynie słusznej” religii.
jiima
kwiecień 25, 2008 at 11:46
Przepraszam, ale chyba kpicie. Karta Praw Podstawowych jest przecież oparta na przymusie. Na przymusie płacenia za to, żeby zagwarantować różnym grupom, różnego rodzaju “prawa”. Jak można w ogóle mówić o wolności, kiedy jej gwarancją ma być przymus wywierany na ludzi?
timoboll
kwiecień 25, 2008 at 13:24
@Stary wilku.
Przeczytałem Twój wpis z uwagą. Jak na moje zdolności percepcyjne dotarło do mnie czym dla Ciebie jest wolność. Poza zrównaniem tradycji z prawem-podzielam.
W PS. poruszasz autonomiczną świadomość. Co to takiego jest-neoidea Platona? Jeśli rozumiesz przez to określenie cechę autonomiczna gatunku homo sapiens czyli zdolność tylko człowieka do samodzielnego decydowania-zgoda. Jeśli to jednak ma być określający z góry bieg dziejowy czynnik ,,zasiedlający’ ciało biologiczne, determinanta pozamaterialna-wybacz, ale brzmi to jak określenie duszy. Bez złośliwości zapytam; gdzie ona się znajduje?
Rozumiem determinizm kazualny, a więc przyczynowe oddziaływania takie jak; uposażenie genetyczne, procesy wychowawcze i środowiskowe, procesy zachodzące na poziomie neuronowym…Ale niematerialna jaźń? Co na to geny zdeterminowane tylko walką o lepsze miejsce do replikacji? Co z wolną wolą jaźni? Czy na prawdę coś ,,wiecznego” spływa i wpływa na nas?
Abulafia
kwiecień 25, 2008 at 14:41
Azrael, co do pierwszego zagadnienia, programu tzw lewicy (obojetnie co za tym slowem sie kryje, marzenie czy idiosynkrazja) – podzielam bez zastrzezen. Dalej poruszyles szereg tematow majacych jeden wspolny mianownik: percepcje koncepcji wolnosci osobistej w kontekscie panstwa wyznaniowego. Temat wystarczajacy na monografie. Ciesze sie ze udalo Ci sie wydostac z kredowego kola wypowiedzi jednego biskupa na temat tego co powiedzial drugi biskup. Pisz dalej. Koniecznie.
rmstemero
kwiecień 25, 2008 at 16:40
W naszym kraju słychać ciągle o skrajnych zwolennikach i przeciwnikach a wydaje mi się że wiele osób ma poglądy gdzieś po środku w poruszonych kwestiach.
Związki partnerskie – jak znam pomysłowość naszych rodaków to Pani Józia z Pania Kazią i i Pan Zenek z Panem Sławkiem będą rejestrowali “związki partnerskie” aby wyłudzić rentę, spadek, przywileje i inne datki państwowe, tak że może się okazać że faktyczne związki partnerskie są wśród zarejestrowanych mniejszością. Poza tym wielu ludzi żyjących w konkubinacie czy związku partnerskim nie ma wcale ochoty dokonywać “rejestracji”. Spójrzcie na to, też tak, że może to być traktowane jak stygmatyzacja szczególnie w naszym społeczeństwie Już sobie wyobrażam strony WWW “ujawniające” gejów i lesbijki na podstawie “przecieku z urzędu. A ewentualna ekstrema która dorwie się do władzy będzie miała gotowe “listy preskrypcyjne”…
Eutanazja budzi wątpliwości natury decyzyjnej – z nią jest trochę jak z karą śmierci – od raz wykonanej nie da się apelować. Od wszelkich innych wyroków losu i sądu zdarzają się apelacje i różne nagłe zwroty. Nie neguje całkowicie prawa do eutanazji ale budzi ono moją dalece idącą nieufność, prędzej skłaniałbym sie do depenalizacji samobójstwa (nie jestem pewien ale chyba w Polsce taka próba jest obecnie nadal karalna) z zachowaniem karalności sprawstwa pomocniczego.
Swoją drogą ciekawe że większość zagorzałych przeciwników eutanazji jest jednocześnie zwolennikami kary śmierci i vice versa.
Co do aborcji to nie używałbym w argumentacji odniesień do eutanazji – bo tam mówimy o niemal pewnej śmierci a tu mówimy o życiu które jest możliwe – skoro doszło do połączenia i zarodek/płód rośnie – to istnieje bardzo wysokie prawdopodobieństwo nowego, świadomego, zdrowego życia. W moich poglądach jednak, w przypadku możliwości wystąpienia nieodwracalnej szkody dla matki lub poważnego uszkodzenia zarodka/płodu dopuszczam aborcje, tak ze względów humanitarnych jak i takich że kobieta może potencjalnie dać kolejne życie/a. Aborcje z powodów społecznych i ekonomicznych bym wykluczył raczej przywiązany jestem do skutecznego systemu adopcyjnego.
Tak przy okazji – często mówi się w tej dyskusji o przypadku Pani A.Tysiąc(może przekręcam nazwisko) – o ile znam ten przypadek ta Pani była świadoma konsekwencji dla jej zdrowia kolejnych ciąż znacznie wcześniej już przy poprzednich dzieciach które urodziła, wiec w mojej opinii powinna podjąć wszelkie działania wcześniej aby zapobiec następnej ciąży a skoro tego nie uczyniła to była to jej decyzja ze świadomością konsekwencji i zobowiązań..
Co do in vitro to tu mamy do czynienia z materiałem biologicznym z którego dopiero potencjalnie i z małym prawdopodobieństwem może powstać życie (tu jest moja prywatna definicyjna różnica od aborcji) a więc w tym wypadku należy jedynie postępować etycznie z takim materiałem. Biorąc pod uwagę aspekt ludzki i społeczny należy więc w mojej opinii zapewnić maksymalną dostępność i wsparcie tych zabiegów.
W kwestiach ekonomicznych należy dbać o minimum równych szans startu(stypendia i inne formy wspierania dzieci), rolę państwa widzę w ochronie młodych ludzi przed patologiami etc – reszta zależy od indywidualnych możliwości i zdolności danej świadomej jednostki. W mojej ocenie instytucjonalna państwowa pomoc społeczna dla zdrowych osób dorosłych sprzyja przyrostowi i utrzymywaniu wszelkich patologii społecznych. Równocześnie ie wykluczam natomiast działalności fundacji i wszelkich inicjatyw niepublicznych które uważam za przejaw realizacji wolności decyzji darczyńcy/fundatora.
Państwowa pomoc społeczna to generator proli/dolistów mających minimalne wymagania, oczekujących na “dolę” od rządzących i gotowych na głosowanie na ugrupowania które obiecają dowolny dodatek do “doli” co może prowadzić do poważnego zagrożenia wolności i demokracji.
pozdrawiam
RMPL
kwiecień 25, 2008 at 17:38
@ Abulafia
W zasadzie powinniśmy tu dyskutować o programie liberalnym partii, której na razie brak, choć z pewnością jest potrzebna. Czy ona powinna być lewicowa czy prawicowa to inna kwestia. Pojęcia tradycji i konserwatyzmu są zawłaszczane i wykorzystywane dla partykularnych interesów, warto więc uzmysłowić sobie co oznaczają i czemu służą. Możemy też deliberować o granicach wsparcia społecznego, bo granice takie powinny istnieć. Rozumiem, że ty chciałbyś dyskutować o filozofii. Kwestię świadomości poruszyłem jedynie na boku, bo łaczy sie w sposób istotny z problemami dotyczącymi kwestii granic wolnosci jednostki, które rzekomo sa nierozwiazywalne. Otóż są.
Po pierwsze – nie zrównuję tradycji z prawem, to dwie różne kwestie. Konserwatyzm natomiast źle mi się kojarzy i dlatego wątpia stają mi na sztorc, gdy zrównuje się go z tradycją.
Po drugie – pisząc o świadomości nie miałem na myśli pojęć religijnych ani filozoficznych lecz odwoływałem sie do najnowszych teorii naukowych w kwestii materii właśnie. To co Platon rozdzielał na materię rozciągłą i ducha, fizyka dziś łączy w jedno pojęcie. Masa, energia i informacja to cechy MATERII. Pola fizyczne też są dziś materialne, a więc to co “wczoraj” było niematerialne “dziś” jest materialne, a podstawą zmiany tych pojęć jest dualizm falowo-korpuskularny materii. Redukcja funkcji falowej (proces fizyczny!) zmienia postać materii, a sterują tym fizyczne pola infomacyjne, lub świadomosciowe jesli wolisz. Swiadomość jest autonomiczna, bo jest pierwotna w stosunku do materii posiadającej masę. To świadomość kształtuje materię rozciągłą (posiadającą masę i objętość) i naszą fizyczną rzeczywistość, a nie odwrotnie. Nie istnieją żadne determinanty poza materialne, bo to materia stanowi tworzywo naszej rzeczywistości. Kwestia “wolnej woli” też w fizyce jest problematyczna. A jesli pole informacyjne chcesz nazwać duszą, to twoja sprawa. To my tworzymy pojęcia, które służą nam do opisu rzeczywistości. Warto wiedzieć, że konserwtywny materializm jest dziś już nieaktualny. Tu też kłania się nam zapyziały system oświaty, ktory indoktrynuje nam umysły już w dzieciństwie.
stary wilk
kwiecień 25, 2008 at 17:54
Stary wilku, wiele mogę zmilczeć (więc generalnie się tu nie odzywam), ale jako fizyk nie jestem w stanie siedzieć cicho jak czytam co piszesz. Powiedzmy sobie szczerze – to są czystej wody brednie. I to podejrzanie przypominające słynny “Sokal hoax”, więc być może robisz sobie tutaj genialne jaja – taka możliwość też istnieje.
student
kwiecień 26, 2008 at 11:14
Stary wilku, wiele potrafię zmilczeć (więc generalnie się tu nie odzywam), ale jako fizyk nie jestem w stanie siedzieć cicho jak czytam co piszesz o fizyce. Powiedzmy sobie szczerze – to są czystej wody brednie. I to podejrzanie przypominające słynny “Sokal hoax”, więc być może robisz sobie tutaj genialne jaja – taka możliwość też istnieje.
P.S. Obyczaje liberała i wolnościowca Azraela w dziedzinie cenzury są zaiste obrzydliwe…
stoodee
kwiecień 26, 2008 at 11:20
Z wieloma rzeczami się zgadzam, ale dla mnie kluczowy w podejściu do homoseksualizmu jest stosunek do sprawy adopcji dzieci. Czyżbyś celowo pominął ten problem?
janekk
kwiecień 26, 2008 at 22:23
@ student,
Jasne, że jaja. Przecież to, czego nie można zobaczyć, dotknąć, powąchać, polizać, tego po prostu nie ma. Pola fizyczne są niematerialne, bo fotony, grawitony i takie tam różne są niematerialne. Energia nie jest funkcją stanu materii, tylko formą istnienia materii, więc materia i energia są wzajemnie zamienne. Zaraz…zaraz… coś tu chyba nie gra? Ale co tam…
Świadomość to abstrakcja. Informacja to kolejna abstrakcja, a doświadczenie Alaina Aspecta to zwyczajny szwindel. Skąd rozbiegające się cząstki mogą coś o sobie wiedzieć? Bujać to my, ale nie nas. No nie?
stary wilk
kwiecień 26, 2008 at 23:21
@stary wilk
bardzo mnie zaciekawił Twój wpis, z którego wynikałoby, że jesteś racjonalistą czystej wody, a więc bez takich cech jak uprzedzenie i poczucie wyższości do mających inny światopogląd lub mniej intelektualnie wyrobionych, czego niestety nie mogę powiedzieć o właścicielu tego bloga. Dlatego chciałem się Ciebie czy piszesz również na własnym, bo chętnie jeszcze coś bym przeczytał. Ja nie mam swojego bloga, ale jestem na blogu blog.media.pl jako uczestnik forum. pozdrawiam
janekk
kwiecień 28, 2008 at 14:40
@ janekk
Nie mam bloga. Pisuję tylko śmiertelnie nudne teksty, pełne “robaczków”, publikowne w czasopismach specjalistycznych. Rzadko wypowiadam się w Internecie, zwłaszcza na tematy polityczne.
Nie wiem co rozumiesz przez mój racjonalizm. Ostatni mój komentarz był czystą drwiną. Powinienem na końcu dodać: wężykiem Kaziu, wężykiem. Nie poważam klasycznego materialistycznego racjonalizmu. Niestety na polskich uczelniach nie wykłada się jeszcze tzw. nowej fizyki. A szkoda.
stary wilk
kwiecień 28, 2008 at 21:59
@ stary wilk
Dzięki za odpowiedź. Dla mnie racjonalizm jest jeden i jeżeli istnieją racjonalne (naukowe) argumenty, aby coś zmienić w dotychczasowym rozumieniu tego pojącia to nie mam nic przeciwko. Jeżeli masz dostęp do jakiś naukowych rewelacji mogących rzucić nowe światło na postrzeganie świata, to podziel się proszę, oczywiście jeżeli będzie to strawne dla człowieka po studiach technicznych, ale nie fizyka.
Zajrzę tu jeszcze za jakiś czas licząc na odpowiedź pozdrawiam
janekk
kwiecień 29, 2008 at 23:18
@ janekk
Odnoszę wrażenie, że zawłaszczamy właśnie kawałek bloga politycznego do prowadzenia dyskusji światopoglądowej. Masz rację, że racjonalizm jest tylko jeden. Przynajmniej powinno tak być. Racjonalne jest tylko to, co prowadzi do rozwoju naszej wiedzy bez oglądania się na dogmaty, obojętnie religijne czy naukowe. Racjonalne jest więc także to, co przynosi wszystkim korzyść, a nie tylko wybranym. Mówiąc o wszystkich nie mam na myśli tylko ludzi. Jesteśmy drobnym elementem sporego systemu.
Może się zdziwisz, ale nie tylko religia tworzy „niepodważalne” dogmaty. Nauka też to potrafi. Pierwotny materializm (celowo używam tego ironicznego określenia) to dogmatyczna filozofia oparta na nigdy nie udowodnionych założeniach. Zakłada, że nie istnieje żaden “czynnik duchowy”. Istnieje tylko to, co można zobaczyć, dotknąć, itd. lub zmierzyć. Reszta to czcze spekulacje. Tę resztę pierwotni materialiści nazywają pseudonauką. W ten sposób materializm sam narzucił sobie ograniczenia w poszerzaniu wiedzy n.t. rzeczywistości. Na szczęście nie wszyscy naukowcy poddali się tej indoktrynacji. Bo pierwotny materializm tak samo indoktrynuje jak religia, tylko przedmiot wiary jest inny.
Wszechświat, o czym powinien już wiedzieć każdy człowiek, to nie tylko czasoprzestrzeń, tymczasem tylko ona jest dostępna dla naszego bezpośredniego wglądu i dla naszych środków technicznych. Może właśnie dlatego wielu z nas traktuje wszechświat tak, jakby był to tylko skomplikowany mechanizm, a świadomość uważana jest za abstrakcję. Nowe spojrzenie na rzeczywistość nie jest już w gruncie rzeczy niczym nowym, choć „racjonalny” materializm wciąż jeszcze krzepko trzyma się na traconych powoli pozycjach. W Polsce oczywiście obowiązują albo prawdy objwione albo materializm pierwotny. Rezultat taki, że niedługo będziemy sto lat za murzynami.
Wracając ad rem. Na początek radzę zapoznać się z książkami prof. dra Rogera Penrose’a. Przystępnie napisane, a chyba dwie z nich przetłumaczono na polski. Facet przedstawia swoją wizję rzeczywistości w sposób bardzo przystępny. Jest interesująca, choć dla „pierwotniaków” oczywiście KONTROWERSYJNA. Funkcja falowa, bo to ona pewnie tak zdenerwowała studenta, po prostu opisuje stan układu kwantowego. U Penrose’a znajdziesz też ciekawą interpretację pojęcia świadomości, jej roli w przebiegu zjawisk kwantowych i zasięgu jej działania wykraczającego poza czasoprzestrzeń. Ciekawa jest koncepcja Giennadija Szipowa (http://www.shipov.com). Też kontrowersyjna, ale warto pamiętać, że na Einsteinie naukowcy też wieszali kiedyś psy. Większość publikacji na temat świadomości jest niestrawna dla nie-fizyka. A do czytania jest sporo. Leon Cooper, Evan Walker, Robert Jahn, Franz Moser, Shiuji Inomata …. można długo wymieniać. Polecam Jahna, bo ekperymentalnie sprawdzał oddziaływanie świadomości na środowisko materialne, tzn. to, które można dotknąć i polizać. Wyniki badań próbował ująć w matematyczne zależności. Dotrzeć do tego wszystkiego można bez problemu. W świecie nauki panuje bardzo miły zwyczaj. Jeśli napiszesz do autora, że interesuje cię jego publikacja, to ci ją przyśle. Gratis. Adresy e-mailowe zwykle dostępne są w Internecie. Ciekawe publikacje znajdziesz wyszukiwarką, wystarczy wpisać: consciousness. Są jeszcze medyczne i biofizyczne publikacje, które rozprawiają się z konserwatywną nauką i podrzędną rolą świadomości w stosunku do ciała biologicznego. Jest co czytać. Zajrzyj np. do Sedlaka. To był wprawdzie ksiądz, ale i naukowiec. Niegłupio rozumował, choć religia ściągała mu cugle.
Cieszę się, że w polskiej wirtualnej rzeczywistości można spotkać kogoś, kto nie myśli schematycznie. To prawdziwa choć rzadka przyjemność. Też pozdrawiam.
stary wilk
kwiecień 30, 2008 at 23:15
@stary wilk
dzięki za odpowiedź i informacje. pozdrawiam
janekk
maj 1, 2008 at 14:26