Azrael – zwykłe pisanie

Tomistyczny realizm jest walką przeciw wszelkiej samodzielności umysłowej - Kołakowski

Węcławski – przemożny głos prawdy

with 5 comments


Jak to jest, że najwięcej i najpełniej widzą Kościół ci, którzy kiedyś byli najbardziej w niego zaangażowani? Dlaczego najbardziej słyszalne głosy o polskim kościele instytucjonalnym płyną z ust tych, którzy go opuścili, bo nie mogli się w nim pomieścić i nie mogli pogodzić się z brudami, jakie w nim panują?

W styczniu tego roku polski Kościół Katolicki pozostawił Tomasz Węcławski, jeden z najwybitniejszych jego umysłów. To że opuścił kościół polski – nie osłabiało go – lecz wprost przeciwnie. Jest to zapewne jego porażka, bo jako ksiądz walczący z wyjątkową determinacją o czystość stanu duchownego – przegrał. Ale jako myśliciel – nic nie stracił – lecz zapewne otworzył nowe horyzonty – jak wtedy sądziłem - dla Kościoła. Dziś wydaje mi się, że Węcławski stracił nadzieję na to, że jest wstanie cokolwiek w Kościele zmienić.

Decyzja Węcławskiego świadczy o tym, że Kościół także powoli traci autorytet nawet wśród swoich pasterzy, ma ona jednak głębszy wymiar, niż tylko związany z kościołem instytucjonalnym.

Przypomnijmy – był on twórcą i pierwszym dziekanem wydziału teologicznego na poznańskim Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza. Później stworzył, i kierują nią nadal Pracownię Pytań Granicznych, zakład międzywydziałowy.

Spektakularnych odejść z Kościoła Katolickiego było w ostatnich latach wiele, że wspomnę tylko Stanisława Obirka, Tadeusza Bartosia czy profesora Tadeusza Gadacza. Żaden jednak z nich, jeżeli się nie mylę – nie dokonał aktu apostazji. Wszyscy wymienieni sprzeniewierzyli się sakramentowi kapłaństwa – lecz w Kościele pozostali.

Wydawało się, że wyjście z Kościoła Węcławskiego ma tylko wymiar duchowy i teologiczny. Jednak teraz, po kilku miesiącach, widać że nie tylko to było tego przyczyną. Niewątpliwie miała na jego postawę sprawa arcybiskupa Paetza, oskarżanego o molestowanie kleryków, jak i sprawa Stanisława Wielgusa, w której to Tomasz Węcławski, jeszcze jako ksiądz – badał przekazane mu dokumenty, z których niedwuznacznie wynikała świadoma i służalcza współpraca z organami SB.

Węcławski po raz pierwszy od stycznia udzielił prasie dużego wywiadu. Znamienne jest to, że nie jest to wypowiedź dla gazety katolickiej – bo te, jak na przykład „Głos Niedzielny” już go ostro potępiły. I wykorzystały przy okazji do rozgrywek pomiędzy „modernistami” a „konserwatystami”. To taki urok tych gazet…

Wywiadu udzielił więc Węcławski tygodnikowi „Europa”, dodatkowi do gazety codziennej „Dziennik”. Prowadzi go właśnie „modernista” (a jakże!), Cezary Michalski. Nie jest to jednak wywiad o Kościele Powszechnym, nie jest to także żadne rozliczenie z przeszłością – lecz jest to rozmowa z wysokiej klasy intelektualistą i … humanistą. Rozmowa na pół o historii, trochę o sprawach osobistych – ale w sposób bardzo zawoalowany – a na końcu znajdujemy jedne z najostrzejszych słów krytyki po adresem kościoła instytucjonalnego, jakie spotkałem w prasie.

Po dość obszernym rysie historycznym i społecznym Kościoła w Polsce, Węcławski mówi o swoich odczuciach i swojej decyzji osobistej opuszczenia Kościoła.

Pada tam jedno znamienne zdanie, bardzo ważne

Kim był Chrystus - tego na pewno nie wiemy.

To są bardzo głębokie słowa, padające z ust teologa katolickiego

Następnie padają słowa o tym, że ważniejsza jest prawda od zakłamania i że to prawda przynosi ulgę;

Ale co tutaj jest prawdą? Kiedy w takim kraju jak Polska ktoś się rozwodzi, ktoś inny ujawnia swoją orientację homoseksualną, a jeszcze ktoś inny zrywa śluby kapłańskie - to sytuacja nigdy nie jest idealnie czysta. Kiedy dokonujemy rachunku sumienia, zawsze pojawia się jakiś cień, podejrzenie co do własnych intencji. U wielu ludzi sprawia to, że raczej wybiorą kłamstwo niż prawdę, hipokryzję niż otwarty bunt. Bo nie wierzą, że kiedykolwiek staną w idealnej prawdzie, nie wierzą, że do tej pory byli nieautentyczni, a od tego momentu staną w absolutnej autentyczności. I dlatego wielu z nas wybiera hipokryzję, ukrywa swój wybór, korzy się przed instytucją w imię większego dobra. Ta gra jest obecna w całej historii ludzkości - podejrzewam, że nawet niezależnie od Kościoła
[...]
Przepraszam, że wykorzystam pana jako spowiednika, ale ja na przykład nigdy nie afiszowałbym się z jakąś sytuacją prywatną w moim życiu, gdyby jej moi koledzy nie ujawnili światu. Ja bym pozostawał w hipokryzji instytucjonalnej, pracował, może nawet walczył dla tego konserwatywnego Kościoła, gdyby mi tego nie uniemożliwiono. Ale jak już to się stało, to rzeczywiście zrozumiałem także walory jawności. To jest zdrowsze niż ciągłe grzeszenie w ukryciu i pokorze. Ale ciągle coś jest na obu szalach tej wagi. I gdyby mnie z mojej prywatności po prostu nie odarto może nie czułbym w sobie siły, by powiedzieć: ja z tego zrobię coś więcej niż mój tragizm prywatny, ja wam to zaproponuję, ja was do

Bardzo trudne i bolesne słowa dla byłego kapłana. Należy sądzić, że decyzja, jaką podjął, była w wielkim stopniu podjęta pod wpływem nacisków zewnętrznych. Zmuszono go do opuszczenia Kościoła.

Dalej już następuje ostre, bezceremonialne i bezkompromisowe rozliczenie się z kościołem instytucjonalnym, z hierarchami kościelnymi;

Im silniejsze zakorzenienie w tożsamości instytucjonalnej, tym trudniej przebija się wyzwanie Ewangelii kierowane do indywidualnego sumienia. Co potem w konkretnych przypadkach widać dramatycznie i drastycznie. Ale poza wielkimi skandalami w Kościele ujawnianymi przez media to się dzieje stale, na co dzień, tylko tego nie widać. To, że na ujawnienie przez kogoś z szeregów instytucjonalnych Kościoła - tak jak to zrobił ostatnio ojciec Mogielski - sprawy, która jest źle załatwiana przez instytucje kościelne, z krzywdą najbardziej poszkodowanych, i to krzywdą narastającą, reakcją jest stwierdzenie, że to właśnie ten, który to nazwał, kala własne gniazdo i szarga godność człowieka, a nie ten, który całą sytuację wywołał… To pokazuje, do jakiego stopnia już nie tylko hipokryzja tutaj działa, ale to, o czym powiedziałem wcześniej - przejęcie osobowości czy też przejęcie indywidualnej odpowiedzialności przez instytucję, przejęcie sumienia i życia poszczególnych ludzi przez instytucję. To jest przecież wezwanie do nieodpowiadania za siebie. To nie jest doskonalenie sumienia, ale jego fatalny regres.
[...]

Ale to, co teraz powiem, zabrzmi mocno cynicznie - struktury kościelne, instytucje kościelne w postaci konkretnych ludzi, którzy za nie bezpośrednio odpowiadają i z nich bezpośrednio korzystają (także życiowo), są w Polsce bardzo stabilne, ponieważ mogą liczyć na wsparcie bardzo wielu innych ludzi, którym wprawdzie to wszystko się już bardzo nie podoba, ale którzy na razie nie zmienią swoich zachowań i będą to nadal wspierali. Właśnie dlatego działa tak silny czynnik utrwalający bezwład, reagowanie na zasadzie nic się nie stało albo stało się wprawdzie jakieś nieszczęście czy jakieś przekroczenie, ale gorsze od tego jest to, że nas atakują - na przykład atakują nas media. Więc my te ataki odeprzemy. Niestety, w tej chwili prawie wszystko wzmacnia ten mechanizm i prawie nic nie działa przeciwko niemu. Co tutaj wyznacza kierunek? Duchowość? Idea Jezusowa? Chciałbym w to wierzyć, ale już nie mogę - nie mogę w nieskończoność odmawiać racji temu, co widzę. A widzę, że idzie o władzę i jej środki. Tak, środki umożliwiające działanie. Mówiąc brutalnie, to się skończy dopiero w momencie, gdy skończą się pieniądze. W tej chwili są pieniądze, które umożliwiają taki sposób działania. Inny sposób nie został uruchomiony, widać ten pierwszy miał za sobą jakieś racje. I znowu wracamy do pytania o te racje: czy one są duchowe? Czy to idea Jezusowa? I znowu odpowiedź brzmi: duchowości tu nie widać. Czymkolwiek to jest - czy częścią jakichś szerszych mechanizmów, czy jednostkową taktyką, która z jakichś powodów wygrywa - nie znosi to pytania o to, czy ów sposób nie jest aby ilustracją czegoś bardzo złego.

[Cezary Michalski] Uważa pan, że pieniądze się skończą, kiedy świadomość cyniczności tego mechanizmu dotrze do wiernych?

Sądzę, że do wielu już dotarła. W tej chwili to jest sprawa w dużej mierze pokoleniowa. Znaczna część najmłodszego pokolenia, także tego, które przestrzegając zresztą pewnych zachowań czy zwyczajów religijnych, przechodzi przez emigrację i konfrontację z innymi kulturami, w zasadzie już patrzy inaczej. Natomiast nie wygląda na to, by po stronie hierarchii ktokolwiek poważnie nad tym myślał i poważnie sobie stawiał pytanie, jakie będą konsekwencje. Pojawiają się pewne sygnały, na przykład konferencja Episkopatu obraduje na temat aktualnych problemów: emigracji, coraz liczniejszych apostazji itp., ale to wciąż jest na poziomie reaktywnym: wszystko jest dobrze w instytucji, trzeba jedynie odzyskać kontrolę nad tymi obszarami, nad którymi się tę kontrolę właśnie traci. Problem jednak tkwi w samej zasadzie tej kontroli, w niezdolności postawienia sobie pytania, do czego ona jest, z czego ona wynika, czemu naprawdę służy? Jeżeli te pytania się nie pojawią, to wynik będzie taki, jak przewiduję, to znaczy kilkanaście lat działania siłą bezwładu i koniec. Jeden z moich kolegów patrzący na to krytycznie z wnętrza Kościoła powiedział: “Problem w tym, że obecne pokolenie biskupów ma jeszcze zapewniony byt. Oni zostawią ten problem swoim następcom”. To niestety znowu brzmi cynicznie, ale cyniczne nie jest. To jest obserwacja realnego stanu rzeczy…

Te słowa to nie tylko diagnoza – lecz bardzo mocne oskarżenie. Nie sformułowane po raz pierwszy, bo o tych sprawach pisze również bez ogródek na przykład Tomasz Terlikowski – ale po raz pierwszy pada stwierdzenie, że ten kościół, Anno Domini 2008 i lat następnych nie może i nie potrafi się oczyścić. Autorytetu tego Kościoła nie mają szansy odbudować ci księża, biskupi, którzy teraz rządzą Episkopatem, uwikłani w system zależności.
Węcławski uważa, że dopiero następne pokolenie będzie potrafiło zreformować i oczyścić Kościół Katolicki w Polsce. Tylko, że będzie już za późno. Skończy się to głębokim kryzysem i laicyzacją państwa – jak jest to w Hiszpanii.

Kościół zamyka się i nie przyjmuje krytyki, nie potrafi rozprawić się z przestępstwami pedofilii, molestowaniem czy wiarygodnością, po latach uwikłania we współpracę ze służbami komunistycznymi.

Biskupi widzą, jak ich wpływ na społeczeństwo maleje, z miesiąca na miesiąc, z roku, na rok, jak pokolenie, zwane pokoleniem JPII powoli się odsuwa od Kościoła, widać w słowach i zachowaniu brak koncepcji ewangelizacyjnej i bezradność wobec wyzwań współczesnego świata. Kościół traci nie tylko wśród ludzi młodych – traci też wśród tych, którzy są najważniejsi dla rozwoju państwa – czyli wśród inteligencji.

Księża powoli tracą zdolność sterowania Kościołem, oddając go coraz częściej w ręce religijnych hochsztaplerów, pod postacią takich, jak Tadeusz Rydzyk. Małe, ksenofobiczne i wrzaskliwe środowisko, którego władza formalna w Kościele jest praktycznie żadna – doprowadziło do wyraźnie widocznego kryzysu w Kościele.

Słabością polskiego Kościoła jest brak autorytetów. Takich jak Węcławski.

Tym, co naprawdę polski Kościół niszczy – to jest pycha, łakomstwo, nieczystość, gniew, zazdrość… i te jeszcze dwa pozostałe elementy… wierni będą wiedzieli jakie. Wielu z wierzących – też to nie wzrusza. Oni mają swoją wiarę, domową, bez pośredników. Ale jest wielu których to boli. Ich głosem mówili także publicyści katoliccy, jak choćby przy sprawie Stanisława Wielgusa. Ale częściej zajmują się oni wzajemnym okładaniem…

Rak toczący polski Kościół nie wynika tylko z tego, że brak w nim autorytetów, że Jan Paweł II go osierocił. Jest on dużo głębszy – i wbrew pozorom – nie tkwi tylko wewnątrz samego Kościoła – ale jest związany z jego pozycją w państwie. Za dużą pozycją. Jest rzeczą niespotykaną w demokracji, aby związki pomiędzy Kościołem i państwem, pomimo tak jednoznacznych zapisów konstytucji i konkordatu – były tak ścisłe.

Kościół wie, że pole jego działania zawęża się, i mimo to posuwa się do działań, które nie są zgodne z przesłaniem miłości i dobra.

Ksiądz Józef Tischner, już na łożu śmierci, zapytany przez jednego ze swoich przyjaciół, co sądzi o polskim Kościele – odpowiedział, że to, czego się obawia najbardziej – to schizma…

Azrael

[Źródło: Wywiad z Tomaszem Węcławskim]

Written by Azrael

kwiecień 21, 2008 @ 18:34

5 Responses to 'Węcławski – przemożny głos prawdy'

Subscribe to comments with RSS

  1. Szanowny Azrael!
    Mam bardzo swiezez pewne spostrzezenia i porownania wynikajace z wizyty Benedykta XVI w USA. Az sie prosi pewne porownanie sytuacji kosciola katolickiego w USA i w Polsce.Wiele jest zadziwiajacych podobienstw i szczegolna reakcja Benedykat XVI.
    Zaczne od podobienstw.
    Ponad 13 lat temu Jan Pawel II byl w USA i wowczas jego wizyta byla ukierunkowana na umocnienie roli kosciola, [przebudzienie i zaktywizowanie wiernych tak by koscioly byly pelne wiernych, szkoly katolickie byly kolebka nowych mlodych swiezyc kadr.
    Atak 11 wrezsnia i dalej konsekwencje tego wciagnely cala ameryke w okreslony stan letargu ideologicznego.ale to nie jest wszystko.Przyszla moda na pewne swobody .To jak pokusy grzechow gdzie niby owoc zakazany lepiej smakuje. zaczely jak grzyby po deszczu wychodzic na jaw sprawy molestowania seksualnego. Poczatke temu jednakowoz dala Moinika Lewinsky To ona przypomniala pojecie molestowania i moda stala sie wstrzasajacym nastepwstem niestety dotyczacym w wiekszosci kosciola katolickiego ale nie tylko bo i wsrod srodowisk innyc wyznan rowniez takie przypadki zostaly stwierdzone, napietnowane i naglasniane. Nie tak jednak i w takim wymiarze, ajk w odniesieniu do kosciola katolickiego.
    BenedyktXVI przyjechal z plonna nadzieja naprawienia tego, lecz dosc szybko dal sie przekonac, ze oczekiwano przyjazdu kogos na miare i w wymiarze Jana Pawla II-go, a przyjechal zdystansowany, dosc sztywny, ze nie powiem chlodny naczelny pastor Koscilla Katolickiego i co? - Trosze szumu medialnego, kontrowersyjne komentarze, zwlaszcza dotyczace 20 minut na Ground Zero i 20 minut w Synagodze a ponadto ? niestety rozczarowanie, bowiem oczekiwania byly inne.sadze, ze wplynie tak wizyta bardziej destalibilzujaco na kosciolk w USA niz naprawiajaco.
    Kosciol w Polsce po odejsciu Jan a Pawla II-go coraz wyrazniej odchodzi od gloszonych jego pryncypiow, coraz bardziej konsoliduje sie wewnetrznie w kumoterskie zwiazki gdzie wszyscy wszystkich jednoglosnie bronia, zapuszczalaj zdelazna kurtyne wewnetrznych tajemnic, malo tego wybaczyli bylym wspolpracowniko SB i dzisiaj powoli acz systematycznie akceptuja ich obecnosc i aktywnosc.
    Zepsuty wewnetrznie kosciol, moralnie chory, zachlanny na bogactwa, daleki od katechezy, upolityczniony - bo tam jeszcze tkwia nadzieje na bezpieczenstwo finansowe i komfort pozycjmi i znaczenia spolecznego.
    Weclawski jawi sie niepoprawnym optymista twierdzac, ze kosciol sam sie zreformuje i naprawi i ze trzeba na to pokolen.
    sytuacja kosciola tak jak w USa jest nasteopujaca:\
    1/ brak poparcia we wladzy a tym samyjm nikle szanse na subsudia finansowe i pewne podstepnymi drogami zdobywane srodki z funduszy Unii.
    2/ coraz mniej szans na pozyskanie mlodego narybku kadrowego a tym samym grozba problemow w dzialansoci poszczegolnych parafiach a nawet i diecezjach co dzisiaj zaczyna byz zjawiskiem powszednimm w USA.
    3/ilosc i ciezar gatunkowy afer i spraw molestowania nieletnich niczym granat z opoznionym zaplonem podrywaja spoleczenstwo ku otrzezwieniu i ostudzeniu swoich fanatycznych sympatii dla koscila.Ostatnia ostoja kosciola to rencisci i emeryci.
    4/coraz jawniejsze odstepowanie od wartosci gloszonych przez Karola Wojtyle,rozprzestrzenianie sie swojego rodzaju sekciarstwa i zapatzenie w pieniadz plus korzystanie z uld podatkowych i innych porzywileji obudzilo w Polsce Panstwo w Panstwie dzialajace nieco ponad prawem.
    sadze ze i w Polsce wizyta Benedykta XVI nie wiele jest w stanie zmienic, bo on i sam znacznie sie rozni od tego kim byl JPII i nie spelnia oczekiwania wiernych zyjacych sprawami kosciola.
    Do taki suplement do tego co zamiesciles w swoim poscie drogi Azrael.
    Na swiezo proba pewnych porownan.Moze jutro cos szerzej na ten temat napisze w oparciu o inne komentarze z innych zrodel plus wlasne spostrzezenia.

    Roman Strokosz

    21 kwi 08 at 19:57

  2. Bardzo to było ciekawe i wzruszające. Porusza mnie, że jest człowiek, dla którego zasady są tak ważne.

    nula

    21 kwi 08 at 20:24

  3. Michalski zdaje się nie jest żadnym katolickim modernistą, tylko ateistą, nie?

    czescjacek

    22 kwi 08 at 11:06

  4. Głos Węcławskiego ma dużą wagę. W Kościele katolickim. ,,Zdemoralizuje” niejednego alumna. Kamaryli łagiewnickiej czy toruńskiej nie ruszy z posad-co najwyżej wytrąci z równowagi powodując zwarcie szeregów tych klik.
    Zapateryzacji w Polsce nie należy się więc spodziewać. Kibicuje co prawda Węcławskiemu, ale nie dostrzegam w nim osobowości na miarę Kopernika zdolnego wybudzić z marazmu społeczeństwo a osadzić na swoim miejscu Kościół katolicki.

    Abulafia

    22 kwi 08 at 12:15

  5. W tekście Azraela i dyskusji pod wpisem umykają zasadnicze rzecz, które są kluczowe dla oceny projektu firmowanego przez Węcławskiego w ramach Pracowni Badań Granicznych:
    1) Węcławski stracił wiarę i nie jest już katolickim teologiem (vide: akt apostazji w grudniu 2007);
    2) Skoro nie wierzy w Jezusa - fundament wszystkich wyznań chrześcijańskich - trudno uznać go za autorytet mogący odnawiać jakikolwiek kościół;
    3) Jest człowiekiem od strony intelektualnej wybitnym, ale jest poza kościołem i jakimkolwiek wyznaniem;
    4) Przykłady Peatza, Mogielnickiego i parę innych bezeceństw mogło mieć wpływ na odejście z kapłaństwa, ale nie na apostazję.

    Proponuję patrzeć na to, co głosi Węcławski, jako na pewien bardzo interesujący projekt intelektualny znacznie wykraczający poza chrześcijaństwo i jakiekolwiek inne zamknięte kręgi dyskursu.

    lunetarius

    22 kwi 08 at 12:58

Leave a Reply