Azrael – zwykłe pisanie

Co odróżnia polityka od bufona?

Opublikowany w Polityka, Polska, Popaprańcy by Azrael w dniu kwiecień 21st, 2008

Jadwiga Staniszkis ma w sobie niezgłębione pokłady wiedzy socjologicznej, które rzadko jednak przekładają się na trafne analizy bieżącej sytuacji politycznej. Doskonały naukowiec rzadko jest dobrym praktykiem, co widać zresztą po działaniach profesorów – ministrów (wyłączam z tego Michała Kleibera – ale to ewenement na skalę nie tylko polską). Wypowiedzi pani socjolog to, jak ktoś trafnie określił – bardziej głos szamanki socjologii i politologii – a nie analityka. Ale robi to wszystko z klasą i ujmująco – i warto jej dla wartości intelektualnych słuchać.

Czasami, podobnie jak Lech Wałęsa, ma zdolność prostego zdefiniowania prawdy, która jest hucpą polityczną. I tak ostatnio właśnie zrobiła.

Przy okazji otwarcia Szkoły Liderów Politycznych Kazimierza Marcinkiewicza, oświadczyła, że ten, chociaż jest niezwykle medialny, nie ma wewnętrznej siły potrzebnej liderowi politycznemu, a dalej, że sama medialność nie wystarczy do liderowania.

Słowa Staniszkis są oczywiście podyktowane także tym, że Kazimierz Marcinkiewicz nie wyraził się zbyt pochlebnie o inicjatywie „Polska XXI”, Rokity, Ujazdowskiego i Dutkiewicza, której Staniszkis, obok Rafała Matyi jest patronem – ale nie oznacza to, że nie ma ona racji.

Sam osobiście uważam Kazia Marcinkiewicza za skrzyżowanie komiwojażera krawatów z kościelnym, a jego styl „nowobogackiego” bankiera staje się minoderyjny i odpycający – ale jeszcze, niestety, kupowany.

Kazio to taki sztuczny twór, stworzony przez doktora Kaczyńskiego – Frankensteina, wyciągnięty z trzeciego rzędu polityków tylko dlatego, aby zrobić na złość Tuskowi i przytrzeć uszu Zbigniewowi Ziobro.
Całość jego kariery, rozpoczętej z wysokiego „C”, premierostwa, polegała na „byciu w mediach” i robieniu różnego rodzaju gestów. Oczywiście – Marcinkiewicz miał jakąś historię (ZchN, praca w rządzie Buzka), ale nie były to podstawy do stworzenia z niego od razu konserwatywnego męża stanu.

Znamy te jego wszystkie peregrynacje, nieudane kandydowanie na fotel prezydenta Warszawy, szukanie pracy i wieczne „powroty z emigracji”, kokietowanie i próby zaistnienia na scenie politycznej. Niestety – Marcinkiewicz nie może zaistnieć, bo w PiS się spalił, w PO – nie ma dla niego miejsca, bo jak nie ma miejsca na Rokity, a Gowin też raczej na obrzeżach partii – to tym bardziej nie będzie przytuliska dla Kazimierza.

Marcinkiewicz ostatnio już nie jest tak koncyliacyjny, jak kiedyś – i próbuje wyostrzyć swoje opinie. Zaatakował ostatnio frontalnie Prawo i Sprawiedliwość, zarzucając tej partii zbyt ścisłe relacje z Radiem Maryja, uleganie wpływom tej stacji, co doprowadziło go do konstatacji, partia ma oblicze LPR. Szczególnie, według niego, widać to po Zbigniewie Ziobro.
Szkoda tylko, że nasz brytyjski emisariusz nie pamięta, jak jeździł do Torunia, aby regenerować swoje nadwątlone siły w rozgłośni Ojca Dyrektora, bo tam według niego właśnie biło serce Polski i tam mógł odzyskać wiarę w to co robi, dla umęczonej liberalizmem Ojczyzny…

Kazimierz Marcinkiewicz jednego dnia mówi, że nie wróci do polityki, drugiego – że nie wyklucza powrotu, jednego dnia pisze do prezesa Skrzypka, że chciałby zostać w EBOR jeszcze przez rok – innego znów mówi, że wachluje się ofertami poważnych instytucji bankowych. Biedak nie wie jednak, że w banku szwajcarskim, czy w londyńskim City – trzeba pracować – nie wystarczy być. Chyba, że liczy na posadę po Peterze Voglu…

Mam nieodparte wrażenie, że Marcinkiewicz roi sobie, że powróci do polskiej polityki na białym koniu, że po wielomiesięcznych staraniach „określonych sił” wróci w chwale do polskiej polityki. Ni mniej, ni więcej – myśli o powrocie na stołek premiera, w 2010 roku. A Schetyna pewnie się zwija ze śmiechu.

Na przeciwległym biegunie politycznym jest inny outsider, równie przeze mnie nie lubiany, z innych powodów niż były premier – figurant – Ludwik Dorn.

Dorna nie lubię już za to, że przez tyle lat stał u boku Jarosława Kaczyńskiego i firmował projekt tak zwanej IV RP, przez którą Polska straciła dwa lata na drodze modernizacji kraju i rozwoju społeczeństwa. Nie lubię go też jako człowieka mocno zadufanego w sobie, który pozuje na ekscentryka – a tak naprawdę często wychodzi z niego cynik i prostak.

Dorn już po wyborach w październiku 2007 roku zapowiedział , że dalej będzie komentował (i kontestował) decyzje gremiów partyjnych (czyli… Jarosława Kaczyńskiego), będzie wysyłał maile do parlamentarzystów, także prowadził swojego bloga. Czyli – będzie samodzielnym skrzydłem partyjnym, kimś takim, jak Petroniusz wobec Nerona – choć bez tej elegancji…

Dorn często przypomina, że w polityce kierował się zawsze swoją drogą, niekoniunkturalnie – co nie do końca jest prawdą. On po prostu w swoim życiu miał także inne pomysły na życie, niż polityka, jak choćby praca w banku. Czytając życiorys polityczny Ludwika Dorna, można w nim znaleźć właściwie trzy dominujące elementy – walkę, odejścia i powroty. Nie ma tam żadnych kompromisów, żadnych zagrań „pod siebie”. Kiedy „Lutek” uważał, że trzeba odejść, bo pozostanie w jakimś układzie nie zgadza się z jego poglądami – to rzucał wszystko – i odchodził. Jego kariera opozycjonisty i polityka po 1989 jest barwna i pełna zwrotów – jeszcze ciekawsza, niż jego życie prywatne – które też było bogate w zwroty i szybkie odejścia – ale bez powrotów.

Ludwik Dorn, pomimo swoje bufonady i nie raz pokazywanego lekceważenia dla ludzi inaczej myślących, dla ich poglądów i postawa – czego przykładem jest słynny list do wykształciuchów przed wyborami, lub słowotwórstwo byłego marszałka Sejmu, deprecjonujące przeciwników – jest człowiekiem inteligentnym.
Pozostaje wierny i lojalny – ale już nie wobec Jarosława Kaczyńskiego, tylko wobec własnych poglądów – ale nie robi tego tylko z powodów ideowych. On doskonale zdaje sobie sprawę, że Jarosław Kaczyński jest jednocześnie klamrą spinającą PiS – i kamieniem u szyi tej partii.

Ostatni list Dorna na blogu, wzywający do dyskusji wewnątrzpartyjnej – nie pozostanie bez echa. Jarosław Kaczyński tego wprawdzie nie skomentował oficjalnie – ale zapewne rozeszło się to po partii szerokim echem.

I Dorn i Marcinkiewicz znaleźli się na ławce rezerwowych polityki. Tylko, że jeden potrafi na niej zachować klasę i samodzielność opinii – własnych opinii – drugi jest jak lustro, które odbija światło reflektorów i flesze zdjęć.

Ale najsmutniejsze dla polskiej polityki jest to, że to właśnie ten drugi jest postrzegany jako polityki – a drugi, jako ekscentryk.

Azrael

4 Responses to 'Co odróżnia polityka od bufona?'

Subscribe to comments with RSS

  1. makowski said, on kwiecień 21st, 2008 at 12:52

    Kaziu ukłoń się Państwu
    (i idź się bawić do kącika z Zabawkami dla grzecznych dzieci…)
    – jak to trafnie (bodaj) jolinda; 3 czy 4 lata (jak ten czas leci!?!) temu w blogu napisala; na Poczatek szopena PL-sceny Wirtuozów…
    bańka wazelinowo-mydlana i tyle.
    ……………………………..
    a co do Pani Profesor Zagubionej; no, Jej (też) zawdzięczamy ożywienie Frankensteina; wiec niech nie narzeka na jego dzieci…

  2. Roman Strokosz said, on kwiecień 21st, 2008 at 13:58

    Witaj Azrael!

    No zdrowo sie przejchales po swiatku naukowych politykierow,medrcow i dyletantow, blaznow i …….!
    Elektryczny dreszczyk emocji przechodzi po ciele czytajac takie dosc bezposrednie sformulowania, ktore sa jakze trafne i prawdziwe..Pozwole sobie sam na pewien swoj punkt widzenia.
    Pani prof. Staniszkis jest przedstawicielka dziedziny naukowej, ktorej wysokich lotow intelekt raczej nie jest potrzebny jeno latwosc formulowania mysli z wyczuciem co i dla kogo w jakim miejscu i momencie.Nie mozna powiedziec, ze dziedzina ta nie jest potrzebna, ale tez przeceniac w kategoriach naukowych to chyba zbyt daleko idaca grzecznosc.Grono wzajemnych adoratorow w ‘POLSKA XXI” jest dosc specyficzne.
    Porownuje Ujazdowskiego Rokite,Staniszkis do dzieci bawiacych sie w piaskownicy odrzuconych przez reszte dzieci. Staraja sie ze smoczkami w ustach ulepic jaka babke z piasku i tym samym zwrocic uwage pozostalych na siebie, tylko ze ten piasek nie chce trzymac formy.
    Zabawe te zrozumial Marcinkiewicz, ktory wcale sam siebie na arenie politycznej nie uwaza za straconego a jedynie pokrzywdzonego.On sprawia wrazenie jakby to byl tym Kaziem, o ktorym spiewa w pamietym Kabarecie Starszych Panow swietna Barbara Kraftowna w sensie jedynie jemu zrozumialym, a to …” Kaziu1 Kaziu! nie daj sie !…”
    On jak niepoprawny optymista ciagle wierzy, ze wroci na pierwsze gazet strony, a nie wie , ze mimo dosc mlodego wieku jest juz w annalach historiii i tylko patrzec jak znajdzie sie w podrecznikach.Czy on jest typem bufona? Nie!
    Och ! mamy bufona nieboraka!
    Patrzajcie na czlowieka, ktory miast lepiej milczec, coraz silniej sie wychyla i pragnie nas zelektryzowac swoim intelektem i grozbami o powrocie do czynnej polityki. Chcialoby sie powiedziec Drogi Lechu nie rob nam do smiechu, lecz z racji pewnego szacunku przemilcze to i owo i powiem krotko.To jest bufon Numer 1.
    Ludwik Dorn Bufon numer 2, ktory nie zdaje sobie sprawy z tego ze sympatyzowanie takim bufonom jak obaj Kaczynscy i cala ta PiS-wska elita ( zsiadle mleko polityczne) to tylko ujma dla niego, no ale coz, moze brak wyobrazni, a moze intelekt sie spisal na straty w PiS-sie!.
    Mowiac o bufonach, nie sposob pominac jednak bufonow - blaznow z Lewicy SLD-wskiej.To juz raczej kliniczny stan paranoiczny i tu nie bede sie dluzej zatrzymywal. Dajmy agonii samej sobie dojsc do ostatniego stadium.
    Tak wiec Drogi Azrael BRAWO! za trafnosc, BRAWO! za smialosc!

  3. Fufu said, on kwiecień 21st, 2008 at 16:59

    tek Kaziu jest dobry. W zasadzie jaskiniowa prawica, z miasta w którym owa katoprawica jakoś wspoegzystuje z betonowymi postkomunistami w typie Łukaszenki. To tam ci Łukaszenkowscy wladcy zbudowali wieżę-pająka, zdobywcę Makabryky Roku 2007.

  4. bonczek_hydroforgroup said, on kwiecień 22nd, 2008 at 7:14

    Kaziu jest przecudownie słodziutki. Wszystkie moje ciocie uważają go za najlepszego premiera RP. Postać szalenie medialna…i nic więcej. To własnie świadczy o sile mediów i zbutwieniu umiejętności logicznego wyciagania wniosków.
    Jak widze KM to nie wiem czemu przypomina mi się Muppet Show….nie wiem czemu…

Leave a Reply