Polska – Niemcy – sztuczne napięcia

Erika Steinbach zajęła miejsce Franza Josefa Straussa, twórcy i wieloletniego szefa niemieckiej CSU, który za czasów komunizmu robił za czarnego luda imperializmu niemieckiego.
Steinbach została znów szefową niemieckiego Związku Wypędzonych (BdV), nie mając praktycznie żadnej konkurencji. Dlaczego? Po prostu, dlatego, że jest skuteczna, nie tylko w budowie własnego wizerunku politycznego, ale również jak przedstawiciel znacznego elektoratu chadeckiego. I bardzo mocno liczący się polityk CDU. Nie przypadkowo w Bundestagu pani Steinbach siedzi w pierwszym rzędzie posłów.
Od 1999 roku, kiedy objęła przewodnictwo związku – udało się jej tą organizację wyprowadzić z zaścianka politycznego na szerokie wody. Pobudziła nie tylko wśród członków ziomkostw poczucie krzywdy wypędzonych Niemców – ale również doprowadziła do zmiany optyki widzenia tego problemu przez polityków. Pokazuje Niemców jako ofiary II wojny światowej, kładąc naciski na sprawy pamięci o ziemiach rodzinnych, dziś terytoriów Polski, Czech, krajów bałtyckich. Projekt Widocznego Znaku jest dziś projektem rządowym, ma upamiętniać wypędzenia Niemców z dawnych kresów wschodnich.
To nie gafa, to kolejny zaplanowany błąd

To co się stało wczoraj w Pałacu Namiestnikowskim to nie tylko kolejna gafa Lecha Kaczyńskiego i jego otoczenia. To poważny błąd dyplomatyczny, o szerokich reperkusjach międzynarodowych.
Na spotkaniu z prezydentem Ukrainy, Juszczenką, wymieniono z tytułów i nazwisk przedstawicieli Cerkwi Grekokatolickiej, zależnej od Watykanu.
Duchownych Cerkwi Prawosławnej, obrządku wschodniego, już nie. Duchowni opuścili pałac, już w trakcie wystąpienia Lecha Kaczyńskiego.
Prawosławni to 90 procent obywateli Ukrainy, także sam prezydent tego kraju. I, czego nie należy w tym przypadku zapominać – jest to religia, która ma priorytetową pozycję w Rosji.
Polska polityka zagraniczna balansuje na cienkiej linie, a nawet na kilku. Wczorajsza sytuacja pokazała, że polskie relacje z Rosją i Ukrainą nie są tak jednoznaczne i wyjaśnione i w dalszym ciągu nie potrafimy się unieść ponad pewne historyczne uwarunkowania.
Po wizycie Donalda Tuska w Kijowie, oraz po szczycie NATO w Bukareszcie, gdzie miejsce i rola Ukrainy zostały zdefiniowane – Polska w dalszym ciągu, w tym przypadku poprzez wypowiedzi Lecha Kaczyńskiego, zaciemnia obraz naszych relacji ze Wschodem. Kilka dni temu prezydent, w wywiadzie dla Reutersa oświadczył, że Polska będzie blokowała rozmowy Rosji i Unii ,dopóki Ukraina i Gruzja nie otrzymają potwierdzenia wstąpienia do NATO. Nie żaden MAP, lecz twarde stanowisko. Lech Kaczyński nie wie albo mu nikt nie powiedział, że to dwie różne organizacje… Oczywiście – reakcja Rosji jest stosowna i ostra.
Wczorajsza sprawa też zostanie w Moskwie odebrana, jako przykład niedowartościowania rosyjskiego Kościoła i Rosji.
Polityka Polski wobec Ukrainy, prowadzona jako przeciwwaga wobec Rosji, z przyczyn i politycznych i ekonomicznych (rojenia o niezależnym imporcie ropy via Ukraina), traci powoli sens. Ukraina, podobnie jak to robi Rosja, traktowana przez Polaków tak życzliwie – po wejściu do NATO i później do Unii – sięgnie po inwestycje i współpracę nie do Polski – lecz do Niemiec.
Interes Polski, co już powtarzam od dawna – to dobre relacje z Unią, Niemcami i Rosją, w takiej kolejności. Ukraina – później.
Łamańce polskiej polityki, także historycznej, są coraz mniej zrozumiałe. Rosji wypominamy Katyń, Niemcom zabraniamy mówienia o swojej historii i swoim narodzie, poprzez Widoczny Znak – a o Polakach, zamordowanych na Wołyniu – nie mówimy i nie reagujemy, kiedy Kijów powoli zaczyna przywracać UPA pamięci…
I już na koniec – Kancelaria Prezydencka otrzymuje najwięcej środków w historii i zatrudnia największą liczbę osób. Mają oni dbać o wizerunek głowy państwa i realizować zadania dla państwa.
A jest to miejsce przechowania sfrustrowanych byłych działaczy PiS, oraz urząd pełne niekompetentnych urzędasów, bez pojęcia o tym czym jest interes głowy państwa i kraju.
Azrael
* Polecam do poczytania artykuł Sylwii Czubkowskiej.












