Azrael – zwykłe pisanie

Tomistyczny realizm jest walką przeciw wszelkiej samodzielności umysłowej – Kołakowski

Rytualne tańce wokół ustawy medialnej

z 19 komentarzami

Na polityce i medycynie znamy się wszyscy. Na piłce nożnej też, na tym, co jest dobre w kulturze – też. Doda jest zła, bo wulgarna, choć ma 156 IQ i wie, co chce osiągnąć, a Chopin jest dobry, bo nasz. Ale czym się różni nokturn od mazurka i kaprysu – już pewnie nie wiemy. Publicystyka polityczna tez jest nam bliska – szczególnie ta odpowiadająca naszym poglądom politycznym. No to jak się na tylu sprawach znamy – to i na mediach też…

Platforma Obywatelska wzięła się za te media. Nie tak, jak bym chciał – ale chyba w tej sytuacji prawnej – oraz układu parlamentarnej – nie ma innej metody.

Właśnie została znowelizowana ustawa medialna, przeszła przez Senat, jeszcze tylko raz do Sejmu, oczywiście veto Lecha Kaczyńskiego i ugoda z SLD – i jazda. Można po Urbańskim i Czabańskim posprzątać, a także po innych popisowskich popaprańcach.

Ustawa zbiera KRRiT prawa przyznawania koncesji i oddaje je w ręce Urzędu Komunikacji Elektronicznej. Członkowie KRRiT (będzie ich siedmiu – trzech delegowanych przez Sejm, dwóch z nominacji Senatu i dwóch będzie wyznaczał prezydent) będą zarabiać mniej. Nominanci będą musieli się wykazać poparciem organizacji samorządu dziennikarskiego – lub stowarzyszeń twórczych.
KRRiT będzie organizować konkursy na członków rad nadzorczych i zarządów mediów publicznych i sprawować funkcje kontrolne. Na szczęście nie udzielono prerogatyw dla ministra skarbu ingerencji w działalność zarządów i nominacje w spółkach TVP i PR.
Tak – wiem, że nie tak miało być, nie o to chodziło. I nie jestem z tego zadowolony, ponieważ to rodzi znów podejrzenia o próbach wasalizacji politycznej mediów. Dlatego – będę oczekiwał, że Platforma podejmie działania, nie tylko hasłowe, jak w sprawie abonamentu – faktycznego uzdrowienie mediów. Ale nie tak, jak by sobie życzyli tego zainteresowani – czyli ci, którzy z reguły dzięki tym mediom dobrze żyją.

Tak zwane „środowiska” muszą sobie trochę ponarzekać i trochę pokazać, jak im zależy na „niezależności” mediów, na ich „misji” oraz „opiece nad kulturą wyższą”.

Przykładem tego jest artykuł redaktora Krzysztofa Kłopotowskiego, z programu TVP Kultura, specjalisty od programów nocnych, dla lunatyków i zombie, zamieszczony na jego blogu. Ten pełen zadęcia i bogoojczyźnianego patosu wpis, pod tytułem „Bronić TVP jak niepodległości”, pokazuje, jak w interesie obrony stołków i układów korporacyjnych można zastosować socjotechnikę i manipulację społeczną.

Pisze Pan Kłopotowski;

Stopniowa likwidacja telewizji publicznej planowana przez rząd PO-PSL godzi w polską rację stanu oraz interesy życiowe Polaków. Oddajemy część suwerenności państwowej w traktacie lizbońskim. Tym bardziej musimy bronić suwerenności kulturalnej. Dlaczego? Dlatego, żeby ludzie, którzy mówią i myślą po polsku nie znaleźli się na gorszej pozycji wśród innych narodów Unii Europejskiej w staraniach o dobrą pracę, władzę i pieniądze.

Jak właściwie publiczna telewizja miałaby bronić naszej suwerenności i dlaczego inne telewizje tego nie robią – nie rozumiem. Chyba że chodzi o zrobienie ramówki składającej się z „Potopu”, „Krzyżaków”, „Hubala” oraz filmów o Janie Pawle II a z kultury pokazywać sztuki Słowackiego i Wyspiańskiego – broń Panie B. już Gombrowicza. Ale dalej nie wiem, jak to by miało się przyczynić do zdobywania lepszej pracy.

Dalej jest równie dobrze;

Polska jest na szarym końcu w Europie pod względem kreatywności technicznej i gospodarczej ponieważ w naszym kraju wyobraźnia się dusi. Dlatego Polacy muszą mieć dostęp do kultury wyższej i umieć z niej korzystać. Ma im w tym pomagać telewizja publiczna.

Niestety – nie podaje nam Pan redaktor przykładu, jak oglądanie „Pana Tadeusza” w wydaniu Wajdy albo Hanuszkiewicza miałoby się przyczynić do wzrostu kreatywności technicznej – nie mówiąc na przykład o prokreacji – bo zapewne wyższa kultura, według Pana Kłopotowskiego, też wpływ na to ma…

Daruję sobie resztę egzegezy Pana redaktora od filmów, bo przy tym stylu argumentacji, rodem z broszur patriotycznych okresu przed wojny – polemizować nie można i nie warto.

Drugiej brytyjskiej BBC w Polsce nie uda się zbudować. Już prędzej drugą Irlandię, ale telewizji państwowej, niezależnej politycznie i fachowej – w Polsce się zbudować nie da. Wie o tym doskonale Platforma Obywatelska – i wie też, że dopóki zapis konstytucyjny daje Krajowej Radzie Radiofonii i Telewizji takie uprawnienia, jak daje – to trzeba jakoś z tym żyć. PiS jest oczywiście za tym, aby telewizja i radio były dalej państwowe i aby w „imię interesu społecznego przypadkiem nie ruszać rad nadzorczych, ani zarządów TVP, PR i jej rozgłośni regionalnych. Tylko, że jak się okaże, że PO zmiecie po wspomnianych już Urbańskim i Czabańskim – to front zostanie zmieniony radykalnie.

Środowiska twórcze, głosami na szczęście bardziej rozsądnymi i wyważonymi (kwestia klasy) od przytoczonego powyżej, protestują. Argumentują, że “Kulturowa tożsamość narodu, edukacja i ochrona czystości języka to nie są zadania dla wolnego rynku”. Tylko, że, co słusznie zauważa Wojciech Maziarski w „Newsweeku”, ta świadomość kształtowała się w Polsce przez wieki i lata bez ingerencji państwa, a czasami, jak w czasach komunizmu – też wbrew niemu. Telewizja publiczna nie jest jedynym miejscem, gdzie kultura ma się pokazywać, i nie jest również miejscem, które ma zostać zakładnikiem dla wszystkich sfrustrowanych twórców. Mecenat państwa i mecenat mediów może być z powodzeniem realizowany w innych formach – niż dotacje via telewizja publiczna. Jest Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego, jest Polski Instytut Sztuki Filmowej, są municypalne teatry.
Większość kultury jest realizowana siłami mecenatu prywatnego. Oczywiście – kształtuje to wolny rynek – ale tak jest wszędzie na Świecie.

Wbrew podejrzeniom – Platformie nie jest potrzebna telewizja jako narzędzie uprawiania polityki, jako agora dla jej politycznych działań. Donald Tusk mają wystarczające poparcie w mediach prywatnych, aby się starać i zabiegać o telewizję publiczną. Problem jest tylko taki, że w obecnym układzie telewizja i radio publiczne może znów za jakiś czas trafić w ręce kogoś, kto nie będzie do niej przychylnie nastawiony.

Stąd pomysły na likwidację abonamentu i zastąpienie go funduszem misyjnym, stąd wyrwanie zębów KRRiT i przekazania lwiej części jej prerogatyw UKE. Ale nie dlatego, aby mieć wpływ ostateczny na to co się dzieje w TVP – ale na to, aby na tyle ją osłabić, aby móc ją potem spokojnie podzielić – i w dużej części sprzedać. A to czego się nie sprzeda – czyli jeden, główny, elastyczny i konkurencyjny program – najpierw obudować platformami cyfrowymi – następnie upublicznić.

Oczywiście – ma to podtekst polityczny – bo w Polsce ma wszystko taki podtekst. Doskonale sobie wszyscy zdają sprawę, że na wolnym rynku mediów Prawo i Sprawiedliwość szans nie ma. I tu należy upatrywać takiego jazgotu polityków Prawa i Sprawiedliwości,i dziennikarzy prawicowych, którzy nagle się ocknęli i bronią „pluralizmu telewizji Andrzeja Urbańskiego”, bo doskonale wiedzą, że ich oferta polityczna, programowa i intelektualna się nie sprzedaje. Można to zrobić tak jak przytoczony Krzysztof Kłopotowski – tylko, że do realistów takie glosy już nie trafiają. Bo nie są one podyktowane autentycznym zainteresowaniem niezależnością mediów.

Tak jak na wolnym rynku nie udało im się zbudować samodzielnie żadnej gazety, telewizji – nie dlatego, że „Gazeta Wyborcza” i diabeł Michnik ich blokowali, tylko dlatego, że byli po prostu nieudolni – tak teraz wiedzą, że nie mają szans na rynku konkurencyjnym – an block – bo rodzynki się uchowają.

Utrzymywanie mediów publicznych, w takiej formule, nie jest w niczyim interesie. Nie jest w interesie PO, nie jest również w interesie odbiorcy. Nie oznacza to jednak, że powinny być one natychmiast sprzedane prywatnemu kapitałowi.
Tylko upublicznienie, podobnie jak to jest z ochroną zdrowia, telewizji , puszczenie jej na giełdę, przy zachowaniu pakietu kontrolnego – i finansowanie części z budżetu – czyli z podatków, jak to się dzieje teraz – może ją uzdrowić. I do takiego rozwiązania nie potrzeba zwoływać żadnych szczytów, komisji, zawierać żadnych paktów ponad podziałami. Tworzenie jakiegoś sztucznego, nowego ciała, nawoływanie do wysłuchania „ekspertów”, medioznawców, dziennikarzy od lewa do prawa – to jest właśnie działanie polityczne, próba ukrycia chęci zachowania obecnego status quo w telewizji publicznej. Telewizja do biznes – i tak na to spojrzeć należy.

Tylko coś, co zarabia na siebie, co ma określony rynek i co ma szansę na działalność konkurencyjną – ma szanse na rację bytu.

Pojawią się zwykłe w takiej sytuacji pytania – a co z publicystyką? Co z misją?
Nie rozumiem tych pytań. Oglądając telewizję, różną – wszędzie widzę te same pyski, i ten sam podział. Jest dziennikarz „Rzepy”, „GW”, „Dziennika” i „Trybuny”. I tak jest i TVPInfo i w TVN24 i w Plus.

Kultura wysoka, dofinansowanie produkcji filmowych, „Katyń” Wajdy? Jest dobra – to znajdzie pieniądze i możliwości.

Jest też oczywiście sprawa z Polskim Radiem. Tu sprawa też nie jest wcale taka trudna. Układ pięciu stacji centralnych polskiego radia nie musi wcale być utrzymany. Dlaczego 5, a nie 3? Trzy – w formie jednej spółki – resztę sprzedać. A stacje lokalne? To też jest proste. Te naprawdę dobre, jak Radio „Merkury” z Poznania (ukłony dla Niny :) ) – utrzymają się bez problemu, a zaangażowani w nich dziennikarze chętnie pójdą na układ spółek pracowniczych. I wcale nie trzeba ich podporządkowywać samorządom, czyli poddawać nowej kontroli politycznej.

Cała dyskusja na temat ustawy medialnej i porządku medialnego – to dyskusja zastępcza. Jest prowadzona co jakiś czas, w intencji nie rozwiązania problemu – tylko w intencji obrony interesów politycznych poszczególnych grup. Albo interesów korporacji dziennikarskich. Teraz raban podnoszą dziennikarze „niezależni” z pod sztandarów „Rzeczpospolitej” – bo cały ten misterny układ, gdzie publicystyka i sektor informacji jest w rękach dziennikarzy prawicowych – się może posypać.

I zresztą powinien, bo oglądanie Wildsteina i Pospieszalskiego – to groźba utraty resztek zębów, od zgrzytania…

Azrael

Written by Azrael

kwiecień 14, 2008 @ 17:48

Odpowiedzi: 19

Subscribe to comments with RSS.

  1. Nie popieram tej ustawy, bo ona tylko zmienia miotłę. Wywali się wszystkich z PiS, obsadzi się stołki krewnymi i znajomymi aktualnego Królika. Śmieszy mnie koronny “argument” PiS, że jest to zamach na kadencyjność Rady, co nie zmienia faktu, że jest, ale w ich ustach brzmi to groteskowo.
    Czemu nie możemy ustanowić Rady, w której większość będą stanowili przedstawiciele mediów publicznych i prywatnych oraz przedstawiciele środowiska naukowego, aktorskiego i dziennikarskiego. I tylko jeden czy dwóch niech będzie od władzy, a niech i on sobie wtedy będzie prezesem.

    Daniel

    kwiecień 14, 2008 at 18:59

  2. Azrael, to juz chyba dziesiaty tekst na ten temat i w wiekszosci z nich zawarta jest teza brzmiaca mniej wiecej tak : “Telewizji publicznej na wzor BBC w Polsce nie da sie zbudowac. ” Nie da i juz. I dalej ze wie o tym PO, nie wie lub nie chce wiedziec PIS, ze wszyscy do tej pory, ze Kwiatkowski, ze Wildstein.
    Mam dla Ciebie propozycje: podarujmy sobie dywagacje wynikajace z gloszonej tezy. Zamiast tego sprobujmy razem zastanowic sie DLACZEGO W POLSCE NIE DA SIE ZBUDOWAC mediow publicznych na wzor BBC. DLACZEGO? Moze cos z tego zastanawiania sie wyniknie. Ciekaw jestem co na ten temat sadzi reszta z tych wszystkich ktorzy tu czasem komentuja.
    Czyli: wpierw przeslanki a potem wnioski. Sprawa jest dla Ciebie najwidoczniej tak oczywista ze nie uwazasz za konieczne poszukac uzasadnien. Dla mnie nie jest to oczywiste. Mieszkajac w szeregu krajow z dobrze funkcjonujacymi mediami publicznymi nie moge pojac dlaczego akurtrat w tej kwestii my Polacy mamy byc ulomni. Z czego ma to wynikac? Oswiec mnie prosze.

    rmstemero

    kwiecień 14, 2008 at 19:02

  3. @azrael: wcielo jak zwykle. @Daniel: ciekawa propozycja. Wymaga jednak jak sadze sprecyzowania.

    rmstemero

    kwiecień 14, 2008 at 19:04

  4. Cieszyłbym się z prywatyzacji publicznych mediów. I z całkwitej likwidacji KRRiT.
    Nie chcę aby nawet jedna złotówka z moich podatków byłła marnowana na te nieefektywne, marnotrawne instytucje. Przyglądałem się im wystarczająco długo.

    panmodry

    kwiecień 14, 2008 at 19:49

  5. Wielkie dzięki Azraelu za docenienie mojego radia, choć po prawdzie do ideału także mu daleko. Powód: brak środków. Rozpaczliwe ich szukanie polega ostatnio na uruchomieniu kanału miejskiego, informacyjno-muzycznego, który ma przynieść więcej pieniędzy z reklam, aby można je przeznaczyć na misję, czyli publicystykę, reportaże, słuchowiska, transmisje. Ale to na marginesie. Telewizja publiczna spsiała nie tylko przez upartyjnienie, także przez skomercjalizowanie. Stała się imperium rządzącym rynkiem reklam. To cud, że w tych warunkach telewizjom prywatnym udało się uruchomić dobre pasma informacyjno-publicystyczne. Grzech pierworodny tzw. mediów publicznych tkwi oczywiście w konstytucyjnym umocowaniu KRRiT. Mam nadzieję, że jej osłabienie, poprzez przekazanie części kompetencji do UKE, zapisu konstytucyjnego nie gwałci, wbrew temu co sugeruje PiS. Nawet jednak jeśli jakimś cudem obecna ustawa pokona sprzeciw prezydenta (weto lub TK), dalszy ciąg walki o „ład medialny” zapowiada się bardzo ciekawie. Chodzi oczywiście o sprecyzowanie czym jest misja i jak ją finansować. Przewiduję wielkie awantury. A liczy się czas. Bo inaczej problem sam się „rozwiąże”, przynajmniej jeśli chodzi o radio. I nie jest, moim zdaniem, tak, że wszystkie funkcje mediów publicznych są w stanie przejąć te komercyjne. Jeszcze długo nie, choć nie znaczy że nigdy. Przykład: najnowsze kłopoty BBC. Polecam link do publikacji Bloomberga: (http://www.bloomberg.com/apps/news?pid=20601088&refer=muse&sid=ajEkF2OUnLHI).
    Oczywiście demitologizacja brytyjskiego koncernu medialnego nie znosi bardzo ważnego pytania. Dlaczego TVP nie może stać się polską BBC (choćby tą historyczną, 20-wieczną). Odpowiedź wydaje mi się dość oczywista. Z tego samego powodu dlaczego Jarosław Kaczyński nigdy nie upodobni się do Margaret Thatcher. Choć nie ukrywam, jeszcze kilka lat temu miałam nadzieję, że środowiska dziennikarskie dojrzewają do cywilizowanych standardów szybciej niż polityczne. I że się nie dadzą. Pomyliłam się. Pozdrawiam n

    never6

    kwiecień 14, 2008 at 22:53

  6. Po co nam telewizja publincza? Po co ona “liberałom” z PO? Przecież jej istnienie jest sprzeczne z ich programem..

    timoboll

    kwiecień 14, 2008 at 23:00

  7. Ależ Rmstemero, to bardzo proste, choć smutne. Dlatego, że nikt, absolutnie nikt nie jest zainteresowany zbudowanie mediów publicznych na wzór BBC.
    Politycy są nienauczalni, choć nikt kto ręcznie sterował mediami, nie wygrał potem wyborów, kiedy dojdą do władzy, wydaje im się, że za pomocą ręcznego sterowania uda im się wychować społeczeństwo na swoją modłę. Pamiętam wypowiedzi pani Śledzińskiej-Katarasińskiej o konieczności zbudowania takich właśnie niezależnych mediów. Ale to było wtedy, kiedy była w opozycji. Teraz, kiedy PO rządzi, zmieniła śpiewkę.
    Nie są zainteresowani również dziennikarze. Zrobili z siebie gwiazdy i zachciało im się kreować rzeczywistość, zamiast ją pokazywać, komentować i objaśniać. Nie ma już dwóch punktów widzenia, nie ma dyskusji, są wrogie obozy obrzucające się złośliwościami (w najlepszym razie, w gorszym obelgami), a “gwiazda” ex cathedra komunikuje nam, którzy są be, a którzy cacy. Popatrz na Lisa, tak długo telewizja państwowa, to było dno, póki w niej nie pracował, teraz okazuje się, że Urbański, to nadzwyczajny prezes, tworzący niezależną telewizję publiczną.
    No i w końcu, nie są zainteresowani również widzowie. Im wystarczy, że są seriale i teleturnieje dla półanalfabetów, mecze piłki kopanej, a za programy publicystyczne wystarczy im pani Jaworowicz (to tylko przykład, nawet nie wiem czy ona jeszcze prowadzi ten swój program, od 2 lat nie mam telewizora), wtedy mogą sobie powiedzieć “ale im dokopała”, nie zastanawiając się nawet nad racjami stron sporu. Widzowie w ogóle nie lubią się zastanawiać, myślenie męczy, wolą przeżuwać dostarczaną im papkę, a w końcu i tak kierują się kolorem krawata, albo fryzurą “gwiazdy”.
    Prawdę mówiąc, nie lubię o tym myśleć, bo blednie wtedy mój optymizm.
    Powiedziałam sobie, że kiedy powstanie telewizja publiczna, to przezwyciężę moje wrodzone lenistwo i kupie telewizor, ale boję się, że mogę pieniądze na niego przeznaczone wydać na cokolwiek innego, nie będą mi nigdy potrzebne.

    Klara

    kwiecień 15, 2008 at 0:17

  8. Alez Klara, to co wydaje sie proste wcale takie proste nie jest. Bo przesuwa problem zamiast dostarczac sensowne, racjonalne wyjasnienie. Ja sobie z tego wszystkiego doskonale zdaje sprawe ale wyjasnij mi prosze DLACZEGO NIKT, ABSOLUTNIE NIKT W POLSCE POWSTANIEM MEDIOW PUBLICZNYCH ZAINTERESOWANY NIE JEST? I tutaj zaczynac by sie mogla moje zbaranienie. Nie zaczyna sie. Moja hipoteza brzmi nastepujaco: nikt w Polsce (albo lepiej malo kto) nie jest zainteresowany istnieniem mediow publicznych poniewaz malo kto (albo nieomal nikt) nie doswiadczyl plynacych z nich dobrodziejstw. NIkt nieomal nie dotknal i nie przekonal sie na wlasne oczy i uiszy jakie korzysci plyna z faktu istnienia mediow publicznych. Istniejaca groteskowa hybryda mediow panstwowych z komercyjnymi nalecialosciami (do ktorej wiekszosc krytyki sie odnosi) nie ma z mediami publicznymi nic wspolnego. Media publiczne pozostaja dla Polaka bytem tajemniczym, hipotetycznym i nieznanym. Autonomia medialna jest obywatelowi RP tak bliska jak mojemu sasiadowi na lubuskiej wsi muzyka symfoniczna lub nowa kuchnia japonska. Jesli chodzi o stosunek do mediow jestesmy – jak sadze – narodem niewyksztalconych wiesniakow. Autonomia medialna nie miesci sie zupelnie w kanonie tego co obywatel moze i potrafi sobie wyobrazic. Jest to byt tak obcy i egzotyczny jak np. owoce morza dla osobnika wychowanego na boczku i kaszance. Bedzie on umial o sztuce kulinarnej myslec jedynie w kategorii zagrychy. Dlaczego jednak Ci, ktorzy powinni wiedziec lepiej godza sie w ramach irracjonalnego defetyzmu uznawac ten stan za normalny pozostaje dla mnie misterium.
    Dlatego uwazam poruszona kwestie nadal za otwarta a postawione na wstepie pytanie pozostaje dla mnie nadal bez odpowiedzi.
    A poza tym: z faktu ze nikt nie jest czyms obecnie zainteresowany nie wynika automatycznie nic. Nikt nie byl przed 200 laty zainteresowany zniesieniem publicznie wykonywanej kary smierci a przed 300 wprowadzeniem powszecznego nauczania. Przed 1000 lat nikt nie potrafil sobie wyobrazic rownych praw dla wszystkich obywateli a przed 2000 nikt nie byl w stanie przyjac ze ziemia moze byc kulista. Zjadanie slabszych bliznich bylo w poznym neolicie czyms normalnym.
    Tak ze bardzo prosze: nie argumentujmy w ten sposob i nie wyprowadzajmy naszej rezygnacji oraz przedziwnego determinizmu z faktu ze malo kto sobie moze cos potrzebnego, porzadnego, porzadanego i przyzwoitego wyobrazic. To nie jest dla mnie argument, to jest kapitulacja przed glupota i wygodnictwem nazywanym dla ulatwienia normalnoscia.

    rmstemero

    kwiecień 15, 2008 at 10:26

  9. @never6: podzielam Twoj pesmyizm, trudno podzielac mi jednak Twoj fatalizm. Jaroslaw K nie upodobni sie do Margareth T. – co do tego zgoda. Wyobrazalna jest jednak dla mnie marginalizacja Jaroslawa K. z ktorego nasze wnuki beda sie zasmiewac do lez podobnie jak beda sie dziwic naszej naiwnosci i braku politycznego doswiadczenia. Zupelnie tak samo jak my sie dziwimy XVII-wiecznej szlachcie i magnatom iz utopili Polske w morzu prywaty, wasni, zabobonu i ciemnoty. Wyobrazasz sobie kogos kto w poznych latach 60tych argumentuje ze w Polsce nie da sie zaprowadzic demokracji bo Gomulka nie upodobni sie do De Gaulleà?

    rmstemero

    kwiecień 15, 2008 at 10:35

  10. a może jest tak, że dobry czas na tworzenie w Polsce TV publicznej już minął … Ci, którzy poszukują takich programów znajdują sobie co potrzebują w internecie ….

    ps.
    mnie to najgorzej wkurza, że tacy jak bracia K. przejdą do historii z racji piastowanych stanowisk … :(
    a i złości mnie, że kasa z mojego abonamentu idzie na takie wielkie odprawy i gaże niby gwiazd :( ….

    Jolinek51

    kwiecień 15, 2008 at 12:01

  11. ależ rmstemoro w 100% z Tobą się zgadzam; tylko że teraz nie ma jeszcze w Polsce szans na taką jakość elit politycznych jak w krajach starej demokracji; podobnie z trawnikami i niestety ze standardami medialnymi; wyjątki potwierdzają regułę i wydaje się dojrzewają wcześniej w warunkach prawdziwej wolnej konkurencji. pzdr n

    never6

    kwiecień 15, 2008 at 14:04

  12. Ja w temacie aczkolwiek z innej beczki.
    Rytualny taniec przy tubie trwa od czasu istnienia środków masowego przekazu. Tych z fonia i wizją. Natężenie wyczynianych hołubców szczytuje w chwili zmiany garnituru rządowego. Wniosek; publiczna czy nie, wciąż niemoralnie sprzedajna. I żadne etykietki posłannictwa czy misji nie przesłonią jej koniunkturalizmu.
    Tusk zamachnął się zgodnie z niepisanym prawem, na dzielenie łupów zwycięstwa-pokonani bronią konfitur. Największy jazgot słychać w obozie tzw. twardej opozycji, co wymownie świadczy o służeniu publicznej tejże opcji. W tym rozdzieraniu nie tylko szat, najśmieszniejsze są zapewnienia o niezaangażowaniu politycznym radia i tv. oraz służeniu narodowi. Tylko wyraz ,,służenie” nie budzi wątpliwości.
    Jako konsument sączonego z mass mediów badziewia, patrzę na te tańce przez pryzmat skórki za wyprawkę czyli abonamentu. Twarze i głosy szczekających już mnie nie mierżą. Bulwersuje tylko cierpiętnictwo i dźwiganie krzyża ,,publicznego” za marne 100tyś. zł. na łapę każdego męczennika dziennikarstwa kosztem mojej krwawicy.
    Parafrazując klasyków powiem;
    Quousque tandem…i, Publiczna powinna zostać zburzona.
    rmstemero.
    Mierzysz siły na zamiary. Pięknie, tylko nie do zrealizowania przed trzęsieniem ziemi na JP. Woronicza.
    Ukłony.

    Abulafia

    kwiecień 15, 2008 at 14:13

  13. @never6: istotnie, TERAZ JESZCZE NIE MA. Dazenie do jakichkolwiek celow zaklada jednak dokladnie to ze aby cos moc zdefiniowac jako cel to tego jeszcze byc nie moze. Bo jakby bylo to nie bylby to cel lecz dokonanie.
    Dlatego jestem za tym abysmy wyznaczali sobie cele ambitne, a nie uowadniali ze czegos byc nie moze bo tego nie ma. Pewnie ze nie ma. Ale moze byc jesli znajdzie sie wystarczajaca ilosc chetnych i swiadomych zwolennikow.Dlatego irytuje mnie szcze rze mowiac powtarzane do znudzenia przeswiadczenie ze nie ma sensu reforma mediow panstwowo-komercyjnych ze wzgledu na to ze nie sa one reformowalne a ich niereformowalnosc wynika z ogolnie ugruntowanego przeswiadczenia ze sa one niereformowalne. I juz. Tak, bo tak.
    Nie stosujemy tego trybu myslenia w stosunku do np. praworzadnosci. Uznajemy ze jest dobrem do ktorego nalezy zmierzac choc 100%wa praworzadnosc jest niedoscignionym idealem – trudno osiagalnym wprawdzie ale wartym naszych staran. . Dlaczego w sprawie mediow publicznych nie umiemy zastosowac podobnego trybu myslenia, wylewajac zamiast tego dziecko z kapiela pozostaje dla mnie nadal tajemnica.
    Pozdrawiam rowniez. rms

    rmstemero

    kwiecień 15, 2008 at 15:02

  14. Rmstemero, po to, żeby coś zmienić w tej materii, potrzeba albo dobrej woli decydentów, albo tak silnego nacisku obywateli, by decydenci nie mieli innego wyjścia. Decydenci SĄ ZAINTERESOWANI, żeby publicznych mediów NIE BYŁO. Jak dobrze wiemy, ani Twoi sąsiedzi na lubuskiej wsi, ani moi w prowincjonalnym mieście, ani ogromna większość naszych rodaków mieszkających w różnych częściach kraju nie miała okazji mieszkać w szeregu krajów z dobrze funkcjonującymi mediami publicznymi i w związku z tym nie miała okazji doświadczyć płynących z nich dobrodziejstw, nie będzie więc naciskać na decydentów. Być może to się kiedyś zmieni, w miarę coraz częstszych kontaktów naszych sąsiadów z tymi krajami, gdzie takie media są, ale nie nastąpi to szybko. Porównanie stosunku obywateli do publicznych mediów ze stosunkiem do praworządności wydaje mi niezbyt dobre. Doświadczenia związane ze zgubnymi skutkami braku praworządności zbierane są od pokoleń i to w każdym, najmniejszym nawet zakątku kraju, a więc obywatele wiedzą do czego dążą. Myślę, że tak długo nie znajdzie się wystarczająca ilość chętnych i świadomych zwolenników publicznych mediów, jak długo informacja o dobrodziejstwach płynących z ich istnienia nie dotrze do Twoich i moich sąsiadów. Pewnie mogłyby w tym pomóc elity, ale ich w Polsce nie mamy, albo prawie nie mamy.

    PS. Nie napisałam, że obecna sytuacja to “normalność”, ja w ogóle uważam, że żyjemy w niezbyt normalnym kraju.

    Klara

    kwiecień 15, 2008 at 17:58

  15. do Klary: myślę, że to różnie wygląda w różnych częściach kraju; u mnie w Wielkopolsce jest dosyć duży nacisk, aby regionalne media zachować, a nawet wzmocnić; PO będzie miała, sądzę, przechlapane, jeśli tego nie weźmie pod uwagę.
    do rmstemero: znowu się z Tobą zgadzam; co więcej naprawdę naiwnie długo myślałam, że środowisko dziennikarskie będzie konsekwentnie dążenie do tego celu wymuszało; nawet, przyznam, w takiej jednej przybudówce SDP coś w tej sprawie próbowaliśmy robić; dopóki ta organizacja nie stała się absolutnie spolegliwa wobec pisowskiego rządu; teraz w panikę powpadali prawie wszyscy w publicznych mediach, a głównie ich kierownictwo; “lojalni” dziennikarze, zauważ, milczą, a koledzy z koercji się wyżywają. pzdr

    never6

    kwiecień 15, 2008 at 19:31

  16. Droga Klaro z miasta prowincjonalnego! Nie jestem skory do sprzeczania sie i bronienia swej racji za wszelka cene. Na poglad, ze “żeby coś zmienić w tej materii, potrzeba albo dobrej woli decydentów, albo tak silnego nacisku obywateli, by decydenci nie mieli innego wyjścia” odpowiem nadobnym zartem ale mine przy tym bede mial powazna. Pragne przypomniec ze:
    1. Decydentow wybieramy my. Oni nie sa fenomenem atmosferycznym ani bytem samoistnym.
    2. Obywatelami jestesmy rowniez my: Ty, Never, Azrael a pod pewnymi wzgledami chyba rowniez ja. To moze na poczatek nie duzo ale podejrzewam ze jakby poszukac to znalazloby sie wiecej. To moze trywialne spostrzezenie ale obywatele to nie zawsze ci inni.
    Do czego zmierzam? Do tego ze zgadzajac sie co do objawow choroby zupelnie nie moge sie nadziwic ze panuje powszechna zgoda ze najlepiej zabic pacjenta bo przeciez kazdy wie ze uleczyc sie go nie da. Ale moze moja naiwnosc wynika z faktu iz w Polsce telewizje ogladam sporadycznie, glownie w czasie wizyt u rodziny i przyjaciol. Sam nie mam i nie chce miec. Natomiast radio zabic durnymi eksperymentami jest latwo. Do tego aby powstala tradycja sluchania, do tego aby sluchacze przyzwyczaili sie do formatow i konwencji potrzeba duzo czasu. Zgranych zespolow ludzkich i duzo poswiecenia. Radio nie jest czyms przy czym bezkarnie mozna majstrowac. Nie znam przypadku aby komercyjna rozglosnia wypracowala nosna formule, w ktorej miejsce znajdzie sie na reportarz, refleksje, sluchowisko, krytyke literacka. Nawet radio panstwowe w obecnej postaci jest mniejszym zlem niz komercjalizacja. Jako przekonany liberal stwierdzam to z przykroscia ale tak niestety jest. Cos innego moze twierdzic jedynie ktos spogladajacy na rzeczywistosc z aroganckiej perspektywy wielkiego miasta. Dla prowincji radio jest jedyna i niestety ostatnia szaansa na uczestnictwo. Przy czym nie chodzi mi o uczestnictwo w dyskotece w remizie strazackiej.
    @never: madame, ciesze sie ze sie zgadzamy. Pewnie wynika to z wielu lat ktore spedzilem wdychajac poznanskie powietrze ;-)
    Pozdrowienia dla wszystkich.

    rmstemero

    kwiecień 15, 2008 at 20:56

  17. Drogi Rmstemero z lubuskiej wsi! Oczywiście, że obywatele, to nie tylko ci inni, to również my: Ty, Never, Azrael, ja i sporo nam podobnych, ale jesteśmy tylko kroplą w morzu tych niedoinformowanych, czasami nie ze swojej winy, czasami ze swojej, to nie ma znaczenia. Jak długo nie dotrzemy z informacją do większej części tego “morza”, tak długo nic się nie zmieni. Jeżeli chodzi o telewizję, ŧeż nie mogę zbyt “autorytatywnie” sie wypowiadać, bo od dłuższego czasu znam ją tylko z “drugiej ręki”, ale muszę przyznać Ci rację, nie ma chyba nic głupszego, niż audycje radiowe w różnych Z-kach, RMF-ach i im podobnych, a wiem o czym mówię, bo jestem zmuszona słuchać tych rozgłośni przez większą część dnia. Smuci mnie to co zrobiono z II programem PR, w moim prowincjonalnym mieście nie jest jeszcze tak źle, ale nie wiem jak z jego odbiorem na Twojej wsi. Słucham również czasem III-ki. To wszystko razem nie wygląda zbyt optymistycznie. Cała nadzieja w tym, że my i nasi współobywatele, coraz częściej kontaktujący sie z “nornalnym” światem, zmusimy decydentów do zmian. Ale kiedy to będzie, czy jeszcze za naszego życia? Kto to może wiedzieć?
    Również najserdeczniej pozdrawiam.

    Klara

    kwiecień 15, 2008 at 22:51

  18. @Klara: ach prowincja jest czyms pieknym jesli jej sie dobrze przyjzec. W przeciwienstwie do sztucznego zametu wielkich metropolii pozwala na uratowanie reszty czlowieczenstwa. Czasem. Czasem przygnebia i zabija. Ja dziele swa egzystencje na pobyt w prowincjonalnej wsi z kilkoma chalupami na krzyz (program drugi a raczej to co z niego pozostalo mozna jeszcze odbierac, slabo ale mozna) i zwiazany z codzienna praca pobyt w 3,5 milionowym miescie ktore pod pewnymi wzgledami jest rowniez prowincjonalne. Ale – jak zauwazyl to juz Canetti – prowincja to kategoria umyslowa raczej a nie geograficzna.
    Pozdrowienia
    rms

    rmstemero

    kwiecień 16, 2008 at 10:11

  19. Portal mediów publicznych

    W internecie, pod adresem http://ustawamedialna.pl powstał portal skierowany do dziennikarzy mediów publicznych. Portal jest prowadzony bezinteresownie przez grupę dziennikarzy z różnych ośrodków w kraju, w żaden sposób nie związanych z jakąkolwiek partią polityczną, ośrodkiem decyzyjnym lub grupą kapitałową. Na pierwszej stronie portalu opublikowano apel do polityków, w tym prezydenta Lecha Kaczyńskiego, o szybkie przyjęcie tzw. ustawy medialnej. Pod internetowym apelem można składać podpisy.

    Założeniem projektu jest monitorowanie działań polityków związanych z tzw. ustawą medialną („małą i dużą”) i reformą mediów publicznych. Ustawamedialna.pl jest otwartą platformą dla tych wszystkich, którzy chcą poprzez system komentarzy opublikować swoją opinię dotyczącą projektowanych zmian w funkcjonowaniu mediów publicznych.

    Platforma jest otwarta dla wszystkich placówek mediów publicznych, w tym znaczeniu, że bez żadnych zobowiązań publikuje petycje, listy otwarte, stanowiska dziennikarzy lub grup zawodowych działających w redakcjach. Materiały przyjmowane są pod adresem: info@ustawamedialna.pl i będą publikowane bez zbędnej zwłoki.

    ustawamedialna.pl

    kwiecień 21, 2008 at 16:47


Napisz odpowiedź