Azrael – zwykłe pisanie

Tomistyczny realizm jest walką przeciw wszelkiej samodzielności umysłowej – Kołakowski

Dobro wspólne, dobro polskie

z 9 komentarzami

Coraz mniej chętnie otwieram telewizor i słucham programów informacyjnych, a także publicystycznych, rzadziej niż jeszcze pół roku temu nawet, czytam gazety i przeglądam internet w poszukiwaniu informacji politycznych. To nie jest znużenie politycznym życiem Polski i społeczeństwa – to jest niesmak.

Czytając i słuchając polityków w Polsce coraz mniej mam wątpliwości, że ich cele polityczne, cele długoterminowe i doraźne mają coś wspólnego z interesem społecznym, moim interesem, jako obywatela, jeszcze, tego kraju. I mam również takie wrażenie, że większość myślących obywateli, a przez takich mam na myśli tych, którzy świadomie i krytycznie potrafią przyjmować i analizować informacje – podziela mój pogląd.

To, że polityka jest nierozerwalnie związana z kłamstwem i obłudą – nie jest chyba dla nikogo tajemnicą. Ale to, że polityk powinien się kierować interesem swojego wyborcy, swego środowiska, które go wybrało – to dla mnie jest w dalszym ciągu rzecz nie do przyjęcia.

Ktoś kiedyś sformułował pojęcie „małej ojczyzny”, tego miejsca w którym żyjemy, a także – dla którego powinniśmy żyć. Leszek Kołakowski powiedział swego czasu o ziemi radomskiej, na której się urodził;

„To miasto, czy wieś w której się urodziliśmy, to środek świata. To przestrzeń niewielka, w której się obracamy – nasze domy, ulice, cmentarze, kościoły, to przestrzeń niewielka wielkim wysiłkiem ludzkim zabudowana, przez wojny niszczona i odbudowywana, to centrum świata”.

To oczywiście nie chodzi tylko o określoną przestrzeń geograficzną, lecz głównie o miejsce, w którym ktoś się duchowo ukształtował, i dla którego jest to miejsce, dla którego powinien żyć i pracować.

Oczywiście – ta przestrzeń, wraz z sytuacją osobistą – a niekiedy, niezależnie od nas – może się zmieniać. Może ulec radykalnie zmianie. Ale jeżeli nastąpi to siłą – to tak jakbyśmy zostali wykorzenieni, pozbawieni prawa do swoich osobistych przeżyć, doświadczeń.

Bez zrozumienia pojęcia „małej ojczyzny”, wspólnoty – nie ma pojęcia dobra wspólnego narodu. Każdy, kto uległ przeniesieniu ze swojej „małej ojczyzny” i poddał się ideologii, która jest oderwana od jego doświadczeń wspólnoty – nie będzie rozumiał konieczności działania na rzecz ogółu.

Patrząc na to, co się działo wokół Traktatu Lizbońskiego w ostatnich tygodniach, mam takie wrażenie, że większość polityków zapomniała, że celem nadrzędnym w tej całej sprawie jest, po pierwsze, interes ogółu, po drugie – interes małej społeczności, czyli – małej ojczyzny – z którego bezpośrednio wynika interes rodziny.

Nie mogę zrozumieć, jak polityk, wywodzący się na przykład z miasta, które odżyło dzięki programowi pomocy z Unii Europejskiej, czy wsi, która odżyła dzięki holenderskiemu chłopu, który zainwestował w przetwórstwo rolne – może świadomie i bezkrytycznie powtarzać, że polska integracja z UE jest zła i nie powinniśmy jej powiększać? Tak samo nie jestem wstanie zrozumieć, jak polityk partii antyunijnej może sprawować funkcję eurodeputowanego? A szef koncernu medialnego, opartego o datki ludzi, i plującego ze swoich mediów codziennie na Unię, polityków jej sprzyjających – może wyciągać łapy po pieniądze do Brukseli?

Manipulacja ludzi, którzy cynicznie oderwali się od swoich korzeni – lub te korzenie zastąpili protezami – jest dla mnie nie do przyjęcia. Posługiwanie się ideologicznymi łamańcami, szermowanie hasłami narodu i patriotyzmu, a z drugiej strony – cynicznie, na potrzeby własne, korzystania z dobrodziejstw, które nie wynikają ani z ich pracy, ani z osiągnięć i działanie wbrew interesom swoich wyborców, interesom „małej ojczyzny” – to coś, co nie powinno się mieścić w kanonie uczciwości politycznej.

To nie tylko zresztą jest kwestia relacji Polska – UE, czy Traktatu z Lizbony. Podobne wrażenie można odnieść, przyglądając się niektórym strajkom w służbie zdrowia, czy w górnictwie.

Ostatni strajk w szpitalach radomskich dotyczył nie placówek, w których lekarze zarabiali po 1,400 złotych, lecz takich, w których zarabiali trzykrotnie, a nawet czasem jeszcze dużo więcej. Panowie lekarze w tych szpitalach za nic mieli własną „małą ojczyznę”, w której działali inni pracownicy, byli pacjenci i środowisko miasta. Im tylko cynicznie zależało na wykorzystaniu, we własnych celach i poprzez szantaż prawa, wprawdzie im przysługującego – ale w tym wypadku działającego ewidentnie na niekorzyść całej wspólnoty. Nie chodziło o poprawę stanu i sytuacji całego szpitala, dla dobra społeczności – lecz o własne, bardzo wąskie cele. Doprowadzili do likwidacji kilku oddziałów – dopóki się nie przekonali, że to działanie „pod siebie” obraca się przeciwko nim.

Strajk w kopalni „Budryk”, wszczęty przez związek „Sierpień ‘80” był klasycznym strajkiem politycznym, w którym grupka strajkujących złamała nie tylko wszystkie możliwe prawa – ale również zagroziła interesowi 80% całej załogi kopalni. Ze szkodą dla „małej ojczyzny” górniczej.

Tego rodzaju działania na niekorzyść dobra wspólnego i dalej – dobra Polski – można znaleźć więcej. Jest ono z reguły wynikiem unurzania się ludzi w ideologię, źle rozumiane pojęcie interesu grupy, w jakiej się aktualnie działa, czasem zaczadzenia doktryną, czy religią.

Niestety – wynika to z tego, że Polacy nie są taką jednością i Narodem, za jaki by chcieli uchodzić. Warto sobie przewertować historię, popatrzeć, że ostatni prawdziwy piastowski król zmarł w 1370 roku, że potem Polską rządzili Litwini, Szwedzi, że na tronie Polski był i Węgier i Francuz, że miasta zostały założone przez Niemców – że Unie Litewska i Ruska, że duża część szlachty ma korzenie litewskie, ruskie, żydowskie…

Może właśnie dlatego „genetyczni patrioci”, którzy tak szermują hasłami polskości i polskiego interesu narodowego – to tak naprawdę są to półinteligenci i ćwierćinteligenci, często do tego ubabrani w komunizm, jak Jerzy Robert Nowak czy Bender? Może ich korzenie to nie pokłosie prawdziwego tygla Polaka – wielonarodowca – lecz bierze się z doświadczeń pszenno – buraczanych?

Pojęcie „naród”, ta doktrynerska konstrukcja myślowa, służy politycznym grupom interesu do realizacji polityki zawłaszczania państwa, czyli obywateli – a właściwie – do manipulowania nimi. Główną korzyść z hasła „interesu narodowego” odnoszą właśnie te grupy nacisku, grupy interesu czy grupy aktualnie trzymająca władzę.
Gdyby nawet ugrupowania partyjne chciały działać uczciwie w interesie wszystkich obywateli, to po pierwsze, nie potrafią zdefiniować, co tym interesem jest naprawdę, a co nie jest, po drugie, interesy poszczególnych przedstawicieli narodu są ze sobą sprzeczne, a najważniejsze jest to – że a trakcie sprawowania władzy – interes społeczny zlewa się z interesem własnej partii ugrupowania – jednostki nawet..

I już na koniec – jest dość paradoksalne, ale większość tych ludzi, którzy wyszli poza poza obszar „małej ojczyzny”, rozumianej tu, jako dążenie do dobra wspólnego – to ludzie, którzy nie znają Świata. Dla nich, uwikłanych w różne własne fobie – świat jest tylko dwuwymiarowy, zakreślony albo ciasną doktryną polityczną albo religią. To są ludzie, którzy podobnie, jak Jarosław Kaczyński nie rozumie internetu – nie rozumieją zasad funkcjonowania świata współczesnego, relacji Polski w układach politycznych, ekonomicznych. Na szczęście – ci ludzie już odchodzą, nawet będąc jeszcze młodymi – są już mentalnymi starcami.

Azrael

Written by Azrael

marzec 31, 2008 @ 12:26

Odpowiedzi: 9

Subscribe to comments with RSS.

  1. Azraelu!
    Przecieram oczy ze zdumienia. Trudno Ciebie poprawić albo uzupełnić. Mam dokładnie te same wrażenia, Z drugiej jednak strony z przyjemnością obserwuję swoje dzieci. Żadnego w nich nacjonalistycznego zacietrzewienia, dresiarstwa, abnegacji. Za to pełna ciekawość świata, tolerancja i odwaga życiowa. Masz rację. Jest nadzieja.

    petrel

    marzec 31, 2008 at 15:18

  2. WITAM !!! –

    Po pierwsze – słowo – INTERES – zmieniło swoje znaczenie.
    Po drugie – gdzie w tym wszystkim CZYNNIK LUDZKI ?
    Po trzecie – słowami – POLSKA, POLACY – wycierają sobie “tacy” gębę.

    Tekst cudny. Dziękuję i pozdrawiam ……………

    a.s.c.k.a.54

    marzec 31, 2008 at 15:26

  3. Azraelu drogi, uczucia mam po przeczytaniu ambiwalentne. Bo tekst (doskonale napisany nawiasem mowiac) odzwierciedla dokladnie to co czuje i pokrywa sie w 100% z tym jak mysle i widze nasz ograniczony oplotkami prymitywnego nacjonalizmu kraj. Dopoki moglem miec nadzieje ze to co widze i czuje sa moim zludzeniem istniala jakas nadzieja na to ze sie myle. Tym tekstem mi ja zabrales.
    Mam wrazenie ze dopadla Cie rzeczywistosc. Jest taka piekna defincja rzeczywistosci, nie wiem czy ja znasz?
    Rzeczywistosc=niepzyjemne zludzenie spowodowane chwilowym obnizeniem poziomu alkoholu we krwi.
    Chyba Serge Gainsbourg ale glowy bym nie dal…

    rmstemero

    marzec 31, 2008 at 16:46

  4. @ rmstemero – no właśnie, to jeden z takich tesktów, które rzadko ostatnio piszę – usiadłem i wywaliłem swoje prywatne myśli, bez odniesień i ubierania ich w konotacje…

    Pozdrawiam

    Azrael

    marzec 31, 2008 at 18:06

  5. Widzę, że wielu publicystów ogarnął podobny nastrój. Pilch napisał w Dzienniku (czytałam w papierowym wydaniu, chyba w piątek) felieton pt. “Jesteśmy zadupiem Europy”, a w środku: byliśmy, jesteśmy i będziemy zadupiem. Ja uważam podobnie jak Petrel, jest nadzieja. Obserwuję swoich synów, ich przyjaciół, dyplomantów, młodych doktorantów, to są na prawdę mądrzy ludzie, otwarci na świat, bez kompleksów, ksenofobii. Na Rydzyków, Nowaków, Kaczyńskich i im podobnych patrzą jak na okazy w skansenie. Jeszcze na razie uczą się, są zajęci własnym rozwojem, ale myślę, że już niedługo zmiotą ten skansen ze sceny.

    Klara

    marzec 31, 2008 at 20:00

  6. Klaro, zgadzam się z Tobą – w nowym pokoleniu nadzieja. Ale prawdziwa kultura polityczna, jak bardzo byśmy się nie starali, nie powstanie w ciągu jednej generacji. Do tego trzeba nam czasu, mnóstwo czasu spokojnego rozwoju. A na razie wciąż jesteśmy skazani na widmo PRLu, wpływów Kościoła Katolickiego i tym podobne. Do takiego efektu trzeba ciągłości – a tego nam brak. Mój nauczyciel od geografii i WOSu powiedział kiedyś, że by zostać prawdziwym inteligentem, trzeba należeć do tej warstwy przez przynajmniej trzy pokolenia. W gruncie rzeczy jest w tym trochę racji.
    Pozdrawiam.

    cutebellatrix

    marzec 31, 2008 at 20:50

  7. Cutebellatrix, nie myślałam o jakimś mitycznym inteligencie niosącym “oswiaty kaganek”, ale o młodych ludziach majacych coraz większy kontakt ze światem, jeżdżących na część studiów za granicę, albo na praktyki, opiekujących się studentami przyjeżdżającymi do Polski (moja instytucja co roku kilku takich studentów przyjmuje, bo niełatwo znaleźć im w Polsce sensowne praktyki), albo jadących gdzieś po prostu sobie zarobić trochę grosza. Oni wszyscy nie wpadną już w łapy obskuranckim tępakom. Ciemnota, zabobon, zascianek biorą się z niewiedzy, a ci ludzie wiedzą o innych coraz więcej i chcą wiedzieć coraz więcej. Oczywiście, że taka zmiana mentalności musi potrwać, ale ona już się zaczęła, najlepszym dowodem jest mobilizacja młodych ludzi w czasie wyborów.
    Również pozdrawiam.

    Klara

    marzec 31, 2008 at 23:19

  8. Tak, tak, Azraelu. Nasi politycy myślą tylko o doraźnych celach, o wygraniu kolejnych wyborów, utrzymaniu posadek dla siebie i swoich.
    Ostatnim politykiem, którego naprawdę szanowałem i który nie bał się zrobić czegoś dla Polski był Balcerowicz. To jedyny facet, którego szanuję. Przepaść dzieli go od całej reszty. Aczkolwiek i on nie był ideałem.

    Pod całym Twoim tekstem mogę się podpisać, każdym jego słowem. Chyba pierwszy raz odkąd Cię czytam.

    panmodry

    marzec 31, 2008 at 23:32

  9. Azraelu,bardzo dziękuję za Twój tekst. Zawsze raźniej się robi, kiedy człowiek dowiaduje sie, że nie tylko jego zniesmacza otaczająca go rzeczywistość. Pozdrawiam.

    fizyk

    kwiecień 1, 2008 at 12:05


Napisz odpowiedź