Polityka miłości a aspekt terapii

Donald Tusk dziś na konferencji po spotkaniu z głową państwa (sic!) w Juracie, powiedział, że to jego strategia miłości przyniosła efekty, w postaci porozumienia. Czy to była strategia miłości, czy butelki „Jankowskiego”, pół wytrawnego – tego nie wiemy do końca. Premiera „borowik” podwiózł wczoraj pod same drzwi bloku, w którym mieszka – więc nie bardzo wiadomo, kto – albo co – odniosło pożądane afekty. Najważniejsze jest to, że zostały one już oficjalnie potwierdzone, co jak mam nadzieję, zaowocuje debatą we wtorek, udanym głosowaniem – i w rezultacie – złożeniem podpisu ratyfikacyjnego przez Lecha Kaczyńskiego.
Osobiście jednak uważam, że politycy Prawa i Sprawiedliwości, a szczególnie ich prezes – są czymś w rodzaju dzieci (IV RP dzieci…) autystycznych, co do których nie wystarczy mówić – ale stosować terapię specjalną, zwaną terapią sensoryczną. Nie tylko głos i obraz – ale właśnie wszechstronna stymulacja ze strony polityków, mediów i sił z zagranicy – mogła odnieść skutek. Przemawianie do Jarosława Kaczyńskiego i apelowanie do niego, wskazywanie racjonalnych przesłanek, że przecież on i jego brat to wynegocjowali, że był sukces, że oblicze Polski, że… nie, wiemy już – to nie działa. Tylko postawienie na wszechstronną stymulację i uruchomienie percepcji pozawerbalnej i wzrokowej – mogło dać rezultaty. Taką samą terapię warto również zastosować dla tych 5 milionów (chyba zostało już niewiele ponad 2…) wyborców. To się Polsce może opłacić, trzeba w PARP uruchomić na to projekt i zaszczepić unijnych oficjeli, że to się opłaci.
Żarty na bok; Kto wygrał? Każdy ,kto zdobędzie się na wysiłek, aby zobaczyć, czym różni się uchwała sejmowa (nie mylić z uchwałą rządową, która ma moc administracyjną), od ustawy, wie, że rząd wygrał – a PiS jest tam, gdzie stało ZOMO… pardon – stoi w błocku, które samo przez ostanie tygodnie zrobiło.
Ustawa składająca się z dwóch paragrafów o ratyfikacji, uchwała z fanaberiami PiS, w przyszłości ustawa o regulacji podziału kompetencji pomiędzy najwyższymi władzami państwowymi odnośnie relacji Polski z Unią Europejską.
Scenariusze na następne dni, tygodnie? To oczywiście pytanie, jak to wpłynie na pozycję Jarosława Kaczyńskiego w wewnątrz jego partii, bo to, że jest to porażka, tego nie przykryją ani parabole Cymańskiego, ani kłamstewka Gosiewskiego. Ważne jest też, jak do tego podejdzie padre z Torunia, czy uruchomi hufce, skupione wokół europosłanki Krupy i spikerki radiomaryjnej Sobeckiej.
Jedno jest jednak pewne – to nie jest ostatnia zagrywka Jarosława Kaczyńskiego, na jego Waterloo trzeba jeszcze trochę poczekać.
Dla nas pozostaje tylko satysfakcja z tego, jak różne przegrane indywidua, pod postacią Mirosława Orzechowskiego, toczą pianę z kącików ust…
Azrael













Tusk to taki romantyczny bojownik - ta “strategia miłości” mi powoli kością w gardle staje. On w ogóle ma jakieś dziwne zacięcie do takich tandetnych określeń. A co do reszty sprawy, zobaczymy czy sie czasem komuś coś nie odwidzi jeszcze…
Hufce Sobeckiej, Nasz Dziennik i sam padre uruchomione…
pozdrawiam
Widzisz? nie myliłem się…. ;-P
Jeśli skutkiem mdłej “strategii miłości” będzie ratyfikacja traktatu w parlamencie, to Tusk okaże się de beściak i już. Jeśli nie - czytaj vice versa i już.
Dla mnie najważniejsze, abyśmy ratyfikacją traktatu potwierdzili przynależność do Wspólnoty Europejskiej. Reszta to pikuś.
Wytłumaczyć coś Kaczyńskim? I żeby do nich dotarło? Prędzej uwierzę w krasnoludki.
Pozdrawiam.
No i proszę. Tusk de beściakiem i już. Amen.