Azrael – zwykłe pisanie

Koniec z LiD – nic się nie stało

Opublikowany w Kwaśniewski, LiD, Polityka, Polska, SLD, Społeczeństwo, demokracja, lewica by Azrael w dniu marzec 30th, 2008

Wczorajsza konferencja prasowa Wojciecha Olejniczaka, informacja o odejściu od koalicji z Partią Demokratyczną – partią z którą SLD tworzyło koalicję wyborczą Lewica i Demokraci – a następnie klub parlamentarny – ma znaczenie… poznawcze. I żadnego innego, jest tylko zagraniem medialnym, bez faktycznego znaczenia, ani na pozycję samego SLD, ani na pozycję partii Janusza Onyszkiewicza.

Było wiadome, że ten sojusz, stworzony wokół Aleksandra Kwaśniewskiego, będą zwieńczeniem marzeń połączenia i pogodzenia środowiska odwołującego się do lewicy i środowiska postsolidarnościowego – rozpadnie się, co było wynikiem działania samego Kwaśniewskiego i wynikającej z tego porażki wyborczej.

Problemem demokratów.pl jest właściwie tylko to, jak zakończyć działalność. Czcigodna rada starszych tej partii – która stanowi jej siłę – i jedyną wartość – musi zakończyć smutny żywot tego zstępnego Unii Demokratycznej. Panowie Geremek, Mazowiecki, Onyszkiewicz czy Frasyniuk – mogą sobie znaleźć inne miejsce w polityce i życiu społecznym – reszta może się przyłączyć do Platformy Obywatelskiej. Cześć środowiska danego KOR-u – jest już tylko historią.

SLD ma większy problem. To jest problem tak złożony, że aż nie do rozwiązania w tej konfiguracji partyjnej. Jacy by fachowcy nie doradzali i nie budowali programów tej formacji – czy jest to profesor Janusz Reykowski, czy szef krytyki politycznej – Sławomir Sierakowski – to wdrożenie tego, jako narzędzia sprawowania polityki – wydaje się praktycznie niemożliwe.

Problemem SLD (i całej lewicy) jest po pierwsze – brak osobowości (oprócz Leszka Millera). Ci, którzy są twarzami tej formacji – są zbyt plastikowi, jak Olejniczak i Napieralski, nie mający charyzmy, pomimo swego doświadczenia – Kalisz, Szmajdziński, Iwiński. To jest jednak mały problem, w porównaniu z innym.

Drugi podstawowy problem – to brak aksjologicznego odwołania do wartości, które byłyby w polskim społeczeństwie akceptowane, lub inaczej – brak determinacji w eksponowaniu tych wartości.

Po odejściu w niebyt czasów PRL – lewica utraciła zdolność odwoływania się do konkretnej platformy ideowej. Marksizm, niezależnie jak by był odczytywany na nowo przez środowisko „Krytyki Politycznej” - nie może i nie będzie podstawą programową dla działań partii politycznej, która chce dążyć do władzy.

Polska jest w Unii Europejskiej – i niezależnie od tego, co się mówi o polskim katolicyzmie, który ponoć nas wyróżnia z rodziny europejskiej – to wzory postępowania politycznego, w którym zacierają się różnice pomiędzy prawicą (chadecką albo liberalną) a lewicą (która wyróżnia większa otwartość światopoglądowa i niewiele rożni od prawicy podejście do spraw ekonomii) – powinny być czerpany z doświadczeń partii socjaldemokratycznych państw zachodnich. Może to oznaczać „długi marsz” do władzy – ale innej drogi nie ma.

Jak pisałem już kilkanaście dni temu – lewica musi wziąć przykład z Hiszpanii, pod wodzą premiera Jose Luisa Zapatero. Jeżeli tego nie zrobi, jeżeli w dalszym ciągu nie będzie mocno artykułowała swoich poglądów na sprawy społeczne – to dalej będzie trwała w marazmie. Sprawy in vitro, aborcji, antykoncepcji, prawa mniejszości, szeroko rozumiane prawa kobiet, związki partnerskie, miejsce Kościoła Katolickiego, w Państwie, zgodnie z konkordatem, Konstytucją i innymi prawami – i gospodarcza polityka liberalna – to są filary programu lewicowego.

Państwo otwarte światopoglądowo nie oznacza, że jest ono pozbawione praw, wywodzących się z zasad moralnych, światopoglądowych. Oznacza to tylko to, że państwo traci kompetencje do narzucenia rozwiązań represyjnych i zakazów wbrew większości. Prawo do zapłonień in vitro i do legalnej aborcji to wynik demokratycznego konsensu. A wbrew pozorom – takiego porozumienia w Polsce nie ma, czego przykładem są skargi Polek do Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości w Strasburgu, w sprawach odmów badań prenatalnych i aborcji.
Kościół Katolicki w Polsce chce narzucić zasady „wyższej moralności” wbrew prawdom i zasadom demokracji. Pamiętamy próby modyfikacji Konstytucji RP, z czasów kadencji poprzedniego Sejmu.

Drugim elementem, wartością, nad jaką powinna się pochylić nowa lewica – jest liberalizm obyczajowy.
Liberalizm obyczajowy jest pochodną prawa człowieka do nieskrępowanej wolności.

Liberalizm to nic innego, jak odczytanie na nowo prawa konstytucyjnych i uzupełnienie ich o prawa
równości wszystkich obywateli bez względu na płeć, wyznanie, orientację seksualną i status finansowy. Jedynie godność, własność i życie drugiego człowieka mogą stanowić granicę praw jednostki.

Polska jest krajem, w którym w dalszym ciągu panuje dyskryminacja społeczna, światopoglądowa, seksualna czy kulturowa. Polska musi dorosnąć do myśli o związkach partnerskich – czy nawet o prawie do adopcji przez pary homoseksualne.
Ostatni, kluczowym zagadnieniem dla lewicy w sferze społecznej powinna być wrażliwość społeczna. Ale nie taka, rozumiana jako czysta, prosta reaktywność na hasła i postulaty roszczeniowe, takie jak ostatnio górników – lecz uruchomienie takich mechanizmów państwa i prawa, aby dostęp do pracy, nauki, ochrony zdrowia był dla wszystkich jednakowy. Nie da się tego zrobić jednak w sposób administracyjny – do tego jest konieczna gruntowna przebudowa prawa – w tym głównie gospodarczego.

Lewica realizując hasło wrażliwości społecznej musi się wyrzec haseł populizmu, musi stanowczo odmawiać wszystkim nastawionym na „daj”, musi ograniczyć, wręcz wykluczyć rozdawnictwo pieniądza. Czyli musi ograniczyć także udział państwa w gospodarce. Musi postawić ma liberalną gospodarkę, gdzie każdy będzie miał swobodny, wolny dostęp nie tylko do pracy ale i działalności gospodarczej. Lewica musi mieć własny liberalny program gospodarki.

Aksjologia polityczna prawicy jest jasna, w Polsce – to jest odwołanie się do Kościoła Katolickiego. Nie do jego nauki – bo to jest nieuprawnione twierdzenie, bo w polskim wydaniu są to hasła dokładnie przeciwstawne do tego, czym się powinna zająć lewica socjaldemokratyczna. To odwołanie się do instytucjonalności tej organizacji, która jest już tylko korporacją, która ma ambicje wpływu na społeczeństwo i polityków. Lewica musi sobie taką platformę aksjologiczną na nowo zdefiniować.

Odwoływania się do tak zwanego etosu lewicowego – są już tylko pustymi frazesami. Próby integracji pod jednym sztandarem działaczy tak różnych związków zawodowych, jak „Sierpień ‘80” i ZNP, Polska Partia Pracy – to dobra metoda na działanie sekciarskich odłamów, w ramach jednego wspólnego frontu.

Oczywiście – korzystanie z doświadczeń środowisk lewicy, takich jak miesięcznik “Dziś”, “Krytyka Polityczna”, “Myśl Socjaldemokratyczna”, “Res Humana”, “Le Monde diplomatique.”, czy „Kuźnica” z Krakowa – ma swój cel. Ale nie mogą to być gotowe programy, które mają być panaceum na problemy lewicy.

Problemem jest też jak najszybsza integracja organizacyjna – najlepiej jeszcze przed przyszłorocznymi wyborami do europarlamentu.

Tylko pod czyim berłem? No, właśnie…

Azrael

P.S. Sławomir Sierakowski, jako guru młodej lewicy, tej głównie namaszczonej… przez media prawicowe, w momencie, kiedy głębiej wchodzi w życie medialne i polityczne – staje się coraz mniej wiarygodny. Niestety, cały ten jego ruch, stworzony wokół „Krytyki Politycznej”, jest dobrym klubem kulturalno – towarzyskim – a nie think – tankiem politycznym. To, że ponoć Wojciech Olejniczak podjął decyzję o rozpadzie LiD-u pod wpływem jego perswazji – nie ma znaczenia żadnego.

Smaczku tylko dodaje to, że Sierakowski wypowiadał się do tej pory o SLD jako o partii postkomunistycznej, aparatczykowskiej. Teraz, jak się okazuje – robi za jej spin doctora…

A.

7 Responses to 'Koniec z LiD – nic się nie stało'

Subscribe to comments with RSS

  1. PETREL said, on marzec 30th, 2008 at 13:02

    Dlaczego mnie to już nie obchodzi? I tak wiem, że świat należy do nowego pokolenia. Po co więc zajmować się staruchami i mentalnymi staruchami (Olejniczakiem, Napieralskim, i nowym spin doktorem?

  2. Przyczynek said, on marzec 30th, 2008 at 14:53

    ->PETREL
    Zgadzam się. Polecam weekendowy Dziennik str. 25 poświęcona dwudziestolatkom.
    Lewica ta, którą mamy nieprzyjemność oglądać w najlepszym przypadku stanie się politycznym skansenem, a jako że natura próżni nie znosi, urodzi się coś nowego. Być może już się rodzi. Ale w którym miejscu piaskownicy to się pojawi i w jakiej postaci….próby wrózenia na ten temat to bicie piany.

  3. PETREL said, on marzec 30th, 2008 at 18:24

    Przyczynku!
    Szczerze mówiąc miałem ochotę na drastyczniejszy komentarz o dzisiejszym SLD i wczorajszej LiD, ale postanowiłem się nie sierdzić. Nie wypada mówić o zmarłych źle. Azrael naszkicował kierunek, ale już dla polityków o nieposelskiej mentalności. Amen.

  4. GB said, on marzec 30th, 2008 at 18:59

    Azrael - technicznie Miller to już nie SLD czy LiD, to Samoobrona.

    Co do braku na lewicy osobowości to problemem jest chyba nie tyle (a raczej nie tylko) ich brak, ale również to że te istniejące gniją gdzieś na uboczu, za to na czoło wychodzą nijakie “plastusie” w rodzaju Olejniczaka. Albo co gorsza ludzie których samo pojawienie się na ekranie obniża poparciedla danej partii o parę punktów (jak Borowski). Gdyby dobrych parę lat temu Frasyniuk zajął się polityką poważniej… pozostaje tylko gdybanie.

  5. West, John West said, on marzec 30th, 2008 at 19:23

    To i dobrze, zważywszy, że to Antoni Macierewicz założył K.O.R. jak mówią źródła, a późniejsci “unici” (Kuroniada) - bardzo się założeniu KOR-u sprzeciwiali…

  6. Przyczynek said, on marzec 30th, 2008 at 20:53

    ->GB
    nie czytasz Azraela systematycznie ;)
    Miller “technicznie” na chwilę wpadł do SO by istnieć w polityce (nie ważne jak o mnie mówią….)
    a niedawno:
    http://azraelk.wordpress.com/2008/02/03/panie-leszku-pisze-do-pana-list/
    Tyle, że o tej nowej partii - Polska Lewica - nie słychać nic.
    moje zdanie o naszej lewicy - trzeci komentarz wyżej.
    Jest ewidentnym marnowaniem czasu zajmowanie się tym truchłem.

  7. piotr said, on marzec 31st, 2008 at 9:22

    Co do mnie to uważam, że do tego wcześniej czy później doszłoby, tym z PD podobnie jak rozłamowcom z tzw. socjaldemokracji chodziło o dostanie się wyłącznie do parlamentu po to była ta koalicja sami wiedzieli, że samodzielnie nie są w stanie się dostać po tym jak się dostali zapomnieli o jakiejkolwiek lojalności

Leave a Reply