Leszek Miller pisze list

Kilka tygodni temu, w reakcji na dość ostre moje uwagi na temat działalności poprzedniej i przyszłej byłego premiera, Leszka Millera, otrzymałem od niego kilka maili. W jednym z nich były premier zaproponował mi zrecenzowanie kluczowym materiałów z kongresu założycielskiego jego nowej formacji, Polskiej Lewicy, jego przemówienia programowego i deklaracji partii. Materiały można znaleźć na stronie partii.
Mocno zaskoczony propozycją, podjąłem się jednak analizy tych pism – i efekt tego można sobie przeczytać na moim blogu.
Okazało się, że nie koniec naszej korespondencji z premierem Millerem, byłym szefem (i jak niektórzy mówią – grabarzem…) SLD. Dziś na jego blogu została zamieszczona odpowiedź na mój artykuł.
Jest ona na tyle ciekawa, merytoryczna i programowa, że pozwalam sobie na jej przytoczenie w całości;
Wytłuszczenia w tekście pochodzą ode mnie.
Listy z Moskwy

Stało się to, co się miało stać;
Namaszczonego przez Władimira Władimirowicza Putina kandydata ,wolny lud, w wolnych, demokratycznych, tajnych wyborach zatwierdził na stanowisku prezydenta Federacji Rosyjskiej.
Wszystko odbyło się zgodnie z prawem, konstytucją. Nie zostały złamane procedury, nie został także złamany rosyjski obyczaj. Gdyby ktoś chciał zakwestionować wybory – naraziłby się na śmieszność. Wprawdzie już na etapie rejestracji kandydatów Kreml załatwił sprawę – ale nikt racjonalnie myślący nie sądzi, że Bukowski, Kasjanow i Kasparow byliby wstanie się ze sobą dogadać i wystawić wspólnego kandydata, wspólnego frontu wyborczego.
Lud chce – lud ma. Na nic były nawoływania do bojkotu – do urn poszło ponad 60% uprawnionych do głosowania, Miedwiediew dostał około 70% głosów. Mandat mocny, nie do podważenia.












