W co i po co gra Jan Piński?

W dniu wczorajszym, umieściłem na swoim blogu artykuł pod tytułem „Jan Piński odkrywa szarą sieć powiązań”. Dotyczył on sprawy relacji pomiędzy spółką J&S Energy a Skarbem Państwa, reprezentowanym przez Waldemara Pawlaka. Ale nie tylko.
Jednym z publicystów, którzy zajmowali i zajmują się tą sprawę – a szerzej, działalnością w Polsce spółki J&S Energy, należącej do grupy J&S Group – jest właśnie publicysta tygodnika „Wprost”, Jan Piński.
Piński wieczorem, w dniu 6 lutego 2008 roku, na jednym z blogów w portalu Salon24 umieścił komentarz do artykułu blogerki katartyny, dotyczący tej sprawy. Przytoczę go w całości.
(zapis z blogu kataryny, salon24, 2008-02-06, godzina 23:06)
Debata na temat kary
Moim zdaniem Twój tok rozumowania Kataryno jest właściwy. Myślę, że w najbliższym czasie poznamy wiele nowych faktów na temat zasadności nałożenia karę na firmę J&S. Jako osoba, która upubliczniła informacje na temat darowania kary przez wicepremiera Pawlaka dodam kilka pikantnych szczegółów.
Otóż o karze za brak zapasów, która groziła J&S chciałem napisać w październiku zeszłego roku. Wysłałem wówczas w tej sprawie pytania do firmy MDI m.in do Pana Gorzelińskiego. Zamiast odpowiedzi dowiedziałem się, że MDI odwiedziło tygodnik Wprost z ofertą rozmów na temat wycofania pozwów dotyczących innych publikacji o J&S na sumę kilkunastu milionów złotych(rekordową w polskiej prasie), byleby tylko nie było tekstu na temat grożącej kary (Ciekawe skąd ta ostrożność, skoro decyzja miała być dla nich zaskoczeniem i niesprawidliwością?). W efekcie zawartej ugody, którą MDI ostatnio pokazuje gdzie może firma J&S wycofała pozwy co oznaczało dla niej utratę połowy wpisowego wynoszącego kilkaset tysięcy złotych, zapłaciła również koszty swoich prawników (4 lata obsługi 5 procesów, jak nic kolejne paręset tysięcy), a w zamian dostała przeprosiny na dwie trzecie kartki, no i brak tekstu na temat kary w październiku i listopadzie (tego ostatniego punktu formalnie w umowie nie było). Przedstawicielom firmy J&S zależało na ugodzie do tego stopnia, iż zaznaczyli, że autorzy tekstów nie muszą przepraszać firmy za swoje publikację (wiedzieli, że może być z tym kłopot).
Zwracam uwagę, że Waldemar Pawlak ujawnił fakt darowania kary dopiero po moim wpisie na blogu 19 grudnia - parę dni po decyzji. Dodatkowo Ministerstwo Gospodarki w imieniu Waldemara Pawlaka ODMÓWIŁO mi udostępnienia uzasadnienia decyzji twierdząc, że nie jest ono tajne i żebym zwrócił się do stron (tj. do J&S Energy lub do ARM).
Zwróć uwagę Kataryno na fakt, że J&S Energy twierdzi iż kara się nie należała, bo miała “ustne umowy”. Czegoś równie absurdalnego w życiu nie słyszałem - na gębę - cytując klasyka, to jest krem niwea.
Jan Piński
Z zaznaczonego fragmentu tego komentarza, można wysnuć wniosek, że to J&S Energy trafiło do „Wprost” jako pierwsze ze swoją propozycją porozumienia i ugody, i że redaktor Piński był świadkiem rozmów o podłożu i atmosferze korupcyjnej.
Tak ,jak to w tym komentarzu przedstawił Piński, można by się stwierdzić, że to J&S Energy, poprzez panów Rafała Kasprówa i Macieja Gorzelińskiego, partnerów w firmie MDI , naciskała i dążyła do ugody pomiędzy spółką a redakcją „Wprost”. Za konkretną wartość – czyli odstąpienie od pozwów sądowych, na znaczne kwoty – redakcja tygodnika zgodziła się nie publikować informacji na temat decyzji Waldemara Pawlaka, wobec J&S Energy…
Rzeczywiście – tygodnik „Wprost”, sam, na podstawie ugody, opublikował sprostowania i przeprosiny wobec spółki J&S Energy.
Cóż, czytając komentarz Jana Pińskiego, można było dojść do wniosków, że to inicjatywa J&S Energy doprowadziła do ugody z tygodnikiem „Wprost” - a sama otoczka wskazywałaby na działania zbliżone do korupcyjnych e – w tym wypadku nie J&S Energy – ale prowadzących rozmowy panów Kasprówa i Gorzelińskiego.
W komentarzy Pińskiego można odczytać, że jego redakcja ODSTĄPIŁA od poinformowania opinii publicznej o sprawie ważnej z punktu widzenia bezpieczeństwa, w zamian za zaniechanie działań firmy gazowej…
Tylko, czy tak było faktycznie? Czy to J&S Energy – a raczej firma medialna, reprezentująca tradera naftowego, dążyła usilnie do porozumienia?
Okazuje się, że redaktor Piński ma jednak chyba ułomną pamięć…
Otóż po opublikowaniu wspomnianego artykułu, odezwał się do mnie partner z firmy MDI, Maciej Gorzeliński i oświadczył, że faktycznie z tą ugodą było zupełnie inaczej! Że to właśnie redakcja „Wprost” (może niechętnie, ale jednak) wystąpiła do MDI, jako reprezentanta spółki gazowej, z propozycją ugody, że takich wystąpień było kilka, i że strony uzgodniły ugodę, a podpisy zostały na ugodzie złożone i przez redaktora naczelnego tygodnika „Wprost”, Stanisława Janeckiego, i przez samego redaktora Pińskiego… I strony rozstały się może nie w przyjaźni – ale na pewno pogodzone ze sobą – pewnie do następnego razu… Ugoda jest w sądzie.
Jako Jarek – niedowiarek ,poprosiłem Macieja Gorzelińskiego o maila potwierdzającego jego słowa;
Oto on;
W Pańskim blogu znalazł się cytat z osoby podpisującej się Jan Piński. Na podstawie tego fragmentu wyciągnął Pan nieprawdziwe wnioski dotyczące firmy J&S oraz MDI.
Informuje Pana, że nieprawdziwa jest informacja jakoby MDI zaproponowało tygodnikowi Wprost ugodę w sprawie J&S w zamian za niepublikowanie teksu Jana Pińskiego. W rzeczywistości propozycja ugody padła ze strony redaktora naczelnego Wprost Stanisława Janeckiego. (Z informacji uzyskanych od prawników prowadzących sprawy J&S wiem także, że nie była to pierwsza propozycja ze strony tygodnika.) Jan Piński uczestniczył w zawieraniu ugody w początkowym etapie negocjacji reprezentował go mecenas Maciej Łuczak, w późniejszym osobiście podpisał treść ugody sądowej z firma J&S. Tym samy wszelkie wnioski jak Pan wyciągnął z wpisu osoby podpisującej się Jan Piński są nieprawdziwe.
Maciej Gorzeliński
No fakt – sytuacja opisana przez Jana Pińskiego w przytoczonym komentarzu wyglądała zgoła inaczej, niż to przedstawił Gorzeliński.
Ale, już nie wierząc w nic – podjąłem starania wyjaśnienia sprawy u źródeł.
I udało mi się skontaktować (nota bene – trochę łutem szczęścia) z redaktorem Stanisławem Janeckim, który natychmiast, w osobistej rozmowie, potwierdził, że to „Wprost” wyszło z propozycją ugody, że chcieli jak najszybciej zamknąć tą sprawę, bo jak to określił Janecki – nie ma się co po sądach ciągać – tygodnik jest do pisania,a nie do łażenia po salach sądowych. Czyli – potwierdził od razu słowa Macieja Gorzelińskiego.
Na moją informację, o tym, co zamieścił Jan Piński w internecie – redaktor Janecki wzruszył ramionami – i stwierdził, że to jest jego sprawa, jak on to widzi.
No tak… oczywiście – szukanie różnego rodzaju ciekawych informacji i budowanie podskórnych domysłów, jakoby za, w sumie prostą i klarowną umową – ugodą stały motywy finansowe – nieczyste motywy – po „przepraniu” sprawy przez źródła, okazują się tylko bajkami. Tym bardziej, że na ugodzie widnieje jego podpis.
Wiem, że o J&S Energy, po sprawie komisji ds PKN „Orlen” można pisać różnie. Ale nie można pisać czegoś, co po weryfikacji zostaje wydmuszką.
Redaktor Piński, jako dziennikarz śledczy i ekonomiczny musi szukać ciekawych – najlepiej kontrowersyjnych tematów ze swojej „działki”. Z czegoś musi żyć – on i jego gazeta.
To ja mu podrzucę temat;
Może by przestał pytać, kto i ile wpuścił ropy „na gębę” do rury – a poszukał rzetelnie informacji, kto i dlaczego blokował podpisanie umowy pomiędzy Przedsiębiorstwem Eksploatacji Rurociągów Naftowych, a spółką J&S Energy i dlaczego, między innymi, dlatego Naftoport ma problemy z dostawami?
Azrael
P.S. Pomimo usilnych prób – nie udało mi się skontaktować z redaktorem Janem Pińskim, do godziny 19.30 w dniu dzisiejszym.











Miód płynac z ust PR Gorzeliński / Kasprów pochwala wolnego blogera i przewaga nad zawodowym dziennikarswem.
http://blog.marazm.pl/?m=200802
Ps.
Pińskiemu Janu zamknieto usta a podrzucony temat to hasło WIPLER
jaronwoj
9 lut 08 at 9:27
nie żebym był czepialski albo coś
ale
“w dniu wczorajszym” to ‘wczoraj’
“w dniu dzisiejszym” to dziś/dzisiaj
analog
9 lut 08 at 16:55
I tu się zgadzam.Hasło Wipler więcej mówi w kontekście tego co dzieje się z departamentem dywersyfikacji nośników energii w Ministerstwie Gospodarki. Tam jest jakaś straszna rozróba, PIS szuka winnych rozwiązania, a część posłów mówi o tym, że Pałac Prezydencki sam buduje sobie ekspertów od energii w BBN i wyciąga ich z MG. O co chodzi?
kurak
10 lut 08 at 18:37