Azrael – zwykłe pisanie

Obama – nadzieja młodych, wykształconych, białych…

Opublikowany w Polityka, USA, demokracja, wybory by Azrael w dniu styczeń 28th, 2008

Kampania wyborcza do wyborów prezydenckich w listopadzie 2008 roku może jeszcze mieć wiele zwrotów i niespodzianek. Nie można tez jej analizować na obecnym etapie, szacując szanse tego, czy innego kandydata. Nie można tego czynić na pewno przed 5 lutego – czyli słynnym susperwtorkiem, kiedy jednocześnie odbędą się prawybory w ponad 20 stanach, w tym tak wielkich jak Kalifornia czy Nowy Jork.

Dopiero po tych głosowaniach peletony wyborcze demokratów i republikanów zostaną ustawione w odpowiedniej kolejności.

Oczywiście – konwencje wyborcze odbywają się w USA późnym latem, republikańska we wrześniu, demokratów pod koniec sierpnia. Ale może się okazać, że jeżeli nie zaistnieją nieprzewidywane okoliczności – czytaj – skandale lub czynniki poza wyborcze – na przykład gwałtowne tąpnięcie gospodarki – kandydaci będą znani wcześniej.

Nie zamierzam się specjalnie interesować kampanią wyborczą republikanów, i to nie tylko z powodu takiego, że z nimi nie sympatyzuję. Oni po prostu, według mnie oczywiście – nie mają szansy na elekcję w listopadzie.

Składa się na to kilka przyczyn;

1.  Pierwszą i najważniejszą jest prezydentura Georga W. Busha. Jego dwie kadencje zapiszą się w annałach historii nie tylko jako czas, kiedy nastąpił dzień 9/11, ale również, kiedy urzędujący prezydent okłamał swój Naród, jeżeli chodzi o motywy, przesłanki swoich decyzji – głównie jeżeli chodzi o sprawę wojny w Iraku. Jak ostatnio jednak z gazet opublikowała – administracja amerykańska, okłamała swój kraj co do obecności broni masowego rażenia w USA ponad 900 razy, w oficjalnych wystąpieniach i materiałach. Na samego „Dablju” przypada ponad 230 tych kłamstw. A właśnie to, że Irak prowadzi program atomowy – miało być głównym powodem interwencji USA na Bliskim Wschodzie. O ile bezpośrednie uderzenie w Afganistan i bazy Al.-Kaidy można by uznać za całkowicie uzasadnione, oraz ( gdyby rzeczywiście zostało to do końca przez Busha i Rumsfelda wygrane) przyczyniłoby się do ograniczenia terroryzmu na Świecie – to już uderzenie w Irak nie było zabiegiem ani z punktu bezpieczeństwa światowego oraz Europy i Polski – zasadnym. Polityka Busha, tworzona bazie doktryny „eksportu” demokracji na grunt kulturowy i religijny islamu , realizowana pod wpływem neokonserwatystów amerykańskich, przyniosła skutek wprost przeciwny do zamierzonego. Terroryzm nie osłabł – on został wzmocniony, i tak jak każdy ruch rozproszony i tropiony ma wiele oblicz i zdolność przystosowania się do lokalnych warunków - nie omalże mimikry. Bush nie rozwiązał na Bliskim Wschodzie żadnego problemu – lecz tylko je zaognił.

2.  Działania Busha przełożyły się znakomicie również na krajową scenę polityczną USA. W wyborach do Izby Reprezentantów, w listopadzie 2006 roku republikanie ponieśli druzgocącą klęskę – i mają obecnie o 31 mandatów mniej, niż demokraci. Również w wyborach gubernatorów partia republikańska straciła pozycje, choćby w takich stanach, jak Massachusetts czy Nowy Jork. No i najważniejsza sprawa – jest duże prawdopodobieństwo, że kadencja Busha zakończy się recesją gospodarczą. Wskazują na to sprawy krachu kredytów hipotecznych w ubiegłym roku, słabe wskaźniki produkcji przemysłowej (choć w USA ważniejszy jest wskaźnik usług), co może za sobą pociągnąć spadek konsumpcji. Wprawdzie Amerykanie do tej pory na recesję woleli republikanina – ale tym razem inne czynniki mają wpływ na decyzje wyborców.

Chyba po raz pierwszy w historii wyborów amerykańskich od czasu wyborów Jimmi Cartera czynnikiem, na podstawie którego będą decydować o wyborach Amerykanie nie będą sprawy polityki wewnętrznej, gospodarki, czy podatków – lecz kwestie wizerunkowe i społeczne. I dlatego zapewne – wybór padnie na demokratę. Bo to demokraci zafundowali prawdziwy przełom w polityce amerykańskiej. Coś co można śmiało nazwać rewolucją wyborczą.

Z jednej strony mamy Baraka Obamę, Mulata, młodego, wykształconego, który jest przedstawicielem młodego establishmentu amerykańskiego – ale nie jest ani związany z radykalnymi ruchami czarnych, ani z elitą polityczną partii demokratycznej, nie jest skażony systemem układów. I dlatego udało mu się zmobilizować wyborców młodych.
Ostatnie prawybory w South Carolina, wygrane głównie głosami czarnych wyborców (80% poparcia tej grupy etnicznej) pokazały jednak, że również młodzi, biali wyborcy głosowali na niego. W grupie pomiędzy 18 a 29 lat głosowało na niego aż 52% respondentów (na Clinton – 27%). Z tym – że stanowili oni tylko grupę 5% wszystkich oddających głosów.

Z drugiej strony natomiast mamy kobietę, Hillary Clinton, która reprezentuje klasyczny aparat partyjny demokratów. Prowadzi w sondażach ogólnokrajowych, ma poparcie i działaczy partyjnych i męża (którego sztab bardzo zręcznie wykorzystuje w kampanii – głównie do czarnego PR). I ma za sobą elektorat kobiecy – twardy i solidarny bardziej chyba niż podziały etniczne.

I te dwa elektoraty – młody i kobiecy – dają całej Partii Demokratycznej kolosalną przewagę w wyborach. Liczba aktywnych wyborców demokratycznych w niektórych okręgach przekracza ponad dwukrotnie zwolenników republikanów. To się zapewne przełoży na głosy elektorskie w poszczególnych stanach. I to jest właśnie klucz do zrozumienia – dlaczego prawica republikańska nie ma szans w listopadzie. Bo dwie rewolucje – jak to określił Grzegorz Kostrzewa – Zorbas, publicysta i politolog – zmieniają całkowicie kontekst wyborów.

Kampania wchodzi w fazę, kiedy już wszystko praktycznie na temat kandydatów wiadomo – teraz zaczynają się „gry i zabawy”, które mają przekonać wyborców do naszego kandydata i zniechęcić do konkurenta.

Sztab Clinton spróbował zagrać kartą rasową, wpychając Obamę w gorset kandydata etnicznego, murzyńskiego. Jeszcze wcześniej, sama Hillary Clinton próbowała zasugerować, że Barak Obama nie będzie dbał o wyborców latynoskich ( a jest to już druga grupa etniczna w USA, po białych). Padały również sugestie, że Obama ma związki z islamem, co zostało oficjalnie i kategorycznie przez niego samego zdementowane.
W trakcie kampanii w SC były prezydent, Billy Clinton objeżdżał stan i „sączył’ na wiecach i spotkaniach w ucho wyborcom, że Barak Obama to murzyński dyletant i nawiązywał do kampanii znanego pastora murzyńskiego, Jesse Jacksona, kandydata demokratycznego w latach ‘80. Tylko, że eksponowanie męża w dłuższym okresie może być zgubne dla samej Clinton.

Obama, pomimo że członek establishmentu – jest jednak kandydatem ludzi biednych i odrzuconych, co jest kolejnym przełamaniem konwencji wyborczej w USA. Już mniej się będzie teraz liczyła sympatia do partii wyborczej – bardziej obrona interesów konkretnych grup społecznych.

Warto przypomnieć, kto jest siłą sprawczą kampanii Baraka Obamy. Jest nim Zbigniew Brzeziński, amerykański politolog polskiego pochodzenia. Brzeziński zna Obamę od wielu lat, i jest nie tylko jego promotorem – ale również mózgiem kampanii. Jak należy sądzić, ponieważ profesor Columbia University ostatnimi czasy zajmuje się głównie sprawami polityki globalnej – to jego plany wobec Obamy są dalekosiężne.

I jeszcze na koniec – list z gorącym poparciem dla Baraka Obamy opublikowała córka zamordowanego prezydenta Johna F. Kennedy’ego, Caroline.

Postacie kandydatów demokratów – i Clinton i Obama będą przełomowe w historii Ameryki. To pewne. Tylko, czy nie skończy się to tak, jak ze słynnym farmerem orzeszków ziemnych, Carterem?

Jak napisałem już wcześniej – wydaje się, że jeżeli Obamie i jego sztabowi uda się do końca utrzymać mobilizację wśród młodych wyborców amerykańskich – to osiołek (symbol demokratów) w listopadzie będzie się bardzo cieszył…

Azrael

5 Responses to 'Obama – nadzieja młodych, wykształconych, białych…'

Subscribe to comments with RSS or TrackBack to 'Obama – nadzieja młodych, wykształconych, białych…'.

  1. [...] Original post by Azrael [...]

  2. Valdo said, on styczeń 28th, 2008 at 19:14

    Republikanom podziekujemy na najblizsze cztery lata to staje sie coraz bardziej widoczne i czytelne.W moim osobistym przekonaniu, dokonamy wyboru miedzy pierwsza kobieta a pierwszym czarnoskorym amerykaninem.Jestem sympatykiem Hillarki.No ale poczekajmy do listopada.

  3. Piotr said, on styczeń 28th, 2008 at 21:38

    Ja bym był ostrożny przy tych przewidywaniach w końcu republikanie ci oszuści mogą zastosować te same machinacje z systemem wyborczym co przy wyborach z Gorem a w końcu odwołają się do sądu najwyższego, który obsadzony przez wywodzących się z tej partii sędziów przysądzi zwycięstwo ich kandydata.

  4. pak4 said, on styczeń 29th, 2008 at 10:19

    Nie przeceniałbym kłamstw irackich. Znano je przy poprzednich wyborach, a jakoś wyborcom nie przeszkadzały w bardzo licznym poparciu dla republikanów.
    Odwrót ku demokratom, to chyba bardziej efekt zawiedzionych nadziei, niż spóźnione echo irackich kłamstw.

  5. Wimmer said, on styczeń 30th, 2008 at 2:10

    Gdy po raz pierwszy go zobaczyłem, pomyślałem sobie, że jeszcze jeden gładki, wykształcony Czarny chce zawalczyć dla swych czarnych braci, jak kiedyś senator Jackson. Ale jak go usłyszałem, to wymiękłem. Z tym swoim głębokim głosem panuje absolutnie nad widownią. Mówi też z sensem. Niesamowite, jak zjednoczył różne warstwy społeczeństwa amerykańskiego.
    Jako zwolennik Demokratów “głosuję” oczywiście na nich, a z ich dwojga zdecydowanie wolę Obamę.

Leave a Reply