Azrael – zwykłe pisanie

Tomistyczny realizm jest walką przeciw wszelkiej samodzielności umysłowej - Kołakowski

Archive for styczeń 14th, 2008

Go home, Zyta!

with 8 comments

Zyta Gilowska zrezygnowała z pełnienia mandatu poselskiego, na co zapowiadało się od dłuższego czasu. Ponoć powodem są sprawy zdrowotne. Ponoć serce – choć krążyły również pogłoski, że są inne powody jej nie najlepszej kondycji. Zbliżone do spraw chorób tropikalnych byłego prezydenta… ale od tego rodzaju pytań jest poseł Palikot. Podejrzewam, że z racji współpracy z Gilowską w strukturach Platformy Obywatelskiej na Lubelszczyźnie – jego wiedza jest kompletna.

Czy polski parlamentaryzm i polska polityka straciły dużo? Wybitnego ekonomistę, wizjonera czy po prostu „wyszczekaną” babę z prowincjonalnego (pod względem nauk ekonomicznych) uniwersytetu?

Kurtuazyjnie rozlegają się glosy żalu po pani profesor. Pisze się i mówi, że to strata merytoryczna, że to osłabienie Prawa i Sprawiedliwości i całej polskiej ekonomii. Ma ponoć za sobą „wymierne efekty” w swojej karierze sejmowej i rządowej.

Przyznam się szczerze – poza zadymą w lustracyjną z roku 2006 – jakoś ewidentnych, przełomowych sukcesów byłej Pani Minister to ja nie widzę…

Sprawa lustracji Pani Minister, to był spektakl podwójnej i potrójnej moralności ( Gilowskiej, Kaczyńskiego, Marcinkiewicza, ale również mediów ) i tylko sędzia Mojkowska, która przewodniczyła składowi orzekającemu, zachowała godność, umiar i poczucie sprawiedliwości.

Sędzia Mojkowska, przypomnijmy, w sentencji ustnej wyroku powiedziała, nie wprost wprawdzie – że Gilowska BYŁA tajnym współpracownikiem, naiwnym, nieświadomym ale nie w kontekście nieświadomości całkowitej – nieświadomości konsekwencji, jakie może przynieść kontakt ze służbami. Świadomie umówiła się z Wieczorkiem, mężem swojej koleżanki, że jej nie zrobi krzywdy i wszystko zostanie między nimi, „na gębę:. Jej zachowana teczka współpracy, wybielona i CZYSTA w rozumieniu prawa – jest w myśl nowej – i jak doskonale to przedstawiła sędzia starej ustawy lustracyjnej – materiałem obciążającym Gilowską.

Ale zostawmy to – sprawa została zamknięta, była tylko modelowym przykładem dwójmyślenia Jarosława Kaczyńskiego co do spraw lustracyjnych.

Przyjrzyjmy się, czy polska polityka i ekonomia na prawdę tyle straciła;

1. Gilowska skończyła wprawdzie dobra uczelnię i dobry kierunek (ekonometria) na Uniwersytecie Warszawskim, ale później niestety „pętała się” po peryferiach polskiej nauki. Ani UMCS ani KUL to nie są uczelnie pierwszoligowe w dziedzinie ekonomii politycznej – także makroekonomii. Zajmowała się głównie samorządem, i to raczej w skali mikro. Gmina, powiat, itd. Makroekonomią, i to w wydaniu okrojonym do zagadnień finansowych, zaczęła się zajmować dopiero w drugiej połowie lat ’90. Nie miała żadnej praktyki w normalnym działaniu gospodarki, nie doradzała żadnej dużej firmie, nie miała przed objęciem stanowiska ministra finansów, również dostatecznej praktyki w administracji publicznej. Jedyny jej tytuł naukowy do zajmowania się finansami na szczeblu centralnym to wspólne opracowanie z Wojciechem Misiągiem w latach ‘90, projektu ustawy o finansach państwa. Nie była na żadnym dłuższym stażu za granicą, nie była na żadnym poważnym stypendium – i nie da się tego wytłumaczyć tylko tym, że była „prześladowana” za działalność.. Nie ma na koncie żadnej poważnej pracy monograficznej, która by była cytowana, nie mówiąc o tym, - żeby była podstawą jakiejś reformy lub choć ustawy.

2. Ma za to oczywiście doświadczenie w polityce – głównie na gruncie parlamentarnym. Z PO odeszła z hukiem, Donald pozbył się jej pośpiesznie – bo po Lublinie od wielu lat krążyły plotki – w środowisku „Solidarności” o jej współpracy z SB. Było to na długo, za nim wybuchła sprawa z Wieczorkiem. „Gorący kartofel” został przed wyborami w roku 2005 wyrzucony za burtę. I po kilku miesiącach został podjęty przez Kaczyńskiego – nie dlatego, że pani Zyta była taka dobra – tylko dlatego że pasowała do puzzli politycznych. Potem, wiedząc, że ma za uszami kontakty z SB, nie reagowała na sygnały dochodzące do niej. A jak trzeba było – to szybciutko wypadła z obiegu, zwolniona na polecenie Kaczyńskiego przez Marcinkiewicza – i potem znów została zaproszona do tańca. Grali nią, jak małą srebrną kuleczką na kole kasyna politycznego.

3. Zawsze, także w Sejmie, zachowywała się emocjonalnie. Tam to było nie omalże urocze – taka krwista kobieta, z poglądami i ciętym językiem… ale jakoś od 2003 roku brak jej poważnych opracowań sejmowych. Ale to co było folklorem sejmowym, w rządzie już trochę raziło. A później, przy okazji spraw lustracyjnych zaczął się po prostu magiel… te histeryczne wypowiedzi, konferencje przed sądami, te słowa bardziej przystające egzaltowanej przekupce ze straganu warzywnego. Potem tanie chwyty wobec sądu, rzeczy i słowa, które nie uchodzą funkcjonariuszowi państwowemu. A tekst o mordzie sądowym, jaki padł pod adresem sędzi Mojkowskiej – już wprost uwłaczający wielu ludziom… poległym za inne, ważne sprawy z rąk sędziów komunistycznych. I mąż w kapciach jako rzecznik Pani Minister– paradne !

4. Zarówno w rządzie Marcinkiewicza, jak i Kaczyńskiego – też tak naprawdę nie było specjalnych sukcesów… wielkie plany zapowiedzi, balon nad ministerstwem wielkich reform… a potem co raz mniej, co raz mniej i zostały pojedyncze flakowate baloniki ze śmierdzącym powietrzem jak się okazało. Reszta została sprowadzona do nie wiele znaczących kwitów. Składka rentowa, jakieś drobne regulacje w CIT – i to właściwie wszystko. A ludzie z jej Ministerstwa Finansów bardziej wspominają gwiazdorstwo Pani Minister, i takie… przaśne zachowanie, niż rzetelna pracę, ludzi potrafiła do zadań dobrać – to fakt – ale rotacja na stanowiskach sekretarzy i podsekretarzy stanu była wyjątkowo duża.

Zyta Gilowska, po pierwszej rezygnacji ze stanowiska ministerialnego, powiedziała, że rząd to nie gra komputerowa – że nie można ciągle z niej wychodzić i znów wchodzić. To powiedzenie pasuje też do polityki jako takiej.

I dziś mamy pożegnanie, jak się wydaje – ostateczne.

Zyta Gilowska uchodziła za wybitną specjalistkę tylko w oczach profanów.
Niech wraca do siebie, będzie doskonałym doradcą swojego samorządu w Świdniku. To jest praca i pozycja na jej miarę.

Go home, go home Zyta…

Azrael

Written by Azrael

styczeń 14th, 2008 @ 7:17 pm

Posted in PiS, Polityka, Popaprańcy

PiS kabareton

with 5 comments

Informacje dochodzące ze środowiska Prawa i Sprawiedliwości zaczynają powoli przypominać doniesienia quasi kabaretowe. To już nie są ważkie decyzje i komunikaty z partii politycznej – lecz bardziej doniesienia folklorystyczne – jak z jarmarku odpustowego połączonego z występami sztukmistrzów i prześmiewców, przebranych dla niepoznaki za głupków. . Każda wypowiedź polityka tej formacji, konferencja prasowa czy wpis na blogu politycznym, to coś na kształt kupletu.

Paweł Kowal przy udziale Przemysława Gosiewskiego oświadczył w sobotę na konferecnji, że artykuł „Dziennika” o tym, że TYLKO 15 razy się spotkał z funkcjonariuszami WSI i dopiero potem rozpoznał, z kim zacz – to działanie tak zwanej spółdzielni byłych funkcjonariuszy służb. Kowal nie widzi żadnych korelacji z tym, że te informacje były znane głównie WEWNĄTRZ jego partii i wypłynęły na tuż przed jego spodziewaną nominacją do politycznej struktury partii. A ciekawe – bo głównymi osobami posiadającymi taką wiedzę byli, poza samym Jarosławem Kaczyńskim ludzie z którymi Kowal nie jest w najlepszych relacjach – czyli Kamiński Michał i Bielan – konkurent bezpośredni Kowala do władz partii.

Read the rest of this entry »

Written by Azrael

styczeń 14th, 2008 @ 11:02 przed południem