Azrael – zwykłe pisanie

Tomistyczny realizm jest walką przeciw wszelkiej samodzielności umysłowej - Kołakowski

Obciach roku (II) - Polityka

with 10 comments

Największym obciachem politycznym w roku 2007 była oczywiście porażka w październikowych wyborach Prawa i Sprawiedliwości.

Partia i jej wódz, trzymające w rękach wszystkie nici władzy – począwszy od mediów publicznych, kończąc na służbach – przegrali z kretesem, przegrali nie tylko w samym akcie wyborczym, ale również w gruzach legł plan polityczny – tak zwanej IV RP.

W polityce często pada pytanie – jaką cenę należy zapłacić za zwycięstwo? Czy warto wygrać za wszelką cenę, czy może jednak warto przegrać, dla zachowania twarzy i idei, jakim się hołduje.

Prawo i Sprawiedliwość decyzją swojego przywódcy, Jarosława Kaczyńskiego, prawie dwa lata temu, po wyborach w roku 2005, zdecydowało się skonsumować swoje zwycięstwo wyborcze za wszelką cenę. Czując się bezkarne i mocno w dwójnasób wyborem Lecha Kaczyńskiego na prezydenta RP – wybrało koalicję „bagienną” z Samoobroną i Ligą Polskich Rodzin, zamiast z Platformą Obywatelską, z którą musiałoby się podzielić władzą – ale i odpowiedzialnością. Dopiero w roku 2007 okazało się, że chodzi o panowanie nad resortami siłowymi, które miały być podwaliną i gwarantem długoletniego panowania. Tłumaczono tą koalicję tym, że dla zreformowania państwa, „odzyskania” go dla społeczeństwa, „rewolucji moralnej”, należy pójść na kompromisy. Że wpuszczenie do rządu, na salony władzy quasi narodowców ze sznytem faszystowskim i przestępców – to konieczność. I zgoda – dla utrzymania i zawłaszczania państwa – tak, bo dla reform – na pewno nie…

Potem tych kompromisów było coraz więcej. Dla zachowania parytetu partyjnego w sferze administracji – zrezygnowano z programu taniego państwa, rozdymając administrację rządową – centralną i terenową – do niespotykanych wielkości – za niespotykane do tej pory pieniądze. Nie zrezygnowano z funduszy na afiliowane przy tej administracji różnego rodzaju fundacje i agencje – bo gdzieś trzeba było upchnąć i swoich – i tych wspierających z partii koalicyjnych.
Kompromisy, dla „dobra społecznego” przybierały formy kuriozalne, jak zatrudnianie na szczeblu rządowym byłych funkcjonariuszy aparatu bezpieczeństwa (Jasiński), czy sędziów, którzy ferowali w latach PRL wyroki na działaczy opozycji (Kryże). Nie wahano się dla podparcie swojej pozycji, skorzystania z poparcia rozłamowca i sekciarza z Torunia – co zaowocowało ciepłymi słowami tegoż pod adresem głowy państwa i jego żony o „szambie” i „czarownicy”.

Utrzymanie się u władzy przez dwa lata, dla realizacji „celów wyższych” doprowadziło do deprecjacji władzy jako takiej i do utraty zaufania w społeczeństwie, nie mówiąc o obliczu Polski na arenie międzynarodowej. Tam też, kuriozalne bratanie się ze Stanami Zjednoczonymi, w sprawie NIE ISTNIEJĄCEJ jeszcze tarczy antyrakietowej – doprowadziło do zadrażnień z Unią Europejską.

Cena, która została zapłacona za zwycięstwo – została zapisana na fakturze w dniu 21 października 2007 roku.

I trzeba ją było zapłacić.

Słuchając po wyborach wypowiedzi polityków Prawa i Sprawiedliwości, głównie Jarosława Kaczyńskiego, ale także innych, jak Kuchciński czy Bielan – można odnieść wrażenie, że porażka w wyborach to tylko kwestia błędów samej kampanii i spisku wrogich sił przeciwko jedynie słusznej partii i słusznemu wodzowi. Że przez te dwa lata nic się nie stało, ale tylko skumulowany atak „wrogich sił” - i jedna konferencja prasowa CBA doprowadziła do upadku i porażki PiS- u w wyborach. Tak samo twierdzili niektórzy komentatorzy (na przykład Rafał Ziemkiewicz).

A więc winna była… TVP! Bo nawoływała do wyborów. Bo zachęcała do pójścia do urn.
Winna była także młodzież – bo poszła do wyborów tłumnie, i do tego jeszcze głosowała otwarcie na Platformę Obywatelską. W szczególności winna była polska młoda emigracja w Wielkiej Brytanii i Irlandii – bo śmiała gremialnie poprzeć Donalda Tuska i PO – co spowodowało, że Jarosław Kaczyński – ponoć twarz inteligencji warszawskiej (sic!) - przegrał w Stolicy dwukrotną ilością głosów z przyjezdnym z Trójmiasta.
Winna była w ogóle cała inteligencja wielkomiejska – bo zamiast spuścić uszy po sobie i pokornie wysłuchać marszałka Dorna, a jego list przedwyborczy powiesić sobie na ścianie – poszła także do lokali wyborczych – i pamiętając to, co się działo przy dyskusjach o lustracji oraz o ciepłym określeniu „wykształciuchy” - pokazała panom Kaczyńskiemu i Dornowi gest Kozakiewicza.
Kazio Marcinkiewicz – też winny. Nie spuścił oczu po ojcowskim porównaniu go do fordansera zabaw dla dzieci i młodzieży, a wcześniej po upokarzającym odwołaniu z funkcji szefa rządu – lecz śmiał wesprzeć wroga Donalda.
Niewdzięczna wieś nie poszła do urn. A tyle się pan Kaczyński najeździł po wioskach i przysiółkach – obiecując, w zależności od sytuacji – deszcz albo słońce, pieniądze Unii – albo to, że zabierze je Ryszardowi Krauzemu, egzemplifikacji oligarchy, a da biednym…

No i w samej już kampanii – to Tusk jest winien – bo był za dobry i w debacie z wodzem i Aleksandrem Kwaśniewskim. Złe było CBA, bo źle załatwili sprawę z Sawicką, a funkcjonariusz CBA, który prowokację załatwiał przez łózko posłanki PO – źle ją omamił – bo jeszcze była wstanie wystąpić na konferencji prasowej…

No a w ogóle – jak to wielki przywódca określił – ten wynik, zwycięstwo PO – to błąd demokracji…

Tak, klasę poznaje się po tym, jak się kończy – a nie zaczyna.
Nikt nie śmie wspomnieć, że porażka Jarosława Kaczyńskiego i jego sztucznego pomysłu tak zwanej IV RP był wynikiem tego, że nie przedstawiono społeczeństwu żadnych programów.

Brak faktycznego programu społecznego i socjalnego, to co było uchwalane i proponowane – to było z reguły kradzione pomysły LPR i SO. A to co mówiono i pisano o wielkich rozwiązaniach dla ponoć przegranych i odrzuconych – to było odwołania do starych, gomułkowskich haseł. Ci przegrani i odrzuceni – to właśnie ci, którzy wzięli sprawy w swoje ręce.
Nie było programu restrukturyzacji organizacji ochrony zdrowia, nie było też programów dla młodych, aby ich zatrzymać w Polsce, dla inteligencji – aby włączyła się w pisowski program „przebudowy państwa”, dla przedsiębiorców – aby łatwiej im się działało i aby chętnej inwestowali, nie było polskiego, sensownego programu współpracy z Unią Europejską (poza - „dajcie pieniądze”) i z sąsiadami… nie było niczego, jak mówił słynny alter ego premiera Kaczyńskiego z Białegostoku – Kononowicz…

Ale, ale… jednak było. Próby rozwalania jedności społecznej – co młodzież i inteligencja zrozumiała. Próby dzielenia na lepszych i gorszych. Deprecjacja polskich autorytetów, które doprowadziły do wolnej Polski. I było CBA, ABW, podsłuchy, Ziobro, prokuratury… no i clou programu tak zwanej IV RP – konferencje prasowe, briefingi na każdy temat – i wielkie twarze polskiej polityki - „Peron” Gosiewski, Kuchciński, Brudziński, Suski, Lepper, Giertych…

Wyniki wyborów nie odzwierciedlają faktycznego stanu państwa, społeczeństwa i kondycji władzy i polskiej polityki po dwóch latach rządów koalicji narodowo – buraczano – populistycznej. To tylko dzięki sprawnej kampanii Kamińskiego, Bielana i Dudzińskiego Prawo i Sprawiedliwość dostało aż 31% głosów.

Bo gdyby ktoś podsumował dokonaniach tej ekipy, ktoś solidnie to rozliczył – przed wyborami (dlatego wybory powinien poprzedzić rząd tymczasowy, o czym wspominałem wielokrotnie)– to PiS powinien zostać zmieciony z powierzchni sceny politycznej.

Mamy jeszcze w tej kategorii inne obciachy. Oczywiście – sam wielki wódz, Genialny Strateg, który doprowadził wreszcie do spektakularnego zwycięstwa prawicowej partii. Szkoda tylko, że nie jest to jego partia.
Ale Jarosław Kaczyński kandyduje w kategorii – obciach dekady – więc go tutaj nie klasyfikujemy…

No i następny obciach, z tego samego kręgu – to politycy – kobiety Prawa i Sprawiedliwości. Trzy panie, każda swoista.

Jolanta Szczypińska, znana szerzej dzięki Jackowi Kurskiemu ze swoje torebki Chanel, kupionej na bazarku przydomowym, pozwoliła z siebie i premiera Kaczyńskiego zrobić pośmiewisko tabloidom – i zrobiła z tego spektakl „Romeo i Julia” - dla ubogich. Te spojrzenia, westchnienia, uwielbienie dla tego Jedynego. Cóż – nie każdy jest Sarkozy’m…

Nelly Rokita. Skompromitowała swojego męża, Jana Marię, następnie dała wiele uciech swoimi wypowiedziami dla mediów i na wiecach wyborczych. Ubiera się, delikatnie mówiąc, dość ekstrawagancko, szczególnie przebojowo wygląda w skarpetkach do szpilek. Jeżeli do kogoś można ją przyrównać – to tylko do kwiaciarki Elizy z „Pigmaliona” Bernarda Shawa… Cóż – Janek pracował nad nią wiele, wiele lat, ale chyba obydwoje nie mają talentów do zrobienia transformacji – i nie należy się spodziewać przełomu.

No i trzecia gwiazda – pani poseł Beata Kempa. W obronie swego idola, Zbigniewa Ziobro – jest gotowa na wszystko. Także na niegodziwości i na prostackie teksty z trybuny sejmowej. Wizualnie – przypomina Fionę z filmu „Shrek” - a poziomem intelektualnym – przekupkę z bazaru mięsnego, z lat głębokiego PRL…

Oczywiście – tych obciachów 2007 roku w tej kategorii znalazłoby się więcej – na małą książkę z dwóch arkuszy – ale myślę, że wymienione tu postacie dostarczą nam także wrażeń w roku przyszłym…

Azrael

Written by Azrael

grudzień 22, 2007 @ 19:48

10 Responses to 'Obciach roku (II) - Polityka'

Subscribe to comments with RSS or TrackBack to 'Obciach roku (II) - Polityka'.

  1. [...] Original post by Azrael [...]

  2. Azrael!

    List Dorna powiesilem w toalecie i jak mam problemy to

    czytanie go pomaga mi…Co do reszty zgadzam sie ,zostaje

    jeszcze mlodszy brat ,po ktorego oredziu do narodu gula

    mi skoczyla i do dzis dojsc do siebie nie moge.

    Azraelu!

    Wszystkiego najlepszego! zdrowych iwesolych swiat

    szczesliwego nowego roku Tobie i Twojej Rodzinie

    zyczt tumba zza Oceanu .

    Ps. Pisz i dowalaj wszystkim ktorzy na to zasluguja, od

    lewa do prawa,chociarz mam serce po lewej ..

    tumba

    22 gru 07 at 20:50

  3. Azraelu,
    Dolaczam sie do zyczen tumby, rowniez zza oceanu…

    Kanadol

    22 gru 07 at 22:07

  4. No dobrze, Azraelu, a co z obciachem wszechczasów FOTYGĄ??!
    Przecież wszyscy głosujący na tę nieszczęsną listę Dziennika twierdzą, że ich zdaniem największym obciachem była ta sfatygowana osoba. A Ty nawet nie umieściłeś jej na liście kuriozalnych babsztyli PIC-u??

    Flogiston

    22 gru 07 at 22:58

  5. @Flogiston - to bardziej człowiek Lecha niż samego PiS…

    Azrael

    22 gru 07 at 23:27

  6. @tumba, kanadol - dziękuję, za życzenia

    Azrael

    22 gru 07 at 23:32

  7. Obciach goni obciach i w tej permanentnej żenadzie można zobojętnieć.
    Dziwi mnie jednak nieco niedokończone dzieło Azraelu.
    Zebrana przez Ciebie kolekcja obciachów potwierdza tezę, że już od pewnego czasu zbiór zdarzeń wstydliwych nie podlega statystyce, lecz ma wyraźne epicentrum.
    Ergo - ktoś nam robi wiochę.

    Pozdrawiam serdecznie i worka prezentów życzę.
    Uczciwie na nie zapracowałeś.
    Wesołych Świąt.

    Juzwa

    22 gru 07 at 23:59

  8. Eliza w koncu “wyszla na ludzi”

    Nelka nie ma szans :)

    darek wojtczak

    23 gru 07 at 0:32

  9. Najlepsze zyczenia swiateczne ale rowniez ostrego piora niezaleznie od okolicznosci i miejsca.
    Proponuje przemieszczanie akcentow na przyszlosc. Jest dla nas wykladnia oddalania sie od nieslawnej przeszlosci i budowania podstaw uniemozliwiajacych powrot.

    lchlip

    23 gru 07 at 7:02

  10. Czas świąteczny, więc nie będę się pastwiła, choć swój typ mam - pan były premier gromiący marszałka Komorowskiego, na ostatnim posiedzeniu sejmu, po przemówieniu Kutza
    i jego kategoryczne stwierdzenie; ja wiem, że się mnie boicie!
    Brakowało tylko sławetnego, szwejkowskiego “Wy mnie jeszcze nie znacie…”

    Azraelu! Życzę ci dalszych, celnych felietonów, komentujących naszą rzeczywistość, która wciąż skrzeczy.
    WESOŁYCH ŚWIĄT!!!

    NELA

    23 gru 07 at 10:23

Leave a Reply