Nowy blog
Jak już napisałem dwa dni temu – zaprzestałem pisania w Salonie 24. Argumentów było ostatnimi czasy aż nadto - pisałem już o tym kilkakrotnie. Być może tam wrócę – ale zależy to od kilku warunków, w tym od tego, czy się uda zapanować nad chamstwem na całości portalu – i czy użytkownik będzie miał możliwość swobodnej moderacji. Warto tam pisać – bo czytają go media. Ale nie za cenę taplania się w błocku.
Zbiegło się to z propozycją założenia bloga na onet.pl, z której skorzystałem. No i piszę tam od piątku.
Onet zabronował mi dobre warunki promocyjne, piszę tam nie jako bloger z tłumu – lecz umieszczono mój blog w zakładce „publicystów”. Jest w związku z tym promowany stale, na pierwszej stronie zakładki „Wiadomości” - i automatycznie wyskakuje na górę. To daje wymierne czytelnictwo. A Onet to pierwszy portal w Polsce – i 3. strona w ogóle w - po google i allegro. Nie odmawia się takiej propozycji…
Tamten blog i tamto pisanie będzie się trochę różnic od tego, co piszę tu – tam wymaga to trochę innego podejścia. Nie będzie to, jak w przypadku Salon24 mirror mojego domowego blogu – ale jego mutacja na potrzeby Onetu, bo artykuł zamieszczony na blogu – automatycznie staje się artykułem portalu.
Ale zasada pozostaje bez zmian – najpierw blog na WordPress i moi czytelnicy – przyjaciele od wielu miesięcy - potem Onet…
Zapraszam Was do zaglądania też tam
Azrael
Dorn to problem

Oficjalnie wszystko jest w najlepszym porządku – Ludwik Dorn został w Prawie i Sprawiedliwości, jego postępowanie przed sądem partyjnym, tak jak kilka miesięcy wobec Pawła Zalewskiego – nie dojdzie do skutku, a pozycja byłego marszałka i byłego wiceszefa partii – znów będzie znacząca.
I tylko ta ostatnia konkluzja jest prawdą – co nie oznacza, że jego pozycja i wypowiedzi będą miały znaczenie na oblicze całego ugrupowania.
Dorn zapowiedział już, że dalej będzie komentował (i kontestował) decyzje gremiów partyjnych (czyli… Jarosława Kaczyńskiego), będzie wysyłał maile do parlamentarzystów, także prowadził swojego bloga. Czyli – będzie samodzielnym skrzydłem partyjnym, kimś takim, jak Petroniusz wobec Nerona – choć bez tej elegancji…












