Książka Grossa - temat zastępczy

Polskie media doniosły o wydaniu w Polsce „nowej” książki Jana Tomasza Grossa, pod tytułem “Strach. Antysemityzm w Polsce tuż po wojnie. Historia moralnej zapaści”.
Piszę „nowej” w cudzysłowie, ponieważ ukazała się ona już w USA w roku 2006 – i była szeroko komentowana… ale tylko w środowiskach żydowskich – i właśnie w Polsce… co jest pośrednim dowodem na to, że Polacy z problemem faktycznego i domniemanego antysemityzmu poradzić sobie nie mogą…
Wygląda na to, że książka, wydawana zresztą przez KATOLICKIE wydawnictwo Znak – będzie przez kilka dni tematem zastępczym. Politycy odpoczywają i balują – to trzeba czymś gawiedź zainteresować.
Książki Grossa nie będę czytał, tak jak nie czytałem jego poprzedniej publikacji, „Sąsiedzi”, o mordzie w Jedwabnem. Wolę poczytać rzetelne opracowania naukowe – i pamiętniki ludzi, którzy tamte czasy przeżyli, wiedząc, na ile one są przefiltrowane przez doznania osobiste.
Kryzys instytucji Kościoła

Świąteczne wystąpienia polskich biskupów na mszach, pasterkach i w pierwszy dzień świąteczny, oraz wywiady prasowe – w tym biskupa warszawskiego, Kazimierza Nycza – wskazują, że polski Kościół hierarchiczny zdaje sobie doskonale sprawę, że jego pozycja w społeczeństwie jest zagrożona.
Biskupi widzą, jak ich wpływ na społeczeństwo maleje, z miesiąca na miesiąc, z roku, na rok, jak pokolenie, zwane pokoleniem JPII powoli się odsuwa od Kościoła, widać w słowach i zachowaniu brak koncepcji ewangelizacyjnej i bezradność wobec wyzwań współczesnego świata. Kościół traci nie tylko wśród ludzi młodych – traci też wśród tych, którzy są najważniejsi dla rozwoju państwa – czyli wśród inteligencji wielkomiejskiej.
Księża powoli tracą zdolność sterowania Kościołem, oddając go coraz częściej w ręce religijnych hochsztaplerów, w postaci Tadeusza Rydzyka. Małe, ksenofobiczne i wrzaskliwe środowisko, którego władza formalna w Kościele jest praktycznie żadna – doprowadziło do wyraźnie widocznego kryzysu w Kościele. Także nie załatwione sprawy lustracyjne – a właściwie – zamiecenie ich pod dywan – nie wzmacniają pozycji Kościoła.
W dziedzinie lustracji, odkrycia prawdy, odegrał wielką rolę ksiądz Tadeusz Isakowicz – Zaleski. Publikując swoją książkę, „Księża wobec bezpieki – na przykładzie archidiecezji krakowskiej”,oddzielił prawdę historyczną od wiernopoddańczych stosunków w Kościele Katolickim. Udało mu się, co jest jednak ewenementem w całym ściśle z hierarchizowanym Kościele – zachować niezależność poglądów. Myślę, że gdyby były inne czasy, to skończyłby tak jak inni księża, którzy odważyli się mówić prawdę. A ci „niepokorni” księża z czasów PRL – nie zrobili w kościele polskim kariery, niektórzy zostali odsunięcia na boczny tor… i zmarli w zapomnieniu. Ksiądz Popiełuszko, czy Małkowski – to twarze Kościoła – lecz także – twarze unikatowe, na tle innych, bezwolnych – i niestety – czasem oddanych służbie bezpieczeństwa PRL.
Biskup przeciwko związkom partnerskim

Kiedy biskup Kazimierz Nycz został w marcu tego roku nominantem na stanowisko arcybiskupa warszawskiego – media różnej maści zapełniły się artykułami pochwalnymi. Zachwytów nie było końca. Otwarty, proeuropejski, posługuje się zrozumiałym językiem. Ma dobre relacje z politykami, udziela się społecznie, jest wyczulony na biedę…po prostu – kryształ. Najbardziej mnie rozbawiła zamieszczona gdzieś informacja, ze jest taki wspaniały – bo sam chodzi po ulicy…
Były biskup diecezji kamieński-kołobrzeskiej, z korzeniami krakowskimi („przyboczny” kardynała Macharskiego), miał być rzeczywiście pasterzem dla wiernych Warszawy i odtrutką po esbeku Stanisławie Wielgusie.
Tylko, czy aby na pewno zasługuje na taki medialny rozgłos?! Tak – jest medialną lokomotywą Kościoła, do czego zapewne jest przygotowany.
Co świętują Polacy?
Odpowiedź na to pytanie wydaje się łatwa – oczywiście Boże Narodzenie, święto Kościoła Katolickiego…
Czy pod nazwą kryje się dla wszystkich to samo? Czy każdy odczuwa to samo, siadając do stołu wigilijnego, dzieląc się opłatkiem i składając życzenia?
Na pewno – Polak świętuje tradycję. Różną, tak jak różna jest Polska i różne są dzieje. Każda rodzina, ma swoją tradycję, niezależną od swojego spojrzenia na wiarę. Marginalne w Polsce jest nieobchodzenie tych Świąt, ze względów kulturowych lub po prostu – innej wiary czy ateizmu.
Badania zrealizowane przez CBOS dla PAP, pokazały, że Boże Narodzenie ma wymiar przede wszystkim rodzinny (aż dla 48% respondentów). I właśnie spotkanie z rodziną dla większości (71%) jest najważniejsze – ważniejsze niż aspekt religijny (31%).
Ten odsetek niereligijnego odczuwania tych trzech dni jest jeszcze większy wśród młodych ludzi, do 24. roku życia (65%).
Oczywiście – większość Polaków zdaje sobie sprawę z tego, że jest to święto kościelne, ale jego podstawy – czyli wymiar CHRZEŚCIJAŃSKI już jest im bardzo obcy.
Palikot i rozum

Janusz Palikot na swoim blogu napisał następujące słowa, cytuję;
Tak naprawdę w interesie Kościoła jest, by PO “wykończyła” Rydzyka. Sam jest za słaby, a władza wymyka się mu z rąk. PO powinna więc szeroko manifestować poparcie dla Kościoła i jednocześnie twardo grać z ojcem Dyrektorem. Kościół powinien się oburzać, ale w granicach! To jest nawet w „interesie” Pana Boga, bo nic tak nie odpycha młodych ludzi od Kościoła, jak Radio Maryja.
Przyznam się szczerze, jako gorący zwolennik rozliczenia się z Tadeuszem Rydzykiem za 16 lat jego działalności – Palikot ma rację.
Tylko, że jest w jego wypowiedzi parę ale…
Życzenia świąteczne
Dla Was, wszystkich moich Przyjaciół, zaglądających na ten blog, szczególnie dla tych komentujących (reszta niech się wstydzi…
), składam serdeczne życzenia zdrowia i pomyślności w Nowym Roku, udanych, spokojnych i rodzinnych Świąt, dla Was i waszych rodzin.
A nam wszystkim życzę – aby czas spokoju zagościł w Polsce i abyśmy mogli wszyscy żyć w Polsce Najjaśniejszej – bez nadawania jej zbędnych numerków. Tym, którzy daleko – a wielu Was jest – życzę, aby od czasu do czasu zawitali do kraju. A ja chętnie się z nimi spotkam…

Azrael
Obciach roku (II) - Polityka

Największym obciachem politycznym w roku 2007 była oczywiście porażka w październikowych wyborach Prawa i Sprawiedliwości.
Partia i jej wódz, trzymające w rękach wszystkie nici władzy – począwszy od mediów publicznych, kończąc na służbach – przegrali z kretesem, przegrali nie tylko w samym akcie wyborczym, ale również w gruzach legł plan polityczny – tak zwanej IV RP.
W polityce często pada pytanie – jaką cenę należy zapłacić za zwycięstwo? Czy warto wygrać za wszelką cenę, czy może jednak warto przegrać, dla zachowania twarzy i idei, jakim się hołduje.
Prawo i Sprawiedliwość decyzją swojego przywódcy, Jarosława Kaczyńskiego, prawie dwa lata temu, po wyborach w roku 2005, zdecydowało się skonsumować swoje zwycięstwo wyborcze za wszelką cenę. Czując się bezkarne i mocno w dwójnasób wyborem Lecha Kaczyńskiego na prezydenta RP – wybrało koalicję „bagienną” z Samoobroną i Ligą Polskich Rodzin, zamiast z Platformą Obywatelską, z którą musiałoby się podzielić władzą – ale i odpowiedzialnością. Dopiero w roku 2007 okazało się, że chodzi o panowanie nad resortami siłowymi, które miały być podwaliną i gwarantem długoletniego panowania. Tłumaczono tą koalicję tym, że dla zreformowania państwa, „odzyskania” go dla społeczeństwa, „rewolucji moralnej”, należy pójść na kompromisy. Że wpuszczenie do rządu, na salony władzy quasi narodowców ze sznytem faszystowskim i przestępców – to konieczność. I zgoda – dla utrzymania i zawłaszczania państwa – tak, bo dla reform – na pewno nie…
Obciach roku (I) - Kościół

Dziennik.pl ogłosił listę obciachów roku. Według jego klasyfikacji wygrało ,,szambo w perfumerii’’ ks. Rydzyka
Ja postanowiłem zrobić swoją prywatną listę tego rodzaju zdarzeń. Zaczniemy od Kościoła.
I tu bezapelacyjnie na pierwszym miejscu znajduje się… niedoszły ingres Stanisława Wielgusa do katedry warszawskiej i nominacja na arcybiskupa warszawskiego. Oczywiście – nieustającym, stałym obciachem jest działalność Tadeusza Rydzyka, od kilkunastu lat, ale to powoli się kończy…
Zwarcie Kościoła z państwem

Kościoła Katolickiego znów pełno w mediach. Myliłby się jednak ten, kto myśli, że to z okazji zbliżająych się świat Bożego Narodzenia. Nie, ta „impreza” został dość dawno, także w katolickiej Polsce, zawłaszczona przez biznes, handel, marketing i wszechobecny szał zakupów. Clou doniesień prasowych dotyczy tego, ile Polacy wydadzą na Święta w tym roku, w rożnych zestawieniach – terytorialnych, podziały na jedzenie, prezenty i wyjazdy świąteczne – i tym podobne.
Zauważyłem, że Kościoła Katolickiego jest więcej i mówi się cały czas o relacjach pomiędzy nim, a państwem i rządem. Jest więcej tego rodzaju doniesień, niż za czasów rządów Prawa i Sprawiedliwości. Dlaczego tak się dzieje?
Otóż wynika to z tego, że Kościół poczuł, że traci swoją pozycję, wpływy i usiłuje medialnie rozdmuchać wokół siebie atmosferę, jakoby rząd Platformy i PSL i osobiście sam Donald Tusk działali przeciwko niemu. Nie dotyczy to tylko sprawa związanych ze środowiskiem Radia Maryja i imperium Tadeusza Rydzyka.
I z przykrością stwierdzam, że Donald Tusk cofa się pod tym naporem.
Putin – człowiek roku na lata

Amerykański centrowy tygodnik „Time” przyznał tytuł człowieka roku Władimirowi Putinowi.
Czasopismo to nie po raz pierwszy szokuje swoim wyborem. Na jego okładkach, jako ludzie roku umieszczani byli Jan Paweł II, Lech Wałęsa, Józef Stalin i Adolf Hitler… a także „byty niepersonalne”, jak komputer.
„Time” uzasadnił swój wybór tym, że Władimir Władimirowicz wzmocnił Rosję na arenie międzynarodowej i doprowadził do stabilności wewnętrznej kraju.
I chyba się należy z tym werdyktem zgodzić – a na pewno z uzasadnieniem. Tegoroczne wybory do rosyjskiej Dumy, gdzie przygniatające zwycięstwo odniosła partia prokremlowska – Jedna Rosja, rozgrywanie swojej sukcesji i jego działania na arenie międzynarodowej – i trzeba przyznać, że jego polityka jest skuteczna. Jest rzeczywiście carem XXI wieku, i tylko zamach na niego może go odsunąć od realnej władzy.
W Rosji, niezależnie czy to były czasy komunizmu, czy czasy obecnej quasi demokracji – dojście do takiej pozycji oraz jej stałe wzmacnianie – to sztuka dyplomacji najwyższej próby. Oczywiście – jest to dyplomacja oparta o sieć powiązań biznesowo – agenturalnych, to każdy wie, ale biegłość rozgrywania partii politycznych szachów – jak choćby ostatnio Miedwiediewa i Iwanowa – kandydatów na fotel prezydenta w wyborach marcowych 2008 roku – świadczy o mistrzostwie.
Na arenie międzynarodowej jego narzędziami politycznymi są spółki gazowe i paliwowe, z „Gazpromem” na czele. Popyt na surowce, implikowany zawieruchą wywołaną przez Busha na Bliskim Wschodzie oraz rozwojem chińskiej gospodarki – pozwala mu na rozgrywanie polityczne i Unii Europejskiej i Dalekiego Wschodu. Miejsce suadyjskich i kuwejckich petrodolarów w systemie finansowym Europy zajmą wkrótce gorące ruble Rosji…
Czyszczenie stajni medialnej

Platforma Obywatelska wzięła się za media. Nie tak, jak bym chciał – ale chyba w tej sytuacji prawnej – oraz układu parlamentarnej – nie ma innej metody.
Najpierw trzeba, podobnie jak za czasów rządów Prawa i Sprawiedliwości znowelizować ustawę o Krajowej Radzie Radia i Telewizji. Projekt już jest, zakłada on zabranie temu ciału prawa przyznawania koncesji, oraz przekazanie spraw zarządzania koncesjami w ręce Urzędu Komunikacji Elektronicznej. Członkowie KRRiT (będzie ich siedmiu – trzech delegowanych przez Sejm, dwóch z nominacji Senatu i dwóch będzie wyznaczał prezydent) będą zarabiać mniej. Nominanci będą musieli się wykazać poparciem organizacji samorządu dziennikarskiego – lub stowarzyszeń twórczych.
KRRiT będzie organizować konkursy na członków rad nadzorczych i zarządów mediów publicznych i sprawować funkcje kontrolne.
Tak – wiem, że nie tak miało być, nie o to chodziło. I nie jestem z tego zadowolony, ponieważ to rodzi znów podejrzenia o próbach wasalizacji politycznej mediów. Dlatego – będę oczekiwał, że Platforma podejmie działania, nie tylko hasłowe, jak w sprawie abonamentu – faktycznego uzdrowienie mediów.
Na razie – stajnia Augiasza , czyli Andrzeja Urbańskiego (choć zasłużył na to miano tylko ilością guana, jakie się wylewało z „Wiadomości”, „Misji specjalnej” i programu Pospieszalskiego) – będzie czyszczona już, bez oczekiwania na nową ustawę.
Chyba sukces?
Jak już napisałem - publikuję na oddzielnym blogu w portalu Onet.pl. Od soboty, 15.12.
I chyba nie wychodzi to źle, bo oto ranking blogów politycznych, z dnia dzisiejszego;

Żeby nie było, że coś mataczę, to jeszcze link…
Azrael
Krucjata Kościoła przeciwko społeczeństwu

List Konferencji Episkopatu Polski, skierowany do posłów i senatorów, nawiązuje do dyskusji, odnoszącej się głównie refinansowania zabiegów in vitro przez państwo. Wspomniała o tym minister zdrowia Ewa Kopacz, a wsparł ją premier Donald Tusk.
List ten, podpisany przez biskupa Kazimierza Górnego, Przewodniczącego Rady ds. Rodziny, oraz Andrzeja Rębacza, Dyrektora Duszpasterstwa Rodzin KEP, jest sygnałem, że Kościół Katolicki w Polsce, po „samooczyszczeniu” się z podejrzeń, że biskupi byli współpracownikami służb bezpieczeństwa PRL, przeszedł do ataku ideologicznego.
Przypomnijmy może, że Zespół ds. Oceny Etyczno - Prawnej Konferencji Episkopatu Polski, po przejrzeniu materiałów badanych przez Kościelną Komisję Historyczną oświadczył tryumfalnie, że ŻADEN obecnie aktywny biskup nie był świadomym i dobrowolnym współpracownikiem Służby Bezpieczeństwa PRL. Oczywiście – czasami się zachowywali, jak to ładnie określono – nieroztropnie – ale nikt z nich nic nigdy złego nie zrobił.
W KEP zasiada w obecnej chwili ponad 120 hierarchów kościelnych. I wszyscy są czyści jak łza. Aż się serce raduje! Okazuje się, że polski stan duchowny stanął na wysokości zadania – i sam się oczyścił ze złych braci… w liczbie jednego… Stanisława Wielgusa. I na tym lustracja w polskim Kościele Katolickim została zakończona io czas się wziąć za państwo…
U Pospieszalskiego
Obejrzałem sobie dziś w internecie poniedziałkowy program Jana Pospieszalskiego, z cyklu „Warto rozmawiać”, ponieważ wzbudził w sieci duże emocje i polemiki. Tutuł to - „Święta bez religii” - ale chodziło tam o inne zagadnienia. Miałem napisać z niego artykuł, ale znalazłem coś, co o niebo jest lepsze, niż to co ja tworzę.
Oto ten materiał, napisany jako komentarz do innego artykułu. Autorem jest Quasi – znakomity bloger, podejrzewam, że teolog – ale poza Kościołem
A tu znajdziecie materiał telewizyjny
Religia na maturze i refundacja IVF: O ostatnim programie “Warto rozmawiac”
Gorąco polecam przeczytanie i przemyślenie…
(więcej…)
Mędrzec z Polski

Nie lubię Wałęsy. Nigdy go nie lubiłem. Za zarozumialstwo, za brak taktu, za zawiść, brak klasy.
Zraził mnie jako prezydent, nie znosiłem jego wystąpień, miałem za złe otoczenie się ludźmi w stylu Wachowskiego, czy Drzycimskiego.
Ale jest, jest symbolem przełomu, jest człowiekiem, który wyniesiony na szczyt przysporzył Polsce splendoru – i dzięki temu jest jak jest. Jest Polska wolna.
Nie on stworzył „Solidarność”, tak jak nie uczyniła tego suwnicowa Walentynowicz i Andrzej Gwiazda. To tylko elementy. Nie oni tworzyli ideę i prawidła, nie są autorami 21 postulatów, nie wnieśli do ruchu pierwiastka intelektualnego. Ruch społeczny był dziełem doradców pierwszego komitetu strajkowego – a jego korzenie to ROPCiO, KOR, i inne związki opozycyjne. Także Kościół Katolicki. I setki tysięcy aktywnych działaczy w kraju.
Wałęsa ma znaleźć się w radzie mędrców Unii Europejskiej, projekcie pomysłu Nicolasa Sarkozy’ego. Polska powinna tam być, bo to miejsce i funkcja prestiżowa. Nie wiadomo jeszcze ani jaka będzie faktyczna rola rady, ale doświadczenie mówi, że takie ciała nie do końca formalne, mogą mieć duże znaczenie.
Jednym z zadań rady ma być przygotowanie raportu o rozszerzeniu Unii (a może o potrzebie jej zamknięcia w dotychczasowych granicach). Inne tematy, nad którymi mają się pochylić mędrcy, to sprawy imigracyjne, zmiany klimatyczne i rozwiązania jakie ma Unia przyjąć, polityka energetyczna, a także sprawy polityki energetycznej.
W Polsce pojawiły się już głosy, że Lech Wałęsa nie nadaje się do tego ciała, padają słowa o kompromitacji. Świadczy to o tym, jak zaściankowe jest spojrzenie na sprawy polskiego wizerunku zagranicą.
Były prezydent nie jest dyplomatą, nie posługuje się językami, nie jest intelektualistą Ale jest za to laureatem Nobla, byłym prezydentem – i człowiekiem, który ma w sobie charyzmę. I jest stale obecną w Europie historią – która jest bardziej szanowana i rozumiana wszędzie – tylko nie w Polsce.
Podważanie pozycji Lecha Wałęsy to upadek prestiżu Polski, to zanegowanie praktycznie jedynego polskiego tej klasy autorytetu, to negacja roli naszego kraju jako elementu historii także Niemiec, Czech, Węgier… wolnej strefy krajów byłego obozu komunistycznego.
Jest takie stare powiedzenie, niezbyt eleganckie, ale trafne.
„Psy szczekają, karawana jedzie dalej”.
Wałęsę obszczekują różnej maści bardziej rasowe, a najczęściej w ogóle nie rasowe pieski – ale on jest zbyt wysoko, aby mu to przeszkodziło… w dobrej promocji Polski.
Azrael












