Archive for listopad 16th, 2007
Nangar Khel - chłodnym okiem

Sprawa ataku polskich żołnierzy na afgańską wioskę staje się coraz bardziej jasna – jest ona faktem bezspornym, jest zawiniona i jak się wydaje – inspirowana przez bezpośrednich dowódców – od dowódcy plutonu do dowódcy bazy w Wazi Khwa włącznie.
Tropy wiodą do szefa 1.zmiany polskiego kontyngentu w Afganistanie, i dalej – aż do samego ministra Aleksandra Szczygło.
Byli generałowie, tacy jak Petelicki – starają się tłumaczyć zbrodnię popełniona na ludności cywilnej,w tym dzieciach – okolicznościami wojennymi. I karzą nam „być z nimi i ich wspierać”. Media elektroniczne pokazują rodziny polskich żołnierzy, nie pokazują i nie mówią natomiast o leczonych w Polsce trzech Afgankach, po amputacjach nóg… dlaczego?
Żołnierze, którzy brali udział w masakrze – są winni – i jednocześnie są ofiarami. Są winni zbrodni – i winni głupoty swoich dowódców. Ktoś wydał rozkaz wyjazdu. Ktoś wysłał na akcję pluton pod dowództwem niedoświadczonego oficera. Ktoś potem pozwolił na mataczenie – i dalej – w myśl „solidarności” - krył sprawę aż do samego końca. Nawet same zatrzymanie żołnierzy zostało przedstawione jako nieuzasadnione.
Otóż – było uzasadnione. Bo tych ludzi przez te 3.miesiące, kiedy dalej pełnili służbę tam na miejscu, i po powrocie – utwierdzano, że są bezkarni. Niestety – nie są.
Ze zdumieniem przeczytałem w Internecie opinie, że dla „polskiej racji stanu” należało sprawie pozwolić „przyschnąć”. Nie nagłaśniać, nie nadawać biegu prawnego – po cichu zdegradować, usunąć z wojska, zapomnieć, zamieść pod dywan. W imię RACJI STANU i HONORU POLSKIEGO MUNDURU… Szok, prawdziwy szok, jak się takie opinie czyta…
Polscy żołnierze są przedstawiani jako ci, którzy niosą pomoc w Afganistanie. Misja stabilizacyjna, działania o charakterze policyjnym. I trzeba sobie to wyraźnie powiedzieć – to nie jest wyjazd z pomocą, to nie jest wojna o coś, przynajmniej dla tych żołnierzy.
Oni tam pojechali do PRACY. W kontrakcie mają zapisane, że mają wypełniać swój kontrakt profesjonalnie – i zgodnie z etyką i prawem.
I niezależnie od tego, czy są oficerami czy szeregowcami – muszą tego przestrzegać i odpowiadać za to, co zrobili.
Nie ma dla nich taryfy ulgowej – właśnie dla tego, że wymaga się od nich i sprawności zawodowej – i etycznego zachowania.
W swoje wcześniejszej notce porównałem afgańską wioskę do My Lai – miejsca, w którym zawalił się mit amerykańskiej armii niosącej demokrację. Oczywiście skala nie ta, zbrodnia nie porównywalna. Ale schemat działania armii – czyli próba tuszowania i krycia sprawy – bardzo analogiczny.
Zbrodnia w Wietnamie dała asumpt do bardzo szerokiej dyskusji o uczestnictwie USA w wojnie.
W Polsce już ponad 70% społeczeństwa jest przeciwne polskiemu uczestnictwu w Iraku. W Afganistanie – Polacy wypełniają mandat NATO – i powinni tam pozostać. Ale wydaje się, że kadra, która tam została wysłana – nie stanęła na wysokości zadania.
Nie stanęły też na wysokości zadania polskie media, dziennikarze. Było ich co najmniej kilkunastu. Wparawdzie każdy dziennikarz po przyjeździe do Afganistanu podpisują Media Ground Rules Agreement, zobowiązujący ich do zachowania tajemnicy wojskowej - ale jednak wydawcy, tu, w Polsce mieli wiedzę o tym co się stało już praktycznie po dwóch dniach… a pierwsza wzmianka pojawiła się dopiero 23…
Azrael
Klęska konserwatystów
Mało się przewija po wyborach październikowych poważnych analiz, w których by wskazywano, dlaczego polska prawica, ta prawdziwa konserwatywna i chrześcijańska prawica, jest w odwrocie. Media rozpisują się o Prawie i Sprawiedliwości, analizują błędy tej formacji i Jarosława Kaczyńskiego – albo z kolei pochylają się nad zwycięstwem Donalda Tuska i PO. Ale o konserwatystach – mało, lub wcale – a są oni w odwrocie.
Jak słusznie zauważyła już to publicystka „Gazety Wyborczej”, Dominia Wielowiejska – zarówno w PiS, jak i w PO – politycy o proweniencji konserwatywnej spychani są na margines partii albo wręcz z niej usuwani. I powiedzmy sobie – nie wynika to tylko z tego powodu, że nie pasują do modelu funkcjonowania tych partii, ale dlatego, że nie potrafili przez lata zorganizować się w jasną, ideową a jednocześnie pragmatyczną organizację polityczną.










