Archiwum dla wrzesień 2007
Dysydenci IV RP

Wybory 21 października będą najważniejsze dla Polski od czerwca roku 1989. Tam mieliśmy wybory przełomu, formalnie wygrane jeszcze przez PZPR, ZSL i SD (w myśl ustaleń okrągłostołowych) – ale faktycznie to wybory do Senatu pokazały jakie jest odczucie społeczne. Wybory w tym roku – a właściwie zasady tworzenia koalicji powyborcza – pokażą, czy kraj zsunie się w przepaść populizmu, antyeuropejskości, ksenofobi i politycznej hucpy – czy wróci na tory nadane mu przez rząd Tadeusza Mazowieckiego. Tu Kaczyński miał rację – to jest kwestia plebiscytu społecznego – ale nie takiego jak on sobie wyobraża, lecz plebiscytu między normalnością – a państwem zwasalizowanym na nowo.
Pogarda

Każda wypowiedź polityka PiS-u, PO, SLD czy innej partyjki idącej do wyborów – jest przewidywalna do bólu.
Będzie to atak na przeciwnika, tanie porównanie do socjalizmu/faszyzmu/liberalizmu, potem przechodzimy do zaprezentowania własnych zasług i dokonań – i nawet jeżeli jest to zrobione w stylu sardonicznym – w trzecim tygodniu kampanii staje się to już nudne. Szczególnie volty Leppera – i coraz bardziej prymitywne ataki Kaczyńskiego. Ale wiadomo – słowa dobiera się pod kątem elektoratu – lub pod kątem własnych możliwości intelektualnych.
Dlatego wypowiedź Władysława Bartoszewskiego na konwencji PO w Krakowie wywołała taką konsternację.
Bartoszewski nie po raz pierwszy uzył takiego języka. Jest znany z ciętych ripost, krótkich, złośliwych komentarzy, języka, który zdobywa słuchacza w kilka minut. Jednak do tej pory nie było to tak w stylu wiecowym. Mowa służy do werbalizacji myśli. Jeżeli ktoś wyraża swoje poglądy – to z reguły odczytujemy to jako faktyczne spojrzenie na świat.
Z politykami jest jednak inaczej. Jeżeli polityk coś mówi – to nie po to aby zaprezentować swoje poglądy – ale raczej ukryć, co tak naprawdę myśli na dany temat, w sprawie, o którą jest pytany. Ot, taki syndrom, skaza, może defekt genetyczny. Jak mówi że coś jest białe – to zapewne jest co najwyżej szare – a w ogóle – zielone.
Bartoszewski wyłamuje się z tego schematu. On mówi wprost to co myśli – i więcej – to co myśli znaczna cześć polskiej inteligencji – a nie ma możliwości tego wyrazić publicznie.
Ale to nie Bartoszewski narzucił taki styl, taki sposób wyrażania poglądów. To Prawo i Sprawiedliwość, Jarosław Kaczyński zaczął używać języka nienawiści. To oni zaczęli dzielić, na nowo, społeczeństwo na ONYCH I NASZYCH, na NAS i ZOMO, na dobrych (z nami) i złych (wprost przeciwnie). Tak się na nowo odrodziła erystyka polityczna, posługująca się ze strony polityków PiS-u językiem bolszewii. Dlatego też inteligencki, błyskotliwy styl Bartoszewskiego spotkał się z taką reakcją zwolenników jedynie słusznej partii.
Muszę przyznać – ten ton mnie lekko w pierwszym momencie poraził, nie w kontekście jego samoistnej treści. Wzbudził on we mnie nieznane od dawna uczucie. To uczucie to pogarda.
Dawno już, ja, człowiek wykształcony wyzbyłem się tego uczucia wobec grup społecznych, lumpów, ludzi przegranych, odrzuconych. Zachowałem go dla jednostek zdegenerowanych. I słuchając Bartoszewskiego, zrozumiałem, że to uczucie powróciło. Zrozumiałem także, jak to uczucie zostało na nowo zaszczepione, poprzez słowa i retorykę wypowiedzi Jarosława Kaczyńskiego. Ale to słowa Bartoszewskiego wczoraj pokazały mi, jaka istnieje przepaść pomiędzy intelektualnym postrzeganiem – a chamskim spojrzeniem zwolenników Prawa i Sprawiedliwości na świat, ludzi, społeczeństwo, politykę.
I nie wstydzę się tego, do czasu, kiedy problem nie zostanie rozwiązany. Pogardzam zwolennikami PiS-u. Bo być po TAMTEJ stronie – to wyraz ograniczenia i miałkości rozumu. I brak przyzwoitości, moralności, kłamstwo, obłuda – jako wskaźniki postępowania. Nie warto dyskutować z nimi na temat przyszłości kraju, czy społeczeństwa – dlatego że ludzie ci zawierzyli komuś – kim należy pogardzać – Jarosławowi Kaczyńskiemu.
Azrael
Dopiero w poniedziałek
Przepraszam, ale z powodów niezależnych ode mnie – wpis uda mi się umieścić dopiero chyba w poniedziałek rano. Sprawy zawodowe – i osobiste…
@rmstero – mam ograniczony wpływ na filtr antyspamowy, ponieważ blog jest prowadzony na serwerze WordPressa. A ponieważ generuje on ponad 1.500 wejść – to jest powodem, że filtr czasami musi chyba pakietować informacje. Spróbuj założyć konto na innym serwerze – i z stamtąd robić komentarze.
Pozdrawiam wszystkich
Azrael
Jutro o Roninie

Znów krótka przerwa. Ale jutro coś o wartościach.
Pozdrawiam – i czekam na dyskusje – o watościach i oczekiwaniach.
Azrael
P.S. Jeżeli były problemy z dyskusją - to tylko problemy z oprogramowaniem…
My sobie sami policzymy…

Kilka tygodni temu „The Economist”, najlepszy tygodnik świata, w raporcie na temat jakości polityki i demokracji umieścił Polskę na 46 miejscu, po Brazylii, Jamajce a także za Panamą.
Vaclav Havel będąc w Krakowie w początkach września, na zaproszenie wydawnictwa „Znak”, promując swoją nową książkę, zaproponował aby Polacy w trakcie swoich wyborów przyjęli obserwatorów z OBWE. Wywołało to raban – od lewa do prawa sceny politycznej. Na nic się zdały opinie i uwagi – że otwartość i transparentność procedur to wartość dla demokracji bardzo znacząca.
Dziś się dowiadujemy, ustami rzecznika MSZ, Roberta Szaniawskiego że Polska nie wyraziła zgody na przyjazd obserwatorów Organizacji Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie na wybory parlamentarne w dniu 21 października. W tym czasie w Szwajcarii, w której też będą wybory – obserwatorzy będą mile widziani.
Informacja ta wzbudziła konsternację w centrali OBWE, w Wiedniu, i w Warszawie… która jest siedzibą biura tej międzynarodowej organizacji, zajmującym się monitorowaniem wyborów.
OBWE to organizacja z wielkimi tradycjami, o znaczącym dorobku dla demokracji w Europie, również broniąca praw obywatelskich w krajach komunistycznych w latach 80.. Wielokrotnie broniła praw dysydentów, jej działalność jest wielce chlubna.
Polska polityka zagraniczna, ta duma tak zwanej IV RP wstaje z kolan. Tylko, że wstając – wypina się zadkiem na resztę Europy. Polska należąc do OBWE – poczyniłby wyraźny gest – tak, jesteśmy całkowicie pewni naszych procedur, naszej demokracji, bronimy jako państwo i władza praw do wolnych wyborów. W zamian za to wysłano sygnał, który zostanie odebrany co najmniej niejednoznacznie – mamy coś do ukrycia, nie chcemy aby patrzeć nam na ręce. Media zachodnie, które chłoną z Polski tego rodzaju przekazy, już jutro rozedrą się, jak stare prześcieradła, nagłówkami o spodziewanych fałszerstwach i cudach nad urnami.
Nie wiem kto podjął taką decyzję, znając samodzielność minister Anny Fotygi, należy domniemać, że sygnał i decyzja wyszła z Pałacu Namiestnikowskiego, od Lecha Kaczyńskiego.
Polska ma nie pieńku ze wszystkim strukturami Unii Europejskiej – od Komisji Europejskiej, Rady Europy, aż po Trybunał Praw Człowieka w Strasburgu. A teraz jeszcze dokładamy sobie do kompletu następną organizację o ogólnoeuropejskim zasięgu i olbrzymim wpływie.
Czy polska polityka zagraniczna, jeżeli obecna ekipa zostanie u władzy, doprowadzi Polskę to takiego momentu, jak Adolf Hitler, który Niemcy w roku 1933 wyprowadził z Ligi Narodów?
Azrael
Radio Maryja – dla idiotów

Kilka dni temu jeden ze spikerów stacji Tadeusza Rydzyka twardo oświadczył na antenie, że radiostacja nie będzie się angażować w kampanijne bicie piany. Aż westchnąłem z wrażenia i ręce złożyły się do samoistnych oklasków…
o. Piotr Andrukiewicz powiedział na antenie;
- Radio Maryja nie sprzyja żadnym ugrupowaniom politycznym, nie namawia do głosowania tylko na jedną partię. Wiemy, że wśród słuchaczy Radia Maryja są zwolennicy różnych ugrupowań, różnych opcji politycznych i dlatego Radio Maryja nie ma zamiaru angażować się w kampanię tylko jakiejś jednej – uważanej przez siebie za jedyną słuszną – partii politycznej – oznajmił Andrukiewicz. I dodał – Politycy są dziś tacy, jutro tacy, zmieniają się. Wiemy, na ilu żeśmy się zawiedli, również jak było z ich dotrzymywaniem obietnic, zobowiązań przedwyborczych. Jesteśmy więc bardzo ostrożni. Nie angażujemy się w kampanię takiej, czy innej partii politycznej.
… i wezwał słuchaczy, aby dzwoniąc nie prowadzili agitacji przedwyborczej.
Czyli – nic o polityce w kontekście wyborów, żadnych agitek, żadnego mrugania oczkiem prawym czy lewym, żadnych ukrytych podtekstów. Chyba sobie przełączę i odpocznę od tego jazgotu politycznego, pomyślałem…
Nie minęły nawet pełne dwa dni…a tu niespodziewany gość zawitał do rozgłośni Tadeusza Rydzyka – wicepremier Przemysław Edgar Gosiewski, herbu Peron, potomek hetmana tatarskiego. I siedział bite dwie godziny.
A jak siedział – to mówić musiał. A na czym się zna nasz pieszczoch? No, jako wieloletni nierób – tylko na polityce i to tylko swego wodza…jął więc ze swadą rozprawiać o dokonaniach Jarosława Kaczyńskiego, jego sukcesach i całego rządu, o planach i programie wyborczym – no i oczywiście – o złej Platformie,, tudzież innych złych… „Rozmowy niedokończone” były wyjątkowo skończone, tym razem…
Poranna msza w Radio Maryja, jakże ważna dla wiernych. Transmisja czwartkowa z kościoła redemptorystów w Toruniu, parafia św. Józefa.
A tam – proste słowa kapłana;
Ludzie wciąż mnie pytają, ojcze, na kogo mamy głosować. Nigdy nie powiem – zastrzegł się podczas kazania o. Stanisław Kuczek. – Ja tylko powiem: w tej chwili mam głosować na Prawo i Sprawiedliwość. Jedynie ma szanse coś zrobić dla Polski. Inni nie mają szans.
Dalej już było tak samo; ksiądz stawiał proste diagnozy – i wektory działania.
Festiwal nieagitowaniazażadnąpartią polityczną, także w czwartek, w porannym programie „Aktualności dnia”, zakończyła „bezstronna” przyszła posłanka z listy PiS-u, Elżbieta Kruk, która wielokrotnie, jako szefowa KRRi T wielokrotnie, ale wielokrotnie napominała Radio Maryja za kryptoreklamy, treści antysemickie…
Ja nie jestem idiotą, więc pierwsze słowa wypowiedziane przez Piotra Andrukiewicza przyjąłem ze wzruszeniem ramion
Nic się nie zmienia, pozycja Tadeusza Rydzyka jest taka, że przypomina to wieloletnią bezkarność Ala Capone. Pytanie, co na to biskupi – brzmi jak pytanie człowieka, który by wrócił z podróży kosmicznej. Tylko ten paskudny Pieronek się wyłamał… ale on związany z „Tygodnikiem Powszechnym” – gorzej niż Antychryst…
Azrael
P.S. Wyjątkowo zapraszam do odwiedzenia moje drugiego bloga - na Salonie24
- jest mały jubileusz…
A.
Rybiński – medialna call girl

Tomek Lis odszedł z telewizji „Polsat” co spotkało się z aplauzem po prawej stronie sceny politycznej i dziennikarskiej. Lis nie ukrywał swoich sympatii i antypatii politycznych – w imię zasady, jaką uznawał – czyli troski o państwo, Polskę, jej oblicze i przyszłość Prowadził autorski program, pod ochroną prezesa Solorza, który w końcu musiał ulec naciskom politycznym – i rozstał się z Lisem – przedkładając swój interes biznesowy nad oblicze medialne swojej stacji. Bo dziennikarz i jego zespół „Wydarzeń” – to właśnie było oblicze niezależnych mediów.
Krytycy Lis – teraz zacierający spocone rączki – to są właśnie ci, dla których niezależność dziennikarska kończy się w miejscu, w którym rozpoczyna się krytyka Prawa i Sprawiedliwości. Dla nich „niezależny publicysta” – to ujadający Maciej Rybiński.
Sojusz robotniczo – chłopski

Miller znalazł swoje miejsce. U boku chłopa, w dodatku – chama i wyrokowca. Miller, który wyszedł z fabryczki w Żyrardowie – zatoczył koło, nie tylko polityczne, ale również – mentalne.
Leszek Miller. Aparatczyk ZSMP i PZPR, działacz starej daty. Za starej, jak na obecne czasy. Nie czas na przypominanie jego niewątpliwych zasług – i jeszcze większych przewin wobec lewicy. Można powiedzieć – miał wszystko – ostał mu się jeno sznur… który mu dynda u szyi.
Ten oszlifowany beton partyjny miał swoje 10 lat, po wybraniu Aleksandra Kwaśniewskiego na prezydenta RP. Z partii, która za przyczyną Kwaśniewskiego, zrobił organizację postkomunistyczną, która wprawdzie osiągnęła w 2001 roku sukces – ale nie taki jak oczekiwano. I potem – była już równie pochyła…
Miller zakończył działalność jako wiarygodny polityk… nie teraz, tylko w 2005 roku, kiedy nie wyciągnął wniosków z porażki wyborczej i nie odsunął się – na kilka lat co najmniej. Mógł dalej jeździć z wykładami, mógł prowadzić publicystykę, być mentorem. Miał okazję poczekać na swoją kolej – jak to swego czasu uczynił Waldemar Pawlak, odsunięty na boczny tor.. Tamten wykorzystał ten czas, i stał się najlepiej przygotowanym merytorycznie i intelektualnie politykiem w Polsce.
Idąc na listę Samoobrony – popełnił poważny błąd. Spalił za sobą mosty w SLD definitywnie – i niezależnie, czy wejdzie do Sejmu, czy nie – odsunął się na margines polityczny. Przełożył prywatę, czyli tak naprawdę dość małostkową rywalizację z Olejniczakiem w Łodzi – nad pryncypia. Szermuję także chęcią odegrania się na Zbigniewie Ziobrze – i wykazania się w pracach komisji do spraw wyjaśnienia śmierci Barbary Blidy – i oczywiście udziału w tym ministra sprawiedliwości. Rozumiem jego motywację, czysto ludzką chęć odegrania się. Ale to nie zwalnia od ważniejszej, też ludzkiej przyzwoitości.
Miller, stając w jednym rzędzie z Wrzodakiem i Lepperem – pokazał, jakim małym człowiekiem i politykiem jest
Miller wzmocnił, oczywiście, Samoobronę – i nieco osłabił koalicję Lewicy i Demokratów. Ale tylko chwilowo, ma to znacznie lokalne. Lepper nie pozwoli na to, aby Miller był twarzą kampanii – za bardzo zagraża to jego pozycji, nadszarpniętej aferami. To będzie tylko chwilowe wahnięcie.
Azrael
Szanowny Panie Prezydencie!
Szanowny Panie Prezydencie
Chciałbym coś Panu wyznać wreszcie
Coś, co mnie dręczy jak włos w zupie
Że mam serdecznie Pana w dupie.
Nie tylko Pana, mówiąc szczerze
Nie wspominając o premierze
Mam w dupie całą koalicję
I prawie całą opozycję,
Z której szczególne w mym odbycie
Miejsce należy się Rokicie.
Za to, że wszystko, czego tknie się
Potrafi spieprzyć on z kretesem …
To wszystko, Panie Prezydencie
Dalszego ciągu już nie będzie
Choć mógłbym ciągnąć ten spis treści,
To więcej w dupie się nie zmieści.
/Maciej Zembaty/
P.S. Dziś, z przyczyn technicznych - chyba komentarza nie będzie…
Pozdrawiam
Tomasz Lis a teorie spiskowe

Tomasz Lis został odsunięty od prowadzenia i zarządzania flagowym programem telewizji „Polsat” – „Wydarzeniami”. Oficjalna komunikat mówi, że powody są natury ekonomicznej i organizacyjnej – bo lepiej utrzymywać jeden news room niż dwa – a po kupieniu TV Biznes – trzeba ją wdrożyć do działania w ramach struktury firmy. Tylko, że na czele tego projektu stoi zwolniona za przyczyną Lisa – Dorota Gawryluk, która po okresie świetlanej pracy w TVP – została przyjęta z powrotem.
Teorii powstało co nie miara w publikatorach, internecie…
1.Oficjalna teoria – jak wyżej
2.Teoria, że Lis pokłócił się z Zygmuntem Solorzem na temat zasad i formuły prowadzenia programu, co sugeruje miedzy innymi Dominika Wielowiejska. Twierdzi ona, że trudny, gwiazdorski charakter dziennikarza mógł skłonić szefa stacji do pozbycia się go.
3.Teoria spiskowa – teczkowa. Solorz, atakowany przez Prawo i Sprawiedliwość, przy niepewnych rokowaniach wyników wyborów – ma jakoby puścić oczko do Kaczyńskiego, że jest gotowy przełożyć wajchę – i może zacząć komentować rzeczywistość z innych „prawidłowych i rzetelnych” pozycji. Wokół Solorza – Żaka jest gorąco, bo w ciągu ostatnich kilku tygodni „odkryto” na nowo kwity w warszawskiej Cytadeli na temat początków tworzenia interesów kilku oligarchów – w tym i Solorza, a równocześnie – doradca Jarosława Kaczyńskiego, Andrzej Zybertowicz, pomimo zakazu sądowego, kłapie dziobem o tym, że Solorz jest tylko biznesowym frontmanem – a za nim stoją ludzie z dawnych służb – głównie WSI. Tak na marginesie – o tym, że Solorz zamierza uruchomić telewizję – dowiedziałem się w roku… 1986. KRRiT – jej szefowa, Elżbieta Kruk, przekazała na ręce ABW dwa dokumenty, naświetlające sprawę udzielenie koncesji na działanie telewizji „Polsat”. Jerzy Jachowicz natomiast twierdzi, że tuż przed udzieleniem koncesji na funkcjonowanie telewizji Solorza – wysocy oficerowie WSI wychodzili ze skóry, aby Solorz… nie dostał koncesji… lecz niejaki gdański pieszczoch – Terlecki.
4.I ostatnia teoria – spiskowo – ekonomiczna. Otóż Solorz, poprzez postawianą w stan upadłości spółkę „Elektrim” jest współwłaścicielem zespołu elektrowni Pątnów – Adamów – Konin (45%). Być może sprawa zmiany profilu działania stacji, jest sygnałem, że Solorz jest gotowy do negocjacji ze Skarbem Państwa na wykup swoich udziałów – za cenę spokoju… Grupa PAK jest niezłym kąskiem – choć jej wyniki ekonomiczne nie są zbyt oszałamiające – ale przecież sektor energetyczny, strategiczny dla gospodarki może być również interesujący dla inwestorów zagranicznych.
Teorii jak widzimy jest kilka, można je swobodnie ze sobą łączyć i odejmować, można na ich bazie budować także inne. Czy w nie wierzę? Ależ oczywiście, że tak, bo w Polsce – wszystko jest możliwe, a wiele teorii – czy nawet faktów – o czym za moment – nie ujrzało jeszcze światła dziennego.
Jedno jest pewne – Tomasz Lis nie straci… pójdzie do TVN albo do Murdocha (TV Puls) albo zacznie pisać książkę o kulisach albo pójdzie do polityki (pamiętamy sondaże z 2005 roku, prezydenckie, dające mu miejsce w czubie stawki…). Jest to osobowość i klasa sama w sobie, jedyny człowiek w świecie publicystyki, dziennikarstwa, który ma komfort całkowitej niezależności. Da sobie radę.
Teorie spiskowe wokół mediów ostatnio się nasiliły, w dobie wyborów. Lepper odgrzał sprawę spółki „Telegraf” i jej powiązań, poprzez Fundację Prasową „Solidarność” z Porozumieniem Centrum, braci Kaczyńskich. Pokazał kwity, wprawdzie już znane, ale do tej pory nie interpretowane – o niezgodnym z prawem finansowaniu kampanii wyborczej PC w roku 1991. Dokumenty te, poskładane do kupy i skonfrontowane z protokołami sądowymi spraw przeciwko udziałowcom FPS oraz – spółki „Telegraf” – dają obraz machlojek ludzi Kaczyńskiego.
Mnie jednak interesuje coś innego. I nie jest to teoria spiskowa.
Kiedy wyjdą na wierzch dokumentu i raporty WSI o działalności spółki „Telegraf”, jako przykrywki do transferowania środków finansowych służb specjalnych do Szwajcarii, przy współpracy z agenturami, jakimi były spółki HZ „Metalexport”, „Budimex” oraz PZ „Pol – Kaufring”? Kiedy zostaną ujawnione nazwiska agentów i oficerów służb, działających w ścisłym otoczeniu Jarosława Kaczyńskiego, od 1986 do 1992 roku?
Kiedy Maciej Zalewski zacznie mówić?
Azrael
Kampania dla ciemnego ludu

Dziś w 2007 roku, w XXI wieku, w środku nowoczesnej Europy, w kraju, który jest republiką demokratyczną, mamy do czynienia z ciekawym zjawiskiem socjologicznym i politycznym;
Otóż główne siły polityczne, które pretendują do reprezentowania narodu w nowym parlamencie – prowadzą dyskurs polityczny nie za pomocą argumentów, programów, projektów społecznych i gospodarczych – lecz przy użyciu cepów i kijów od palanta.
Oczywiście – to przenośnia, bo jednak jesteśmy jeszcze w państwie prawa – i te narzędzia bezpośredniej „perswazji” politycznej zastępowane są zwerbalizowanymi substytutami – ale nie wykluczone, że kampania „ręczna” byłaby z większą korzyścią dla społeczeństwa. Przynajmniej wiadomo by było, że wygra silniejszy…
Marek Migalski – manipulator pod płaszczykiem

Dziennikarze, ta czwarta władza – a w Polsce z powodu miernoty klasy politycznej ich pozycja poszła w górę i zyskali na znaczeniu – przyzwyczaili nas do swojej nierzetelności i zdolności manipulatorskich. Podzieleni na koterie polityczne, na grupy wzajemnej adoracji – i jeszcze silniejszej nienawiści – już dawno, poza nielicznymi wyjątkami, dziennikarzy starszej daty – próbują kreować i tworzyć różnego rodzaju scenariusze polityczne, najczęściej jako teorie spiskowe – z reguły podparte opiniami wziętymi z kapelusza.
Politycy szybko wyczuli tą tendencję „niezależnego” dziennikarstwa – i swobodnie tymi żurnalistami manipulują. Przy obecnej tendencji, że polityka nie ma – kiedy nie ma go w mediach – ten układ działa dwustronnie – wytworzyła się symbioza świata mediów i świata polityki, realizowana przed kamerą telewizyjną lub „sitkiem” radiowym. Należy o tym pamiętać – czytając dzienniki czy oglądają publicystykę telewizyjną.
Do tej pory z tego układu wyłamywali się publicyści o bogatszym zapleczu intelektualnym, którzy wypowiadają się z pozycji „eksperta”, publikują w dziennikach i tygodnikach, podpierając się swoją pozycją naukową, z reguły socjologiczną lub politologiczną. Nawet zajmując określone stanowisko, które jest wykładnią ich poglądów – jednak starali się jednak nie kreować rzeczywistości – lecz ją objaśniać. Nawet teorie tworzone na bazie tej rzeczywistości można było traktować nie jako działanie ku realizacji celu politycznego – lecz jako pewne wskazówki, czy sugestie. Do takich publicystów zaliczam Jadwigę Staniszkis i Radosława Markowskiego – stojących na dwóch przeciwstawnych biegunach w swoich poglądach.
Polecam
Jutro raczej nie będę mógł komentować na bieżąco spraw politycznych.
Ale za to polecam do przeczytania w całości dodatek “Europa”, nr 180, z Dziennika. Warto.
Dotyczy on zależności i relacji pomiędzy PiS-em, Kaczyńskimi a szeroko rozumianą elitą, inteligencją. Z wieloma opiniami trudno się nie zgodzić – może poza Ewą Thompson.
Azrael
Stadion na miarę IV RP

Wszystkie media, za „Życiem Warszawy” podały dziś, że nowy Stadion Narodowy, który ma być zbudowany na błoniach w pobliżu Stadionu X-lecia ma szansę zatonąć, niczym słynny szwedzki galeon „Vasa”. Z tym, że nie w Bałtyku – lecz w warszawskich błotach.
Na czele komitetu doradczego minister Jakubiak (dawniej specjalistki od parzenia ziółek najbardziej znanemu polskiemu dyspeptykowi) stoi były naczelny architekt Warszawy, Michał Borowski. Szkoda, że ktoś, kto powinien znać Warszawę, jak własną kieszeń, nie zwrócił do tej pory uwagi, że budowa ma być realizowana na podmokłym terenie, w starorzeczu Wisły. Tereny te, pełne wód podskórnych i rzeczek. Budowa wymagałaby albo zastosowania nowatorskich technik, palowania, co jest możliwe – ale pracochłonne i kosztowne – albo pójścia metodą z przed lat 50 – czyli nawiezienia materiału skalnego albo gruzu. I to też jednak wymaga czasu.
Czas leci, a decyzje na temat inwestycji w Euro 2012 – leżą, ustawa przegłosowana na ostatnim posiedzeniu Sejmu, o specjalnej ścieżce postępowania w sprawach projektów dotyczących Mistrzostw Europy – pozostanie martwa, jeżeli nie zostanie uzupełniona o akty wykonawcze i projekty realizacyjne. A na to się nie zanosi.
Wysłuchałem dziś audycji na temat inwestycji drogowych – nie liczcie, drodzy kibice, że będziecie wstanie swobodnie przemieszczać się z Gdańska do Wrocławia, z Wrocławia do Warszawy – a potem może do Kijowa…
Autostrad do 2012 – nie będzie…
Na zakończenie – Stadion X-lecia, na ponad 70.000 miejsc, z zapleczem, skromnym, ale zawsze – został wybudowany w JEDENAŚCIE MIESIĘCY – z zimą w środku…
Ten stadion może się stać symbolem niedowładu i bezradności tak zwanej IV RP. Tak jak ten projekt, budowany na kłamstwie, będący hucpą polityczną – jest tworzony na ruchomych piaskach obłudy. I też zatonie.
Chyba… że starym, dobrym zwyczajem, do którego jeszcze obecna władza tak twórczo nawiązuje, nazwać ten stadion mianem Genialnego Stratega, Wielkiego Odnowiciela, Największego Myśliciela, Ojca Narodu Odrzuconego, Brata Swego Brata… to naród sam by te kamienie przyniósł na budowę…
Azrael
Przegląd kampanii

Robiąc krótki przegląd kampanii wyborczej z ostatniego tygodnia – jednego możemy być pewni – żadna z dwóch głównych sił politycznych, ani Prawi i Sprawiedliwi, ani Platformersi nie mają nic do zaoferowania dla tych 60% wyborców, którzy zostali w 2005 roku w domu.
Kampanie wyborcze są głównie kierowane do elektoratów partii – i nie zawierają żadnych programów i przesłania dla Państwa, dla obywateli. Są praktycznie wyprane z merytorycznych treści, stanowią zlepek haseł, reklam, spotów, pustych przemówień i socjotechnicznych zagrań.
Taki styl został narzucony przez PiS, Jarosława Kaczyńskiego, który kilkanaście dni temu ustawił kampanię słowami, że kampania roku 2007 to będzie plebiscyt.





