Superpopapraniec

Jedna z moich starych znajomych mawiała, widząc niektórych panów;
„O, popatrz, tego to ja mam w kalendarzyku zapisanego pod ch…” … i nie była to informacja aprobująca….
Ja tak daleko nie poszedłem, ale wprowadziłem kategorię „Popaprańcy”, a której zapisuję wyjątkowo pokręconych, idiotycznych, bezrozumnych polityków.
Dziś trafia do niej Józef Oleksy.
Piszę to z dużą przykrością. Z tą częścią SLD, dawniej SdRP , związaną z inteligencją, dziś obecną także w „Ordynackiej” – z racji pewnych zaszłości – sympatyzowałem. W przeciwieństwie do frakcji drugiej, tej z pod znaku Szmajdzińskiego, Millera, Janika, Dyducha i im podobnych. To ich głównie należy obwiniać za upadek lewicy – i to, że Kaczyńscy doszli do władzy.
Oleksego znam długo, bardzo długo. Nie osobiście, lecz z przekazów i informacji. Jeszcze z czasów kiedy był skromnym adiunktem na SGPiS, potem pracownikiem Ministerstwa Szkolnictwa Wyższego i wreszcie sekretarzem PZPR w Białej Podlaskiej.

Zawsze się wyróżniał na tle betonu partyjnego (jak zresztą wielu pracowników naukowych) korzystnie. Nie był to dogmatyk, nie twardogłowiec, raczej pragmatyk i taki „brat łata”. Ale zawsze był cwany i ambitny. Jednocześnie był mentorem wielu młodszych i raczej ich nie zostawiał w potrzebie.
Jak polityk w czasach III RP też zachowywał się dobrze, jego odejście po aferze „szpiegowskiej” było z klasą.
Zawsze kontestator, trochę mentor, trochę zdrowego rozsądku. I ambicji. Trochę pewnie za dużo tej ambicji. Cieszyłem się, kiedy wygrał sprawę lustracyjną i liczyłem, że wróci do szeregów partyjnych.
Ale co to zrobił ostatnio… cóż – dyskwalifikuje go całkowicie. I już nie chodzi nawet o same taśmy, choć trzeba przyznać że są i ciekawe i obrzydliwe jednocześnie.
To co on teraz robi – można porównać do czystego kabaretu. Wędruje od kamery do kamery, o redakcji do redakcji. Odpowiada na pytania, wszyscy go słuchają, zaczyn nawet witzować….
Dzień po sprawie, ba nawet w sobotę – był jeszcze trochę zakłopotany i pełen przeprosin. Teraz już nie – teraz zauważył, że może być elementem, a nawet podmiotem pewnej gry. Tak jakby nie te kilkadziesiąt lat działalności publicznej, lecz właśnie 3 godziny rozmowy z Aleksandrem Gudzowatym dawały mu pozycję Mentora polskiej sceny politycznej. Może z równą swobodą krytykować tych po lewej, jak i po prawej. Może wydawać osądy, opinie, dawać rady.
A on się w poważnych oczach – dalej ośmiesza. Bo taśmy są jakie są, nagrane są bez przerw, przeplotów – i jeszcze jest Bisztyga…
A o tym że się ośmiesza do końca – świadczy to ,że zgłasza się po niego Samoobrona….
Doktor marketingu międzynarodowego, były premier, marszałek Sejmu….
Jest to dla mnie ciężki wpis, ale
Farewell Józiu, farewell…
Azrael











i w moich oczach stracił ostatnio wiele:-/
swoim głupim bełkotem w wywiadach zaprzepaścił cały swój dorobek i autorytet… nie bardzo rozumiem czemu teraz publicznie zaczął wylewać swe żale, przez co zrobił się taki tyci… (a mógł na pół roku w bieszczady pojechać…)
może to przesilenie wiosenne… może czas na psychologa…
MG
26 mar 07 at 19:54
Azraelu,masz ciekawe znajome…poznała,widziała…a potem tak od razu po imieniu…
Widać wszyscy kiepscy byli; w tych albo innych sprawach…
Zeby jeszcze tak polski elektorat miał właśnie tak dobrą pamięć i zdolność wczesnego rozpoznywania cienkich chu..ów!
Przypomina się słynny bon mot pewnego guru,Żelaznego Kanclerza, o tym że ponoć wie,jak prawdziwy facet powinien skończyć…ale chyba nawet tego nie dopowiedział…
Szkoda,że większość tzw.klasy politycznej różnych opcjii kończy lub skończy jak upadłe madonny…
… to w jakim celu nieszczęsne dzieci muszą ciągle wkuwać w szkole dlaczego w Polsce były Rozbiory, skoro nic z tego nie wynika…
qadam
26 mar 07 at 20:25