Gandzia i polityczny PR

„Newsweek” zamieścił coś w rodzaju zajawki książki o Donaldzie Tusku. Dziennikarze tygodnika przesłuchują
premiera z jego życia i ujawniają pewne fakty – a właściwie nie tyle fakty, co ich otoczkę.
Bo o tym, że Tusk wychował się na podwórku (a nie w willi z nadania komunistów) wiemy. I że jego dzieciństwo nie było udane, bo ojciec był srogi, a pieniędzy się nie przelewało (rodzice nie współpracowali z aparatem komunistycznym) – to też wiemy. Jak również to, że działalność opozycyjna i rodzinna kazała Tuskowi walczyć twardo o pozycję w życiu (a nie tkwić w pieleszach mamusi) – i to jest znane.
Tusk liznął życia – i to jego twardych, brudnych elementów. Był kontestatorem wartości – aby później, z dystansu doświadczenia życiowego do nich wracać. Dorastał intelektualnie dość długo – nie był to tak ukształtowany i świadomy człowiek i polityka, jak choćby Jan Maria Rokita, który już w 1989 roku był krakowskim liderem. Może dlatego, że Tusk kumulował doświadczenia długo i były one różnorodne – to procentują one dopiero teraz – ale za to skutecznie.
Media – nie tylko tabloidowe – skupiły się na dwóch elementach z tego wywiadu. Pierwszy to jego nawrócenie do Kościoła Katolickiego – i ślub kościelny w 2005 roku, kiedy dzieci już były dorosłe, a małżeństwo nie tylko długie, ale i po przejściach.
“TVP delendam esse!”

Platformie Obywatelskiej udało się przeforsować w Sejmie ustawę o zwolnieniu części obywateli z płacenia haraczu na instytucje, nad którymi nie ma praktycznie żadnego nadzoru. Czyli na TVP i Polskie Radio.
I społeczeństwo nie ma nadzoru, jak również właściciel – czyli Skarb Państwa.
Zwolnieni z tego płacenia zostali na razie tylko emeryci, trwale niezdolni do pracy renciści i bezrobotni – ale oznacza to, że wpływy wynikające z abonamentu będą o około 60 mln mniejsze.
Oczywiście „książęta” mediów, Andrzej Urbański i Krzysztof Czabański poddali krytyce te decyzje. Według nich oznacza to likwidację Polskiego Radia i osłabienie konkurencyjności TVP.
Wydany przez TVP – czyli Urbańskiego – komunikat stwierdza, że;
“tak drastyczny spadek przychodów z abonamentu, a także zapowiadana przez koalicję rządową jego całkowita likwidacja, doprowadzą w niedalekiej przyszłości do sytuacji, gdy TVP nie będzie w stanie realizować ustawowych zadań misyjnych, współtworzyć i upowszechniać dzieł kultury, dbać o tożsamość narodową Polaków, inicjować i rozwijać debatę w najważniejszych sprawach społecznych i państwowych” (PAP).
Stało się słusznie – jeżeli nie udało się do tej pory przekształcić Telewizji Polskiej w spółkę społeczną, nadzorowaną przez organ społeczny – bo KRRiT jest ciałem POLITYCZNYM – to należy ją właśnie zlikwidować. Moloch, zatrudniający 4700 osób, mający „na pokładzie” 30 związków zawodowych, którym steruje biuro reklamy (słowa medioznawcy Karola Jakubowicza), za misję uchodzi „Taniec z Gwiazdami”, Kammel bierze 60 tysięcy złotych za twarz i na twarz, za to, że tylko jest – bo talentów to on żadnych nie ma, za to, że jest, a szefem jest polityczny namiestnik – nie da się przekształcić. Ona musi zostać zlikwidowana jako twór organizacyjny pod nazwą TVP S.A.
Car i bojar

No i stało się - namaszczony przez Władimira Władimirowicza Putina kandydat ,wybrany w wolnych, demokratycznych, tajnych wyborach, objął władzę na Kremlu. Po raz pierwszy, trzeci prezydent demokratycznej – i autorytarnej - Rosji objął swoje stanowisko po pełniej, dwukrotnej kadencji swojego poprzednika.
W środę maja Dmitrij Miedwiediew położył dłoń na rosyjskiej konstytucji i wypowiedział przysięgę. Wielu zauważyło, że insygnia władzy zostały podjęte przez niego samego – nie z rąk byłego prezydenta.
Ustępujący prezydent Władimir Putin został już w czwartek zatwierdzony na stanowisku premiera, według ustaleń. Formalnie Putin zostanie szefem partii „Jedna Rosja” - i ta dwumilionowa organizacja kadrowa, pierwsza tak znacząca siła polityczna w Rosji po rozpadzie KPZR – stanie za nim murem.
Wszystko odbyło się zgodnie z prawem, konstytucją. Nie zostały złamane procedury, nie został także złamany rosyjski obyczaj. Gdyby ktoś chciał zakwestionować wybory – naraziłby się na śmieszność. Powszechna akceptacja w Rosji – i aprobata wśród rządzących całego Świata – potwierdzają pełną legitymizację przejęcie władzy przez Miedwiediewa. Lud wybrał, do urn poszło ponad 60% uprawnionych do głosowania, Miedwiediew dostał około 70% głosów. Mandat mocny, nie do podważenia. Ceremonialne przejęcie władzy było okazałe – i w stylu inwestytury – ale zgodnie z tradycjami Rosji, co wszyscy podkreślali.
Oczywiście pojawiają się pytania – kto będzie rządził w Rosji, czy będzie to nowy prezydent, czy jednak siła władzy zostanie przy Putinie?
Czytanki (nie)oszołomów 2008 - 05 - 10
Dziś w programie przybliżania blogów i ludzi, którzy wyrastają ponad standardy polskiej sieci - Tomek Menzel.
Pisze na różne tematy, nie ogranicza się tylko do polityki i spraw bieżących. Ma bardzo unikalny i osobisty styl, jest całkowicie samodzielny w myśleniu… aż dziw, że dalej pozostaje w Salonie24, bo znacząco odbiega intelektualnie od tamtego środowiska. Oto jeden jego z ciekawszych wpisów.
Przy okazji - przypominam, że każdy blog na S24 ma unikalny kanał rss, więc można główny “ściek” tego “salonu” ominąć i czytać tylko rzeczy wartościowe.
————————————————————————-
Heteryk gejem zaintrygowany
Powiem na samym początku by nie było później żadnych problemów, że niby nie wiadomo o co mi chodzi. Tak! Jestem za pełnią praw dla par homoseksualnych, chciałbym by mieli możliwość adoptowania dziecka (sądzę, że ważniejsze jest to, by dziecko miało jakichkolwiek rodziców, którzy darzą je miłością, niż nie miało ich wcale), chciałbym móc przyglądać się społeczeństwu, które w spokoju koegzystuje ze wszystkimi Obcymi.
Oczywiście cały temat jest spłycony do poziomu absurdu. Kto chce nam co narzucić? Nikt nam nie narzuca swojej seksualności, osoba heteroseksualna nie zainteresuje się homoseksualną. Homoseksualizm nie jest pedofilią, ani przestępstwem. Jest to po prostu sposób odczuwania - każdy kocha tak jak ma kochać, tak jak widzi ten przeklęty świat.
W Polsce temat seksualności przybiera wymiar obsesji. Pewna pani, w pewnej telewizji, prezentowała profil z portalu gejowskiego, swojego adwersarza. Oczywiście obrzydza ją to, że autor użył w tym tekście takich oto słów: “anal”, “oral”, “lubię młodych gejów” itp. itd. Ta sama pani użyła takich oto słów, wobec tego pana: “Ja panu ręki nie podam, bo nie wiem gdzie pan ją trzymał”. Oczywiście pani ta jako przykładna kobieta, pewnie katoliczka, nie wie skąd się biorą dzieci i dochodzi do wniosku, że albo dziecko bierze się przez pączkowanie (tylko, że wtedy mija się to z teorią kreacjonizmu), albo bocian je przynosi jako dar od Boga. Oczywiście co robiła na portalu gejowskim osoba heteroseksualna, nie wiadomo. Pewnie chodziło o zebranie materiału badawczego. Tylko, że gej może zbierać taki materiał z portali osób heteroseksualnych, gdzie pewna pani, może mieć napisane, że lubi być wiązana linami i to, że lubi fisting.
O co chodzi polskiej klasie politycznej i polskiemu społeczeństwu kiedy mowa o seksie? A może żyjemy w tak bigoteryjnym kraju, że nie warto rozmawiać o zauroczeniu, miłości, o kontakcie fizycznym z drugim człowiekiem? Ponieważ bardzo mała część tego społeczeństwa doświadcza tego kontaktu… Trudno mi stwierdzić w czym tkwi problem. Może po prostu nie dopuszczamy możliwości kontaktu z płcią, którą tak dobrze znamy. Skoro my tego nie dopuszczamy, to inni też nie powinni. Taka jest niepisana reguła społeczna. A wymiar teologiczny czy też religijny jest na drugim planie i tworzy genialną zasłonę dymną.
Ciekawie opisywał sytuację seksualności, w polskim społeczeństwie, Ernest Skalski w tamtym roku, kiedy wybuchła afera homoseksualna (swoją drogą co roku wybucha wielka afera związana z seksualnością i obyczajami, po chwili milknie i nic się z tym wszystkim nie robi):
Jest masa ludzi, którzy nie radzą sobie ze swoją seksualnością, mających na tym punkcie obsesję. Tacy, którym wszystko kojarzy się z d…. Niektórzy są całkowicie skupieni na sprawach seksu. Inni zajmują się nim przy okazji. Przy czym traktują go na różny sposób. Jedni to tak zwane gadułki seksualne, propagatorzy wszelkich odmian seksu, prowokatorzy, których zaspakaja taki swoisty ekshibicjonizm. Ci, są jeśli nie całkiem szczerzy, to przynajmniej nie ma w nich nadmiaru hipokryzji.
O hipokryzję podejrzewam natomiast moralistów. Oni się - myślę - wstydzą swoje seksualności, swoich problemów i swoich zahamowań. I zamiast udać się do psychologa, czy seksuologa ze swoim problemem, wyżywają się w umoralnianiu innych. Pozwala to im poruszać się w atmosferze erotyzmu, smakować ten erotyzm, zwalczając go. Cmokając i zachłystując się, jak mówi rosyjskie powiedzonko. Bo przecież wroga trzeba rozpoznać.
Więc panowie i panie od umoralniania: proszę zastanowić się czy problem nie tkwi w Was samych. Czy może nie bierze się z innych pobudek niż światopoglądowych. Może rozwiązanie jest prostsze niż sądzicie. A nóż, może jesteście homoseksualistami.
[Źródło: Tomasz Menzel]
Alabama song
Mały eksperyment muzyczny, na weekend;
Odchodzę na dziś od jednego wykonawcy, na rzecz jednej piosenki;
“Alabama Song”, Kurta Weilla. Najbardziej znana, poza oczywiście musicalem Bertolda Brechta, z wykonania zespołu “The Doors”. Popatrzcie i posłuchajcie, jak można też inaczej śpiewać ten utwór.
Niestety - nie znalazłem satysfakcjonującego wykonania w języku niemieckim - a tylko w nim brzmi najpełniej.
Pozostałe, nieoczekiwane czasem, wykonania - na blogu video.
Miłego weekendu
Azrael
Kto po “Genialnym Strategu”?

Kilka ostatnich sytuacji politycznych, w Sejmie i poza nim wskazuje, że Prawo i Sprawiedliwość straciło to, co najważniejsze – integralność organizacyjną oraz niczym nie zmąconą wiarę w Jarosława Kaczyńskiego.
Jeden z dziennikarzy zapytał mnie o osobowości polityczne na polskiej scence politycznej. I oczywiście, musiało to zahaczyć o szefa PiS.
Zastanowiłem się, kiedy skończyła się charyzma i siła tego polityka? Nie tylko dla tych, którzy stoją po przeciwnej stronie barykady politycznej – ale również dla jego zwolenników. I stwierdziłem, że tym przełomowym momentem, kiedy padł mit niepokonanego – była wcale nie przegrana kampania wyborcza – ale, jak to często bywa – jeden moment. Był to wieczór debaty telewizyjnej z Donaldem Tuskiem – kiedy jego mit polemisty i twardziela upadł.
Od tego dnia nie widziałem już ani jednego wystąpienia Jarosława Kaczyńskiego, godnego zapamiętania, nie było ani jednego wywiadu radiowego i prasowego, w którym słyszelibyśmy wizjonerskiego, pełnego pasji i zdecydowania wodza.
To zostało też widoczne wewnątrz jego partii, w systemie zarządzania, kreowania i wytyczania drogi. I konflikty zaczęły się mnożyć.
Prywatyzacja szpitali i obłuda

Straszne zamieszanie i jazgot medialno – polityczny wywołał wczoraj minister Aleksander Grad, oświadczając w trakcie wywiadu radiowego, że co innego się mówi w trakcie kampanii wyborczej, co innego słyszy wyborca – a co innego się faktycznie robi.
Oczywiście – wypowiedź Grada to poważne faux pas polityczne i marketingowe, bo wszak jak Anthony de Mello powiedział - „Ludzie nie chcą prawdy, oni chcą pewności i bezpieczeństwa”. A dla nich państwowa służba zdrowia to właśnie to bezpieczeństwo – nawet za cenę leżenia na korytarzach i czekanie ¾ roku na wizytę u onkologa, z rakiem za pazuchą.
To, że polityczny „babol” został wykorzystany przez Prawo i Sprawiedliwość – temu się nie dziwię, natomiast budzi moje zdumienie reakcja mediów. Zresztą media nakręciły tą sprawę i wykorzystują ją do ataku na PO.
Nie jest przypadkiem, że jednocześnie dwie gazety codzienne tego samego dnia publikują plany prywatyzacyjne rządu i większości parlamentarnej w ochronie zdrowia. I są to materiały zadziwiająco do siebie podobne…
Zamierzenia urynkowienia ochrony zdrowia są znane i zapowiadane od dawna - jeżeli ktoś uważnie śledzi plany Platformy Obywatelskiej – to wie też, że decentralizacja państwa jest jej głównym celem politycznym. Grad tak naprawdę niefrasobliwie odkrył działania kuchni politycznej – nic więcej.
Zajęci sprawą szpitali, żurnaliści nie zwrócili uwagi na inne doniesienia;
Walcowanie Lecha Kaczyńskiego

Właściwie o Lechu Kaczyńskim już nie bardzo chce się pisać, bo widać, że „król jest nagi” albo „koń jaki jest, każdy widzi”, ale okoliczności zmuszają do poświęcenia mu uwagi.
Ostatnio odświeżono dyskusję na temat zmiany konstytucji, gdzie osią problemu jest dwuwładza wykonawcza – czyli brak jasnego podziału kompetencji pomiędzy rządem a prezydentem. Kohabitacja jest klęską – nie ma praktycznie żadnego tematu, gdzie by zgrzytało na linii rząd – kancelaria prezdencka.
Donald Tusk w lutym tego roku, w trakcie wywiadu dla „Gazety Wyborczej”, powiedział;
Jestem za tym, żeby był jeden ośrodek rozstrzygający - albo prezydent, albo premier. Dzisiaj mamy konflikt prezydent - premier, i to nie jest wina Lecha Kaczyńskiego, tylko ustroju politycznego. Kiedy nasz ustrój polityczny jest nasycony niechęcią między prezydentem a rządem, kiedy ta niechęć jest programowa i osobista, kiedy prezydent uważa, że ma zawsze rację, powstaje ustrojowy paraliż.
[...]
W ostatnich dniach coraz poważniej zastanawiam się nad złożeniem poważnej propozycji prezydentowi Kaczyńskiemu i opozycji. Trzeba rozpocząć debatę konstytucyjną i przedyskutować, kto ma mieć więcej władzy prezydent czy premier.
Dyskusja więc nie jest nowa i niespodziewana, nie dotyczy tylko spraw personali Lecha, brata Jarosława – lecz szerszego tematu ładu ustrojowego.
Blog nie dla idioty

Politycy piszą blogi, z różnych powodów i dla realizacji różnych celów – politycznych i osobistych. Już dość dawno blog publicystyczny, polityczny, czy społeczno – kulturalny, przestał być traktowany w kategoriach zabawy, prywatnej opinii, czy nic nie znaczącego wybryku człowieka sfrustrowanego.
„Polska XXI”, portal polityczny konserwatystów, zawiera blogi polityczne, które posiadają swój mirroring na innych portalach – i zamieszczane tam poglądy Jana Maria Rokity, czy Kazimierza M. Ujazdowskiego traktowane są jako wypowiedzi oficjalne. Podlegają analizom i polemikom.
Ludwik Dorn prowadzi na swoim blogu subtelną i kąśliwą polemikę ze swoim już byłym (?) przyjacielem, Jarosławem Kaczyńskim, umieszcza tam ciekawe analizy i projekty – i jest ten jego blog traktowany bardzo poważnie i cytowany w innych mediach, nie tylko elektronicznych. Jego adwersarz nie odpowiada mu w ten sam sposób, bo dla Kaczyńskiego internet to miejsce spotkań pijaków i miłośników pornografii…
Janusz Palikot z kolei na blogu zadał trudne pytania pod adresem urzędującego prezydenta – i wywołał burzę medialną i polityczną – ale osiągnął sukces – poznamy raport o stanie zdrowia Lecha Kaczyńskiego. Będzie on zapewne poświęcony jego dolegliwościom somatycznym – bo o jego (prezydenta) stanie psychiki możemy się przekonywać każdego dnia, jak choćby w trakcie wywiadu telewizyjnego dla redaktora Tomasza Lisa, gdzie psychiczna trauma, z powodu porażki brata w 2007 roku, w wyborach parlamentarnych, została zamieniona na fobię wobec złych mediów…
Z frontu lustracyjnego

Szykuje się znów zabawa lustracyjna – oczywiście tylko werbalna i w mediach – bo nie należy sądzić, aby ktoś poważny chciał się jeszcze bawić w sprawy lustracyjnego gonienia króliczka, Jarosław Kaczyński, ustawa lustracyjna PiS, zmasakrowana przez Trybunał Konstytucyjny w ubiegłym roku, postać Antoniego Macierewicza i generalne niechęć społeczeństwa – zamknęły ten rozdział. Prawdopodobnie na zawsze
Szef klubu PO, Zbigniew Chlebowski stwierdził w wypowiedzi dla „Dziennika”, że jego partia nie będzie się zajmowała w tej kadencji lustracją, bo cytuję;
“jest wiele ważniejszych rzeczy, którymi powinien zajmować się Sejm”
Proste, pragmatyczne i rzeczowe. Jest wiele rzeczy w Polsce, które wymagają większej uwagi, niż polowania z maską na twarzy, po archiwach IPN.
Obowiązywać będzie proteza prawna, po wyroku TK w zeszłym roku.
Należy się spodziewać na to oświadczenie kontry ze strony Prawa i Sprawiedliwości – nie zdziwiłbym się wypowiedzi samego guru partii…
Jakiej TVP by chcieli

Wczoraj zagościłem w przebogate progi gazety „Rzeczpospolita”, na panel dyskusyjny „Jakiej telewizji publicznej potrzebujemy”. Organizatorem była redakcja, prowadzącym Igor Janke, a panelistami, głównymi, dwaj byli i obecny prezesi TVP (Jan Dworak, Bronisław Wildstein, Andrzej Urbański), szefowa Komisji Kultury i Środków Społecznego Przekazu Sejmu, posłanka PO, Iwona Śledzińska-Katarasińska, posłanka PiS, była szefowa KRRiT - Elżbieta Kruk, oraz, co śmiało mogę powiedzieć, jedyna osoba niezależna z tego grona – wybitny znawca mediów – Karol Jakubowski.
Na sali byli również inni ludzie mediów – różni, od prezesa PAP, Piotra Skwiecińskiego zaczynając, na Mirosławie Chojeckim kończąc.
Nie będę relacjonował całej debaty – można sobie ją w całości obejrzeć na portalu polityczni.pl – i warto te dwie godziny poświecić.
Nie, nie znajdziecie tam ani planu uzdrowienia mediów publicznych, ani również gotowych pomysłów, czy nawet (poza nielicznymi wyjątkami) projektów zmian organizacyjnych. Nie było to możliwe – nie było to zresztą celem tego spotkania. Media publiczne w Polsce mają 18 lat (od czasu prezesury Andrzeja Drawicza, szefa jeszcze „Radiokomitetu”) - a faktycznie – lat 15, od czasu uchwalenia ustawy o porządku medialnym w roku 1993. Więc raczej dwie godziny nie mogły przynieść żadnego rozwiązania.
Barbarzyńcy w sutannach

To, że Jan Paweł II jest w Polsce głównie postrzegany jako ikona kościelna i element tradycji ludycznego kościoła – to jest wiadome od dawna, było to jasne już za życia polskiego papieża. Tak zwany kult papieski jest jak najbardziej merkantylny, z jednej postać i słowa JP II, dowolnie i swobodnie użyte, mają legitymizować działania polskiego kościoła instytucjonalnego, z drugiej strony mają utrzymywać rzesze ludzi w ryzach i porządku – bo przecież nic nie utrzyma niewykształconego wiernego, niż oblicze znanego człowieka wyniesionego na ołtarze. Stąd te przebieranie nogami i powszechne naciski, aby już, zaraz, ogłosić Wojtyłę błogosławionym – a najlepiej od razu świętym. Jednak, jak się okazuje, Benedykt XVI nie pali się do tego za bardzo.
Pytanie, co pozostało po Janie Pawle II – nabiera ostatnio nowego wymiaru. Pozostało niewiele - dużo w sferze otoczki, mało w sferze ducha i wartości. Ale za to pozostało jego truchło, po które, dla realizacji swoich celów i interesów sięgają polscy księża.
Jakiś czas temu pojawiła się sugestia (bodajże biskupa Tadeusz Pieronka), aby wyjąć serce ze zwłok JP II i przenieść je do Polski, na Wawel. W międzyczasie padł pomysł, aby go przenieść z Grot Watykańskich do bazyliki św. Piotra i wystawić, niczym Lenina, na postumencie, na widok publiczny w szklanej trumnie.
Debata w “Rzepie”
Byłem dziś widzem seminarium w redakcji dziennika “Rzeczpospolita”, pod tytułem „Jakiej telewizji publicznej potrzebujemy”
Panelistami głównymi byli Jan Dworak, Bronisław Wildstein, Andrzej Urbański, Elzbieta Kruk, Iwona Śledzińska-Katarasińska i Karol Jakubowicz. Prowadził spotkanie Igor Janke.
Debata trwała równe dwie godziny - i jutro będzie dostępny cały jej zapis - video. I warto będzie go sobie obejrzeć, bo, jak dla mnie - jest on potwierdzeniem tego, że ludzie, którzy obecnie siedzą w TVP - i ich bezpośredni poprzednicy - nie nadają się na stanowiska kierownicze i nadzorcze w mediach.
Miałem przyjmeność - autentyczną - zamienić kilka słów z redaktor Janiną Jankowsą - i wątpliwą, ze względu na chamstwo - co zresztą przekłada się na wazeliniarstwo wobec Andrzeja Urbańskiego - z Krzysztofem Kłopotowskim.
Jutro - niestety dopiero po południu - relacja i mój komentarz.
Na koniec - to co wiedziałem już od dawna, od wielu lat;
Jedynym człowiekiem, którego w sprawie mediów warto i trzeba słuchać - to Karol Jakubowicz. Postać wyrastająca nie tylko wzrostem, ale wiedzą, doświadczeniem i inteligencją ponad wszystkich tam obecnych.
Azrael
P.S. Okazuje się, że zapis z konferencji jest już dostepny. Obraz taki sobie - ale audio działa. To jest wprawdzie
aż dwie godziny - ale warte posłuchania. Zwarcam uwagę na wystąpienia wspomnianego Karola Jakubowicza,
Jana Dowraka - i unikalny występ Franciszka Trzeciaka.
A.
Ustawa medialna – tak!

Piszę dość dużo ostatnio na tematy mediów – szczególnie telewizji publicznej, tego okna na Świat polskiego domu. Niestety – nie tylko okna na świat – ale również witryny politycznej, ostatnio Prawa i Sprawiedliwości – w przeszłości innych opcji politycznych. I grozi nam, że media publiczne – Telewizja Polska i Polskie Radio – będą dalej wielkim polem manewrów politycznych.
Instytucje, które mają zajmować się porządkowaniem mediów – takie jak Krajowa Rada Radia i Telewizji, rady nadzorcze TVP i PR, czy ciała fasadowe, takie jak Rada Etyki Mediów, czy Rada Programowa TVP – nie spełniają roli nadzorczej, inicjatywnej czy nawet opiniotwórczej wobec mediów, już tylko z nazwy publicznych. Również działalność gremiów zawodowych, takich ja Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich – nie potrafi wyjść poza działania czysto korporacyjne i stworzyć projektu, który by uzdrowił polskie media o oddał je społeczeństwu.
Nowa ustawa medialna jest tylko półśrodkiem, czymś w rodzaju wstępu do prawdziwej ustawy medialnej, która pozwoliłaby na stworzenie nowej formuły telewizji i radia publicznego. Właściwa ustawa musi zostać napisana od nowa – ale nie może być elementem rozgrywek politycznych i nacisków różnych grup korporacyjnych w polskich mediach – także związków zawodowych. Zdaję sobie sprawę, że projekt autorstwa Platformy Obywatelskiej nie jest doskonały – ale początkiem w dobrym kierunku – oddzielenia telewizji od wpływów politycznych i zapoczątkowania głębokiej reformy, koniecznej wobec nowych wyzwań technologicznych i nowej konkurencji mediów elektronicznych.
Układ zależności korporacyjnych – ściśle powiązany z układem politycznym – co przypomina funkcjonowanie telewizji z czasów „Radiokomitetu”, broni pod hasłami niezależności swojej pozycji i wpływów. Osoby takie jak Krzysztof Czabański, Andrzej Urbański, Janina Jankowska, Krystyna Mokrosińska czy Magdalena Bajer – bronią tego układu, w którym panują niejasne powiązania personalne, biznesowe i towarzyskie. Szermując hasłami obrony etosu mediów publicznych, ich misji i konieczności edukacji społecznej – tak na prawdę bronią skompromitowanego układu politycznego.
Widzą to nie tylko niezależni dziennikarze – ale również ludzie mediów zatrudnieni w TVP i PR.
I postanowili działać.
TVP łączy PiS i SLD

Dyskusja o nowej ustawie medialnej jest zażarta i pełna niespodziewanych zwrotów. Projekt Platformy Obywatelskiej, który lada moment zostanie zawetowany przez prezydenta Lecha Kaczyńskiego i wróci z powrotem do Sejmu – jest, jak wszyscy doskonale wiedzą – tylko protezą prawną, mającą na celu wymiecenie z mediów publicznych „złogów” po Prawie i Sprawiedliwości.
Oczywiście trwa nieodłączna dyskusja dziennikarzy, medioznawców, ludzi kultury (tej „wyższej”, bo innych się nie dopuszcza) o roli mediów w życiu społecznym i publicznym – i oczywiście o „misji”. Zostawmy jednak misję – każdy, kto obserwuje tą dyskusję, wie, że słowo to jest tylko zabiegiem erystycznym – umiejętnie wplatanym w argumentację, która służy tak naprawdę tylko zachowaniu stołków i wpływów.
Wiadomo, że do odrzucenie veta prezydenckiego głosów PO i PSL nie wystarczy – trzeba jest głosów innych – oczywiście nie PiS, tylko SLD i pozostałego lewicowego planktonu parlamentarnego. Ale oczywiście – w obronie misji i niezależności musi być coś za coś.
Po stronie obrońców „wolności i pluralizmu”mediów mamy „niezależnych” dziennikarzy i ludzi mediów, głównie niezależnie popieranych przez… PiS. Ciekawe, nieprawda? I właśnie ci dziennikarze dla obrony swoich… stołków i synekur są gotowi na pakt z każdym, kto zapewni im dalsze działania – i czerpanie korzyści… z naszego abonamentu i reklam.
Wiadomo – lewica to panna już starszawa, lekko łysiejąca, cześć członków od niej odpada (SDPL) – ale jednak posażna jeszcze w mandaty sejmowe. I trzeba o nią zabiegać. PO nie robiło tego skutecznie – PiS przez swoich wiernych stronników działa sprawniej – i bez skrupułów.
W sobotę 3 maja, w trakcie posiedzenia Rady Programowej TVP Piotr Gadzinowski został wybrany członkiem prezydium tego „niezależnego” ciała, które dba o pluralizm i swobodę telewizji, o to, aby były przestrzegane normy programowe i właśnie misja. Na czele tego ciała stoi redaktor Janina Jankowska – z którą miałem już przyjemność polemizować – oczywiście – całkowicie niezależna politycznie, popierana przez PiS.
Gadzinowskiego poparli inni niezależni działacze tego gremium, w tym Jan Ołdakowski, Jarosław Rusiecki i Anna Sobecka (posłowie PiS); Daniel Pawłowiec i Krzysztof Bosak (dawni posłowie LPR); Janusz Maksymiuk i Elżbieta Wiśniowska (byli parlamentarzyści Samoobrony) – i oczywiście sama Pani Janka, jak familiarnie jest nazywana w post styropianowym środowisku. Resztę składu tego ciała stanowią twórcy kultury… z partyjnymi rekomendacjami…ale oczywiście – niezależni…












